Rutynowy pościg za złodziejami samochodów kończy się poważnym wypadkiem z udziałem policjanta. Dla śledczych z wydziału kryminalnego, Filipa Krauzego i Igora Fijałkowskiego, sprawa przestaje być jedynie kolejnym dochodzeniem. Podążając tropem przestępców, trafiają do świata, gdzie lojalność ma najwyższą cenę. Ich przeciwnicy są bezwzględni i eliminują każdego, kto może im zagrozić – nawet we własnych szeregach. Im bliżej prawdy znajdują się śledczy, z tym większym zagrożeniem się mierzą. W tym starciu ciemność nie tylko skrywa zło, ale potrafi je również pochłonąć.

Do przeczytania powieści Huberta Hendera Ciemność zaprasza Bukowy Las. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Ciemność:
Prolog
Kilka dni wcześniej
Zbudził się, ciężko dysząc. Miał poczucie, że się dusi. Oddychał głośno przez kilkanaście sekund. Sięgnął po szklankę, ale była pusta. Spokojnie, to tylko sen, powiedział do siebie, a właściwie senny koszmar. Pamiętał, choć za moment pewnie ta myśl i ta pamięć się ulotnią, że coś go goniło, a potem zaczęło wydawać z siebie dziwny dźwięk, coś, co przypominało zgrzyt. Odczekał chwilę. Ale kiedy się już przebudził, zdał sobie sprawę, że to nie koszmar go zbudził, lecz odgłos za oknem, który doskonale znał. Odgłos otwieranej bramki. Na samą myśl, że ktoś wszedł na jego posesję, zjeżyły mu się włosy na głowie i przeszył go strach. Serce waliło zbyt mocno. Otrząsnął się, rozejrzał, ale nikogo nie dostrzegł. Niebieskawa poświata z pobliskiej latarni rozświetlała pokój, ścianę, sufit.
Przeszedł się po parterze niedużego domu, a potem wyjrzał przez drzwi tarasowe. Przekręcił żaluzję. Pokój rozbłysnął ponacinanym światłem z zewnątrz.
Nic.
Nikogo.
Wrócił do kuchni, nalał sobie wody i wypił jednym haustem. Płyn był tak zimny, że aż zadygotał. Poczuł spływający przez przełyk chłód, a nieleczone od lat zęby przeszły go bólem.
Chwycił latarkę. Włączył ją, ale bateria była na wykończeniu. Potrząsnął nią, uderzył o udo, bo przecież każde urządzenie zaczynało działać od uderzenia, sprawdzony sposób. Zaświeciła niemrawo, zamigała, jakby chciała mu coś zakomunikować, może to, że już do niczego się nie nadaje, po czym zgasła na dobre niczym silnik, w którym zabrakło paliwa, więc robi ostatni ostentacyjny obrót.
Narzucił kurtkę, wsunął buty i wyszedł na zewnątrz.
Mężczyzna przeszedł się wzdłuż długiego podwórza. Zawołał psa, ale ten nie zareagował. Żadnego szczeknięcia, żadnego innego odgłosu, a przecież dobrze znał swoje zwierzę i wiedział, że powinno już się odezwać.
Otworzył metalową furtkę, ale kiedy pies nie wybiegł mu na powitanie, domyślił się, że coś się musiało stać. Kajzer, wielki owczarek niemiecki, którego miał od wielu lat i przywoził tutaj co jakiś czas, nie wydał żadnego odgłosu. Nie było też jakiegokolwiek ruchu. Podszedł do jego budy.
– Kajzer, Kajzerek. Co się stało, piesku?
Zwierzę nie poruszyło się ani nie zaszczekało. Podszedł bliżej, dotknął go. Z całej siły uderzył starą latarką o psią budę. Zamigała. Zwierzę nie żyło.
Bez słowa ruszył z powrotem, nerwowo oświetlając podwórze.
Dotarł zdyszany do domu. Zamknął za sobą drzwi. Sprawdził wszystkie okna, potem podszedł do drzwi frontowych, choć nie było czego sprawdzać – przecież zawsze zamykał je na dwa solidne zamki, których nie dało się tak łatwo wyłamać ani otworzyć. Podszedł do sypialni. Rozejrzał się. Czuł, że się zaczęło.
Zaczęło się, powtórzył w myślach. Niby był przygotowany, ale nie sądził, że stanie się to tak szybko.
I że w ogóle się stanie.
Już chciał sięgnąć po leżący na szafce telefon, kiedy usłyszał hałas zza okna. Dochodził od strony podwórza.
Były to kroki. Powolne, spokojne, a zarazem zdecydowane, zupełnie jakby ktoś doskonale znał to miejsce i wiedział, dokąd iść i gdzie ma go szukać.
Z telefonem w dłoni podszedł do dużego okna, za którym skrywała się ciemność. Sięgnął po latarkę i trzymał ją w pogotowiu, choć nie wiedział, czy zadziała.
Czekał.
Oddalona o kilkanaście metrów latarnia dawała niebieskawe światło, nieznacznie rozjaśniając wnętrze parterowego domu. Ujrzał mglisty zarys sylwetki. Nie ruszała się. Nie odzywała. Miał wrażenie, jakby czekała.
Czuł, jak serce wali mu coraz mocniej i coraz głośniej.
Rozejrzał się.
Nigdzie nie widział swojej broni, którą starał się trzymać pod ręką. Namyślał się, co ma robić, ale żadna z opcji nie była dobra. Postanowił włączyć latarkę, by przebić się przez mrok i ujawnić, co tak naprawdę skrywała ciemność.
Włączył przycisk i nagle z ciemności zrobiła się jasność. W tej samej chwili poczuł, jak robi mu się słabo.
Książkę Ciemność kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
