Polska. Kraj, który zniknął z mapy Europy na wiele lat. Zakuty w kajdany Imperium Rosyjskiego, nie zniknął jednak z serc Polaków. Którzy niby żyjąc normalnie, w rzeczywistości walczyli o jego niepodległość. Przesyceni strachem prześladowań, napadów, zsyłek na Syberię czy publicznych egzekucji, tak jak potrafli walczyli o swoją ojczyznę.
I o tym jest ta powieść. Walka o Polskę ukazana przez pryzmat historii dwóch sióstr. Zofii i Józefy - kobiet tak różnych, które łączą więzy krwi. Jedna z nich patriotka, walcząca tak jak potrafi o swoją ojczyznę, druga zmagająca się ze swymi miłosnymi perypetiami. Jedna zamknięta w sobie, druga odważna i niebojąca się wyzwań.
To co w książce szczególnie mnie ujęło to świetnie przedstawione tło historyczne, które w tej powieści jest rzeczywiście tłem. Historia w tej książce przewija się przez opisy, dialogi, wydarzenia, ale to co warto podkreślić nie dominuje samej fabuły. Wiele postaci historycznych, którzy żyło ówcześnie przewija się na kartach powieści co jeszcze bardziej podnosi jej walor historyczny.
Ta książka przesycona jest patriotyzmem. Ukazuje przede wszystkim rolę kobiet w walce o niepodległość. Niby delikatnych, bezbronnych, ale potrafiących tak wiele czynić dla dobra sprawy. To również historia nieszczęśliwej miłości i rozdartego serca. To powoduje, że każdy w tej powieści znajdzie coś dla siebie.
I to zaskakujące zakończenie, które sprawia, że teraz z niecierpliwością trzeba będzie czekać na drugi tom, aby przeczytać o tym co dalej. Jak potoczyły się losy Zofii i Józefy? Jak potoczyły się losy naszej ojczyzny? Te ostatnie znamy, ale ciekawość jak zostaną przedstawione w powieści, we mnie pozostaje.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2025-02-12
Kategoria: Historyczne
ISBN:
Liczba stron: 336
Dodał/a opinię:
Zaczytanyzakatek
Gdy gaśnie nadzieja, walka staje się jeszcze trudniejsza. Prześladowania w Krzemieńcu po upadku niepodległościowego zrywu przybierają na sile. Carat...
Historia ta działa się tak dawno temu, że żaden z żyjących ludzi nie może jej pamiętać. Było to dokładnie dwudziestego czwartego grudnia ponad dwa tysiące...