„Secret” Nany Bekher nie jest książką dla mnie. Sięgnęłam po nią uwiedziona estetyką – piękną okładką i obietnicą mrocznego romansu z tajemnicą. Z każdą kolejną stroną miałam jednak wrażenie, jakbym zjeżdżała z górki na sankach: szybko, gładko, bez oporu, ale też bez momentu, w którym chciałoby się zatrzymać i naprawdę coś poczuć.
Autorka próbuje osadzić historię w scenerii amerykańskiej małomiasteczkowej idylli – takiej z pocztówki. Jest posiadłość z pensjonatem, winnice, zwierzęta gospodarskie i precyzyjny zapis testamentowy, który reguluje nie tylko zarządzanie majątkiem, ale także relacje między bohaterami i układ władzy. To wszystko brzmi jak solidna baza pod opowieść o odpowiedzialności, dziedziczeniu nie tylko dóbr, lecz także ciężaru decyzji i zobowiązań wobec innych ludzi. W praktyce jednak ta rozbudowana konstrukcja pozostaje jedynie estetyczną dekoracją, niewykorzystaną narracyjnie i pozbawioną realnego ciężaru znaczeń. Najwięcej kontrowersji budzi jednak postać Larsa. W recenzjach bywa on przedstawiany jako mroczny, niebezpieczny, magnetyczny. Dla mnie to raczej bandzior bez klasy – postać oparta na najbardziej zużytych kliszach dark romance. Jego sposób funkcjonowania w relacjach z kobietami opiera się na dominacji, seksie i fizycznej przemocy, bez psychologicznej głębi, która mogłaby nadać temu jakikolwiek sens narracyjny. Lars byłby znacznie ciekawszy, gdyby pozostawał bardziej stoicki, tajemniczy, gdyby jego siła wynikała z niedopowiedzeń, a nie z dosłowności i agresji. Potencjał tej postaci – podobnie jak kilku innych elementów fabuły – nie został w pełni wykorzystany. Jego obecność wnosi chwilowe ożywienie, ale nie prowadzi do realnego pogłębienia historii.
Równie problematyczna okazała się dla mnie postać Callie. To bohaterka wyraźnie niedopracowana i bezbarwna, taka, która istnieje raczej jako nośnik fabuły niż pełnoprawna postać z krwi i kości. Od pierwszych stron trudno jej kibicować – nie dlatego, że jest kontrowersyjna czy moralnie niejednoznaczna, lecz dlatego, że brakuje jej charakteru, wewnętrznego napięcia i emocjonalnej wiarygodności. Jej decyzje nie wynikają z jasno zarysowanych motywacji, a reakcje często sprawiają wrażenie przypadkowych. W efekcie relacja czytelnika z bohaterką pozostaje chłodna, obojętna, pozbawiona zaangażowania, które w romansie – nawet mrocznym – jest kluczowe.
Osobną kwestią pozostaje język i styl powieści. Rodzi się tu pytanie: czy erotyk naprawdę musi być wulgarny? Przekleństwa, jeśli nie niosą znaczenia ani nie budują psychologii postaci, stają się jedynie hałasem. Zamiast wzmacniać emocje, drażnią oko i umysł, odbierając scenom intymnym subtelność i napięcie. Dla mnie erotyka nie polega na dosłowności ani brutalności języka, lecz na sugestii, rytmie, niedopowiedzeniu. Tu niestety często wygrywa dosadność, która nie pogłębia, a spłaszcza przekaz.
„Secret” to książka, która sprawdzi się jako lekka rozrywka. Dla czytelników, którzy nie analizują, nie zatrzymują się, po prostu chłoną fabułę, a po zamknięciu ostatniej strony płynnie przechodzą do kolejnej historii. W tej funkcji spełnia swoje zadanie poprawnie. Ja jednak w literaturze szukam czegoś więcej. Książka jest dla mnie dobra wtedy, gdy zmusza do refleksji. Bardzo dobra – gdy odrywam się od lektury, by coś skomentować na głos albo gdy długo po jej zakończeniu wracam myślami do finału, rozbierając go na czynniki pierwsze (często również na głos). „Secret” nie zostawiło mnie z takimi emocjami.
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2023-07-26
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 368
Dodał/a opinię:
ksiazkowalatarni
Ariana ma 25 lat i wielkie serce. Jest silną kobietą, która ma swoje zdanie i wie, czego chce. Właśnie dostała pracę w biurze architektonicznym, gdzie...
W szalonym rytmie salsy łatwo stracić zmysły. Obserwatorowi z zewnątrz może się wydawać, że Eliana ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia. Ta piękna...