W okresie Świąt Wielkanocnych miałam ochotę na jakąś lżejszą lekturę (w ramach odpoczynku od kryminałów) – i dobrze trafiłam, sięgając po powieść Agnieszki Olejnik. „Listy i szepty” to pogodna książka z pozytywnym przesłaniem, którą po prostu fajnie się czyta. Jej pierwszą część – „Cuda i cudeńka” czytałam w okresie bożonarodzeniowym i spodobała mi się na tyle, że zapragnęłam poznać dalsze losy mieszkańców mansardy Pod Aniołami. „Listy i szepty” są bezpośrednią kontynuacją i myślę, że ktoś, kto nie czytał pierwszej części, będzie miał problem z odnalezieniem się wśród wątków, bo niemal wszystkie mają swój początek w „Cudach i cudeńkach”.
„W Listach i szeptach” ponownie spotykamy wszystkich mieszkańców kamienicy: rodzinę Markiewiczów (której problemy wcale nie zniknęły, jak się wydawało w pierwszej części), ich córkę Marcelinę (która wyraźnie dojrzewa i ze zbuntowanej, „kolczastej”, złej na cały świat nastolatki, zmienia się w bystrą, odpowiedzialną i wartościową dziewczynę); energiczną Włoszkę Franceskę prowadzącą wspaniały sklepik z rękodziełem (która nareszcie zdradzi nam historię swojego życia i powód, dla którego porzuciła błękitne niebo Italii na rzecz polskiej prowincji), panią Klarę (która nadal wie prawie wszystko o swoich sąsiadach), pisarza Borysa, no i oczywiście – Lenkę, która wciąż jest niepoprawną optymistką, próbującą zbawiać świat. Tym razem poznajemy też bolesną i tragiczną historię babci Leny – Mieczysławy Botuli i jej życia przed i po zsyłce na Syberię. Dowiadujemy się prawdy o zaginionym Ryszardzie, którego siostra Rozalia przez tyle lat szukała, nachodząc co miesiąc Mieczysławę. I zaczynamy inaczej patrzeć na gderliwą i opryskliwą staruszkę.
Mamy tutaj także – oczywiście! – wątek miłosny. Nawet kilka. Przede wszystkim – Lena i jej nie-miłość do Jakuba oraz niejasne uczucie w stosunku do tajemniczego Borysa. Jest też historia przeszłości Franceski – i jej teraźniejszość, bo los w kwestii porywów serca Włoszki najwyraźniej nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, choć ona sama może mieć nieco inne zdanie... Jest Beata Markiewicz i jej mąż, którzy nadal nie mogą sobie poradzić z przeszłością i… niespodziewanym darem od teraźniejszości. No i Marcelina – do tej pory beznadziejnie zakochana w przystojnym (i pustym) Kamilu, ale też zaczynająca dostrzegać intrygującego, mądrego i rozsądnego Huberta. Czy wspólne wyjście na studniówkę stanie się początkiem wspólnej drogi?
Oczywiście jest to książka sentymentalna, dość naiwna i słodka – ale nie przesłodzona. Czyta się ją z przyjemnością, choć bez jakichś wielkich emocji. Zwykle bohaterki takie jak Lena – czyli naiwne dziewczyny, które swoim pozytywnym nastawieniem do życia próbują zarażać wszystkich wokół i przekonywać każdego, że świat jest piękny – mocno mnie denerwują, ale tutaj jest inaczej. Lubię Lenę i jej naiwność mnie nie drażni, bo ta dziewczyna jest po prostu dobra, otwarta, szczera i życzliwa. I mogę uwierzyć, że spotkanie z taką osobą może zmieniać innych ludzi na lepsze.
Agnieszka Olejnik potrafi opowiadać w sposób lekki i interesujący. Książka ma kilka wątków i – w przeciwieństwie do pierwszej części – prawie wszystkie zostają rozwiązane, więc odniosłam wrażenie, że to nasze ostatnie spotkanie z sympatycznymi mieszkańcami mansardy Pod Aniołami. Ale kto wie – może autorka ma jednak jeszcze jakieś plany wobec naszych bohaterów?
Podsumowując: jeśli szukacie lekkiej i przyjemnej, ale nie bezmyślnej lektury z pozytywnym przesłaniem – to polecam „Listy i szepty” z czystym sumieniem.
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2018-02-28
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 360
Dodał/a opinię:
Joanna Tekieli
Kim on jest? Skąd przyjechał? I dlaczego patrzy na mnie tak, jak patrzył dotąd tylko jeden mężczyzna? Kim ona jest? Dlaczego mam wrażenie, że ją znam...
Mira chce wierzyć, że to będzie udana Gwiazdka. Nie zważając na niesnaski między córkami oraz konflikt syna z ojcem - próbuje ocalić ducha świąt. Na...
"z miłością jest tak, że kiedy cię dopadnie, to nie wątpisz w nią ani przez moment”.
Więcej