Jednego dnia masz całkiem ogarnięte życie. Następnego budzisz się w szpitalu i przy swoim łóżku widzisz Margot Robbie, która okazuje się twoją dziewczyną. Jak to możliwe?
Jakub Erenburg – wykładowca kreatywnego pisania – odbiera dziwny telefon w sprawie osoby, której nie zna. Chwilę później ulega wypadkowi i doznaje urazu głowy. I nagle nic się nie zgadza. Nie pamięta własnej narzeczonej – myli ją z gwiazdą Hollywood. A do tego dostaje wiadomości od obcej kobiety, która najwyraźniej zna go aż za dobrze.
Między szpitalnym łóżkiem, osobliwą terapią i coraz bardziej niezręcznymi sytuacjami Jakub próbuje się zorientować, co jest wspomnieniem, co fantazją, a co kompletną pomyłką.

Co tu robi Margot Robbie? Piotra Adamczyka to błyskotliwa, bezczelnie zabawna opowieść o miłości, pamięci i o tym, że czasem naprawdę nie wiesz, co jest prawdą, a co tylko wyobraźnią. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Prozami. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Co tu robi Margot Robbie?
Człowiek jest pełen niepotrzebnych słów
Słyszy skrzypnięcie drzwi, więc chyba jednak nie jest w niebie. W niebie żadne drzwi nie powinny skrzypieć. Od tego jest niebo, żeby nic tam nie skrzypiało i nie kapała woda z kranu.
Jakub ponownie się budzi i otwiera oczy. Dwie kobiety zbliżają się do jego łóżka. Szczupła trzydziestolatka w białym kitlu narzuconym na ramiona i nieco starsza od niej tęga brunetka w wielkich okularach.
– Poznaje pan? – Słyszy głos z kąta pokoju. To nie anioł, lecz pielęgniarka. Prawdopodobnie nadal prowadzi zeszyt przemian.
– Czy poznaję? – Jakub próbuje zebrać myśli.
– Poznaje pan narzeczoną? – precyzuje pielęgniarka.
– To ja mam narzeczoną? – dziwi się Jakub. Nie pamięta… Zerka na kobiety stojące przy łóżku, obie wpatrują się w niego bez słowa. Brunetka z ciekawością, a ta szczupła, w fartuchu, tak bardziej ze strachem. Jakub patrzy w górę i widzi foliowy woreczek z płynem do kroplówki. Czuje, jak krąży już w żyłach, i podejrzewa, że podano mu serum prawdy. Nie chce niczego ukrywać, ale prawda jest gdzieś poza nim, odległa.
– Co ja tu robię? – pyta za Jakuba obcy głos z jego głowy.
– Miał pan wypadek – przypomina pielęgniarka i obraca kartkę w zeszycie przemian. – Ale wygląda na to, że dochodzi pan do siebie.
Ciekawe, ile człowiek musi iść, żeby dojść do siebie. Ciekawe, czy to daleko. Jakub zamyka oczy, a pod powiekami zaczynają mu się pojawiać różne obrazy. Początkowo jest ich kilka, potem kilkanaście: jacyś ludzie i ich domy, w środku pokoje, a w nich starodawne meble i półki z książkami, potem auta, ulice i nowi ludzie, nowe domy i wszystko zamienia się w szybko przewijający się film, chaotyczny, poskładany z obrazów nocy i dni, dobranych przypadkowo i byle jak, zupełnie jakby to były ścinki marnych epizodów, a nie całe jego jakubowe życie.
Zrozumiał, że tak właśnie dochodzi się do siebie.
– Miałem wypadek? – Jest bardzo zdziwiony. – Myślałem, że znalazłem się tu z powodu przeszczepu serca.
– Nie, proszę pana, ma pan zdrowe serce…
– Nie, nie – od razu wyprowadza pielęgniarkę z błędu – to moje serce miało zostać przeszczepione.
– Jak to przeszczepione? – Pielęgniarka przygląda mu się z niepokojem.
– No, normalnie, komuś innemu.
– No tak. – Kiwa głową ze zrozumieniem. – Właśnie dlatego martwimy się teraz o pana głowę.
– Mam mocną głowę… – zapewnia Jakub, podejrzewając, że pielęgniarka dla niepoznaki usiłuje zmienić temat.
– Panie Jakubie, czy rozpoznaje pan narzeczoną? – powtarza pielęgniarka, pomijając kwestię serca i głowy.
Ponownie Jakub przygląda się kobietom. Brunetka kogoś mu przypomina. Może matkę. Emanuje ciepłem i ma miły, chociaż poważny wyraz twarzy. Trzydziestolatka jest zaś uroczą blondynką z włosami podciętymi nad karkiem i zaczesanymi za uszy. Delikatna twarz, jasne brwi, błękitne oczy. Szczupła, zgrabna, bardzo zadbana. Spod kitla wystaje jej kremowa bluzka z dekoltem i jasne spodnie ze świeżym kantem.
Żadnej z tych twarzy Jakub nie potrafi sobie przypomnieć. Ogarnia go strach. Co teraz z nim będzie? Co się teraz stanie? Czuje się jak porzucone dziecko, może dlatego zamiast wspomnień twarzy wracają odległe westchnienia w głąb piersi. Ta blondynka ma mały dekolt, pewnie widział gdzieś podobny, niestety też go nie pamięta. Bliższy jest mu biust drugiej kobiety. Obfity, zapewne otulająco miękki i roz kosznie ciepły, ale teraz w całości ukryty pod obcisłym sweterkiem. Równie jak sweterek opięta jest spódnica na wystającym brzuchu. Gdyby Jakub mógł teraz wybrać sobie narzeczoną, to nie miałby wątpliwości. Wolałby drobną blondynkę, ale ten wybór był już przecież za nim, kiedyś go dokonał i o ponownym nie było mowy.
To jednak właśnie ona po chwili zaczęła mu się wydawać znajoma. Zamknął oczy i szukał w pamięci, która wracała łaskawie, lecz jednak powoli. Tak, tak, to tę kobietę znał na pewno.
W kieszeni jednej z tych kobiet zadzwonił telefon. Dobiegł go szept pielęgniarki.
– Pani Margaret, proszę wyłączyć…
Nagle go olśniło. Blondynkę widział w swoim ulubionym filmie, Wilk z Wall Street Martina Scorsese. Grała żonę Leonarda DiCaprio. A potem we Francuskiej suicie, nakręconej na podstawie wspaniałej powieści Irène Némirovsky. Miał o tej powieści gościnny wykład, chy ba na uniwersytecie w Heidelbergu. A może na Oksfordzie? Tak, tak – ta kobieta nazywa się Margaret albo Margot Robbie. I na pewno nie mogła być jego narzeczoną, chociażby dlatego, że nigdy nie mieszkał w Hollywood. Tego był pewien. A więc brunetka!
– Co tu robi Margot Robbie? – pyta pielęgniarki, dając do zrozumienia, że wszystko sobie przypomniał.
Pytanie zawisa w powietrzu jak urodzinowy balonik. Dmucha w jego kierunku i uśmiecha się przy tym do puszystej brunetki, by nie myślała, że się waha. Nikt by nie chciał się znaleźć w sytuacji, w której przyszły małżonek go nie poznaje. Puszcza do niej oko.
– Czy pamięta pan swoje nazwisko? – Spod okna pada kolejne pytanie.
– Tak, oczywiście – tym razem nie ma wątpliwości – nazywam się Erenburg. Ilja Erenburg.
– Ilja? – Pielęgniarka nieco się dziwi.
– Przepraszam, na imię mam Jakub, oczywiście – poprawia się natychmiast, a fala pamięci gwałtownie zaczyna powracać, przynosząc coraz większe ławice wspomnień. – Ilja to był mój dziadek – mówi. – Pisał książki, niektóre nawet udane, może pani którąś czytała? Rwacza na przykład albo Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca? Tak, druga z pewnością była najzabawniejsza, podobała się młodszemu bratu narzeczonej, który zazwyczaj niczego nie czyta, a tę jednak przeczytał. Ma na imię Piotruś, niedawno wyjechał na studia za granicę…
– A jak ma na imię pana narzeczona? – przerywa pielęgniarka.
– Tak, właśnie, Piotruś też próbował czytać Niezwykłe przygody Julia Jurenity i jego uczniów, moim zdaniem to najlepsza z książek dziadka, ale do Piotrusia jakoś nie dotarła, a narzeczona w ogóle nie lubi literatury rosyjskiej, zresztą, to nie są dobre dla niej czasy. To znaczy, dla literatury rosyjskiej, a nie dla narzeczonej. Ona jest po polonistyce i pracuje w wydawnictwie – terkocze jak nakręcony, wciąż szukając w pamięci imienia brunetki.
Nie może powstrzymać wzbierającego potoku słów, płynącego niezależnie od jego woli. Pamięć odzyskuje kolejne obszary i Jakub czuje bezwzględną potrzebę natychmiastowego ich opisu.
– Zajmuje się redagowaniem książek – tłumaczy – to znaczy narzeczona zajmuje się redagowaniem, a ja prowadzę zajęcia z kreatywnego pisania, piszę przy tym pracę o współczesnej literaturze erotycznej, stąd też znam bardzo niefortunne cytaty, ale to dygresja, człowiek jest pełen niepotrzebnych słów, a ja mam na imię Jakub, czuję się dobrze, tylko nie pamiętam tego wypadku i nie wiem, co się właściwie stało.
Pielęgniarka stuka ołówkiem w notatnik, patrząc wyczekująco, a on unika jej wzroku, wiedząc, że jest u niej zadłużony na dwa pytania bez odpowiedzi. Zadłużony jest również u dwóch pozostałych kobiet, więc uśmiecha się porozumiewawczo do krągłej brunetki, swojej biednej narzeczonej, której imienia nie może odszukać w pamięci, i mówi:
– Już jest dobrze, kochanie.
Chce w ten sposób zmniejszyć ciężar zadłużenia i ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości, ale w tym momencie zauważa, że brunetka ma na stopach noszone przez większość personelu medycznego crocsy, a spod spodni platynowej blondynki wystają eleganckie szpilki. To drga w nim płomykiem zwątpienia, który rozpala się radośnie natychmiast po tym, jak blondynka rzuca białym kitlem o podłogę i ukrywszy twarz w dłoniach, z płaczem biegnie w kierunku drzwi.
Mimo jej łez nie może się zdobyć na współczucie i z zachwytem patrzy na jej zgrabne łydki i okrągły tyłek. Ma ochotę biec za nią i przepraszać, po stokroć przepraszać i tłumaczyć się ze swej niepoczytalności, ale przy łóżku trzyma go wenflon.
Nie wszystko jeszcze rozumiejąc, zwraca się do pielęgniarki:
– Czy moją narzeczoną jest Margot Robbie?
A pielęgniarka parska śmiechem:
– Oczywiście! I aż dziwię się, że miał pan wątpliwości. A pan jesteś Mads Mikkelsen. Tydzień temu widziałam pana w ostatnim filmie o Indianie Jonesie. Takie tu mamy Los Angeles, prawdziwe miasto aniołów.
Uśmiecha się rozpromieniony. Wielu rzeczy jeszcze nie wiedział, a może tylko nie pamiętał. Rozumiał już jednak, że skoro ma tak wspaniałą kobietę, to mu się w życiu udało. Jest niesamowitym szczęściarzem i serce jest z nim.
Książkę Co tu robi Margot Robbie? kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
