W spokojnej dzielnicy dochodzi do brutalnego morderstwa - w domu Henryka Zielińskiego Łucja Adamczewska i Mateusz Jasiński odnajdują zmasakrowane ciało, a brat właściciela nieruchomości, Aleksander, znika bez śladu. Początkowo sprawa wygląda na rodzinne porachunki - do czasu, aż w bagażniku samochodu zaparkowanego w okolicy miejsca zbrodni policjanci trafiają na przerażające znalezisko. Rozpoczyna się śledztwo, a każdy kolejny trop prowadzi do odkrycia nowych tajemnic, które na zawsze miały zostać zapomniane.
Komisarze Maja Lewandowska oraz Antoni Szymański starają się połączyć elementy tej makabrycznej układanki. Towarzyszy im patolog Katarzyna Osiczko, która szybko odkrywa, że ofiarą może nie być Henryk, lecz ktoś zupełnie inny. Sprawę komplikuje fakt, iż zaginiony Aleksander Zieliński od lat zmagał się z uzależnieniem od hazardu, więc przypuszczalnie wrócił tylko po to, by sięgnąć po należną mu część spadku.
Tymczasem ktoś zaczyna usuwać ślady. Ciała znikają z kostnicy, świadkowie milkną lub giną, a do mediów trafiają poufne informacje dotyczące prowadzonego śledztwa. Coraz więcej wskazuje na to, że morderca zna policjantów, a być może nawet działa tuż obok nich. Czy śledczym uda się natrafić na jakikolwiek ślad, który mógłby ich naprowadzić na sprawcę tej makabrycznej zbrodni? Jakie jeszcze sekrety skrywa niewielka miejscowość?
Kiedy duchy przeszłości zaczynają dopominać się o sprawiedliwość, nikt nie jest bezpieczny...

Do przeczytania powieści Żanety Góreckiej Nieudane doręczenie zaprasza Wydawnictwo Zwierciadło.
Świetny, klimatyczny debiut kryminalny, który powinien zwrócić uwagę miłośników gatunku. Żaneta Górecka w Nieudanym doręczeniu opowiada historię pełną akcji, zawirowań i wyrazistych postaci. Do pochłonięcia w dwa wieczory – pisze Danuta Awolusi w naszej redakcyjnej recenzji książki Nieudane doręczenie.
W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Nieudane doręczenie. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Rozdział 2
Dzień wcześniej
Mateusz ocknął się z ciężkim, przytłaczającym uczuciem w głowie. Pulsujący ból rozsadzał mu czaszkę, jakby ktoś wbijał w nią rozżarzone igły. Próbował otworzyć oczy, ale powieki zdawały się ważyć tonę. Nie wiedział, gdzie jest. Po dłuższej chwili rozpoznał własny sufit. Jego mieszkanie. Jego łóżko. „Jak ja się tu znalazłem?” – jęknął w duchu. Przewrócił się na bok, czując, jak żołądek podchodzi mu do gardła. W ustach miał sucho, jakby przez całą noc żuł papier. Język wydawał się nienaturalnie szorstki, a gardło paliło.
Wstał z trudem, bo nogi uginały się pod jego ciężarem. Każdy ruch był bolesny, w całym ciele czuł gigantyczne zakwasy. Chwiejnym krokiem poszedł do kuchni, otworzył lodówkę i wyjął zimną butelkę wody. Pociągnął kilka łapczywych łyków, czując, jak płyn rozlewa się przyjemnym chłodem po jego przegrzanym organizmie. Wtedy to zobaczył. Na podłodze, obok krzesła, leżała jego koszula – rozerwana i poplamiona krwią. Serce momentalnie zaczęło walić jak młotem. Spojrzał na swoje dłonie. Zaschnięta krew.
– Co jest, do cholery? – mruknął pod nosem.
Przymknął oczy, próbując je uporządkować. Obrazy z poprzedniej nocy migotały mu pod powiekami jak urwane kadry z filmu. Pamiętał klub, gwar, stłumione światła, zapach rozlanej wódki i duszący dym papierosów. Barmana polewającego drinki. Pamiętał też faceta, który okładał swoją dziewczynę, a potem to, że złapał go za kołnierz. Szarpanina. Cios. Znowu szarpanina. Ale czy to możliwe, żeby był aż tak brudny od krwi? Przecież nie oberwał jakoś mocno… Przynajmniej tak mu się wydawało.
Przecierał twarz dłonią, chcąc zetrzeć te wątpliwości razem z potem. Koszula… pamiętał, że była rozdarta, ale nie aż tak. Rozpruty materiał zwisał jak po spotkaniu z nożem. Przeszedł go dreszcz. Jak, do cholery, znalazł się w swoim łóżku?!
Pochylił się nad blatem, opierając na nim ręce.
– Co się ze mną stało? – wyszeptał do siebie. Ból głowy, suchość w ustach, luki w pamięci… Czy ktoś mu czegoś dosypał? A jeśli tak, to co robił, zanim stracił świadomość? Wyciągnął z paczki ostatniego papierosa, wsunął go do ust i zapalił. Wciągnął dym głęboko w płuca, aż syknął z bólu, a potem wypuścił go powoli, jakby razem z nim uchodziły wszystkie nocne demony. Ponownie otworzył lodówkę, która odpowiedziała mu zgrzytem zawiasów, i znalazł w niej dwa jajka, kawałek bekonu i resztki masła. Wrzucił wszystko na patelnię i patrzył, jak tłuszcz zaczyna skwierczeć, wypełniając przestrzeń zapachem, który zwykle przywoływał spokój, lecz dziś był tylko tłem dla rosnącego niepokoju.
Spojrzał na telefon. Brak połączeń. Zero wiadomości. Jakby wczoraj nie istniał.
– Co jest, kurwa, do jasnej cholery? – mruknął, czując, jak po plecach przebiega mu dreszcz.
Wybrał numer do klubu, w którym spędził ostatnią noc, wciąż próbując sklecić w głowie sensowny ciąg wydarzeń. Po kilku sygnałach odezwał się znudzony głos:
– Klub Molly, słucham? – Cześć. Byłem u was wczoraj, późnym wieczorem, koło pierwszej… Chciałem zapytać, czy macie monitoring z baru? – Mamy, ale tylko przez czterdzieści osiem godzin, potem pliki są nadpisywane. Poza tym… żeby je zobaczyć, potrzebny byłby nakaz. RODO i te sprawy, wie pan.
Mateusz zaciągnął się papierosem.
– RODO… jasne, rozumiem. Rozłączył się, czując, jak frustracja wpełza mu pod skórę. Wciąż nie wiedział, co się wydarzyło. Ale jedno było pewne miał tylko dwie doby, żeby się dowiedzieć, zanim tamta noc zostanie na zawsze wymazana przez system.
Książkę Nieudane doręczenie kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
