Ależ ja uwielbiam debiuty. A gdy książka oparta jest na faktach to tym bardziej nie zastanawiam się długo nad tym, żeby po nią sięgnąć. I tak było w przypadku "Tam gdzie nie pada". Ta książka to moje odkrycie tego roku. Autor stworzył wspaniałą historię, w dodatku napisał ją w języku śląskim. Wspaniała, fascynująca, piękna.
Jest połowa XIX wieku. Mimo zniesienia pańszczyzny, płużniczanom żyje się coraz trudniej. Pewnego dnia do wsi przychodzi list z Teksasu. Okazuje się, że jest to zaproszenie od ojca fanciszkaniana Leopolda Moczygemby, skierowane do jego braci. W podróż wybierają się nie tylko bliscy franciszkanina, ale również inni mieszkańcy Śląska.
Czy Teksas okaże się dla Ślązaków ziemią obiecaną ?
Jak już wspomniałam, to przepiękna historia, którą czytałam z niemałym zainteresowaniem coraz zachwycając się stylem i językiem autora. Nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z tą książką. Autor stworzył powieść tak cudowną i klimatyczną, okraszoną pięknym językiem, wzruszającą i smutną, ale także pełną humoru. W tej książce fantastyczne było to, że autor wplótł w nią język śląski, który ja osobiście uwielbiam.
Nie zastnawiajacie się tylko czytajcie. "Tam gdzie nie pada" dostarczy Wam wielu emocji, gwarantuję, że nie oderwiecie się od lektury przed poznaniem jej zakończenia.
Polecam z całego serca.
Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 2021-09-01
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 400
Dodał/a opinię:
Ilona Wolińska
Śląska elegia w odsłonach, czyli o odnajdywaniu własnych dróg… W małej śląskiej wiosce w latach 30. XX wieku pojawia się tajemniczy obcy. Jego przybycie...