Mamy grudzień, zimę i perspektywę Świąt Bożego Narodzenia bez śniegu... - można by rzec, tradycja! Oto jednak z pomocą w tym względzie przychodzi nam Wydawnictwo Fabryka słów, które oddało w nasze ręce klimatyczną powieść fantasy pt. „Okowy zimy” - kolejną odsłonę znakomitej serii Patricii Briggs „Mercedes Thompson”, na której to blisko 500 stronach nie zabraknie zimy, mrozu i śniegu. I dlatego z tym większą przyjemnością zapraszam was do poznania recenzji tej klimatycznie zimowej opowieści.
Mercy lubi ciepło, jak każdy psowaty... Oto jednak pewne zaskakujące okoliczności zmuszą ją do wyprawy w sam środek zimowej scenerii w stanie Montana, by oto przynieść pomoc jej bratu. I choć początkowo sprawa wygląda na prostą, to bardzo szybko okazuje się, że jest zgoła inaczej. I tym samym Mercedes wraz z Adamem będą musieli stawić czoła przerażającemu, odradzającemu się i związanemu z pradawną magią, złu..., które może zagrozić nie tylko im samym, ale też i całemu światu. I atmosfery nie poprawi nawet urokliwa chatka z kominkowym ogniem w tle, oj nie poprawi...
Patricia Briggs ma niezwykłą lekkość tworzenia kolejnych barwnych odsłon swojej opowieści o losach i przygodach charakternej pół kojotki, które zawsze nas czymś zaskakują, jak i jednocześnie porywają bez reszty. I nie inaczej jest i w tym przypadku, gdzie mamy znakomite połączenie mrocznego fantasy z klimatyczną opowieścią spod znaku tzw. zimowo-świątecznej literatury. I choć samych Świąt być może nie ma tu zbyt wiele, to jednak cała ta aura zimy, śniegu, mrozu i odcięcia od wielkiego świata, zachwyca nas w każdym względzie. I jest to coś innego, czego dotąd w przypadku tego cyklu nie uświadczyliśmy.
Bardzo dobrym rytmem toczy się ta opowieść, gdzie poznajmy przede wszystkim pierwszoplanową relację Mercy - o tym, jak wpakowała się w nie lada kłopoty, o tym w jakim celu udała się do zimowej Montany, jak i wreszcie o tym, co spotkało ją tam wraz z Adamem, który oczywiście nie mógł pozostawić jej samej. Jest tu także intrygujący wątek brata, pewien tajemniczy mściciel, dawna magia oraz mroczne siły - chyba jedne z najstraszliwszych, z jakimi dotąd Mercy miała do czynienia. I jest mrocznie, ale momentami też romantycznie, przezabawnie, chwilami dramatycznie - czyli dokładnie tak, jak w tej serii zawsze było i być powinno.
Zachwycają nas tu nie tylko okoliczności przyrody - piękne krajobrazy i zabawnie przedstawiona niechęć głównej bohaterki, ale też i jej zmiennokształtnych kompanów, do zimy i śniegu. Otóż zachwyca, czy też intryguje nas tu w dużym stopniu sama postać Mercedes, która z jednej strony jest wciąż tą samą charakterną, zdeterminowaną w działaniu i niezwykle odważną bohaterką, ale która jednak też i zmieniła się bardzo na przestrzeni tych ostatnich lat - zwłaszcza za sprawą wydarzeń przedstawionych w poprzedniej książce pt. „Żniwa dusz”, po której nic nie jest i nie będzie już takim, jak dawniej. I to jest o tyle interesujące, że w jakiejś mierze odkrywamy nową, nieznaną dotąd twarz Pani Thompson.
Co do stricte fantastycznych motywów, to tu też nie mamy prawy narzekać - są mroczne czary, są przerażające potwory i demony, jak i nie brak oczywiście kolejnych scen obrazujących życie, zasady i naturę świata zmiennokształtnych, czyli w głównej mierze wilkołaków i pół kojotów. Wszystko to ma swoją logikę, sens, inteligencję podania i niezwykły urok, dzięki któremu książka ta i cała niniejsza seria nie musi być dedykowaną tylko wielkim fanom współczesnego fantasy, ale też i po prostu miłośnikom dobrej, literackiej rozrywki. Co szczególnie interesujące, powieść ta stanowi chyba pierwszą odskocznię od nurtu urban fantasy, co też jest rzeczą przyjemnie ekscytującą.
To dobra, być może nie najbardziej wymagająca, ale przede wszystkim udana rozrywka, która pozwala zapomnieć o troskach naszej codzienności. Bo tu liczą się emocje, świetna zabawa i ciekawość tego, co spotka naszą ulubioną bohaterkę na kolejnej stronie. A w tym względzie mogę was zapewnić, że napięcie rośnie z każdą chwilą lektury tylko bardziej i bardziej, by w finałowych scenach zaskoczyć nas wielkim „wow”. Tradycyjnie też muszę docenić znamienity przekład Dominiki Schimscheiner - pełen uroku, gracji i tego świetnego mrugnięcia okiem do czytelnika.... Całości efektu dopełnia ładne dla oka wydanie książki, z bardzo klimatyczną grafiką na okładce.
„Okowy zimy” to kolejna udana odsłona tej świetnej serii fantasy, która mimo już tak wielu swoich odsłon wciąż nas bawi, zachwyca i co najważniejsze, zaskakuje. I dlatego też gorąco polecam i zachęcam was do sięgnięcia po ten tytuł – naprawdę warto.
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2025-11-21
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 496
Tytuł oryginału: Winter Lost
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
Dodał/a opinię:
Uleczkaa38
Napadnięta i porwana na własnym terytorium, Mercy dostaje się w szpony potężnego wampira, który zamierza posłużyć się nią jako bronią przeciw alfie watahy...
Anna never knew werewolves existed until the night she survived a violentattack...and became one herself. After three years at the bottom of thepack, she`d...