reklama

Świąteczna mordercza gra

Ocena: 4.2 (15 głosów)

Wśród nocnej ciszy krzyk się rozchodzi...

Endgame House - mroczna siedemnastowieczna rezydencja z piaskowca i marmuru. Już sam jej wygląd może budzić grozę. Jednak Lily Armitage nie odwiedzała rodzinnej posiadłości z innego powodu. To tutaj ponad dwadzieścia lat temu, w Boże Narodzenie, zmarła jej matka. Wtedy dziewczyna obiecała sobie, że nigdy już nie przekroczy progu tego domu.

Kiedy umiera jej ukochana ciotka, Lily otrzymuje list z prośbą, aby po raz ostatni wróciła do Endgame House i wzięła udział w rodzinnej tradycji: corocznym poszukiwaniu skarbów. Na zwycięzcę czeka akt własności rezydencji. Dziewczynę jednak interesuje coś innego - wskazówki mają pomóc jej w rozwiązaniu tajemnicy śmierci matki. Aby je zdobyć, musi wziąć udział w rozgrywce. Jej kuzyni grają o posiadłość, dla niej nagrodą będzie prawda. Jednak nie wszyscy grają uczciwie...

Gdy burza śnieżna odcina Endgame House od wioski, Lily uświadamia sobie, że nie walczy już o spadek, ale o swoje życie.

,,Świąteczna mordercza gra" zachwyci wielbicieli klasycznych powieści kryminalnych spod pióra Agathy Christie, a fanom kina przypomni nastrój znany z filmu ,,Na noże".

Informacje dodatkowe o Świąteczna mordercza gra:

Wydawnictwo: Illuminatio
Data wydania: 2022-10-26
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788383210094
Liczba stron: 384
Tytuł oryginału: The Christmas Murder Game

więcej

Kup książkę Świąteczna mordercza gra

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Świąteczna mordercza gra - opinie o książce

Rodzina to ludzie, których łączą więzy krwi, a ich wzajemne uczucia do siebie są pełne wyrozumienia i ciepła. Niestety, tak dzieje się tylko w powieściach. W życiu pojawia się znacznie rzadziej. W powieściach także zdarzają się wyjątki potwierdzające regułę. Choćby powieść Alexandry Benedict „Świąteczna, mordercza gra”. Z ręką na sercu można przyznać, że autorka doskonale wybrała temat, na który chciała pisać. Bardzo nośny, niosący ze sobą bliskość i ciepło, jakich doświadczamy podczas tych wyjątkowych świąt. W jej powieści sytuacja jest nieco inna. W opisywanej przez nią historii rodzina Armitage ma coroczną, bardzo dziwną świąteczną tradycję. Zbierają się w posiadłości ciotki Liliany, w której większość z nich się wychowała i rozpoczynają wspólną grę. Jej celem jest rozszyfrowanie wskazówek i dotarcie do miejsca, gdzie ukryto wszystkie prezenty. Zwycięzca dostaje coś ekstra. Dodatkowy prezent.

W tym roku cioci nie udaje się osobiście ogłosić rozpoczęcia gry, gdyż umiera. Ciotka była na tyle świadoma sytuacji panującej we własnej rodzinie, że nim dochodzi do najgorszego, udaje jej się wyłonić własnego przedstawiciela, który za nią ogłosi rozpoczęcie gry i będzie pilnie obserwować, czy jej uczestnicy nie posuwają się czasem do oszustw.

Tym razem stawka jest o wiele wyższa. Ekstra prezentem – w zasadzie jedynym w tym roku – jest akt własności posiadłości ciotki. A ponieważ od wczesnych lat swej młodości, ciotka miała zamiłowanie do anagramów, rebusów i innych gier logicznych, którymi często zamęczała własną rodzinę, jej członkowie mieli to już w pewien sposób przećwiczone.

Pani Castle – przedstawicielka ciotki – oraz Izabelle – prawniczka ogłaszają początek gry. Zaczyna się całkiem nieźle, lecz kończy fatalnie. Pierwszym trupem. Niedługo potem padają następne. Nikt nie ma pojęcia, kogo kolejno dosięgnie morderczy cios.  Zawiązują się pierwsze spiski i knowania za plecami, jest otwarta wrogość wobec niektórych osób – także pochodzenia homoseksualnego – a nawet pierwsze zarzuty.

Główna bohaterka tej historii, Lily Armitage, wydaje się być bardzo jednowymiarową postacią, która kompletnie nie zna się na ludziach, nie rozumie zagadki, w którą ją wplątano i nie chce spadku, który może zdobyć, jeśli uda się jej ukończyć grę jako pierwszej.

Autorka zaludniła strony powieści wieloma postaciami. Jest tam i bardzo ambitna Sara, która posługuje się ironią z godnością samego mistrza. Jest Tom, który nawiązał już w czasie dzieciństwa bardzo bliskie relacje z Lily i teraz, ku radości kobiety, udaje im się odtworzyć. Jest Rachel i Holly, które tworzą parę, choć o żadnej z nich nie wiadomo niczego konkretnego, poza tym, że bardzo mocno się kochają i są gotowe zrobić dla siebie wszystko. Jest też Gray, brat Sary, bezwzględnie jej Posłuszy i tchórzliwy, nie mający w zasadzie własnego zdania. Trzyma z nią głównie dlatego, że boi się jej sprzeciwić.  Jest Ronnie, mąż Sary, który wypada tak blado i jest taki nijaki, że w zasadzie żaden z czytelników chyba nie potrafiłby się do niego przywiązać. Jest w końcu Izabella – prawniczka i przyjaciółka Lily z dzieciństwa.

Wszystkie te osoby łącza nie tylko więzy krwi, ale również to, że wychowywały się w jednym domu, posiadłości ciotki Liliany. W trakcie tych lat z pewnością zdążyli się – może nie zżyć, bo to za duże słowo – ale z pewnością dobrze się poznać i przyzwyczaić się do swojej obecności. W pewnym stopniu.

Ze strony na stronę poznajemy coraz więcej sekretów – już sam przyjazd Lily do posiadłości był owiany tajemnicą, bo list, który przysłała jej ciotka przed śmiercią, wyraźnie sugerował, że jej matce ktoś „pomógł” w samobójstwie, a ona w tym roku może odkryć, kto był mordercą. Z biegiem czasu pojawia się coraz więcej tajemnic. Okazuje się, że prawie każdy w tej rodzinie ma jakiś sekret. Nie wyłączając z tego Lily.

Kiedy w końcu opadną wszystkie zasłony i dowiemy się, że nie skończyło się na jednym mordercy. A było ich kilku, zaczniemy się na poważnie zastanawiać, czy cała ta intryga miała w zasadzie sens. Bo mordowanie się wzajemnie, by zdobyć akt własności posiadłości, nie jest dla mnie za solidnym wytłumaczeniem. Przeciwnie; brzmi bardzo kuriozalnie.

A sama opowieść traci bardzo dużo na swej pierwotnej wartości.  Czerpiemy znacznie więcej przyjemności rozpoczynając tę powieść, niż ją kończąc. A poniekąd powinno być odwrotnie.

Fani Agathy Christie, do których się zaliczam, nie mają tu czego szukać.

Choć trzeba przyznać, że autorka ma lekkie pióro, a sam tekst czyta się całkiem przyjemnie.

Link do opinii

„Świąteczna mordercza gra” to powieść świąteczna inna niż wszystkie. Nie niesie nadziei, nie podnosi na duchu, nie opowiada o świątecznych cudach i miłości unoszącej się wokół. Święta to cudowny czas, jednak nie wszędzie i nie dla każdego. Szczególnie Święta, kiedy zmuszeni jesteśmy spotkać się z nielubianymi członkami rodziny i zagrać z nimi w śmiertelnie niebezpieczną grę, w której stawką jest dom i życie. Taka sytuacja spotyka Lily, główną bohaterkę powieści, która zmuszona jest pojechać na dwanaście dni Świąt do posiadłości Endgame, w której się wychowywała, a której od lat z powodzeniem udawało jej się unikać. Tym razem jednak sytuacja jest inna. Ciotka, która ją wychowywała nie żyje, a w liście do Lily napisała, że oprócz wskazówek pomagających odnaleźć klucze, które są potrzebne, aby wygrać grę, Lily będzie mogła odkryć prawdę o śmierci mamy. W tej sytuacji Lily z ciężkim sercem decyduje się jechać. Nie spodziewa się, co czeka ją na miejscu.

Mówi się, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach. Powieść Benedict zdaje się to powiedzenie potwierdzać. W Endgame na Święta zbiera się najmłodsze pokolenie rodziny, kuzyni i kuzynki Lily. Niby wszyscy są dla siebie mili, uprzejmi, no może oprócz Sary, która nie przepada za nikim i jawnie to okazuje. Kiedy gra zaczyna się naprawdę, zaczynają z tych ludzi wychodzić potwory, chociaż nadal przy innych próbują ukrywać swoją prawdziwą twarz. Tak naprawdę nie wiadomo, komu można ufać, a komu nie. Lily zawsze była dobra w rozwiązywaniu zagadek, czego starała się nie pokazywać innym. Na nic się to jednak zdało, bo kiedy kobieta rozwiązuje pierwszą zagadkę, reszta zaczyna dosłownie deptać jej po piętach. Mimo ostrzeżeń ciotki, aby nie ufała nikomu, Lily zaczyna współpracować z kilkoma osobami, a potem z jedną, jej zdaniem jej najbliższą, co do której ma pewność, że nie mogłaby jej skrzywdzić i której uważa, że może ufać.

Nie zaskoczyła mnie ta książka pomysłem na fabułę, bo fabuły oparte na rozwiązywaniu zagadek znam całkiem dobrze i nawet nie z książek Agathy Christie, do których „Świąteczna mordercza gra” jest porównywana i w której nie brakuje analogii do klasycznej powieści. Mimo to rozgrywka, w której zdecydowali się wziąć udział bohaterowie zaintrygowała mnie i dałam się w nią wciągnąć. Od tego czasu pochłaniałam stronę za stroną z wypiekami na twarzy i w błyskawicznym tempie. Od kiedy pojawił się pierwszy trup, chciałam wiedzieć, kto za tym stoi. Bo nie było opcji, aby był to ktoś inny niż któryś z domowników. Autorka serwuje czytelnikowi dużo więcej trupów, których ilość zaskakuje, a lekkość, z jaką reszta podchodzi do kolejnych śmierci w tym domu, wprowadza w konsternację. I chociaż trup ściele się w powieści gęsto, autorka oszczędza nam brutalnych opisów dokonanych zbrodni. Skąpi również wskazówek odnośnie tego, kto owe zbrodnie mógł popełnić. A podejrzanych jest sporo. Chociaż tak naprawdę ich liczba maleje wraz z kolejnym pojawiającym się w rezydencji trupem i tak naprawdę rozwiązujemy tę zagadkę grubo przed czasem. To jednak nie jest jedyna zagadka, jaką mamy do rozwiązania. Bohaterowie każdego dnia muszą rozwikłać jedną zagadkę, wskazówkę, dzięki której znajdą ukryty klucz. Za każdym razem jest to sonet, ułożony przez Liliannę, ciotkę Lily i organizatorkę gry. Dzięki Lily, która bardzo dobrze odczytuje ukryte w sonetach anagramy, gra idzie sprawnie. W tym miejscu mam jedno zastrzeżenie, a chodzi o to, że zagadki są niezbyt zróżnicowane. Każda z nich, oprócz ostatniej, opiera się na anagramach, co po pewnym czasie zaczyna nudzić. Na szczęście to nadal nie jest wszystko, co ta powieść ma do zaoferowania. Uwaga czytelnika skupia się bowiem nie tylko na zagadkach mających doprowadzić bohaterów do wygrania posiadłości, ale przede wszystkim na wskazówkach przybliżających Lily do okrycia prawdy o jej matce. Przy okazji odkryte zostają również inne tajemnice rodziny, co jest nawet ciekawsze niż sama gra. A, że karty odkrywane są stopniowo, książka trzyma w napięciu, które rośnie ze strony na stronę coraz bardziej, aż do finału, dość szokującego, trzeba przyznać, w którym wszystko się wyjaśnia.

„Świąteczna mordercza gra” to klasyczny kryminał w wersji świątecznej, który dobrze się czyta, który wciąga i nie pozwala się oderwać. Kryminał z mnóstwem tajemnic i sekretów, ciekawy, zaskakujący i trzymający w napięciu. Polecam, nie tylko jako przerywnik od innych świątecznych powieści, chociaż jako urozmaicenie sprawdza się doskonale.

Link do opinii
Avatar użytkownika - PannaPinko
PannaPinko
Przeczytane:2022-12-01, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2022,

Lily Armitage nie odwiedzała rodzinnej posiadłości zwanej Endgame od wielu lat; w murach tego budynku zamknięte są bowiem tragiczne wspomnienia o śmierci jej matki. I w te święta także nie miała w planach odwiedzin, a jednak informacja o śmierci ciotki sprawiła, iż musiała zdobyć się na ten krok. Nie była to kwestia uczestnictwa w pogrzebie (o tym Lily dowiedziała się o wiele za późno), lecz po raz ostatni wzięcia udziału w tradycyjnej dla tej rodziny grze w poszukiwanie skarbów. Stawką jest Endgame House.

I choć Lily wcale nie jest zainteresowana gmaszyskiem, to musi wziąć udział w grze. W liście, który otrzymała po śmierci ciotki, zmarła informuje, że wskazówki w tegorocznej grze będą zawierały też informacje o śmierci jej matki...

Czy to jednak nie było samobójstwo, jak powiedzieli jej lata temu? Jeżeli nie, to kto zamordował jej matkę... ?

Święta coraz bliżej; nic więc dziwnego, że na rynku literackim stopniowo pojawia się coraz więcej lektur z nimi w tle. Tym razem jednak nie dostajemy opowieści o świątecznych cudach, lecz krwawą rozgrywkę między członkami rodziny. I można rzec, że ów thriller jest dowodem na sławne porzekadło- z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.

Zajęta swoim życiem Lily nie myśli o Endgame House ani o rodzinie, a przynajmniej na tyle, na ile to możliwe. Choć kocha ciotkę z całego serca (w końcu przez te wszystkie lata zastępowała jej matkę), to z roku na rok odrzuca jej zaproszenia na spędzenie rodzinnych świąt w posiadłości. Fakt faktem, przebieg owych dni w budynku przebiega nieco inaczej niż w innych rodzinach- członkowie familii na kilka dni stają się poszukiwaczami skarbów. Teraz pozostało najmłodsze pokolenie, kuzynostwo, które praktycznie -poza Endgame House- się nie widuje. Tegoroczne święta są jednak inne- ciotka nie żyje, a pozostali członkowie mają grać o dom. Rozgrywka jest tak zażarta, że niesie za sobą śmierć...

Prawie świąteczna propozycja od pani Benedict jest całkiem ciekawym urozmaiceniem pośród lektur nastawionych na niesienie pociechy pod sztandarem miłości- słowem, wszelkich powieści obyczajowych, gdzie święta to cudowny czas i zawsze dzieje się wówczas coś dobrego. Tutaj mamy zupełnie inną sytuację, bowiem dla tej rodziny świąteczny czas niesie tylko śmierć, a zarazem (dla Lily) rozwiązanie tajemnicy sprzed lat. Przyznam, że czytało się bardzo dobrze, choć dosyć łatwo obstawić winowajców.

Powiem tylko tyle- to naprawdę pokręcona rodzinka. Wcale nie dziwię się głównej bohaterce, że postanowiła się od nich odciąć. Chociaż to nie do końca tak, że miała ze wszystkimi jakieś problemy- z niektórymi łączą ją bardzo dobre wspomnienia. To śmierć matki, tajemnica zamknięta w ścianach rodzinnej posiadłości sprawia, że nie patrzy już na bliskich tak, jak kiedyś, mimo że wówczas jej kuzynostwo było jeszcze bardzo młode (tak jak i ona). Faktem jest jednak, że owa familia naznaczona jest przez śmierć- jej matka ponoć popełniła samobójstwo, zaś wujostwo zginęło w dziwnym wypadku samochodowym. Żadnej z tych spraw jednak nie zgłębiano, przyjmując ustalenia policji. Dopiero śmierć ciotki przynosi wskazówki do prawdziwych wydarzeń sprzed dwudziestu jeden lat. I ta historia tylko sprawia, że wciąż zadziwia mnie fakt, jak dużo są w stanie zrobić ludzie dla pieniędzy. Skazić swoje sumienie, odebrać kogoś bliskim... niebywałe.

Zapraszam Was do gry. Stawką jest... życie. A może raczej okazała posiadłość? Sami zadecydujcie, czy jesteście w stanie ponieść konsekwencje tej rozgrywki. Macie na to kilka dni; podążajcie za wskazówkami i nie ufajcie nikomu.

Link do opinii

Endgame House to wiekowa posiadłość, w której wychowywała się Lily Armitage. Ponad dwadzieścia lat temu w Boże Narodzenie w Endgame zmarła matka Lily. Dom ten przywołuje więc najsmutniejsze wspomnienia, dlatego Lily od lat unikała powrotu.
Aż do otrzymania listu od dopiero co zmarłej ciotki, w którym prosi ją o wzięcie udziału w corocznej rodzinnej świątecznej grze. Tym razem zamiast zwykłych prezentów, do zdobycia jest cała posiadłość. Lily nie chce domu, ale wskazówki mają zaprowadzić ją do odkrycia mordercy matki.

W domu oprócz Lily pojawia się też jej kuzynostwo. Razem mają spędzić dwanaście dni, a intensywne opady śniegu sprawiają, że zostają odcięci od świata. Mordercza gra się rozpoczyna. Nie wszyscy wyjdą z niej cało.

Świąteczne książki w morderczym klimacie to coś, co bardzo lubię. Dlatego skusiłam się na tę lekturę, mimo że święta minęły już jakiś czas temu. Czy "Świąteczna mordercza gra" mnie usatysfakcjonowała? Niestety nie do końca.

Pomysł na fabułę jest ciekawy. Lubię akcję w zamkniętych pomieszczeniach. Tu mamy starą posiadłość, która ma swoją burzliwą historię. I grupę ludzi, która jest odcięta od świata. A wśród nich jest morderca.
Niestety, tego, kim jest morderca, domyśliłam się bardzo szybko i do końca miałam nadzieję, że jednak nie mam racji i autorka mnie zaskoczy. Tak się nie stało. Szkoda.

Nie poczułam też zbyt dużej sympatii do głównej bohaterki. Wydaje się bardzo naiwna i łatwo wierna. Mimo że dostaje ostrzeżenia, żeby nikomu nie ufała. Narażała siebie i nie tylko.

Poza tymi minusami książkę czytało mi się dobrze i szybko. Fabuła całkiem ciekawa, mimo wspomnianych minusów. Myślę, że dam autorce jeszcze szansę i sięgnę po jej kolejną książkę.

Link do opinii

"Świąteczna Mordercza Gra" autorstwa Alexandry Benedict to książka, która przeleżała na mojej półce ponad rok. Chociaż jej okładka niejednokrotnie mnie kusiła, zawsze odkładałam ją na bok i zabierałam się za inne publikacje. Pod koniec zeszłego roku zdecydowałam, że w 2024 roku będę starała się przeczytać jak najwięcej książek, które zalegają nieczytane na moim regale, dlatego tym bardziej ucieszyłam się, że styczniowy temat #wyzwanieLC2024 idealnie pasował mi właśnie do tej publikacji. Czy podczas czytania tej książki spędziłam miło czas? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Główną bohaterką historii jest bez wątpienia Lily Armitage, która na prośbę swojej zmarłej ciotki, wraca do rodzinnej posiadłości Endgame House, aby po raz ostatni wziąć udział w świątecznej rodzinnej grze: corocznym poszukiwaniu skarbów, w której Lily nie brała udziału od ponad dwudziestu lat -- od czasu, kiedy w pewne Boże Narodzenie zmarła jej matka. Wspomniana gra polega na tym, by rozwiązać dwanaście nieoczywistych wskazówek, które doprowadzą uczestnika do jednego z dwunastu kluczy. Jednak tym razem do wygrania jest wyjątkowa nagroda -- akty własności posiadłości, w której odbywa się gra.

Lily nie zależy jednak na spadku. Pojawiła się w Endgame House tylko dlatego, że w swoim ostatnim liście, ciotka zapewniła ją, iż wskazówki ujawnią, tajemnicę śmierci jej matki. Czy odcięci od świata uczestnicy będą grać uczciwie? Czy gra o spadek okaże się walką o przeżycie? Jakie rodzinne sekrety zostaną odkryte podczas dwunastodniowej rozgrywki? Po odpowiedzi na te pytania odsyłam Was do lektury.

Muszę przyznać, że spodziewałam się po tej publikacji czegoś lepszego. Książka była reklamowana jako lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników twórczości Agathy Christie, dlatego podeszłam do niej z wielkim entuzjazmem. I o ile sam pomysł na historię -- jej umiejscowienie, rodzinne tajemnice, odkrywanie zagadek i cały zarys fabuły były jak najbardziej na plus. Faktycznie pod tym względem można było poczuć ducha pani Christie, jednak samo wykonanie pozostawiało dla mnie wiele do życzenia.

W mojej opinii autorka przesadziła z ilością wątków, które umieściła w swojej historii. Część z nich można było spokojnie wykreślić, ponieważ nie były w ogóle istotne. Miałam trochę wrażenie, jakby niektóre z nich pojawiły się tam tylko dlatego, że pierwotny wydawca stwierdził, że książka jest za krótka i trzeba na siłę zwiększyć jej objętość. Zresztą mam podobne odczucia, jeżeli chodzi o związki jednopłciowe pojawiające się w tej historii. Absolutnie nie mam żadnych uprzedzeń, co do takich par, ale to aż nieprawdopodobne, że w jednej rodzinie praktycznie wszyscy są w związku z osobą tej samej płci. Wydawało mi się to strasznie naciągane.

Na uwagę zasługują jednak zagadki i wszelkie gry, które pojawiają się w całej historii i to nie tylko te przeznaczone dla bohaterów, ale również te adresowane do samych czytelników. Przyznaje, że chętnie podjęłam wyzwanie i pod tym względem bawiłam się naprawdę świetnie!

Niemniej jednak myślę, że książka "Świąteczna Mordercza Gra", zachwyci bardziej czytelników, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z kryminałami, ponieważ dla tych osób, które są wprawione w tego typu literaturze, będzie ona po prostu bardzo przewidywalną lekturą.

Link do opinii

Alexandra Benedict napisała rewelacyjny kryminał realizujący motyw escape roomu. Odcięci od świata członkowie rodziny Armitage biorą udział w ekscytującej, przepełnionej zagadkami grze o rodzinny spadek, kiedy pojawia się między nimi morderca. Uwielbiam wątek odcięcia od świata w kryminałach, kiedy to bohaterowie muszą zdać się jedynie na swój spryt i inteligencję, by uniknąć czającego się na nich w ograniczonej przestrzeni niebezpieczeństwa.  

Uważam, że wątek kryminalny w tej powieści jest świetny, a pisarka wykreowała naprawdę klimatyczną, mocno niepokojącą atmosferę. Oto zasypana śniegiem rezydencja, o którą walczą ze sobą kuzyni Lily staje się miejscem brutalnej zbrodni. Z domu nie ma ucieczki, w mroku czai się zabójca, a mimo to kuzyni postanawiają nadal kontynuować grę o spadek po Lilianie - i to jest niestety jedyny zgrzyt w całej książce. Pisarka stworzyła genialną zagadkę kryminalną, jednak nie do końca przekonała mnie kreacja psychologiczna bohaterów. Większość postaci zachowywało się aż nazbyt spokojnie w obliczu zbrodni. Ich reakcja na morderstwo, decyzja o kontynuowaniu Gwiazdkowej Gry i często niefrasobliwe zachowanie wydawały mi się wyjątkowo nienaturalne, co niestety odbiło się moim odbiorze książki.

Zagadka kryminalna w powieści Alexandry Benedict była niezwykle wciągająca. Pisarce udało się wykreować zimowo-świąteczny klimat podszyty nutą niepokoju. Jestem zachwycona obecnym w książce motywem odcięcia od świata, ale ze względu na takie, a nie inne reakcje bohaterów w obliczu zagrożenia, opowieść nie dostarczyła mi aż tak intensywnego dreszczyku emocji, jakiego mogłabym spodziewa się po tego rodzaju historii.

 

Link do opinii

To druga, po "Morderstwie w świątecznym ekspresie", książka tej autorki, z którą miałam przyjemność, lub nie, obcować. I trochę jestem zawiedziona. Po poprzedniej lekturze oczekiwałam spokojnego, przyjemnego, ciekawego kryminału, a w przypadku "Świątecznej morderczej gry" wdarła się nuda i przewidywalność. Cóż, mimo, że pomysł był dobry, i słuchało się tego dobrze, mam poczucie nijakości i "niechcemmisia". Szkoda, bo mogło być tak pięknie...

Link do opinii

Pomysł kojarzy mi się z kryminałami A.Christe. Zamknięta posiadłość, zagadka i morderstwo. Początek bardzo mi się podobał, jednak im dalej tym bardziej mnie nudziła.

Link do opinii
Inne książki autora
Morderstwo w świątecznym ekspresie
Alexandra Benedict0
Okładka ksiązki - Morderstwo w świątecznym ekspresie

W unieruchomionym pociągu pośród zimowej zawieruchy ukrywa się morderca. Czy uda się go odnaleźć, zanim będzie za późno? Na stacji kolejowej w Londynie...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Sekrety domu Bille
Agnieszka Janiszewska
Sekrety domu Bille
Cienie dawnych grzechów
Mieczysław Gorzka ; Michał Śmielak
Cienie dawnych grzechów
Alfabet polifoniczny
Tomasz Jastrun
Alfabet polifoniczny
Morderstwo z malinką na deser
Monika B. Janowska
Morderstwo z malinką na deser
Witajcie w Chudegnatach
Katarzyna Wasilkowska
Witajcie w Chudegnatach
Freudowi na ratunek
Andrew Nagorski
Freudowi na ratunek
Do roboty!
Katarzyna Radziwiłł
Do roboty!
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy