Powiedział jej. Fragment książki "Spragnieni, by kochać"

Data: 2021-02-19 09:15:02 Autor: Piotr Piekarski

On - impulsywny, z sercem na dłoni, dla niej - gotowy na wszystko. Ona - tajemnicza, wycofana i niedostępna niczym Królowa Śniegu.

Eryk wie jedno: ta dziewczyna jest wszystkim, czego pragnie. Zrobi, co tylko w jego mocy, by skruszyć mur, za którym się chowa.
Ale Ewelina, choć pod maską chłodu kryje gorące uczucia, nie wierzy, że ze swoją przeszłością może jeszcze zaznać szczęścia. Są takie rzeczy, których nie można wybaczyć. A ona ma zbyt wiele na sumieniu, by ktokolwiek mógł ją pokochać.

Obrazek w treści

Są blizny, które zostają na całe życie. Jest strach, który skuwa serce niczym lód. Są pragnienia gorące jak ogień. O miłości, ale także walce o własne szczęście mówi Anna Szafrańska w swojej książce Spragnieni, by kochać (Wydawnictwo Burda). Ostatnio mogliście przeczytać drugi fragment powieści, tymczasem już dziś prezentujemy Wam ostatnią część: 

Rozdział 4

„If I lived in a house with no mirrors

Where the walls didn’t talk back at me

Maybe I’d dream a bit bigger

If there was nothin’ to see

If I lived in a house with no mirrors

Where the walls didn’t pick me apart

Maybe my skin would be thicker

If I lived in a house with no mirrors”

Sasha Sloan – House with No Mirrors

Ewelina

Ledwo dotarłam na piąte piętro. Prawie potknęłam się o własne nogi, gdy po omacku zbliżyłam się do drzwi mieszkania, ściskając klucze w zdrętwiałych palcach. Mimo sierpniowej duchoty na dworze moja skóra pokryła się lepkim, lodowatym potem. Znałam doskonale te symptomy i wiedziałam, co oznaczały – byłam przemęczona. Chciałam w końcu dotrzeć do łóżka, skulić się pod kołdrą i zasnąć. Spać aż do momentu, gdy o piątej trzydzieści zadzwoni mój budzik, by przypomnieć mi, że czeka mnie poranna zmiana w sklepiku na rogu. Powoli traciłam rozeznanie. Dni zlewały się w jedną masę i gdyby nie kalendarz, alarmy ustawione w telefonie i miesięczny grafik, pogubiłabym się, kiedy i w którym miejscu pracuję danego dnia.

Myśląc o tym, że powinnam przyszykować sobie na jutro firmowe koszulki sklepu i baru nad Wartą, wsadziłam klucz do zamka, jednak gdy go przekręciłam, spotkałam się z oporem. Na moment zacisnęłam powieki. Już nawet nie modliłam się w myślach, by się okazało, że Piotrek zwyczajnie zapomniał zamknąć drzwi przed snem. Po prostu… musiałam się uspokoić. Przygotować na to, co zastanę, gdy wejdę do mieszkania.

Usłyszałam szelest na klatce dwa piętra niżej, więc szybko weszłam do mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi. Nie zawracałam sobie głowy ściąganiem butów i wkładaniem kapci. Nie miałam kapci. To był zbędny wydatek, a poza tym goście Piotrka rzadko kiedy pamiętali, że nasze mieszkanie to nie melina.

Samego Piotrka znalazłam w dużym pokoju, który kiedyś babcia określała mianem salonu. Teraz jej stara kanapa ledwo trzymała się kupy, a po jej pięknie zdobionych regałach na książki i mahoniowym sekretarzyku nie został nawet ślad. Stół, który dziadek wykonał samodzielnie, gdy jeszcze prowadził zakład stolarski, trafił do lombardu kilka miesięcy temu. Jego los podzieliła również kolekcja książek babci, którą Piotrek sprzedał do antykwariatu za grosze. I może gdybyśmy nie mieli na bieżące opłaty albo na chleb, nie miałabym mu tego za złe. Jednak on potrzebował kasy na coś innego. Na wódkę. I narkotyki.

Widząc, jak leży prawie nieprzytomny z głową na kolanach Kingi, zastanawiałam się, co tym razem sprzedał, żeby móc na kilka godzin odlecieć. I czasem mu tego zazdrościłam. Tej… beztroski.

Kinga zauważyła, że przystanęłam w ciemnym korytarzu. Jej zbyt szerokie usta, które nie pasowały do drobnej twarzy, rozciągnęły się w złośliwym uśmiechu. Marszcząc nos, skinęła na mnie głową, by i Piotrek zauważył, że właśnie wróciłam do domu. Wyrwany z fazy powoli zwrócił na mnie błyszczące w upojeniu oczy.

– O… Ewela – prychnął, jakby opowiedział jakiś dobry żart.

– Piwo się skończyło. Kopsnij się do sklepu – rzuciła Kinga swoim nosowym głosem, przeczesując ciemne włosy Piotrka.

Uniosłam brew.

– Nie pomyliłaś się czasem?

– Młoda, weź – jęknął przeciągle Piotrek i machnął na mnie ręką. – Leć po alko.

Wzruszyłam ramionami i przeszłam do kuchni.

– Sam leć.

Nawet nie próbowałam uzmysłowić Piotrkowi, że jest już późno, a najbliższy monopolowy znajduje się kilka ulic stąd.

– Jestem trochę… Nieprzytomny. Mógłbym się pomylić przy płaceniu!

– Jakbyś w ogóle miał hajs – mruknęłam do siebie i zaczęłam przetrząsać szafki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia.

Znalazłam nieco stwardniały chleb sprzed kilku dni, trochę warzyw w lodówce i jakiś ser, który może nie był pierwszej świeżości, ale jeszcze nadawał się do spożycia. Uszykowałam sobie śniadanie do pracy na następny dzień i zanotowałam w pamięci, by zwinąć sobie ze sklepu jakąś nienadającą się do sprzedaży kanapkę czy bułkę, która mnie spokojnie wystarczyłaby na obiad i kolację.

Piotrek wołał mnie jeszcze kilka razy, ja jednak pozostałam głucha na jego zaczepki.

– Olej ją – odezwała się Kinga, a ja w myślach wyzwałam ją od debilek. – Napiszę do Dawida, żeby wpadł.

Na dźwięk tego imienia mocniej zacisnęłam palce na rączce nożyka, ale nic nie mogłam poradzić na to, że zimny dreszcz spłynął mi po karku aż do dolnych partii kręgosłupa.

– Dobry plan. I niech weźmie piwo – polecił Piotrek, na co Kinga się roześmiała.

– Przecież jego ojciec ma monopolowy! Serio myślisz, że wleci tu ze zwykłym piwem albo jabolem?

– To napisz mu, żeby nie przynosił żadnego rumu czy innego gówna. Po tym syfie się pochorowałem.

– Moim zdaniem to od czegoś innego – skomentowałam cicho.

– Nie pytałem cię o zdanie.

Piotrek stanął w progu kuchni i oparł się o futrynę. Zgarnął z blatu kawałek ogórka, którego jeszcze nie odłożyłam do lodówki, i łapczywie wepchnął go sobie do ust.

– I lepiej zrób coś do żarcia, bo będziemy mieli gości. No co? Głucha jesteś?

Zignorowałam jego rozkaz i zapytałam wprost:

– Zjadłeś coś dzisiaj tak w ogóle? Cholera, Piotrek… – Westchnęłam, kiedy ostentacyjnie wzruszył ramionami i wyszedł z kuchni.

Mogłam to zostawić i się nie wtrącać, ale… Nie potrafiłam. Walcząc z ociężałym ciałem i opadającymi powiekami, zrobiłam kilka kanapek i zaniosłam je do pokoju.

– I to jest moja kochana siostrzyczka!

Piotrek zabrał z talerza skibkę chleba, jeszcze zanim położyłam go na niskim stoliczku, który kiedyś znalazłam obok śmietnika.

– Jestem kochana tylko wtedy, gdy robię ci coś do jedzenia albo mam kasę.

– Dwie równie ważne rzeczy.

Chciałam czym prędzej czmychnąć do swojego pokoju i pójść spać, zanim zjawi się towarzystwo Piotrka, jednak to, co powiedział chwilę później, całkowicie mnie zmroziło.

– A skoro już przy tym jesteśmy, to ile dzisiaj zakosiłaś? – rzucił mimochodem, a ja poczułam przeszywający chłód. Byłam bryłą lodu, która szybko stopniała, gdy poczucie wstydu rozpaliło mnie od środka. W mgnieniu oka odwróciłam się do Piotrka i z niepokojem zerknęłam na Kingę. Mój wściekły wzrok musiał sprawić, że Piotrek na chwilę oprzytomniał. – Co, że Kinia?

Przesunęłam językiem po zębach.

– Pogadamy później – warknęłam, z całej siły zaciskając zęby, i zmusiłam nogi, by w końcu ruszyły się z miejsca.

Może Kinga była zbyt naćpana, żeby podłapać temat, może nie zrozumiała, co Piotrek miał na myśli…

– Niepotrzebnie się spinasz, młoda. Ja wiem wszystko!

Zgryźliwy świergot Kingi świdrował mi uszy.

Powiedział jej. Powiedział jej…?!

Chciałam się opanować. Przywoływałam się do porządku i upominałam, by nie ulec pokusie i nie przywalić Kindze, jednak ona cały czas się śmiała. I śmiała. I śmiała. Aż w końcu powiedziała to jedno słowo. Słowo, które wypierałam ze świadomości. Słowo, którego nienawidziłam, a które przylgnęło do mnie jak druga skóra.

Książkę Spragnieni, by kochać kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Spragnieni, by kochać
Anna Szafrańska4
Okładka książki - Spragnieni, by kochać

Są blizny, które zostają na całe życie. Jest strach, który skuwa serce niczym lód. Są pragnienia gorące jak ogień. On - impulsywny...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo