ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗦𝘁𝗮𝗿𝘆 𝗱𝗼𝗺, 𝗻𝗼𝘄𝗲 𝗲𝗺𝗼𝗰𝗷𝗲
Cieszę się, że Wydawnictwo Mięta zdecydowało się wznowić cykl 𝑂𝑙𝑠𝑧𝑎𝑛𝑦, bo te książki zasługiwały na to, by znów trafić do rąk czytelników. Dodatkowym powodem do zachwytu jest fakt, że autorka postanowiła napisać kolejną część tej opowieści. Wszystkie tomy otrzymały nową, niezwykle piękną szatę graficzną, która przyciąga wzrok, ale prawdziwa uczta kryje się wewnątrz. Opowieści te karmią serce i duszę. Książka napisana jest przemyślanym i barwnym językiem, pełnym subtelnych opisów i drobnych szczegółów, które ożywiają fabułę. Bohaterowie różnią się od siebie, a jednocześnie każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego i wyrazistego. Szczególnie polubiłam Julię, której determinacja budzi szacunek i podziw. Stary dom, rodzinne tajemnice i powracające echa przeszłości niosą w sobie ogromny ładunek emocji, dzięki którym trudno mi było oderwać się od lektury.
Plany Julii na przyszłość rozsypały się w drobny mak, bo jej ukochany Piotr, z którym była w związku sześć lat, opuścił ją dla innej kobiety. Nic nie zapowiadało tej katastrofy, bo przecież do siebie pasowali, mieli podobne podejście do życia, gust i zainteresowania. Planowali wspólne życie. Nikt z jej otoczenia nie wiedział, że zaplanowanego ślubu nie będzie. Ani mama, ani szef, z którym łączyły ją przyjacielskie relacje. Julia jeszcze nie była gotowa, by dzielić się z innymi swoją porażką. Jedynym jej wiernym powiernikiem był pies o imieniu Lord.
Julia była doskonałym projektantem wnętrz. Wobec klientów zachowywała się jak dziennikarz, który musi napisać wnikliwy reportaż. Nie urządzała domów anonimowym zleceniodawcom. Zawsze próbowała się o nich czegoś dowiedzieć, poznać życie, nawyki i upodobania, a dopiero potem aranżowała im przestrzeń. Tworzyła miejsca, w których mieli być szczęśliwi. Potrafiła to robić perfekcyjnie, tylko własnego życia urządzić nie umiała.
Gdy jej rozkojarzenie zaczęło wpływać na jakość pracy, szef zasugerował, żeby wzięła zaległy urlop i zrobiła sobie przerwę. Julia nie bardzo wiedziała, co zrobić ze swoim życiem, dlatego, by nikomu nie opowiadać o tym, że Piotr ją zostawił, postanowiła wybrać się na kilka dni na Pomorze. Musiała jak najszybciej oddalić się stąd, a stary dom po dziadku, który odziedziczyła mama, stał od dawna opuszczony i tylko od czasu do czasu był wynajmowany.
Julia znała dziadka tylko z fotografii i wiedziała o nim niewiele, podobnie jak o tym, w jaki sposób wszedł w posiadanie domu i dlaczego nagle wyjechał, nie dokończywszy remontu. Dom i ojciec pojawiały się w opowieściach matki rzadko, a sama matka wolałaby jak najszybciej sprzedać dom, choć nigdy nie znalazł się potencjalny nabywca. Julia natomiast poczuła, że Olszany mogą stać się miejscem, w którym ukryje się przed światem i spróbuje uleczyć swoje złamane serce.
Od jakiegoś czasu Julia nie mogła pozbyć się myśli, że komuś zależy na tym, by Olszany się nie sprzedały. Albo przynajmniej, by zmuszona była obniżyć ich cenę. Wydawało jej się, że to może sąsiad Wiktor miał największy motyw, bo mógłby połączyć dwie działki, a dom wynajmować turystom. Choć to chyba nie było w jego stylu, ale Julia przekonała się już, że mężczyźni potrafią kłamać. Nie chciała jednak zagłębiać się w teorie spiskowe. I tak było tu już wystarczająco wiele wątków, które niewiele miały wspólnego z rzeczywistością. A ona przecież była realistką, twardo stąpającą po ziemi.
Julia w tym miejscu zaczyna się zmieniać. Z twardej, zasadniczej kobiety, jaką była w Warszawie, staje się coraz bardziej niespokojna i niepewna siebie. Dociera do niej wiele spraw, które dotąd wydawały się jej obojętne, a teraz poruszają coś głęboko w środku. Wieś okazuje się miejscem niezwykłym i pełnym tajemnic. Julia jest zadeklarowaną ateistką, nie wierzy ani w Boga, ani w metafizyczne zjawiska czy znaki. Nie dopuszcza do siebie myśli, że to, co ją spotyka, może nie mieć racjonalnego wytłumaczenia, choć wydarzenia w domu i wokół niego wymykają się logice. Julia zrozumiała, że nie może cały czas uciekać przed życiem.
Wtedy na swojej drodze spotyka księdza Artura, egzorcystę, oraz jego przyjaciela Wiktora, wdowca, który oprócz żony stracił także ukochaną siostrę. Mimo tych strat nie pyta Boga, dlaczego. Uważa, że zawsze, nawet w najtrudniejszych chwilach, przydarza się coś dobrego. Wierzy, że Bóg dawał mu siłę i wyciągał go na powierzchnię. Wiktor i Artur delikatnie kierują Julię w stronę nawrócenia, a autorka wspomina o Bogu i wierze z niezwykłą wrażliwością, nienachalnie i bardzo subtelnie.
Julia i Wiktor ponieśli stratę, każde z nich utraciło swojego życiowego partnera. Co prawda w inny sposób, ale oboje rozumieją ból, który stał się ich udziałem. Zwierzają się sobie ze swoich przeżyć. Julia robi to po raz pierwszy, bo dotąd nikomu nie opowiadała o swojej porażce. Powoli zaczyna wsiąkać w lokalny folklor oraz niezwykły klimat Olszan, miejsca, w którym czasem dzieją się rzeczy wymykające się racjonalnemu wytłumaczeniu.
A potem zaprzyjaźniona Basia prosi Julię, by podczas ślubu jej córki przeczytała w kościele Hymn o miłości. Julia się zgadza, choć podchodzi do tego z dużym sceptycyzmem.
Przyjemnie było obserwować zmiany, jakie powoli zachodziły w Julii, gdy pod wpływem ludzi, których zaczyna spotykać na swojej drodze, coraz częściej rozmyślała o modlitwie. Czuła, że wszystko ją osacza i nie potrafiła zrozumieć, co dzieje się wokół niej. Wtedy sceptyczna Julia znajduje w domu dziadka jego list z dołączonym różańcem. Zaczyna rozumieć, że ten dom jest miejscem pełnym tajemnic i że ona ma tu jakąś rolę do odegrania, choć nie potrafi w pełni pojąć tej rzeczywistości. Niektóre sprawy wymykają się schematom, a ona jeszcze nie zdaje sobie sprawy ze swoich korzeni.
Gdyby nie rzucił jej Piotr, a ona nie wstydziłaby się tak bardzo swojej porażki, nigdy nie wyjechałaby do Olszan, do domu, który kiedyś należał do jej dziadka. Nie spotkałaby ludzi, którzy zmienili jej spojrzenie na świat, nie przewartościowałaby swojego życia. Nie miałaby szansy rozszyfrować tajemnic dziadka ani oczyścić jego imienia z pomówień i plotek, które tak łatwo je zszargały. Przekonała się, jak łatwo ludzie dają się zwieść i uwierzyć w najabsurdalniejsze historie, nie licząc się z konsekwencjami. Jak łatwo można skrzywić dobrego człowieka i jak niewielu ma szczęście, by ktoś po latach przywrócił mu dobre imię.
Z przyjemnością udałam się wraz z autorką do Olszan, by razem z Julią odkrywać tajemnice życia jej dziadka. Obserwowałam również, jak w sercach Julii i Wiktora powoli kiełkuje uczucie, dodając historii ciepła i uroku. Postacie są wyjątkowo realistyczne, zarówno pierwszoplanowe, jak i drugoplanowe, każda wnosi coś istotnego do fabuły. Polubiłam bohaterów za ich autentyczność, troski, wątpliwości i dylematy, a jednocześnie za nadzieję, otwartość i pasję.
Opowieść toczyła się powoli, pozwalając mi w pełni nacieszyć się pięknem przyrody i chłonąć bogactwo emocji, zwłaszcza tych pozytywnych. Autorka znakomicie oddała klimat małej miejscowości, gdzie każdy zna każdego, a anonimowość praktycznie nie istnieje.
W 𝐷𝑟𝑜𝑑𝑧𝑒 𝑑𝑜 𝑑𝑜𝑚𝑢 pojawiają się także ważne tematy: przyjaźń, skomplikowane relacje między matką a córką, niespełniona miłość oraz bezinteresowna pomoc. Autorka przypomina, że warto rozmawiać i wyjaśniać trudne sprawy, podkreślając, jak brak dialogu potrafi pogłębić problemy i nieporozumienia.
Olszany to nie tylko miejsce akcji, ale przestrzeń pełna tajemnic i wspomnień. Dom dziadka skrywa rodzinne sekrety, zmuszając Julię do spojrzenia na siebie w nowy sposób. W miarę jak poznawała swoją przeszłość, odkrywała wydarzenia i doświadczenia dziadka oraz mamy, które dotąd pozostawały dla niej tajemnicą. Wtedy zaczęła układać obraz swojej rodziny.
Postać Wiktora, wdowca, który przez lata strzegł domu, jest dużym atutem książki. To prawdziwy człowiek ze swoimi ranami, a jednocześnie ktoś, kto staje się lustrem dla Julii. Ich spotkanie to zetknięcie dwóch poranionych światów. Tajemnica domu i przeszłości przyciąga Julię do Wiktora, a pytanie, czy odnajdą nawzajem ukojenie, trzymało mnie w napięciu do samego końca. W tej historii splatają się emocje, smutek i tęsknota, ale i nadzieja z ciepłem, pokazując, że powrót do domu bywa jednocześnie podróżą w głąb siebie.
𝐷𝑟𝑜𝑔𝑎 𝑑𝑜 𝑑𝑜𝑚𝑢 pokazuje, że nie wiemy wszystkiego i nie wszystko potrafimy zrozumieć. Ale to nie znaczy, że świat wygląda tak, jak chcemy go widzieć. Łatwiej jest to, czego nie rozumiemy, kwestionować, nazywać bzdurą i uśmiechać się pobłażliwie. Trudniej natomiast przyznać, że istnieją zjawiska wykraczające poza zasięg naszej racjonalnej percepcji, które mimo braku pełnego zrozumienia wpływają na nasze życie i postrzeganie świata.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-07-30
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 496
Język oryginału: Polski
Dodał/a opinię:
Halina Więcek
Alina przyjeżdża do Szczecinka, żeby odwiedzić przyjaciółkę Edytę, która podczas rejsu żaglówką wpadła do wody i teraz leży pogrążona w śpiączce. Kiedy...
Czy miłość jest silniejsza od zazdrości? Porcelanowe cacko, drobiazg z uroczą historią, przestaje być tylko rodzinną pamiątką. Przeciwnie – uaktywnia...