Rozgrzewająca opowieść o miłości. "A ja na Ciebie zaczekam"

Data: 2021-11-30 10:28:41 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Emilia budzi się w szpitalu. Mówi w niezrozumiałym języku, a pamięć podsuwa jej strzępy dawno zapomnianych wydarzeń. Jedyną osobą, która ją rozumie, jest młoda pielęgniarka z Polski. Co stało się przed wielu laty? I dlaczego Emilia nie może przestać myśleć o wypatrzonym w antykwariacie portrecie dziewczyny w granatowym płaszczu?

Ernestyna wciąż wraca myślami do rodzinnej Warszawy. Choć może się wydawać, że zapomniała o danej dawno temu obietnicy, wie, że w tym roku będzie inaczej. Zrobi wszystko, by po raz ostatni stanąć w bramie na Nowym Świecie i wypatrywać zbłąkanego wędrowca.

Anastazja ma same kłopoty — po raz kolejny nie dostała się na wymarzone studia, okłamuje rodziców, nie ma pracy. Pocieszenia szuka w aromatycznej gorącej czekoladzie i rozmowach z tajemniczym starszym panem przy stoliku u Wedla. Tymczasem święta coraz bliżej, a ona wie jedno: w tę Wigilię nie opuści swojej babci Ernestyny nawet na krok.

Dzieli je wiek i odległość, ale łączy jedno — w tę Wigilię będą potrzebować prawdziwego cudu.

Obrazek w treści

Do lektury najnowszej książki Magdaleny Kordel A ja na Ciebie zaczekam zaprasza Wydawnictwo Znak.Tymczasem już teraz zapraszamy do przeczytania pierwszego fragmentu książki:

W czerni listopadowego późnego popołudnia nawet przy najlepszych chęciach trudno było odnaleźć coś niosącego pociechę albo nadzieję. Deszcz bił o szyby bezlitośnie, a jedyne drzewo widoczne w oddali, obramowane mdłym światłem ulicznej latarni, wzięte w ramiona porywistego, gwałtownego wiatru wyginało gałęzie w upiornym, dzikim tańcu. Ten widok nie przynosił ukojenia, lecz jedynie podsycał niepokój.

– Haniu…

Stojąca przy oknie kobieta, przyciskająca nieomal nos do zimnej szyby, słysząc swoje imię, drgnęła, zamrugała gwałtownie i niechętnie oderwała wzrok od smaganej wichrem, bezlistnej korony drzewa. To, co miała za plecami, było niewiele – o ile w ogóle – lepsze od ponurości za oknem. Odwróciła się z ociąganiem. Ostre, nieprzyjazne światło szpitalnego korytarza z miejsca poraziło jej oczy, płynnie przenikając do serca.

– Obudziła się? – Spojrzała na stojącego tuż za nią mężczyznę i bezwiednie zacisnęła dłonie tak mocno, że paznokcie boleśnie wbiły jej się w skórę.

– Jeszcze nie. – Pokręcił głową.

– A przecież powinna! Za długo to trwa! Lekarz twierdził…

– Haniu, stop! Czemu ty zawsze jesteś o jedną czarną myśl do przodu?

– Muszę. Dla równowagi. Od dziecka ty, Bruno, byłeś tym, który widział świat w jasnych barwach i czekał, co też dobrego nowy dzień mu przyniesie, a ja z kolei każdego poranka przygotowywałam się na potencjalne trudności. Noc i dzień, pamiętasz? Tak mówił o nas tata. – Usiłowała przywołać na twarz uśmiech, ale nie bardzo jej to wyszło. – No właśnie… Po tylu latach niewiele się zmieniło, ty, braciszku, nadal jesteś dobrej myśli, a ja cóż… W sumie też, tylko trochę mniej. – Wzruszyła ramionami. – A w tym konkretnym wypadku w ogóle – dodała, zanim ugryzła się w język.

„Cholera, mogłam sobie darować – pomyślała, popatrując na ściągającą się twarz brata. – Niepotrzebnie dolewam oliwy do ognia…”

– No i właśnie w ten subtelny sposób oznajmiłaś, że jeżeli cokolwiek złego się wydarzy, to ja będę ponosił całą odpowiedzialność, bo ty byłaś na „nie”! Chociaż zastanówmy się, przypomnijmy sobie wszystko od początku… – zawiesił teatralnie głos. – No oczywiście. – Klepnął się w czoło, udając, że nagle sobie coś przypomina. – Przecież najpierw to ty nalegałaś, żeby załatwić to jak najszybciej! Przekonywałaś ją, że to dobry pomysł. A mnie obrugałaś porządnie, gdy powiedziałem, żeby ciebie nie słuchała, że nie ma pośpiechu, żeby przygotowywała się do tego tak długo, jak potrzebuje, psychicznie i fizycznie, bo mamy czas. A potem niespodzianka! Nagle zmieniłaś zdanie! Zaczęłaś mieć wątpliwości. I co najgorsze, podzieliłaś się nimi z mamą…

– Teraz żałuję, że dodatkowo ją denerwowałam – przerwała mu schrypniętym od zmęczenia głosem i ciężko opadła na sterylnie białe plastikowe krzesło. – Skoro i tak to nic nie dało i zdecydowała się na ten zabieg. I jeżeli byłbyś tak dobry, to nie krzycz na mnie. Nie ma chyba zbyt wielu żałośniejszych rzeczy niż szpitalny cichy korytarz i tkwiąca tam, niczym w pułapce, skacząca sobie do oczu i usiłująca zrzucać na siebie winę najbliższa rodzina pacjenta – dodała, zerkając na przechodzącą obok nich pielęgniarkę, która z zawodową wprawą udawała, że nie słyszy wzburzonej wymiany zdań. – A poza tym bez sensu się pieklisz. W końcu i tak wyszło na twoje. Mama mnie nie posłuchała.

– Przepraszam, nie powinienem podnosić głosu, rzeczywiście nerwy mnie poniosły – mruknął, zagryzając dolną wargę. – A co do tego, że mama podjęła taką, a nie inną decyzję, to trudno, żeby było inaczej – podjął po chwili. – Ty przecież nie podałaś ani jednego racjonalnego argumentu, który mógłby skłonić ją do zmiany planów. Co,• nawiasem mówiąc, było niesamowicie dziwne. Nie obraź się, Haniu, ale zazwyczaj jesteś przewidywalna do bólu, wszystko umiesz rozsądnie wytłumaczyć i uzasadnić. A tu nagle bach! Bez żadnego po pierwsze ani po drugie, tylko zaparłaś się jak koza: nie, bo nie, i już!

– Bo jedyne, co miałam w tej kwestii do powiedzenia, to było właśnie to: nie, bo nie, i już, jak to ładnie podsumowałeś. – Wzruszyła ramionami i schowała dłonie w rękawach swetra. – I skoro nawet ty nadal nie możesz przejść nad tym do porządku dziennego, to pomyśl, co ja musiałam przeżywać! Pierwszy raz mi się to zdarzyło…

– Ale co? Co takiego? Hanka, staram się, jednak mimo wysiłku kompletnie nic z tego nie rozumiem! Pytałem z tysiąc razy, a ty mówiłaś jedno i to samo: powinniśmy to przełożyć, ten szpital i zabieg to nie jest dobry pomysł! Koniec! Jak można coś takiego brać na poważnie? Szczególnie jeżeli na drugiej szali położona jest sprawność mamy.

– Bruno, na litość boską, a co mam ci więcej powiedzieć, skoro nie mam nic do dodania? – tym razem to ona podniosła głos, ale słysząc, jak odbija się echem po pustym korytarzu, natychmiast go ściszyła nieomal do szeptu. – Nie wiem, nie rozumiem… Po prostu nagle poczułam, że to zła decyzja. Że po tym zabiegu stanie się coś okropnego, takiego, takiego… Nie wiem nawet, jak to określić… Niewyobrażalnego! Nieodwracalnego! Nie umiem tego lepiej wyjaśnić i uwierz mi, męczy mnie to bardziej niż ciebie!  Po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się coś tak oderwanego od rzeczywistości! Myślisz, że nie wiem, jaka jestem? Wiem! Zawsze twardo stąpająca po ziemi, niewierząca w żadne znaki, podszepty intuicji, może nawet i nudna – obrzuciła go przelotnym, trochę zaczepnym spojrzeniem – nagle mam PRZECZUCIE – ostatnie słowo przesylabizowała z zabójczą dokładnością.

Książkę A ja na Ciebie zaczekam kupić można w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
A ja na Ciebie zaczekam
Magdalena Kordel3
Okładka książki - A ja na Ciebie zaczekam

Rozgrzewająca serca, pachnąca czekoladą opowieść o miłości i cudownej mocy aniołów O miłości, nadziei i cudach, na które nigdy nie jest za późno Emilia...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo