To wszystko zostawiliśmy w przeszłości. "Zanim zrozumiem. Splątane losy"

Data: 2021-05-28 11:56:54 | Ten artykuł przeczytasz w 19 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Witajcie w Zaborzu! Czy poznaliście już wszystkie tajemnice?

Kinga kończy toksyczne małżeństwo. Próbuje być silna i samodzielna. Niestety trudna przeszłość znowu wkrada się w jej życie. Wyjazd do pensjonatu Jesionowy Zakątek ma jej pomóc uporządkować niedokończone sprawy i odetchnąć od codziennych zmartwień.

Do Zaborza trafia też młody Niemiec, który pod wpływem opowieści swojej babki i odnalezionych w domu dokumentów usiłuje odszukać ślady swoich przodków.

Jakie sekrety skrywają tajemnicze dokumenty? Czy warto było poznać całą prawdę o swojej rodzinie?

Obrazek w treści To wszystko zostawiliśmy w przeszłości. "Zanim zrozumiem. Splątane losy" [jpg]

Do lektury książki Magdaleny Wali Zanim zrozumiem. Splątane losy zaprasza Wydawnictwo Pascal. Ostatnio mogliście przeczytać pierwszy rozdział książki, tymczasem już teraz zachęcamy do lektury kolejnego fragmentu powieści:

Rozdział drugi

Kinga stała w szeroko otwartych drzwiach i z wściekłością wpatrywała się w byłego męża. Nonszalancko opierał się o framugę i widząc jej minę, ściągnął palec z dzwonka. Kiedy zobaczyła Tymka przez wizjer, nie zamierzała go wpuszczać, więc oddaliła się do pokoju na paluszkach. Nie wystarczyło. Najwyraźniej usłyszał jej kroki.

− Otwórz, Kinia! – poprosił.

Nie zareagowała, więc ponownie nacisnął dzwonek. Kinga wytrzymywała wwiercający się w uszy dźwięk przez całe pięć minut, po czym się poddała.

W podjęciu szybkiej decyzji pomogło jej walenie w kaloryfer w wykonaniu pana Krzysia z góry. I przeciągły płacz dziecka sąsiadów z lewej. Co wpadło Tymkowi do głowy, by dobijać się do jej drzwi w niedzielę o szóstej rano? Za czasów ich małżeństwa w ten dzień tygodnia zwykle nie udawało mu się zwlec z łóżka przed jedenastą… I nic w tym dziwnego, bo zazwyczaj balował do białego rana w towarzystwie Kingi lub – częściej – kogoś innego.

− Czego? – warknęła.

Nie wyjaśnił, tylko bez pardonu władował się do jej mieszkania. Kółka jego walizki prawie przetoczyły się po jej bosych stopach. W myślach Kinga zaczęła odliczać do dziesięciu, ale kiedy skończyła, wcale nie czuła się spokojniejsza. Może powinna spróbować doliczyć do tysiąca?

− Powiedz, że z niewyspania mam zwidy… albo jeszcze lepiej zgiń, przepadnij… – wymamrotała.

− Siło nieczysta? – Tymek rozsiadł się na jej łóżku i obdarzył ją tym uśmiechem, który w przeszłości sprawiał, że zapominała o wszystkich racjonalnych argumentach. I zazwyczaj zgadzała się na jego pomysły, nawet jeśli coś w środku niej krzyczało, że na pewno tego pożałuje. – Przykro mi, ale to nie działa w ten sposób, kochanie.

− Skoro nie wystarczył rozwód, być może konieczne będą egzorcyzmy… Tymek, co ty tutaj robisz? W niedzielę o – włączyła wyświetlacz telefonu – szóstej z minutami.

− Wprowadzam się. Zaparzysz mi kawy? Jestem skonany…

Kinga przymknęła oczy i starała się zachować spokój, mimo że narastała w niej ochota, aby wyrazić swoją frustrację krzykiem. To jednak nie spodobałoby się są­siadom. Usiadła więc obok Tymka i ponuro spojrzała na walizkę. To nie wyglądało jej na przyjacielską wizytę.

− Tymek… Najpierw wyjaśnienia, a potem zobaczymy…

Znów się uśmiechnął.

− To brzmi lepiej niż: „Wynoś się” albo: „Zadzwonię po policję”.

Nie odpowiedziała, tylko splatając ręce przed sobą, spojrzała na niego wymownie.

− Wyprowadziłem się od ojca – przerwał, najwyraźniej czekając na jej reakcję. Przeliczył się, bo zachowała kamienny wyraz twarzy. To, że opuścił willę tatusia, zrozumiała, kiedy dostrzegła jego walizkę. – Ciągle mi truł…

− Dlaczego potrafię go zrozumieć? – spytała ironicznie. Ojciec pewnie chciał, aby Tymek zajął się czymś bardziej konstruktywnym niż wieczne zbijanie bąków.

− Proszę cię… Muszę na chwilę zniknąć mu z oczu. Powinien się przekonać, że nie da rady mnie złamać.

Dopiero teraz poczuła iskrę ciekawości przebijającą się przez zaniepokojenie i gniew wywołane obecno­ścią Tymka w jej azylu. Musiał poważnie narozrabiać, skoro postanowił się wyprowadzić z willi należącej do ojca. Szkoda tylko, że nie pomyślał o własnym mieszkaniu, zamiast bladym świtem pakować się do cudzego. Miała nadzieję, że jego nagłe pojawienie się nie jest związane z kolejną desperacką proś­bą o pożyczenie pieniędzy. Chyba nie jest na tyle głupi, aby zadłużać się u nieodpowiednich ludzi? Westchnęła. Tymek był przyzwyczajony do spełniania swoich zachcianek, a o ich nieprzyjemnych skutkach przekonywał się zazwyczaj, kiedy było już za późno.

− To, że chcesz zamieszkać sam, jest dla mnie w pełni zrozumiałe. Tylko dlaczego pakujesz się do mnie na waleta, zamiast poszukać własnego mieszkania? Mogłeś zostać u ojca jeszcze przez tydzień czy dwa. W tym czasie na pewno znalazłbyś coś do wynajęcia.

Gestem pokazała mu, że ma nie siedzieć w ubraniach na jej kołdrze, więc odsunął pościel i ponownie opadł na rozłożoną sofę.

− Nie stać mnie. Ostatnie pieniądze poszły na zaległe wypłaty. Nie mam kasy na kaucję. Tak naprawdę na nic mnie nie stać, więc liczę na pomoc dobrych ludzi. – Puścił do byłej żony oko.

Po sprzeczce podczas ich rozprawy rozwodowej nadal ją za taką uważał? Niby nie żywili do siebie urazy, ale żal mógł pozostać. Chociaż Tymek należał do osób, które wolały nie pamiętać o zaszłościach, a w bliźnich dostrzegać jedynie zalety. Czyli stanowił zupełne przeciwieństwo swojego ojca, twardego, egoistycznego drania. Może dlatego też starszy Warzecha był skazany na sukces, a jedyny syn stawał się dla niego coraz większym rozczarowaniem. W czasie ich małżeństwa senior z niecierpliwością czekał na pojawienie się wnuka, którego mógłby ukształtować na swój obraz i podobieństwo. Czyli zrobić coś, co nie udało mu się z synem.

Kinga jeszcze raz pomyślała z wdzięcznością o Bo­żej opatrzności, która okazała swoje miłosierdzie w postaci jednej kreski na teście ciążowym. Po urodzeniu dziecka nigdy nie zdecydowałaby się na rozwód, i to nie tylko dlatego, że chciałaby zapewnić maluchowi pełną rodzinę. Starszy Warzecha zrobiłby przecież wszystko, co w jego mocy, aby po rozstaniu odebrać jej dziecko. A zmobilizowałby do tego celu wszystkie swoje środki. Teraz pewnie w oczekiwaniu na wnuka postanowił mocniej popracować nad synem. Nawet poczuła coś na kształt współczucia. Jej i jego najbliżsi krewni mogli służyć za potwierdzenie powiedzenia, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.

− I uważasz, że nie będzie cię u mnie szukał?

Wzruszył ramionami.

− Rozwiedliśmy się przecież. To nie potrwa długo. Najwyżej kilka dni…

Dni, które jeśli Kinga czegoś szybko nie wymyśli, mogą łatwo przerodzić się w tygodnie. Warzecha senior szybko zlokalizuje synka, a potem uzna, że należy ukarać byłą synową. Wyskoki Tymka zwykle w paskudny sposób odbijały się na niej.

Chwilowo pogodziła się z obecnością eksmęża i udała się do kuchni, aby zaparzyć sobie kawę. Ekspres zaszumiał i do kubka zaczął ściekać aromatyczny płyn.

− Nadal pijesz lurę…

Nie skomentowała, tylko uzupełniła mlekiem napój. Po czym dodała do niego sporą łyżkę miodu lipowego, który mama przywiozła jej z pasieki w Brzeszczach. Upiła potężny łyk i odsunęła się od ekspresu, aby Tymek mógł się obsłużyć. Nie zamierzała odgrywać roli dobrej gospodyni. Nieco się skrzywiła, kiedy Tymek zminimalizował ilość wody i zwiększył stężenie kawy do maksimum.

− Nie wszyscy lubią płynną smołę, którą ty nazywasz kawą.

Zaczęła już odczuwać dobroczynne skutki działania wypitego naparu. Teraz musiała tylko wymyślić jakiś sposób, aby jak najszybciej pozbyć się byłego męża. Jednak najpierw zamierzała zaspokoić swoją ciekawość. Cały czas niepokoiła ją wizja Tymka ogrywającego się w kasynie do koszuli. Wobec mafii nawet starszy Warzecha mógł się okazać bezradny.

− Co się stało tym razem?

− Ojciec chce, abym poszedł do pracy – rzucił takim tonem, jakby wymagał od niego co najmniej, by popełnił rytualne seppuku.

Nie wzruszyło jej to.

− No i? Ludzie zazwyczaj, żeby mieć co jeść, właśnie idą do pracy. Nie każdego los obdarzył bogatą rodziną. A jeśli taki szczęściarz nie robi z tym majątkiem nic sensownego, szybko może go stracić. Coś o tym wiesz, prawda? – Nie zdołała się powstrzymać przed uszczypliwością, mimo że twarz Tymka prezentowała całą gamę zranionych uczuć.

− Zacząłbym jakąkolwiek sensowną robotę, byle tylko wyrwać się z domu, ale nie w taki sposób, w jaki chce ojciec!

Odłożył pusty kubek po kawie na niewielką ladę oddzielającą kuchnię od pokoju. Kinga siedziała po turecku na rozłożonej sofie i przyglądała się, jak Tymek usiłuje maszerować tam i z powrotem po niewielkiej przestrzeni jej kawalerki. Robił tak nie raz w czasie ich małżeństwa, ale wtedy obszar do chodzenia miał zdecydowanie większy i nie obijał się niemiłosiernie o meble. I własną walizkę, która przewróciła się z hukiem, zanim zdążył ją chwycić.

− Kurwa jego mać – oznajmił dobitnie, najpierw rozmasowując obolałe udo, po czym ponownie stawiając walizkę na kółkach. Patrzył przy tym z oburzeniem na Kingę, jakby to ona była winna ciasnoty, w której zmuszony był przebywać.

− Proponowałem, żeby zrobił mnie swoim zastępcą, ale on tylko się roześmiał. Widzę, że oboje macie podobne poczucie humoru – skomentował z niesmakiem, zauważywszy, że Kinga zaczyna radośnie chichotać. Śmiała się tak bardzo, że dopiero po chwili zdołała skomentować jego wizję przyszłości w firmie Warzechy seniora.

− Jeśli twojemu ojcu zależy na dobru swoich tartaków, w tym dziesięcioleciu nie powierzy ci żadnego stanowiska kierowniczego. Całkiem niedawno wszyscy zdążyli się przekonać, ile były warte twoje studia z zarządzania.

Tymek odchrząknął i zajął miejsce obok niej. W milczeniu przyglądał się, jak była żona ociera z kącików oczu łzy rozbawienia.

− Chciał, abym starał się o stanowisko przedstawiciela handlowego. Przeszedł cały ten bzdurny proces rekrutacji, łącznie z pisaniem listów motywacyjnych i rozmową kwalifikacyjną.

Ten pomysł Warzechy seniora miał sens, uznała Kinga po krótkim namyśle. Tymek, jeśli chciał, bywał uroczy, miał gadane i potrafiłby sprzedać diabłu wiadro lawy. Faktycznie mógł się doskonale sprawdzić w terenie, wciskając ludziom produkty oferowane przez firmę ojca. W namawianiu okazał się świetny, zdoła­ła się o tym przekonać na własnej skórze, zgadzając się na małżeństwo, mimo że chwilami nachodziły ją wątpliwości. Nie wspominając o tym, że wszyscy inni mieli ich zdecydowanie więcej. I do czego ostatecznie doprowadził ją jego urok? Została pierwszą rozwódką w rodzinie! Pracując jako przedstawiciel handlowy, Tymek mógłby jednak przekuć tę wadę w zaletę.

− Przecież muszą jakoś sprawdzić, czy się nadajesz…

− Kiedy zakładałem firmę, nikt mnie nie musiał sprawdzać… – zirytował się. Kinga nie odezwała się, tylko rzuciła mu znaczące spojrzenie, a Tymek odrobinę się zmieszał. – Przecież i tak żąda, żebym tam pracował, więc po jakiego grzyba mam wcześniej przechodzić cały ten cyrk?

− Jego cyrk, jego małpy – rzuciła filozoficznie. – Więc postanowiłeś zaprotestować, uciekając z domu?

Zarumienił się lekko. Zawsze przeklinał odziedziczoną po matce karnację, która powodowała, że nawet najlżejsze oznaki zawstydzenia były doskonale widoczne na jego twarzy. To zresztą spowodowało, że próbował zapuścić brodę. Rzadkie kępki wyrastające mu na policzkach nie potrafiły zatuszować tego mankamentu. A że nie dodawały mu urody, szybko zrezygnował z tego pomysłu. Pod koniec związku z Kingą golił już gładko policzki. Ona w czasie ich małżeństwa nauczyła się pilnie zwracać uwagę na tę cechę, ponieważ gdy obserwowała twarz Tymka, zyskiwała pewność, czy jej mąż naprawdę żałuje, czy tylko udaje. W przeszłości zazwyczaj miało zdarzało się to drugie, jednak obecnie wyglądało na to, że Tymek nareszcie zdobył się na szczerość. Również z samym sobą.

− Zaczął naciskać, więc pomyślałem, że warto zniknąć mu z radaru na parę dni. Po tygodniu, najwyżej dwóch powinien odpuścić.

Rany boskie, pomyślała. Tydzień, najwyżej dwa? Oszaleje z nim sam na sam na dwudziestu paru metrach! Już teraz czuła rodzący się w głębi czaszki ból głowy. Po kilku dniach w towarzystwie Tymka może wrócić do punktu wyjścia. A dopiero co zdążyła się jako tako pozbierać po rozwodzie.

Otrząsnęła się. Nie chciała nawet rozważać takiej możliwości. I jak w ogóle on sobie to wszystko wyobraża? Za łóżko służyła jej rozkładana sofa, odrobinę za ciasna dla pary, a za szeroka dla singla. Dla niej samej idealna, tyle że były mąż nie da się wyeksmitować na podłogę. Zdążyła za dobrze go poznać. Zacznie się od przytulania w nocy, a potem wiadomo… Powinna sobie znaleźć jakiegoś faceta od razu po rozwodzie. Teraz nie miałaby problemu. Nowy partner przegoniłby starego ze swojego terytorium. Teraz jest już na to za późno. Ech…

− Nie możesz u mnie zostać – oznajmiła mu kategorycznie.

− Dlaczego?

Jeszcze miał czelność wyglądać na zdziwionego! Właścicielka mieszkania wręczyła jej tylko jeden komplet kluczy, a przecież w poniedziałek musi wyjść do pracy. Choćby po to, aby wyprosić u szefowej kilka dni urlopu, kiedy będzie załatwiać sprawy związane ze spadkiem w Olsztynie.

Właśnie, spadek… Na dodatek czeka ją ten wyjazd w najbliższym czasie. Przez chwilę poczuła pokusę, aby podzielić się tą informacją z eksmężem, ale błyskawicznie zmieniła zdanie. Nie tak dawno przecież prosił ją o pożyczkę. Usłyszy „spadek”, pomyśli sobie Bóg wie co i jego systematyczne telefony ma gwarantowane.

− Dlatego, że ułożyłam sobie życie bez ciebie i nie mam ochoty wracać do przeszłości. To nie twoja willa, tylko maleńkie mieszkanie. Zagryziemy się tutaj.

− Nie mam nic przeciwko, jeśli raz czy dwa ugryziesz mnie w przypływie…

− Nie kończ, jeśli nie chcesz natychmiast wylądować za drzwiami – przerwała mu ostro.

Niezadowolona poczuła, że tym razem to ona się czerwieni. Widząc to, Tymek tylko się uśmiechnął. Podniósł dłonie w geście kapitulacji i ponownie zagaił.

− To co? Mogę zostać?

Kinga zdążyła już zapomnieć, że jest nie tylko lekkomyślny, ale również uparty.

− Tymek, nie masz przypadkiem jakichś kolegów, u których mógłbyś przenocować? Jakiejś kobiety, z którą aktualnie się spotykasz? – rzuciła z nadzieją.

Z zakłopotaniem wzruszył ramionami.

− Jest ktoś, ale na razie to świeże i nie chcę jej spłoszyć, wkraczając nagle do jej mieszkania z walizką. Chcę, aby miała o mnie jak najlepszą opinię – oznajmił cicho po chwili przerwy.

Kinga chciała zapytać, dlaczego takie myśli nie przyszły mu do głowy w związku z jej osobą, ale sama potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Przy niej nie musiał już niczego udawać, przez tych kilka lat zdążyła go poznać jak zły szeląg. Cokolwiek zrobi, jej to już raczej nie zdziwi. Ostatecznie bardziej już chyba nie zdoła jej podpaść. Jednak wywęszyła nowy kierunek, w którym mogła podążyć, skoro chciała się go pozbyć.

− Mówisz, że ktoś pojawił się na twoim celowniku… To zastanów się, co ta kobieta sobie pomyśli, kiedy się dowie, że ponownie zamieszkałeś z byłą żoną? – podłożyła mu nowy trop.

− Nie z tobą, a u ciebie – sprostował.

Ledwo powstrzymała się od przewrócenia oczami. Jeśli Tymek nie wytłumaczy tego odpowiednio swojej dziewczynie, zakończy ten związek, zanim na dobre go zaczął. Kinga przewidywała nawet końcówkę z fajerwerkami godnymi obchodów Nowego Roku. Tymek wciąż nie nauczył się pojmować sposobu, w jaki rozumują kobiety.

− Jakby to robiło różnicę… Posłuchaj…

− Nie wszystkie kobiety są takie jak ty! – zaperzył się.

Zaczyna się. Poczuła, jak w momencie rośnie jej ciśnienie, a ból głowy się nasila.

− Czyli jakie? – spytała zwodniczo łagodnym głosem.

− No… Takie zoł… – urwał. – Niedające sobie nic logicznie wytłumaczyć.

Wdech. Wydech. Zacisnęła ręce na kołdrze, aby go nie walnąć, ponieważ obawiała się, że mogłaby go trochę uszkodzić. Już raz ledwo się przed tym powstrzymała, rok temu, zaraz po tym, jak zdecydowała się odejść i spakowała swoje rzeczy. Czuła w sobie wtedy takie pokłady wynikającego z upokorzenia gniewu, że naprawdę przez chwilę rozumiała te żony, które w momencie zaślepienia furią chwytają za pierwsze z brzegu ostre narzędzie. Nie chciała wysłać Tymka na tamten świat przy okazji tej specyficznej terapii radzenia sobie ze stresem, więc poprzestała na w miarę uprzejmym „żegnaj”.

Odetchnęła.

− Jak wtedy, kiedy usiłowałeś mi nieskładnie wyjaśnić, co twoje ręce robiły na tyłku Michasi? Gołym tyłku, przypominam!

− Myślałem, że to wszystko zostawiliśmy w przeszłości – mruknął.

− Bo zostawiliśmy. Teraz omawiamy twoją nieumiejętność składania wyjaśnień, która również została udowodniona na sali sądowej. – Czego mój adwokat nie omieszkał wykorzystać, dodała w duchu. – A ty wchodzisz w nowy związek i nie chcia­łabym, abyś zaczął go od nieporozumień. Życzę ci wyłącznie szczęścia i wydaje mi się, że dla własnego dobra powinieneś wrócić do domu lub nocować u osobnika płci męskiej. Nikt nie posądzi cię o przej­ście na drugą stronę, zapewniam.

Naprawdę miała nadzieję, że ten argument odpowiednio do niego przemówi.

− Już próbowałem, ale nie zdało to egzaminu. Moi kumple albo właśnie badają nowe terytorium i niepotrzebne im w tym czasie moje towarzystwo, albo po ich domach grasuje legion rozwrzeszczanych dzieciaków, nie dając człowiekowi odpocząć. Bartek ma przechodzącego zapalenie ucha dwuletniego syna, który najpierw koncertował przez pół nocy, aby przed piątą władować mi się do łóżka i urządzić sobie trampolinę z mojego brzucha. Niezbyt miła pobudka, zapewniam cię – oznajmił skrzywiony, jednocześnie rozmasowując zaczątki mięśnia piwnego.

Prawie parsknęła śmiechem, wyobrażając sobie tę scenę. Nietykalność cielesna Tymka została sprofanowana o świcie przez malucha. Dobrze, że dodatkowo nie został zapoznany z zawartością jego pieluchy po całej nocy. W sumie Kingi nie zdziwiło, że Tymek postanowił się ewakuować. Tylko dlaczego akurat do niej?!

− Tak czy inaczej, mogę cię poczęstować śniadaniem, a potem uprzejmie pożegnać. Przestań się zachowywać jak przedszkolak i wróć do domu. Twój tata ma dobry pomysł z tym stanowiskiem przedstawiciela handlowego.

Gestem pokazała Tymkowi, że ma zejść z sofy, po czym zabrała się do chowania pościeli do niewielkiej skrzyni. W tym czasie były mąż odstawił walizkę do kąta przy kaloryferze. Wkrótce w pokoju panował już zadawalający porządek, a Kindze zaburczało w brzuchu.

Przeszła do kuchni i otworzyła lodówkę. Sama zrobiłaby sobie ze dwie kanapki, ale Tymek cieszył się dobrym apetytem. Musiałaby spędzić w kuchni przynajmniej godzinę… W tej sytuacji frankfurterki na ciepło wydawały się dobrym pomysłem. A przede wszystkim szybkim i sycącym.

− To nudne…

Tymek najwyraźniej postanowił wrócić do tematu ich dyskusji. Kinga puściła to mimo uszu, stawiając na gazie rondel z wodą. W tym samym momencie, w którym były mąż szykował się, by kontynuować swój monolog, odezwała się jego komórka. Niewielkie mieszkanie wypełniły dźwięki Marsza imperialnego z Gwiezdnych wojen.

W naszym serwisie opublikowaliśmy już kolejny fragment książki Zanim zrozumiem. Splątane losy. Powieść Magdaleny Wali kupić można w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Zanim zrozumiem. Splątane losy
Magdalena Wala2
Okładka książki - Zanim zrozumiem. Splątane losy

Witajcie w Zaborzu! Czy poznaliście już wszystkie tajemnice? Kinga kończy toksyczne małżeństwo. Próbuje być silna i samodzielna. Niestety trudna...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Alfabet polifoniczny
Tomasz Jastrun
Alfabet polifoniczny
Cienie dawnych grzechów
Mieczysław Gorzka ; Michał Śmielak
Cienie dawnych grzechów
Megamonstrum
David Walliams
Megamonstrum
Morderstwo z malinką na deser
Monika B. Janowska
Morderstwo z malinką na deser
Sekrety domu Bille
Agnieszka Janiszewska
Sekrety domu Bille
Witajcie w Chudegnatach
Katarzyna Wasilkowska
Witajcie w Chudegnatach
Freudowi na ratunek
Andrew Nagorski
Freudowi na ratunek
Do roboty!
Katarzyna Radziwiłł
Do roboty!
Pokaż wszystkie recenzje