Pisarze i blogerzy walczą z piratami w sieci. Odpowiedzią jest hejt

Data: 2020-07-27 09:42:22 Autor: pobarski

Od kilku tygodni w literackiej części Internetu głośno jest o akcji „Czytaj legalnie”. Inicjatorka akcji, Dominika Matuła, zaangażowała w nią blogerów, pisarzy, ale także zwykłych czytelników. Niestety, osoby walczące z piratami czasem spotykają się z hejtem.

Obrazek w treści

Pod koniec czerwca blogerka książkowa Domi Czyta zainicjowała akcję „Czytaj legalnie i pozwól czytać legalnie innym”, która ma uświadamiać fanom literatury, jak ważne jest pobieranie książek z legalnych źródeł. Akcja rozpoczęła się od emocjonalnego wpisu pisarki, Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, która przed oficjalną premierą swojej najnowszej książki, Mars. Bezlitosna siła t. 4, znalazła w sieci jej pirackie kopie.

Czytaj legalnie i pozwól legalnie czytać innym

Dominika aktywnie zaangażowała się w prace związane z uświadamianiem czytelnikom szkodliwości piractwa oraz w usuwanie z sieci nielegalnych kopii e-booków. Nie tylko rozpoczęła inicjatywę, ale stworzyła także profile w mediach społecznościowych, gdzie rozpowszechnia informacje o tym, w jaki sposób można czytać e-booki legalnie. Także serwis Granice.pl włączył się w akcję, pisząc o inicjatywie Dominiki jako pierwsze medium w Polsce już 30 czerwca 2020 roku. Przedstawiciele serwisu przesłali także informację prasową o inicjatywie do mediów. Po miesiącu od rozpoczęcia akcji pytamy Dominikę, co się zmieniło.

Widzę zmiany. Informacje o akcji promującej legalne czytanie dotarły do sporej grupy czytelników, blogerów, bibliotekarzy, księgarzy, no i – oczywiście – samych wydawnictw oraz pisarzy, którzy w swoich kanałach social media dzielili się – i nadal dzielą – swoimi spostrzeżeniami na temat tych właściwych źródeł książek. Spontanicznie wsparli mnie bookstagramerzy, tworząc logotyp akcji, naklejkę promocyjną i nakładkę na zdjęcie profilowe, która bardzo spodobała się fejsbukowiczommówi nam Dominika Matuła, inicjatorka akcji zachęcającej do legalnego czytania.15 lipca 2020 uruchomiłam oficjalne profile „Czytaj legalnie i pozwól legalnie czytać innym” na Instagramie, Facebooku i Twitterze, które już gromadzą kilkaset osób.

Dominika dodaje także, że w ciągu miesiąca przekonała się, że wiedza o prawie autorskim, ale także – wynagrodzeniach dla autorów z wypożyczeń w bibliotekach – jest wśród czytelników naprawdę niewielka.

Okazało się też, że na przykład wiedza o tzw. wypożyczeniach bibliotecznych, czyli wynagrodzeniu należnym autorom za to, że ich książki są wypożyczane z bibliotek, jest mało rozpowszechnionamówi Dominika.Podobnie ma się rzecz ze świadomością, że opłata za transfer danych na portalach współdzielenia plików nijak się ma do legalności umieszczonych w nich książek i nie jest tym samym co opłata abonamentowa na oficjalnych platformach udostępniających e-booki i audiobooki, rozliczających się zgodnie z prawem z wydawcami książek, a w efekcie z pisarzami.

Chodzi o to, że w ramach programu public lending right od kilku lat autorzy otrzymują wynagrodzenie za to, że ich książki z bibliotek wypożyczają czytelnicyZajmuje się tym w Polsce Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska. Autorzy otrzymują wynagrodzenie także za każdą przeczytaną przez użytkownika książkę w ramach usług abonamentowych, takich jak Legimi czy EmpikGo. Nie dotyczy to, oczywiście, pirackich portali, takich jak chociażby Chomikuj.

Tysiące nielegalnych kopii w Internecie

Dominika dołączyła do jednej z grup na Facebooku, w których użytkownicy portalu dodają nielegalne kopie książek. Tam poinformowała o tym, że udostępnianie nielegalnych kopii nie jest zgodne z prawem. W rezultacie zetknęła się z hejtem ze strony książkowych piratów.

Szczerze mówiąc, wypowiedziałam się tylko w jednej grupie, w której udostępniane były linki do nielegalnych audiobooków, a ja zwróciłam uwagę, że to okradanie pisarzy. Ta aktywność wywołała, oczywiście, gwałtowną reakcję użytkowników, no ale nie spodziewałam się, że moje stanowisko spotka się z poklaskiem w społeczności, w której oficjalnie jedni ludzie szukają darmowych plików, a inni je z premedytacją udostępniają, wykorzystując niewiedzę czytelników. Ewidentnie nie w smak złodziejom podnoszenie świadomości społecznej na temat legalnej kultury. Ale wystarczy, że choć kilka osób zmieniło swoje podejście, a już odniesiemy sukces.

 

Czytaj legalnie logoFot. logo akcji "Czytaj legalnie" / Domi Czyta

W kampanię przeciw udostępnianiu e-booków zaangażowały się także popularne autorki, które wraz z czytelnikami stworzyły własną grupę na Facebooku – „Dziękuję, że czytasz mnie legalnie”. To tam dzielą się przemyśleniami i wskazówkami, jak walczyć z piractwem. Czytelnicy i autorzy zachęcają się także wzajemnie do działań związanych z usuwaniem nielegalnych plików z sieci. Choć często nie jest to łatwe.

Poświęciłam moje całe wczoraj na pozbieranie wszystkich moich tytułów z chomika, wysłałam je przez formularz kontaktowy i dziś raniutko otrzymałam informację, że na mocy ustawy takiej a takiej wszystkie zostaną niezwłocznie usunięte. Nielegalni użytkownicy otrzymali upomnienie, a ja przeprosiny i prośbę o zgłoszenie, jeżeli sytuacja się powtórzynapisała na grupie Renata Kosin, popularna autorka powieści obyczajowych. – Wiem, że to walka z wiatrakami, bo za chwilę pojawią się nowe, i cała masa jest gdzie indziej, ale postanowiłam przynajmniej tutaj dopilnować swojego i sprawdzać co jakiś czas, skoro chomik reaguje, w dodatku szybko.

Swoje e-booki znajdują także inne autorki. Wśród nich Magdalena Wala, której kolejna książka, Klątwa ruin, ukazała się na rynku kilkanaście dni temu. Wala opisała w swoim wpisie konkretny przypadek naruszenia przez jednego z użytkowników serwisu Chomikuj.pl.

W jednym dniu usunięto 10 plików, by w drugim pojawiło się dwadzieścia następnychpisała w jednym z komentarzy autorka.Jeden chomik jest głównym źródłem i dopóki na nim nie ma książki w dniu premiery, (albo zdążę zareagować odpowiednio szybko) to jest szansa, że jakiś czas minie, nim pojawi się gdzie indziej. Pani (Pan) jednak często udostępnia wieczorami albo w weekendy, a wtedy to już tylko kwestia czasu.

Odpowiedzialność karna za udostępnianie e-booków

Jak wygląda rozprawianie się z użytkownikami, którzy rozpowszechniają e-książki? Najczęściej autorzy zwracają się do takich osób z żądaniem usunięcia pliku oraz wskazują, ile stracili na nielegalnych udostępnieniach. Inni z kolei piszą bezpośrednio do właścicieli serwisów z żądaniami usunięcia plików. Podstawą prawną są w tym przypadku przepisy o prawie autorskim. To jednak nie są jedyne opcje, by rozprawić się z piratami.

W grę wchodzi zarówno postępowanie cywilne, jak i postępowanie karne. W ramach postępowania cywilnego składamy do sądu pozew o naruszenie autorskich praw majątkowych. Mamy tutaj do dyspozycji roszczenia z art. 79 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Możemy domagać się m.in.: zaniechania naruszenia, usunięcia skutków naruszenia, naprawienia wyrządzonej szkody, wydania uzyskanych korzyścimówi nam Wojciech Wawrzak, radca prawny specjalizujący się w pomocy osobom z branży kreatywnej i autor serwisu praKreacja.plWiadomo, że najczęściej chodzi nam o rekompensatę finansową, dlatego domagamy się odszkodowania określonej wysokości. Jeżeli chodzi o postępowanie karne, taka droga również jest dostępna. Do zainicjowania postępowania wystarczające będzie zgłoszenie się ze sprawą na Policję.

Autorzy wyraźnie mówią jednak, że mają dość wiecznego dochodzenia własnych praw i ręcznego usuwania książek z sieci. Jest to dla nich proces żmudny, który nigdy się nie kończy, a wszystko to sprawia wrażenie walki z wiatrakami. Często autorzy dochodzą także do wniosku, że zostali pozostawieni sami sobie, a wydawcy nie reagują z należytą starannością na pojawianie się kolejnych pirackich kopii w sieci. Dlaczego tak się dzieje?

Dochodzenie roszczeń niewątpliwie wymaga zaangażowania i wysiłku. Samo postępowanie w sprawie może być czasochłonne i rozciągnąć się do nawet kilku lat. W związku z tym, podmioty uprawnione decydują się na inne metody działania. Przydatna bywa procedura notice & takedown, w ramach której zgłaszamy administratorowi serwisu fakt przechowywania przez niego bezprawnej treści. Często takie zgłoszenie kończy się zablokowaniem lub usunięciem treścimówi Wojciech Wawrzak.Coraz częściej również mówi się, że w dzisiejszym cyfrowym świecie nie należy bać się bycia skopiowanym, ale pominiętym. W związku z tym, wydawcy przyjmują taktykę, zgodnie z którą nie zwalczają naruszeń za wszelką cenę, próbując patrzeć na takie sytuacje przez pryzmat ewentualnego dotarcia do szerszego kręgu odbiorców. Walka z naruszeniami coraz częściej postrzegana jest jako walka z wiatrakami, nieopłacalna pod kątem poświęconego czasu i zasobów. Podmioty uprawnione szukają alternatywnych dróg monetyzacji swojej twórczości, zamiast angażować zasoby w zwalczanie naruszeń.

Kto jest odpowiedzialny za piracki plik?

Autorzy próbują zwalczać więc piractwo na własną rękę, często nie mając odpowiednich środków na zatrudnienie prawnika czy specjalisty z zakresu prawa autorskiego. Także wiele ograniczeń utrudnia pisarzom możliwości egzekwowania swoich spraw – ukrywający się na portalach pod pseudonimami użytkownicy są chronieni m.in. rozporządzeniem o ochronie danych osobowych.

Wnioski kierowane przez wydawców nie przynoszą skutków. Dzieje się tak z uwagi na przepisy o ochronie danych osobowych. Administratorzy serwisów odmawiają udostępniania danych na "prywatne" żądanie i należy przyznać temu rację. Natomiast uruchomienie „procedury prawnej" pozwoli uzyskać dostęp do określonych danych, gdy z żądaniem wystąpi uprawniony podmiot, np. organ ściganiamówi Wojciech Wawrzak, radca prawny.

Grupy na Facebooku z e-bookamiFot. Domi Czyta

Co to oznacza? Jeśli na portalu udostępniającym przestrzeń dyskową pirat wrzuca do sieci pliki, które podpisuje jedynie własnym pseudonimem, autor czy wydawca nie otrzymają na swój wniosek danych takiego użytkownika (np. imienia i nazwiska, adresu mailowego czy adresu IP). Potrzebne jest uruchomienie odpowiedniej procedury prawnej, czyli zgłoszenie przestępstwa na policję. Ten krok wydaje się jednak najbardziej skrajną z możliwości, najczęściej bowiem dochodzi do usunięcia nielegalnych treści przez właścicieli serwisów po przesłaniu przez wydawcę lub autora odpowiedniego wniosku przez formularz.

Niektórzy autorzy próbują także egzekwować odpowiedzialność wobec administratorów grup na Facebooku, którzy biernie przyglądają się procederowi „pożyczania” e-booków przez członków tych społeczności. Jednak – zdaniem naszego rozmówcy – pociąganie do odpowiedzialności tych osób może okazać się bezskuteczne.

Odpowiedzialność z tytułu naruszenia praw autorskich ponosi podmiot rozpowszechniający. Problem z grupami na Facebooku polega na tym, że formalnie podmiotem rozpowszechniającym jest właśnie Facebook. Rozpowszechnia on treści na podstawie licencji udzielonej przez użytkownika, który takie treści publikuje w serwisie – licencja ta wynika z regulaminu. Z regulaminu wynika również, że publikując treść, użytkownik oświadcza, że jest do tego uprawnionymówi radca prawny Wojciech Wawrzak z praKreacja.pl.Zatem gdy na grupie facebookowej udostępniana jest bezprawnie kopia e-booka, użytkownik publikujący materiał narusza regulamin Facebooka. Formalnie jednak to Facebook jest podmiotem rozpowszechniającym. Dlatego, w mojej ocenie, roszczenia powinny być formalnie kierowane do serwisu Facebook, oczywiście po uprzednim skorzystaniu z procedury notice & takedown. Oczywiście, możemy również próbować kierować roszczenia do użytkownika publikującego daną treść, ale musimy liczyć się tutaj z ewentualnym formalnym zarzutem brakiem legitymacji procesowej biernej. Użytkownik może próbować argumentować, że formalnie to Facebook jest podmiotem rozpowszechniającym, a nie on sam.

Pirackie e-booki – reagować czy nie?

Dominika Matuła, która rozpoczęła akcję, nie ma zamiaru się poddać. Pragnie nie tyle karać czy piętnować, ale przede wszystkim – uświadamiać.

Na facebookowym fanpage’u akcji „Czytaj legalnie i pozwól legalnie czytać innym” pojawi się album ze zdjęciami wszystkich pisarek i pisarzy, którzy włączyli się do akcji. Chcę zapraszać też do naszej koalicji „Legalnych” kolejne osoby i instytucje. Chciałabym dotrzeć z moją akcją do jak największej liczby bibliotek publicznych i szkolnych, aby jak najwięcej młodych ludzi dowiedziało się, że trzeba czytać legalnie i że jest to w dzisiejszych czasach bardzo proste i dostępnemówi nam Dominika Matuła.Pojawią się na pewno kolejne inicjatywy w ramach akcji, dzięki którym hasło #czytajlegalnie będzie odmieniane przez wszystkie przypadki.

Czytelnicy, którzy zgłaszają naruszenia praw autorskich, nierzadko czekają nieprzyjemności ze strony piratów. Często jest to reakcja obronna związana z niewiedzą osób udostępniających takie pliki, które nie zdają sobie sprawy z tego, że krzywdzą innych – autorów, wydawców i wszystkich ludzi, którzy pracowali nad książką, a teraz nie otrzymują za to swojego wynagrodzenia. I chociaż uświadamianie piratów książkowych to z całą pewnością zajęcie często niewdzięczne, to jednocześnie udowadnia, że dla niektórych literatura naprawdę ma znaczenie.

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Recenzje miesiąca
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Trzecia strona medalu
Dariusz Grochal
Trzecia strona medalu
Czwarta władza szóstej B
Adam Studziński;
Czwarta władza szóstej B
Drogi Edwardzie
Ann Napolitano
Drogi Edwardzie
Pokaż wszystkie recenzje