Ciche nadzieje były, że oto któregoś dnia Marcin Podlewski zabierze nas raz jeszcze do kosmicznej rzeczywistości „Głębi” - znanej nam ze wspaniałych opowieści science fiction sprzed laty. I oto dziś spełniły się ów marzenia, gdy mamy w swych rękach książkę pt. „Głębia. Imprint” - zupełnie nową historię osadzoną w zupełnie nowych zakątkach wspominanej wyżej rzeczywistości. Pięknie - prawda? Zapraszam was do poznania recenzji tej pozycji, która liczy sobie - bagatela, 876 stron.
Wszechświat Głębi - przedziwnych i rygorystycznych praw, znanych i nieznanych zakątków Galaktyki Andromedy oraz wciąż niezbadanych ścieżek Głębi, która daje nieograniczone możliwości pokonywania niewyobrażalnych odległości, ale też i która może dać śmierć. Eltie Grunt zna tę rzeczywistość, będąc właścicielką i zarazem kapitanem kosmicznego żaglowca, który właśnie wykonuje jedno z kolejnych zleceń. Polega ono na dostarczeniu grupy naukowców do pewnego odległego i tajemniczego miejsca, bardzo niebezpiecznego i wyjątkowego miejsca…
Wkrótce okaże się, że losy Eltie, załogi jej okrętu o nazwie „Ważka” oraz pasażerów, zwiążą się w niezwykły sposób z losami pewnego starszego lektora zbawiennika - Roberta Solveta. To właśnie jemu będzie bowiem dane ujrzeć blask Głębi...
Ależ dobra jest ta książka! Charakterna, klimatyczna, czasami pięknie przyjemna w odbiorze, czasami delikatnie denerwująca stopniem trudności zrozumienia prawideł wszechświata Głębi, ale zaraz potem fascynująca swoją mroczną, komediową, jak i też czasami iście filozoficzną wymową. Bo to historia o czymś więcej, aniżeli o przygodach kosmicznych podróżników, fanatycznych naukowców i pewnego zagubionego człowieka. Tym czymś jest historia o tak bardzo nieznanym i obcym, że chcąc poznać to coś z ogromną chęcią mamy co chwila przebłysk myśli, że może jednak strach... Oczywiście w tym względzie ważnym jest to, czy po tytuł ten sięga ktoś, kto już „dotknął” Głębi przed laty, czy też czyni to po raz pierwszy... - ale niezależnie od tego, i tak jest zawsze intrygująco.
Autor serwuje nam dwutorową relację - pierwszą, obejmującą losy Eltie i pozostałych pasażerów „Ważki”..., jak i drugą, gdzie obserwujemy przerażające losy Roberta Solveta, który zmuszony siłą dotyka Głębi, co raz na zawsze zmieni już jego życie. I są tu elementy kosmicznej drogi, jest odkrywanie nieznanego, jak i nie brak też skomplikowanej intrygi spod znaku szpiegowsko-politycznej misji. Oczywiście jest i Obcość, czyli kontakt z nieznanym, z kosmicznymi nacjami wciąż nieodkrytymi w pełni dla ludzi, z przeszłością i przyszłością, pomiędzy którymi to granica tak łatwo się zaciera. Jest też i szaleństwo, które krzywdzi wielu niewinnych. Oczywiście jest to dopracowana w każdym względzie fabuła - już chyba znak rozpoznawczy Marcina Podlewskiego.
Mamy tu wielu barwnych i ważnych bohaterów, z których każdy jest intrygującym, nieoczywistym, mającym wiele do opowiedzenia. Począwszy od zdeterminowanej, opanowanej, ale też i walczącej o szansę na dalsze życie Eltie, poprzez zmieniającego się na naszych oczach z szarego lektora w osobę stworzoną do wielkich rzeczy Roberta Solveta...; jak i kończąc na pewnym znerwicowanym myślowcu Orwellu, który okaże się tu kimś bardzo istotnym, ale też i ciekawym. Oczywiście są i inni - ludzie, już prawie „nie ludzie” z racji mechanicznych zmian, jak i Obcy, o których można by pisać i opowiadać długo...
I ten kosmiczny świat Głębi, Rozprucia, wielu niezwykłych planet i kosmicznych stacji, gdzie tak bardzo wszystko jest nieznane, zaskakujące, kryjące swoje sekrety z przeszłości. Jednocześnie wszystko ma tu swoją logikę, czasami idącą w parze z czymś magicznym, obcym, nieznanym i wymykającym się granicom wyobraźni - naszej, bo z pewnością nie autora. To kosmiczna rzeczywistość, która fascynuje, ale która też wydaje się mieć kilka tysięcy różnych obliczy, z których my znamy wciąż tylko kilka. I tak też być powinno, gdy dotyka się wszechświata i jego tajemnic.
W książce tej wspaniałe jest również to, że tak naprawdę jej początek jest zupełnie czymś innym, aniżeli środek, a potem finałowe rozdziały. Otóż opowieść ta się zmienia, ewoluuje, przekształca z barwnej space opery w coś na kształt mocnego horroru science fiction. I to też jest wyjątkowym uczuciem, które potęguje naszą fascynację tą historią, tymi bohaterami, ich dramatami i prawdą o tym, kim oni byli, kim są i kim kiedyś będą. Bo nawet to nie jest pewnym. I jest to coś bardzo interesującego, co daje jeszcze większą przyjemność z lektury, gwarantuje „niepewność” do samego końca, niesie piękne emocje. Poza tym po tytuł ten sięgną ci, którzy kochają dobre science fiction, a tym samym mam pewność, że docenią oni w pełni to literackie dzieło.
„Głębia. Imprint” czeka na was. Czeka, skrywa wiele niezwykłych scen i kusi nieznanym, którego odkrywanie jest rzeczą fascynującą. A, że przy okazji cały nasz świat żyje obecnie odwiedzinami tajemniczego gościa z odległych zakątków wszechświata o imieniu 3I/ATLAS…, to i to nasze czytelnicze spotkanie z tą powieścią smakuje jeszcze lepiej. Polecam.
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2025-10-10
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 970
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Uleczkaa38
WOJNA! Wypaloną Galaktyką wstrząsa kosmiczny konflikt, jakiego nie widziano od tysięcy lat. Zagrożone są nie tylko systemy gwiezdne, ale i całe galaktyczne...
Zamarzną serca, staną stare zegary. Wyczerpią się baterie, zmatowieją lustra. Wzrosną czarne katedry i umrą komputery. Świat się rozpada, a na ulicach...