Trzy różne kobiety i jedno wspólne pragnienie: zostać mamą.
Daria walczy o swoją szansę na macierzyństwo po nagłej śmierci Mateusza. Amelia zamyka się w sobie podczas leczenia niepłodności, pozwalając, by Paweł dokumentował w sieci każdy etap ich trudnej drogi. Kaśka próbuje utrzymać pozory idealnego życia z Markiem, choć czuje, że na starania o dziecko jest już dla nich za późno.
Gdy kobiety przypadkowo spotykają się w kawiarni obok kliniki, zakładają Klub Jednej Kreski – miejsce, w którym można zostać wysłuchaną, ale nie ocenioną.

Klub Jednej Kreski Angeli Węckiej to powieść o kobiecej sile, której nie widać na pierwszy rzut oka. Powstała z prawdziwego doświadczenia i przekonania, że niepłodność nie powinna być tematem tabu.
Przeczytaj. Podaj dalej. Któraś z kobiet w Twoim otoczeniu może tego potrzebować. Do przeczytania powieści zaprasza Wydawnictwo Spisek Pisarzy. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Klub Jednej Kreski. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Patrzę na test z obrzydzeniem. Nie mam najmniejszej ochoty sikać na plastik i modlić się do niego gorąco przez pięć minut, by wyrzucił pozytywny wynik. Nie mam również ochoty na informowanie Pawła o tym, że znów nawaliłam.
Albo to on nawalił, nie jestem w sumie pewna. Od konsultacji w klinice niepłodności i pierwszych badań nie wiem nic. Czuję się zagubiona w natłoku informacji, igieł i wpisów na forum od dziewczyn, które o upragnioną ciążę starają się znacznie dłużej niż niecałe dwa lata.
Myślę sobie: Gdzie ten pieprzony okres?! Gdyby pojawił się na czas, nie musiałabym odgrywać tej całej szopki. Gdyby przybył w terminie, byłabym pewna, że nie jestem w ciąży. A teraz? Jest na to jakaś szansa. Muszę to szybko sprawdzić. W mojej głowie biega stado myśli, ale każda wpędza mnie w coraz większe szaleństwo. Zaciskam usta, zdejmuję majtki i robię, co trzeba. Łzy pieką pod powiekami, ale kończę robotę i odkładam test wysoko na półkę. Podcieram się jeszcze, licząc, że krwawa menda przyjdzie teraz, już, natychmiast, a test będę mogła od razu wyrzucić do kosza.
Nic takiego jednak nie następuje. Przez kolejne minuty myję twarz okrężnymi ruchami, patrząc na swoje oblicze przygaszonym wzrokiem. Dopiero kiedy alarm informuje mnie o skończeniu się czasu, drżącą ręką sięgam po pieprzony kawałek plastiku – sędziego nad moją płodnością, po powód do nocnych kłótni i samotnych poranków.
Może tym razem się uda, myślę gorączkowo, zbierając się w sobie. Może za bardzo przesadzasz, Amelia.
Biorę ostatni głęboki wdech i patrzę na test. Szukam dwóch kresek – wymarzonych, wyproszonych, wyczekanych.
I znów cholernie nieobecnych.
Wiem, że nie ma tam drugiej kreski. Kontrolna patrzy na mnie z identycznym zażenowaniem co ja na nią. Pomimo tego i tak rozpoczynam taniec z moją lampą: pod światło próbuję się doszukać cienia jej cienia. Patrzę pod różnymi kątami, czując, jak serce rozsadza mi klatkę piersiową. Dopiero po kolejnych długich minutach ciskam plastik do kosza.
W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Klub Jednej Kreski. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
