Po „Szantę” sięgnęłam z myślą, że to będzie po prostu kolejny kryminał ze śledztwem, trupem i klasycznym rozwiązaniem, które zaskoczy lub nie. Tymczasem bardzo szybko zorientowałam się, że wpadłam w coś głębszego. Ta powieść nie traktuje zbrodni jako pretekstu do akcji, tylko jako element większej, misternie utkanej całości, z historią, emocjami i atmosferą, która potrafi ścisnąć za gardło. Już sam początek, ciało profesora w mazurskiej posiadłości, ustawia ton tej powieści. Z pozoru mamy samobójstwo, ale coś tu nie pasuje. A kiedy niedługo później ginie kolejna osoba i to w tym samym miejscu, nie sposób się nie zastanawiać, czy nie chodzi o coś znacznie bardziej przemyślanego. I tu właśnie wchodzi to, co uważam za największy atut tej powieści, napięcie. Jest ono budowane subtelnie, niemal niezauważalnie, ale kiedy już się zorientujesz, jesteś wciągnięty po szyję.
Mazury, które w wielu opowieściach są scenerią dla letniego wypoczynku, tutaj stają się czymś zupełnie innym. Cisza jeziora, wilgoć lasów, mgła i pustka brzegu, wszystko to działa na wyobraźnię. Autor stworzył przestrzeń, w której trudno się poczuć bezpiecznie, nawet kiedy nie dzieje się nic konkretnego. Fabuła jest gęsta od niewiadomych i podejrzeń. Z jednej strony brutalne zbrodnie, z drugiej ludzie, którzy wcale nie są jednoznaczni. I to w nich właśnie tkwi siła tej powieści. Postacie nie są papierowe. Mają swoje demony, przeszłość, która ich uwiera i motywacje, których nie da się od razu rozgryźć. Szczególnie ciekawi są Jagoda i Hubert. Każde z nich niesie ze sobą coś, co sprawia, że ich wybory budzą więcej emocji niż samo śledztwo. Jagoda, młoda kobieta, która wraca na Mazury, okazuje się postacią pełną sprzeczności. Hubert, były policjant, to ktoś, kto wie więcej, niż mówi, ale sam także nie do końca radzi sobie z rzeczywistością. I to właśnie ta niedoskonałość bohaterów sprawia, że ich losy zaczynają nas obchodzić. Nie są idealni, ale są prawdziwi. Trochę zagubieni, czasem bezradni, czasem impulsywni, jak ludzie, których można spotkać w realnym życiu.
Fabuła prowadzona jest z dwóch różnych perspektyw, dzięki czemu na wiele sytuacji można spojrzeć z innej strony. To nie tylko urozmaica lekturę, ale pozwala lepiej zrozumieć napięcia między bohaterami i to, co ich napędza. Pozwala też zobaczyć, jak bardzo subiektywne i różne mogą być emocje i spostrzeżenia. Ważnym elementem powieści okazuje się również legenda żeglarska, która z początku wydaje się tylko interesującym dodatkiem, ale z czasem zaczyna odsłaniać swoje znaczenie. Motywy z przeszłości i ludowe opowieści wplecione w śledztwo tworzą spójną, przekonującą całość. I pokazują, że czasem najgorsze rzeczy nie wynikają tylko z teraźniejszych wyborów, ale z błędów i historii, które nigdy nie zostały rozliczone. To, co naprawdę mnie zaskoczyło, to sposób, w jaki powieść gra na emocjach. Nie ma tu pościgów, wybuchów ani trupów sypiących się co rozdział. A mimo to trudno się oderwać. Każdy rozdział dokłada coś nowego, ale nie od razu daje odpowiedzi. Trzeba się zatrzymać, przemyśleć, czasem wrócić do wcześniejszych fragmentów. To nie jest książka, którą się połyka na raz. To powieść, która wciąga i zmusza do czujności. A zakończenie? Nie będę zdradzać szczegółów, ale powiem jedno, jest jak ostatnia nuta w niepokojącej melodii – zostaje w głowie, rezonuje. I zamiast przynieść ulgę, budzi niepokój i niepewność.
„Szanta” to kryminał, ale nie taki, który tylko dostarcza zagadki do rozwiązania. To opowieść z klimatem, z bohaterami, którzy zostają w pamięci i z atmosferą, która wręcz wchodzi pod skórę. To historia o zbrodni, ale też o samotności, winie i legendach, które nigdy nie powinny były powrócić. Trudno się od niej oderwać, ale jeszcze trudniej o niej zapomnieć. Polecam 💛
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2025-04-29
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 540
Dodał/a opinię:
maitiri_books
W mrocznym labiryncie tajemnic W podziemiach Dworca Centralnego policjanci znajdują zwłoki mężczyzny z rozbitą czaszką. To nie pierwsze tego typu zabójstwo...
W liceum im. Władysława Jagiełły nikt się nie spodziewa, że szkolna uroczystość zakończy się skandalem i... śmiercią. Justyna Wysocka, bibliotekarka...
Bełdany były jednym z najpiękniejszych akwenów na Mazurach, ale teraz to piękno wydało mi się bardzo dyskretne. Woda przywodziła na myśl zastygłą magmę.
Więcej