Zofia Słoneczko – kobieta spokojna i dobroduszna, lecz z tendencją do wpadania w kłopoty.
Krystyna Pająk – jej kuzynka o żywiołowym temperamencie i rozrywkowym podejściu do życia.
Wspólny wyjazd miał być okazją do podreperowania zdrowia (dla tej pierwszej) oraz szansą na zdobycie nowych znajomości (dla tej drugiej)…
Kiedy w ekskluzywnym domu zdrojowym jeden z kuracjuszy nagle umiera, wszystko wskazuje na to, że właśnie Zosia miała z nim kontakt jako ostatnia. Dość burzliwy zresztą, co mogą potwierdzić świadkowie. Staje się zatem pierwszą z podejrzanych, choć ona sama niewiele pamięta oprócz tego, że spała. Chyba…
Spokojny turnus szybko zamienia się w serię coraz dziwniejszych wydarzeń.
A gdy w samym środku tego zamieszania pojawiają się Setka i Cięta, jedno jest pewne – spokój w Dulawce właśnie się skończył.
Czy przyjaciółki zdołają odkryć, kto w tym uzdrowisku postanowił sięgnąć po naprawdę radykalną terapię?

Do przeczytania książki Agnieszki Płoszaj Dom zdrojowy Dulawka zaprasza Wydawnictwo Prozami. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment powieści:
Był wczesny poranek, gdy dziennikarka stacji telewizyjnej TV News, Magdalena Setka, odebrała służbowy telefon i usłyszała w nim przerażony głos znajomej seniorki, Zosi Słoneczko. Kobieta nie traciła czasu na uprzejmości i przeszła od razu do meritum:
– Pani Madziuniu najsłodsza. Tu… tu się stało coś strasznego…
– Pani Zosiu, spokojnie. Proszę wziąć głęboki oddech i… – Setka odruchowo nabrała w płuca powietrze i głośno wypuściła ustami.
– Pani Madziu, na usta-usta to już za późno! – mówiła szybko Zosia. – To trup, jak żywy! Nie oddycha, i to już od kilku godzin. Tak doktor powiedział!
– Jaki trup? Jaki doktor? – zapytała Setka, ściągając przy tym świeżo wyregulowane brwi.
– Doktor Piszczel. Tu, stąd. Co prawda to ortopeda, ale przyszedł jako pierwszy i stwierdził zgon.
– Ale czyj?
– Wacka Szturchajło. Ja go za dobrze nie znałam, tyle co z widzenia… No i z jednej takiej sytuacji nieprzyjemnej… – szeptała Zosia. – Ale to ja opowiem, gdy już się zobaczymy, bo i bez tego mam chyba kłopoty… Psia krew, Dulawki mi się zachciało…
– Pani Zosiu… – Setka przełknęła ślinę. – Przepraszam, ale muszę zapytać… Czy pani jest pod wpływem jakichś substancji?
– Ja?! – krzyknęła zaskoczona Zosia. – Boże broń! Krystyna wychyliła kieliszek czystej, no, może dwa, ale to z powodu szoku! A ja nic!
– A ziołowej marysieńki pani nie paliła?
– Pani Madziu, co pani ?!
– To już nic nie rozumiem. Mówi pani o dulawce… Więc?
– Dom zdrojowy tak się nazywa. Dulawka. Ja tu z Krysią Pająk, moją kuzynką, tą od złamanej nogi, do sanatorium przyjechałyśmy. I teraz się porobiło, że Wacek trupem padł… i… i… – Seniorce zabrakło tchu.
– Pani Zosiu…
– Jestem, jestem… Niech pani przyjedzie razem z Basią Ciętą i mi pomoże. Bo ja… – Głośno przełknęła ślinę… – Oni myślą, że to moja robota. Że to ja jestem mordercą… – wyszeptała ostatkiem sił.
– Bzdura… – prychnęła dziennikarka.
– Sęk w tym, że to wcale nie takie pewne. Bo sama nie wiem… czy… Może to faktycznie byłam ja? Oni mogą mieć rację… Nic już nie wiem… – urwała.
– Pani Zosiu. Na spokojnie. Proszę mi wszystko opowiedzieć. Od momentu przyjazdu.
– Od przyjazdu?… No więc… To było tak… – zaczęła Zosia.
Książkę Dom zdrojowy Dulawka kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
