Czasami nie sięgam po książkę dlatego, że krzyczy do mnie opisem. Nie dlatego, że ktoś ją poleca. Sięgam po nią, bo coś sobie obiecałam. Tak... obiecałam sobie, że przeczytam wszystkie książki Roma J. Fiszer.
Gdy w tym roku zobaczyłam wznowienie „Klejnotów miłości”, wiedziałam, że to jest ten moment. Tej serii jeszcze nie znałam, a skoro pojawiła się ponownie na rynku, potraktowałam to jak znak. Idealna okazja, by nadrobić zaległość i rozpocząć nową literacką przygodę.
Roma J. Fiszer to autor, który przez lata pisał pod pseudonimem, by w końcu oficjalnie ujawnić się czytelnikom. I mam wrażenie, że ta odwaga, to wyjście z cienia, co widać też w jego książkach. Jest w nich szczerość, emocjonalna prawda i ogromna wrażliwość na relacje międzyludzkie. Przyciąga mnie do jego twórczości to, że potrafi połączyć historię, tajemnicę i miłość w taki sposób, że żadna z tych warstw nie dominuje, bo one się wzajemnie przenikają.
W „Klejnotach miłości” wszystko zaczyna się od wiśniowego kuferka. Anna otrzymuje w spadku niezwykłą pamiątkę. Są to klejnoty i dokumenty sięgające czasów Kazimierza Wielkiego. I już sam ten motyw działa na wyobraźnię. Skarby narodowe, historia ukryta w rodzinnych archiwach, odpowiedzialność za coś, co powinno wrócić na Wawel… A potem nagle... wypadek. Giną ludzie. Kuferek znika.
I tu zaczyna się to, co uwielbiam najbardziej. Odczuwalne napięcie podszyte emocjami. Śledztwo prowadzone przez Maxa Bonko i Elizę Prawosz to nie tylko próba odnalezienia zaginionych klejnotów. To również podróż w głąb relacji, uczuć i przeszłości. Czy można jednocześnie walczyć o prawdę i dać sobie szansę na miłość? Czy historia sprzed wieków może wpłynąć na teraźniejszość bardziej, niż się spodziewamy?
Jednym z najciekawszych momentów była dla mnie scena związana z decyzją Anny o przekazaniu skarbów na Wawel. Ta jej wewnętrzna walka, między sentymentem rodzinnym a poczuciem obowiązku wobec historii, była niezwykle poruszająca. Równie mocno wciągnął mnie wątek podróży i odkrywania przeszłości, kiedy za romantycznymi krajobrazami kryje się cień zaginięcia i niewyjaśnionych okoliczności. Bo czy wypadek naprawdę był przypadkiem? Kto wiedział o transporcie? I komu zależało na tym, by kuferek zniknął?
Czytając czułam od wzruszenia, przez niepokój, aż po ciepło, które pojawia się w scenach pełnych bliskości i nadziei. Autor serwuje nam historię, w której akcja płynie spokojnie, ale konsekwentnie. W tej historii nie ma zbędnego chaosu. Jest za to klimat, tajemnica i uczucia, które dojrzewają na naszych oczach.
Najbardziej urzekło mnie połączenie historii z teraźniejszością. Ten motyw, że coś sprzed setek lat może stać się osią współczesnych wydarzeń. Lubię, gdy w powieściach pojawia się wątek przeszłości, dokumentów, rodzinnych sekretów... a tutaj dostałam to wszystko. I oczywiście relacja między bohaterami, jest subtelna, rozwijająca się bez pośpiechu.
Jeśli lubicie historie, w których miłość splata się z tajemnicą, a przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, ta książka jest dla Was. To dopiero początek cyklu, a ja już wiem, że chcę więcej. I czuję, że ta seria jeszcze nieraz mnie zaskoczy.
Ja swoją przygodę z „Klejnotami miłości” zaczęłam z ciekawości i obietnicy danej samej sobie. Kończę ją z przekonaniem, że było warto i z ogromną ochotą na kolejne tomy
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 2021-02-24
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 456
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna