A więc w drogę, bracie, honorowa spłata długu czeka na cię
Jest rok 2050. Świat po wojnie nuklearnej. Taki rozpad więcej niż połowiczny wszystkiego. Miast, relacji, przyzwoitości, nie wyłączając humanizmu. Homo homini lupus est – to krótki opis rzeczywistości. Owszem, nie każdy człowiek, i nie każdemu człowiekowi, ale statystycznie – czyli naukowo – prawie każdy prawie każdemu. Śmierć staje się trywialna jak choroba popromienna. Pojawia się wszędzie wraz ze śladem ludzkich stóp. Za sprawą promieniowania, chorób, głodu, no i – oczywiście – obywateli. Pieniądze nie tracą wartości, o ile nie są zbyt cyfrowe. Rzeczy nie tracą jej, o ile są potrzebne dla ciała, niekoniecznie dla ducha.
W takim to świecie żyje pułkownik Michalek – właściciel przybytku zwanego barem American Cafe, a także jego współpracownicy. Łączą go z nimi różnego rodzaju więzy, które dane jest nam powoli odkrywać. Niestety, nie jest mu dane serwować drinki do końca życia. Zostaje wmieszany w sprawę honorową. A jako pułkownik, jako Czech, jako bohater powieści postapo, wie, że długi honorowe należy spłacać.
Wyrusza więc ze zgliszczy Pragi na wyprawę po zrujnowanym, mało przyjemnym świecie. Wraz z grupą weteranów wojennych tropi innych weteranów, porywaczy pewnej dziewczyny. Wcześniej praktycznie znika jego ukochany bar, który wiązał go z konkretnym miejscem na Ziemi. Pozostaje mu misja, podczas której spotyka ludzi, którzy muszą się kłaniać kulom z jego broni. Podróż po zrujnowanym świecie, w którym liczy się siła.
Popularny czeski pisarz František Kotleta wie, co to pisarski warsztat. Tworzy zgrabną, w miarę dobrze skonstruowaną historię. Wypełnia ją wyrazistymi postaciami na wyrazistym tle. Trup ściele się gęsto. Może być trudno identyfikować się z głównym bohaterem i jego znajomymi, dla których zabijanie to normalka. Mogą też irytować peany ku czci czeskich żołnierzy. Tak, tak, potomków dzielnego wojaka Szwejka, którzy stali się dumą paktu zwanego NATO. Dla tego typu prozy przerysowanie to niejako drugie imię, więc nie powinno nas to mocno denerwować. Cała historia, postaci, wydarzenia są jakby wzięte w cudzysłów. Odnoszą się do rzeczywistości, ale są zarazem nierzeczywiste jak – przynajmniej na razie – wojna nuklearna. Jest w Opadzie jakaś diagnoza upadku, jest refleksja nad losem, są obrazy jak z innych powieści postapo. Jest trochę proroctw, czasami trafnych, czasami mniej. Ale, przede wszystkim, jest droga, walka, palenie cygara. Opowieść pułkownika uzupełniają urywki z japońskiej prasy, odnoszące się do różnych wydarzeń w Europie i opisujące szerzej ich tło.
Opad – pierwszy tom cyklu o tej samej nazwie – to lektura niezbyt zaskakująca w formie. Rytm wydarzeń jest przewidywalny i jest to raczej cecha tej książki niż wada. Wizja nie jest nadmiernie przerażająca, bo nie jest bardzo realistyczna. W sumie jednak czyta się książkę łatwo i przyjemnie. Dostajemy rozrywkę konkretnego typu, literaturę poprawnie wykonaną i miejscami odpowiednio wciągającą. Liczą się droga i cel, zagadki, które zostają rozwiązane jedna po drugiej. Ciekawie są zarysowane relacje między postaciami, umiejętne jest odkrywanie historii ich życia. I, co ważne, lektura Opadu zachęca do sięgnięcia po kolejny tom cyklu, czyli Okres półtrwania.
Boże Narodzenie roku 2107 w Pradze - gigantycznym megapolis. Ktoś morduje cybernetyczne czarodziejki, których kult przenika do serc mieszkańców miasta...