"Czasem potrzeba potwora, żeby zniszczyć potwora"
Zakon Płaszczy i Zakon Sztyletów. Dwa wrogie Zakony. Jeden parający się kradzieżami, a drugi morderstwami. Starają się schodzić sobie z drogi, ale nie da się zaprzeczyć istniejącej pomiędzy nimi nienawiści. To co ich łączy to Mrok. Płaszcze go noszą, gdzie członkowie Sztyletów spożywają i biada temu, stanie wtedy na ich drodze. To do tych pierwszych dołącza Seraphine po tym jak jej matka została brutalnie zamordowana przez jednego z członków Zakonu Sztyletów. Jej cel? Zemsta. Tylko czy jej się to uda? A może pojawią się pewne niespodziewane komplikacje?
Początkowa książka nie zapowiadała się zachęcająco, bo akcja dosyć długo się rozwijała. Wszystko zmieniło się od prawie morderczego spotkania Seraphine z członkiem Zakonów Sztyletów- Ransonem. Spotkanie, które z pewnością na długo zapadnie mu w pamięć. Te spotkanie staje się również zmianą w życiu Seraphine, gdyż zaczyna zadawać sobie pewne pytania. Pytania, na temat tego co się stało, pytania na temat tego co jej matka zrobiła. To był właśnie ten kluczowy moment, kiedy zaczęło być bardzo ciekawie.
"Teraz Sztylet był tylko człowiekiem.
A ona płomieniem"
W mieście zaczyna źle się dziać. Pojawiają się tajemnicze zgony, ludzie znikają a to nie wszystko. Okazuje się, że to dopiero początek. Nikt nie jest bezpieczny. Pojawia się nieznane dotychczas niebezpieczeństw i to z pewnością nie jest to sprawka Zakonu Sztyletów, jak początkowo sądzono. Dosyć szybko czytelnik odkrywa, o co w tym wszystkim chodzi i raczej nie była to zaskakująca wiedza. Okazuje się, że główna bohaterka ma dosyć istotną rolę do odegrania w całej historii. Lektura upływa pod kątem poszukiwania rozwiązania dla całej sytuacji, powstrzymania całego zła. A w tym zaskakująco Seraphine otrzymuje wsparcie ze strony swojego wroga, co z czasem stawia go w bardzo trudnym położeniu. Jednak chłopak ma również pewien osobisty cel w kontaktach z dziewczyną. Chce coś zdobyć i liczy, że ona mu w tym pomoże. Jak się również okazuje, to w celu zwalczenia wspólnego niebezpieczeństwa Zakony decydują się podjąć współpracę, choć wydaje się, że tylko jednej stronie zależy na rozwiązaniu całej sytuacji. Swoją drogą skończyło się tylko i wyłącznie na porozumieniu, bo żadna ze stron nie podejmuje jakichkolwiek konkretnych działań, żeby powstrzymać zagrożenie. A robi to tylko jedna dziewczyna wraz z przyjaciółmi.
Zdecydowanym atutem całej historii jest wątek romantyczny, który nie dominuje w całej historii, a raczej jest dla niej tłem. Bardzo podobała mi się relacja pomiędzy Seraphine i Rondosem. Wprawdzie nie określiłabym jej jako enemies to lovers, bo jednak ciężko stwierdzić żeby to było to. Trochę szkoda jednak, bo zapowiadało się na mocne enemies. Tak, bohaterzy nie przypadają ze sobą od samego początku, ale w przypadku głównego bohatera dosyć szybko zmieniło się to w fascynację dziewczyną a później nawet coś więcej. To co najbardziej mi się tu podobało to ich rozmowy, przekomarzanki, złośliwości które były naprawdę bardzo fajne i wywoływały uśmiech na twarzy. Seraphine została obdarzona ciętym językiem, a Ransom w niczym jej nie ustępuje.
"-Myślałam, że chcesz mnie zabić.
- Uwierz, że z całych sił próbuje się powstrzymać.
- W takim razie co znaczyły te ruchy warg pod wieżą? To taka gra wstępna?"
Relacja jest pełna iskier, w której latają nawet noże. Sera nie jest bohaterką, która już w pierwszej chwili traci głowę i serce dla chłopaka. Nie, zdecydowanie nie. Jak już to jest raczej odwrotnie i powiem szczerze, że nie wiem czy do końca mi to pasowało. Najpierw Ransom jej nienawidzi, chce się zemścić a za chwilę dosyć szybko zmienia się jego stosunek do niej i zaczyna jej pomagać. Nie jest już chętny, żeby wypełnić rozkaz Zakonu, a raczej wręcz przeciwnie. Rozwój relacji jest raczej stopniowy, nie dzieje się za szybko. To zdecydowanie Ransom jest bardziej zaangażowanym i gotowym do podjęcia trudnych decyzji. A taka dosyć szybko nadchodzi.
"Seraphine była petardą. A on pragnął płonąć"
Nie brakuje przygód, zagrożeń i emocji. Jest to również czas, w którym następuje nawiązanie nowych przyjaźni. Seraphine jest silna, odważna i mimo, że gdzieś tam się boi, co widać, to jednak walczy ze swoim strachem i się nie poddaje. Nie jest typem bohaterki, która czuje się wszechpotężna i potrafi wszystko sama zrobić. Nie, ona nie boi się prosić przyjaciół o pomoc. Nie boi im się zaufać. Zdaje sobie sprawę, że bez ich pomocy nie jest w stanie nic sama zrobić. Nie jest to idealna bohaterka i to mi się bardzo podobało.
Klimat lektury jest fajny. Jest mrocznie i tajemniczo. Wątek tajemniczej substancji jaką jest Mrok został bardzo fajnie przedstawiony i w sposób spójny. Nie jest to kwestia przedstawiona w sposób skomplikowany, jak to czasami ma miejsce. W ogóle cała historia jest napisana w prosty sposób. Nie ma chaosu. Autorka nie rzuca wszystkich informacji od razu, tylko są dawkowane stopniowo, co powodowało że nie dało się pogubić. Akcja jest spokojna, wszystko dzieje się w dosyć powolnym tempie. Nie ma tu dużo wątków. Jest lekko i przyjemnie. Nie jest to jednak lektura, która mogłaby zaskoczyć swoją nieprzewidywalnością, bo jednak wiele wątków dało się przewidzieć. Choćby kwestia powodów, dla których zostało wydane zlecenie na główną bohaterkę a kiedy prawda na temat rodziny Seraphine wyszła na jaw to nie poczułam się zaskoczona. Było to raczej wiadomo od samego początku. Ostatnie 100 stron było najbardziej pochłaniające, bo wręcz nie potrafiłam się oderwać od lektury. Akcja przyspieszyła i dużo tam się wydarzyło. Jednak nie wszystko się skończyło tak jak miało...
"Sztylet i płomień" to fajna, przyjemna lektura. Bawiłam się dobrze, ale nie było fajerwerków. Jest fajnie, po prostu fajnie. Tytuł w zupełności odnosi się do treści, a takie zabiegi bardzo lubię. Zapowiada się na naprawdę bardzo dobrą serię a ten tom jest bardzo dobrym do tego wprowadzeniem. Z pewnością sięgnę po kontynuację. Polecam, miłego!
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2025-05-21
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 416
Tytuł oryginału: The Dagger and the Flame
Dodał/a opinię:
ilovebook26
Fionn Boyle, bohater ,,Wyspy Strażnika Burzy" ponownie znajduje się w centrum walki o przetrwanie wyspy Aranmore. Fionn Boyle był Strażnikiem Burzy w...
Fionn nie jest zachwycony perspektywą spędzenia wakacji na wyspie u dziadka, którego prawie nie zna. Kiedy jednak po raz pierwszy stawia stopę na Arranmore...