Hazard, długi i wyrzuty sumienia – to świat Eryka Dobrydzienia. Kiedy pojawia się nowy właściciel kasyna, a wraz z nim bezlitosne żądanie natychmiastowej spłaty długów, życie starego pokerzysty zmienia się w desperacką walkę o przetrwanie. Groźby dotykają nie tylko jego samego, ale także dawno porzuconej rodziny, a przeszłość, której Eryk próbował się wyprzeć, powraca w pełnej sile. W obliczu tej sytuacji rozpoczyna najważniejszą rozgrywkę swojego życia. Finał tego rozdania na zawsze odmieni jego los.
Każda karta, każdy ruch i każde słowo stają się częścią gry, w której stawką jest coś więcej niż pieniądze. Eryk zmuszony jest zmierzyć się nie tylko z bezwzględnym przeciwnikiem, ale także z własnymi słabościami, sumieniem i latami zaniedbań. Stary pokerzysta musi odzyskać kontrolę nad swoim życiem i dokonać wyborów, które zadecydują o jego przyszłości.
Czy uda mu się wygrać ostatnie rozdanie życia, zanim jego świat rozpłynie się w ruinie?
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2025-12-10
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 208
Język oryginału: polski
„Sztuka kamuflażu” – Ivo Borecky
To nie jest książka, którą czyta się lekko i bezrefleksyjnie. „Sztuka kamuflażu” to opowieść o ukrywaniu emocji, prawdy, strachu i konsekwencji własnych wyborów. O ludziach, którzy nauczyli się doskonale maskować swoje życie, aż w pewnym momencie sami przestają wiedzieć, kim naprawdę są.
Hazard, długi i wyrzuty sumienia tworzą tu trzon historii, ale nie są jedynie tłem. To siły napędowe, które krok po kroku popychają bohaterów w coraz bardziej niebezpieczne rejony. Autor bardzo sugestywnie pokazuje mechanizm uzależnienia nie tylko od gry, ale też od adrenaliny, ryzyka i iluzji kontroli. Czytając, miałam wrażenie, że każdy kolejny ruch bohatera to próba wygrania jeszcze jednego rozdania z losem, nawet jeśli stawką jest własne życie.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak mocno ta historia dotyka psychiki. Kamuflaż nie polega tu wyłącznie na oszukiwaniu innych, lecz przede wszystkim na oszukiwaniu samego siebie. Bohaterowie żyją w napięciu, z poczuciem winy, które nie daje spokoju, i z długami nie tylko finansowymi, ale też moralnymi. Każda decyzja zostawia ślad, a przeszłość konsekwentnie domaga się rozliczenia.
Styl autora jest konkretny, momentami surowy, pozbawiony zbędnych ozdobników. Dzięki temu historia wydaje się jeszcze bardziej prawdziwa i niepokojąca. Nie ma tu tanich sensacji ani prostych rozwiązań. Jest za to narastające poczucie ciężaru i świadomość, że kamuflaż kiedyś pęknie pytanie tylko, jak wysoką cenę przyjdzie za to zapłacić.
„Sztuka kamuflażu” to książka, która skłania do refleksji nad tym, jak łatwo wpaść w spiralę kłamstw i jak trudno się z niej wydostać. Zostawia po sobie niepokój, ale też potrzebę rozmowy o granicach, odpowiedzialności i o tym, ile jesteśmy w stanie ukryć przed światem… i przed sobą.
Jestem ciekawa, czy Wy wierzycie, że przed konsekwencjami naprawdę da się skutecznie zakamuflować.
#SztukaKamuflażu #IvoBorecky #hazard #długi #wyrzutysumienia #psychologia #ciemnastrona #uzależnienie #literaturawspółczesna #czytam #recenzja #bookstagrampl
Przeczytane:2026-02-21, Ocena: 5, Przeczytałam,
Są książki, które działają jak dobrze wyreżyserowany film akcji. Przewracamy kolejne strony z bijącym sercem, niemal słysząc w wyobraźni przyspieszony oddech bohaterów i odliczanie do nieuchronnej konfrontacji. Fabuła pędzi, wydarzenia następują jedno po drugim, a my dajemy się porwać temu tempu bez większego oporu. To lektury intensywne, często bardzo satysfakcjonujące, ale nierzadko ulotne – po kilku tygodniach pamiętamy głównie ogólny zarys historii i kilka najmocniejszych scen.
Są jednak też takie powieści, które nie krzyczą. Nie przyspieszają pulsu efektownymi zwrotami akcji ani nie próbują na siłę wzbudzić sensacji. Wchodzą w czytelnika ciszej, niemal niezauważalnie. Zamiast gwałtownego uderzenia oferują powolne osiadanie emocji, stopniowe zagęszczanie atmosfery, konsekwentne budowanie napięcia, które nie wybucha, lecz narasta. To książki, które wymagają od nas czegoś więcej niż tylko obecności. Wymagają uważności, skupienia i gotowości do zatrzymania się nad jednym zdaniem dłużej, niż planowaliśmy.
„Sztuka kamuflażu” autorstwa Ivo Borecky zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To nie jest historia, którą można przeczytać „przy okazji”, między jednym obowiązkiem a drugim, licząc wyłącznie na czystą rozrywkę. Ta powieść domaga się uwagi. Domaga się cierpliwości. A przede wszystkim domaga się emocjonalnej odwagi, ponieważ dotyka tematów, które dla wielu z nas są niewygodne. Już od pierwszych stron czuć, że nie będzie to historia o spektakularnym zwycięstwie ani o prostym podziale na bohaterów i czarne charaktery. Wchodzimy w świat Eryka Dobrydzienia, człowieka uwikłanego w hazard, długi i poczucie winy, które towarzyszy mu niemal na każdym kroku. Autor nie daje mu łatwych usprawiedliwień. Zamiast tego konsekwentnie pokazuje, jak kolejne decyzje prowadzą do coraz większego pęknięcia między tym, kim Eryk chciałby być, a tym, kim się stał.
To opowieść o powolnym rozpadzie złudzeń. O wierze w to, że jeszcze wszystko da się odwrócić, choć rzeczywistość coraz wyraźniej pokazuje coś zupełnie innego. Książka nie próbuje być łatwa ani wygodna w odbiorze. I właśnie w tej szczerości, w tej rezygnacji z uproszczeń, tkwi jej największa siła.
Świat, w którym wszystko ma swoją cenę
Rzeczywistość przedstawiona w powieści jest daleka od glamour, które często towarzyszy literackim czy filmowym wizjom hazardu. Nie ma tu błyszczących żetonów jako symbolu sukcesu ani ekscytującej adrenaliny pokazanej w romantycznym świetle. Jest za to napięcie podszyte strachem, jest presja, która z dnia na dzień rośnie, jest świadomość, że każdy kolejny ruch może okazać się tym ostatnim.
Ten świat nie kusi feerią barw ani obietnicą łatwego zysku. On raczej wciąga w półmrok, w przestrzeń, w której sukces bywa chwilowy, a konsekwencje – bardzo trwałe. Każda decyzja ma swoją cenę i prędzej czy później ktoś musi ją zapłacić. Pieniądze są tu tylko najbardziej widoczną walutą. Równie istotne okazują się zaufanie, relacje, poczucie własnej wartości. To one kruszą się najpierw, choć na początku niemal niezauważalnie. Hazard w tej historii nie jest wyłącznie tłem dla dramatycznych wydarzeń. To mechanizm napędzający psychikę bohatera, oś, wokół której obracają się jego myśli i wybory. To sposób regulowania emocji, chwilowego zagłuszania lęku, odsuwania od siebie odpowiedzialności. Eryk nie siada do stołu tylko po to, by wygrać pieniądze. On siada tam, by na moment poczuć, że ma wpływ na cokolwiek. Że to on rozdaje karty, a nie los rozdaje je jemu.
Gra staje się dla niego obietnicą nowego początku. Każde rozdanie to szansa na symboliczne wymazanie błędów, na odzyskanie twarzy, na udowodnienie sobie, że wciąż potrafi wygrać. W tym sensie stawką jest coś znacznie większego niż konkretna suma. To walka o złudzenie kontroli, o wiarę, że jeszcze nie wszystko stracone, że jeden odważny ruch może odwrócić bieg zdarzeń. Autor bardzo przekonująco pokazuje, jak cienka bywa granica między ryzykiem a uzależnieniem. Nie ma tu jednego przełomowego momentu, w którym bohater uświadamia sobie, że przekroczył niewidzialną linię. To proces rozciągnięty w czasie, złożony z drobnych decyzji, z pozornie niewinnych ustępstw wobec samego siebie. Najpierw jest przekonanie, że to tylko chwilowe. Potem pojawia się potrzeba odegrania się. A w końcu przychodzi moment, w którym gra przestaje być wyborem, a staje się przymusem.
Właśnie ta powolność sprawia, że historia Eryka wydaje się tak prawdziwa. Uzależnienie nie spada na niego jak nagła katastrofa. Ono narasta, wnika w codzienność, splata się z rutyną. I kiedy wreszcie bohater zaczyna dostrzegać skalę problemu, okazuje się, że cena, jaką trzeba zapłacić, jest znacznie wyższa, niż kiedykolwiek przypuszczał.
Eryk Dobrydzień – portret człowieka w rozsypce
Największą siłą „Sztuki kamuflażu” jest jej bohater. Eryk nie jest postacią, którą łatwo polubić. Bywa egoistyczny, bywa tchórzliwy, bywa okrutny w swoim milczeniu. A jednak trudno przejść obok niego obojętnie. Jest w nim coś boleśnie prawdziwego – coś, co sprawia, że nawet kiedy irytuje, wciąż chcemy zrozumieć, dlaczego postępuje właśnie tak.
Autor prowadzi jego portret psychologiczny z dużą precyzją i wyczuciem. Nie tłumaczy go wprost, nie wkłada w jego usta gotowych usprawiedliwień, ale też nie ustawia go pod ścianą w roli jednoznacznego winowajcy. Zamiast tego pozwala nam przyglądać się jego myślom, lękom i mechanizmom obronnym, które uruchamia niemal automatycznie. Widzimy, jak racjonalizuje swoje decyzje, jak minimalizuje problem, jak przekonuje samego siebie, że jeszcze ma czas, że jeszcze wszystko da się odwrócić. Ten wewnętrzny monolog bywa momentami bardziej dramatyczny niż zewnętrzne wydarzenia.
Za cynizmem i pozornym chłodem kryje się człowiek przerażony wizją całkowitej porażki. Eryk boi się nie tylko konsekwencji finansowych. On boi się utraty twarzy, boi się przyznać, że nie panuje nad sytuacją, boi się spojrzenia bliskich, w którym mógłby zobaczyć rozczarowanie. Dlatego wybiera milczenie, półprawdy, ucieczkę. Nie dlatego, że nie rozumie, co robi, lecz dlatego, że prawda wydaje mu się zbyt bolesna, by ją wypowiedzieć na głos. Eryk żyje w permanentnym napięciu, które staje się jego codziennością. Każdy telefon może oznaczać kłopoty, każda rozmowa – konfrontację, której chciałby uniknąć. Z jednej strony pragnie odzyskać kontrolę nad swoim życiem, naprawić to, co zniszczył, wyjść z roli człowieka przegranego. Z drugiej – nie potrafi zrezygnować z iluzji, którą daje mu gra. Hazard oferuje mu krótkotrwałe poczucie mocy, moment, w którym to on decyduje, a nie okoliczności. To złudzenie jest tak silne, że zagłusza rozsądek.
W jego głowie nieustannie ścierają się dwa głosy. Jeden mówi o odpowiedzialności, o konieczności zatrzymania się, o przyznaniu do błędu. Drugi podsuwa wizję szybkiego rozwiązania, jednego udanego ruchu, który wszystko naprawi. Czytelnik często widzi wyraźniej niż bohater, dokąd prowadzą te decyzje. I właśnie ta świadomość, to napięcie między wiedzą odbiorcy a nadzieją Eryka, buduje tragizm postaci.
To nie jest bohater spektakularny, który upada z hukiem. Eryk przegrywa w sposób cichy, niemal niezauważalny dla świata zewnętrznego. Jego porażki nie zawsze są widowiskowe, częściej są to drobne pęknięcia, kolejne ustępstwa wobec samego siebie. I może właśnie dlatego jego historia jest tak przejmująca. Bo pokazuje, że rozpad rzadko bywa nagły. Najczęściej zaczyna się od rzeczy pozornie niewielkich, które z czasem tworzą całość nie do posklejania.
Kamuflaż jako strategia przetrwania
Tytuł powieści okazuje się niezwykle trafny i wielowarstwowy. Kamuflaż w tej historii ma wymiar nie tylko praktyczny, związany z ukrywaniem długów czy unikaniem wierzycieli, ale przede wszystkim głęboko psychologiczny. Eryk ukrywa liczby, terminy, zobowiązania. Ukrywa też strach, który towarzyszy mu niemal bez przerwy. Z czasem jednak najgroźniejsze staje się to, że zaczyna ukrywać prawdę nie tylko przed bliskimi, lecz również przed samym sobą.
Na początku kamuflaż wydaje się rozsądną strategią. Przecież chodzi tylko o to, by „przeczekać”, by nie martwić rodziny, by najpierw samemu spróbować naprawić sytuację. Tak rodzi się pierwsza warstwa maski. Później dochodzą kolejne: półprawdy, przemilczenia, udawana pewność siebie. Eryk buduje wokół siebie wizerunek człowieka, który panuje nad sytuacją, który ma plan i który doskonale wie, co robi. Ten wizerunek ma go chronić przed oceną i wstydem. Problem polega na tym, że maska zaczyna przylegać zbyt ściśle. Rola człowieka opanowanego i gotowego na ryzyko stopniowo zastępuje autentyczne emocje. Granica między tym, kim Eryk jest naprawdę, a tym, kogo odgrywa, staje się coraz mniej wyraźna. Kiedy kłamstwo powtarzane jest wystarczająco długo, zaczyna brzmieć jak prawda. A kiedy iluzja kontroli towarzyszy każdemu kolejnemu rozdaniu, łatwo uwierzyć, że sytuacja wciąż znajduje się pod nadzorem.
Autor bardzo subtelnie pokazuje, jak kamuflaż przestaje być narzędziem, a staje się stylem życia. Bohater nie tylko oszukuje innych. On uczy się nie dopuszczać do siebie myśli, które mogłyby zburzyć jego konstrukcję. Wypiera strach, bagatelizuje zagrożenie, przekonuje samego siebie, że to tylko chwilowe trudności. To właśnie ten wewnętrzny proces jest jednym z najmocniejszych elementów powieści. Co ważne, kamuflaż nie zostaje tu przedstawiony jako coś charakterystycznego wyłącznie dla świata hazardu czy środowisk balansujących na granicy prawa. To mechanizm uniwersalny. Ilu z nas mówi „wszystko w porządku”, choć wcale tak nie jest? Ilu odkłada trudne rozmowy, licząc, że problem sam się rozwiąże? Ilu buduje wizerunek osoby silnej i niezależnej, bo przyznanie się do słabości wydaje się zbyt ryzykowne?
W tej perspektywie powieść przestaje być jedynie historią o uzależnieniu. Staje się opowieścią o ludzkiej skłonności do wypierania tego, co boli, do przykrywania lęku pozorami pewności. „Sztuka kamuflażu” pokazuje, że najtrudniej zdjąć maskę wtedy, gdy przez lata przekonywaliśmy siebie i innych, że jest naszą prawdziwą twarzą.
Rozpad relacji w cieniu codzienności
Jednym z najbardziej poruszających elementów „Sztuki kamuflażu” jest sposób, w jaki autor ukazuje relacje rodzinne Eryka. Nie ma tu spektakularnych awantur ani teatralnych scen pełnych krzyków i dramatycznych wybuchów. Zamiast tego dostajemy obrazy cichego oddalania się od siebie, momenty pełne niedopowiedzeń i spojrzenia, które mówią więcej niż słowa. To właśnie w tych drobnych gestach, w milczeniu między dialogami, kryje się prawdziwy ciężar emocjonalny powieści.
Rozpad więzi nie jest nagłym wydarzeniem, które dzieje się w jednym dramatycznym momencie. To proces, który rozwija się powoli, niemal niezauważalnie, krok po kroku. Telefon, który pozostaje nieodebrany. Obietnica, która nie zostaje spełniona po raz kolejny. Wspomnienie dawnych chwil, kontrastujące z obecnym dystansem i pustką. Każdy z tych drobnych elementów, choć z pozoru nieistotny, stopniowo buduje poczucie utraty i emocjonalnej bezbronności. Autor pokazuje w ten sposób, że prawdziwe dramaty nie zawsze krzyczą – często dzieją się cicho, w codziennych drobiazgach, które ignorujemy, dopóki nie stają się nieodwracalne.
W tych fragmentach powieści najbardziej odczuwalne są konsekwencje hazardu i mechanizmów kamuflażu. Już nie chodzi tylko o pieniądze czy materialne straty. Chodzi o coś znacznie bardziej intymnego i trudnego do naprawienia – o zaufanie, o bliskość, o poczucie bezpieczeństwa w relacjach z innymi. Eryk, choć czasami wydaje się być samotnym graczem walczącym z własnym losem, w rzeczywistości nie funkcjonuje w próżni. Każda jego decyzja, każde kłamstwo czy przemilczenie odbija się echem w życiu osób, które są mu najbliższe. Autor w subtelny sposób pokazuje, że uzależnienie nigdy nie jest kwestią wyłącznie jednostki. Zawsze wciąga w siebie także tych, którzy stają przy nas na co dzień. To oni stają się mimowolnymi świadkami upadku, często nie mogąc nic zrobić, by go powstrzymać. I to właśnie w tych cichych, pozornie nieistotnych momentach powieść ukazuje swój najgłębszy dramat – dramat ludzi, którzy nie umieją ratować siebie nawzajem, choć bardzo by chcieli.
Napięcie budowane konsekwencją
Choć „Sztuka kamuflażu” bywa określana jako thriller psychologiczny, jej siła nie tkwi w gwałtownych zwrotach akcji ani w nagłych, spektakularnych wydarzeniach. Napięcie w tej powieści rodzi się z nieuchronności, z poczucia, że każdy kolejny krok bohatera przybliża go do konfrontacji, której nie da się już uniknąć. Czytelnik nie zostaje wyrwany z komfortu fabularnej przewidywalności poprzez nagłe szokujące wydarzenia, lecz wciągany w powolne narastanie zagrożenia, które czai się w codzienności, w drobnych wyborach i decyzjach, od których pozornie wiele nie zależy.
Autor nie ucieka się do tanich chwytów ani efektownych dramatyzacji. Zamiast tego buduje atmosferę zagrożenia poprzez konsekwencję zdarzeń i systematyczne pokazywanie, jak każda decyzja niesie ze sobą swoje skutki. Długi, które na początku mogą wydawać się abstrakcyjną liczbą na kartce, zaczynają mieć twarz, imię i głos. Widzimy ludzi, którzy czekają na spłatę, odczuwamy presję czasu, świadomość, że każdy błąd może kosztować więcej, niż się wydaje. W ten sposób każdy element świata przedstawionego staje się realny i namacalny. Ta powolność jest kluczowa dla efektu napięcia. Czytelnik ma czas obserwować proces – upadek, spiralę uzależnienia, mechanizmy kamuflażu – a nie tylko finalną katastrofę. Może dostrzegać subtelne zmiany w zachowaniu bohatera, jego wahania, próbę maskowania lęku. Dzięki temu historia staje się bardziej wiarygodna i angażująca, bo napięcie nie jest sztucznie wytworzone, lecz wynika naturalnie z konsekwencji działań postaci.
To napięcie, które narasta powoli, sprawia, że powieść nie pozwala czytelnikowi oderwać się od refleksji. Każda scena staje się elementem większej układanki, w której widać, że hazard, kłamstwa i mechanizmy obronne bohatera prowadzą go do miejsca, z którego nie ma łatwej ucieczki. Dzięki temu historia Eryka Dobrydzienia pozostaje w pamięci na długo po odłożeniu książki.
Moralna niejednoznaczność
Jednym z największych atutów „Sztuki kamuflażu” jest jej moralna szarość. Autor nie proponuje prostych ocen ani jednoznacznych podziałów na bohatera i antybohatera. Eryk Dobrydzień nie jest wyłącznie ofiarą okoliczności ani bezwzględnym sprawcą krzywdy. Jest człowiekiem, który podejmował decyzje – często złe, impulsywne, krótkowzroczne – a jednocześnie zmaga się z ich konsekwencjami i odczuwa ich ciężar. W jego postaci kryje się więc pełen spektrum emocji i sprzeczności, co sprawia, że staje się autentyczny i niełatwy do jednoznacznego ocenienia.
Ta niejednoznaczność zmusza czytelnika do refleksji nad własnym stosunkiem do bohatera. Czy można współczuć komuś, kto wielokrotnie zawiódł swoich bliskich? Czy uzależnienie może tłumaczyć wyrządzone krzywdy? W którym momencie przestajemy mówić o ludzkiej słabości, a zaczynamy mówić o odpowiedzialności? Borecky nie podaje gotowych odpowiedzi, lecz stawia nas wobec pytań, które pozostają w głowie jeszcze długo po odłożeniu książki. To właśnie brak jednoznacznych ocen czyni tę powieść wartościową. Pozwala nam nie tylko obserwować bohatera, lecz także spojrzeć w lustro własnych wyborów i zachowań. Zachęca do wątpliwości, do analizowania motywacji, do dostrzegania, że granica między słabością a odpowiedzialnością bywa bardzo cienka. „Sztuka kamuflażu” nie pociesza, nie daje prostych rozwiązań, ale zmusza do myślenia i konfrontacji z trudnymi pytaniami. I być może to właśnie w tej moralnej złożoności tkwi jej największa siła.
Oszczędny język i subtelna narracja
Styl „Sztuki kamuflażu” jest ściśle dopasowany do tematyki powieści. Autor unika przesadnej ornamentyki, patosu i efektownych metafor, które często w literaturze pełnią funkcję jedynie dekoracyjną. Narracja jest wyważona, momentami surowa, ale zawsze podporządkowana emocjom bohatera. Każde zdanie wydaje się mieć swoje uzasadnienie – nic nie jest napisane dla efektu samego w sobie. Dzięki temu książka zyskuje autentyczność i głębię, które pozwalają czytelnikowi poczuć się częścią świata przedstawionego, zamiast być jedynie biernym obserwatorem.
To podejście sprawia, że napięcie budowane jest naturalnie, bez sztucznych przeskoków i dramatycznych fajerwerków. Czytelnik nie czuje się manipulowany emocjonalnie; zamiast tego może w spokoju obserwować rozwój wydarzeń i subtelne zmiany w zachowaniu bohatera. Każdy gest, każde milczenie nabiera znaczenia, a pozornie niewielkie wydarzenia zyskują wagę, którą zwykle nadają im nasze własne interpretacje i doświadczenia.
Szczególnie godna uwagi jest umiejętność autora do operowania niedopowiedzeniem. Nie wszystko zostaje nazwane wprost. Czasem jedno zdanie, krótki gest lub spojrzenie mówią więcej niż wielostronicowy monolog. Ta oszczędność w wyrażaniu emocji daje czytelnikowi przestrzeń do samodzielnego dopowiedzenia, co naprawdę czuje bohater, jakie motywacje nim kierują i jak poważne są konsekwencje jego działań. W efekcie powieść staje się nie tylko historią Eryka, ale także interaktywnym doświadczeniem – czytelnik współtworzy emocjonalny krajobraz, w którym się znajduje.
Taki sposób prowadzenia narracji sprawia, że „Sztuka kamuflażu” pozostaje długo w pamięci. Nie zapada w pamięć poprzez spektakularne sceny, lecz przez wyważony, przemyślany język, który pozwala emocjom bohatera wybrzmieć w subtelny, ale mocny sposób.
Co zostaje po zamknięciu książki?
Po lekturze „Sztuki kamuflażu” nie pozostaje spektakularne zakończenie ani poczucie łatwej ulgi. To nie jest powieść, która zamyka wszystkie wątki w perfekcyjnie uporządkowanym finale. Zamiast tego zostaje refleksja – subtelna, niepokojąca, ale zarazem potrzebna. Zostają pytania, które kierują nas ku samym sobie: jak często sami stosujemy kamuflaż w codziennym życiu? Jak długo można udawać, że problem nie istnieje, że wszystko jest pod kontrolą? I czy w pewnym momencie nie stajemy się więźniami własnych masek, które sami na siebie nakładamy?
Książka nie daje łatwej satysfakcji ani prostego katharsis. Jej siła tkwi w tym, że pozostawia czytelnika z niepokojem, który dojrzewa powoli, czasem przez dni czy tygodnie po zakończeniu lektury. To niepokój, który skłania do introspekcji, do zadania sobie trudnych pytań, które rzadko kiedy chcemy postawić w codziennym życiu. I być może właśnie dlatego powieść Boreckiego jest tak wartościowa – bo zmusza do myślenia, a nie tylko do pochłaniania fabuły. „Sztuka kamuflażu” to opowieść o przegrywaniu, ale nie w sensie dosłownym. To historia o utracie zaufania, o kruszeniu się więzi i relacji, o konsekwencjach decyzji, które trudno cofnąć. To również powieść o tym, że największa rozgrywka często toczy się wewnątrz nas samych, a najtrudniejszym przeciwnikiem jest własne wyparcie i kłamstwo, które sami sobie wmawiamy.
Nie jest to książka lekka ani komfortowa. Nie jest pocieszeniem na deszczowy wieczór. Ale jest uczciwa. I w literaturze właśnie uczciwość bywa wartością najcenniejszą – bo pozwala czytelnikowi stanąć twarzą w twarz z prawdą, nawet jeśli jest ona niewygodna, trudna i bolesna.