Są biografie, które porządkują fakty, i są takie, które pozwalają wejść do czyjegoś świata bocznymi drzwiami – bez zadęcia, bez pomników, za to z uważnością na detale, gesty i czułość. Tym. Wolałbym być psem Ryszarda Abrahama zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To książka, która nie tyle opowiada o Stanisławie Tymie, ile oddaje jego sposób myślenia o świecie – pełen ironii, dystansu, niezgody na głupotę i jednocześnie ogromnej empatii wobec istot słabszych.
Abraham nie pisze klasycznej biografii „od daty do daty”. Zamiast tego tworzy mozaikę historii, anegdot i wspomnień, z których wyłania się Tym prywatny, nieoczywisty, często zaskakująco cichy. To portret artysty, który śmiechem obnażał absurdy rzeczywistości, ale sam wobec świata bywał nieufny, zmęczony, a czasem po prostu rozczarowany ludźmi. I właśnie dlatego – jak sugeruje tytuł – wolał być psem. Bo pies nie udaje. Nie kombinuje. Jest wierny, uczciwy i obecny tu i teraz.
Jednym z najmocniejszych wątków książki jest miłość Tyma do zwierząt, opisana bez patosu, za to z naturalnością i humorem. Zwierzęta w tej opowieści nie są dodatkiem ani sympatycznym detalem – są równoprawnymi bohaterami. Dom Tyma, w którym było „więcej futra niż polityki”, staje się symbolem jego wyborów życiowych. W świecie, który coraz częściej opiera się na hałasie, pozorach i interesach, Tym konsekwentnie stawał po stronie tych, którzy nie mają głosu. I mówił za nich – jasno, odważnie, bez kalkulacji.
Autor doskonale rozumie swojego bohatera. Jego narracja jest lekka, a jednocześnie uważna, pełna wyczucia dla specyficznego humoru Tyma – tego, który śmieszy, ale też zostawia lekki dyskomfort. Bo pod żartem zawsze kryje się pytanie: dlaczego jest tak, jak jest? Autor przywołuje anegdoty, które bawią, ale nie są banalne, odsłania epizody z życia artysty, które tłumaczą jego dystans do ludzi, polityki i medialnego zgiełku. To nie jest książka o legendzie kina. To książka o człowieku, który nie chciał być legendą.
Nie sposób oczywiście uciec od „Misia” – filmu kultowego, który na zawsze wpisał Tyma w historię polskiej kultury. Ale Abraham nie pozwala, by ta rola przykryła resztę. Pokazuje, jak bardzo Tym był czymś więcej niż ekranowym Ryszardem Ochódzkim: był wrażliwym obserwatorem rzeczywistości, mistrzem celnej riposty, ale też kimś, kto coraz częściej wybierał ciszę zamiast rozmowy. Zwłaszcza z ludźmi.
To, co czyni tę książkę wyjątkową, to ton czułości. Nie ma tu sensacji ani taniej intymności. Jest szacunek, uważność i zgoda na niedopowiedzenia. Abraham nie próbuje Tyma tłumaczyć ani wybielać – pozwala mu być sobą, z jego sprzecznościami, ironią i zmęczeniem światem. Dzięki temu czytelnik ma poczucie obcowania z kimś prawdziwym, nie z wykreowanym wizerunkiem.
Tym. Wolałbym być psem to lektura, która bawi, wzrusza i zmusza do refleksji. To książka o empatii, o odpowiedzialności za słabszych, o potrzebie dystansu wobec rzeczywistości, która coraz częściej domaga się krzyku zamiast myślenia. I wreszcie – to opowieść o tym, że czasem naprawdę łatwiej dogadać się z psem niż z człowiekiem.
Z całego serca polecam tę książkę – nie tylko miłośnikom Stanisława Tyma, ale wszystkim, którzy cenią inteligentny humor, szczerość i historie pisane z sercem. Sięgnij po nią, jeśli chcesz pośmiać się mądrze, wzruszyć bez patosu i na chwilę spojrzeć na świat z perspektywy, w której uczciwość i wierność wciąż mają znaczenie.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2025-11-26
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 320
Dodał/a opinię:
Małgosia Brzeska
"Gadam, latam, pełny serwis!" Bez niego spektakle Wajdy nie byłyby tak wybitne, filmy Kieślowskiego - tak głębokie, a komedie Machulskiego - tak kultowe...
Ikona PRL-u. Genialny naturszczyk. Oryginał Miał ochrypły głos i cięty dowcip. Powtarzał, że alkohol pity z umiarem nie szkodzi. Włóczył się po Polsce...