Kiedy przeglądam książki, jakie wydała Fabryka Słów, to mam ochotę przeczytać je wszystkie. Mam wrażenie, że jest to literatura wpasowująca się w mój gust czytelniczy. To doprowadziło do tego, że większość autorów, których książki można znaleźć w tym wydawnictwie, są na mojej liście do poznania i przeczytania. Jednym z takich autorów był Andrzej Ziemiański. Wiem, że stworzył poczytną serię o Achai, ale chciałam przeczytać coś innego. Nie miałam ochoty rozpoczynać kolejnej serii, więc książka „Ucieczka z Festung Breslau” wydała się być idealna, aby zacząć przygodę z twórczością pana Ziemiańskiego.
Mimo że nie znałam twórczości pana Ziemiańskiego, to w momencie sięgnięcia po książkę „Ucieczka z Festung Breslau” miałam wrażenie, że będzie to udana przygoda. Zaczęłam, więc ją czytać. Dosyć szybko zostałam zaskoczona. Nie spojrzawszy nawet kiedy znalazłam się na setnej stronie. Książkę czytało mi się bardzo płynnie i szybko. Historia mnie zaciekawiła, a momentami bawiła. Humor powieści zdecydowanie do mnie przemawiał. Podczas czytania nie czułam, że muszę już teraz poznać zakończenie. Nie ciągnęło mnie do niego, ale z miłą chęcią wracałam do czytania tej książki, bo po prostu było to przyjemne.
Jestem w pełni zadowolona ze swojego pierwszego spotkania z twórczością pana Ziemiańskiego. Książkę „Ucieczka z Festung Breslau” czytało mi się bardzo szybko i z pełną satysfakcją, jaka może płynąć z czytania. Bardzo podobało mi się, że w tak poważne wydarzenia, bo akcja dzieje się podczas trwania drugiej wojny światowej, autor wprowadził humorystyczne fragmenty. Zdecydowanie muszę zapoznać się z innymi książkami pana Ziemiańskiego. Przewiduję, że będą to równie udane przygody.
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2022-03-11
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 591
Dodał/a opinię:
aaniaa1912
Kiedy następnym razem wyciągniesz miecz powiedz sobie jasno, że zginiesz w tym starciu. To cię uspokoi. Na życie Viriona i Niki czyha zbyt wielu wrogów...
Życie po życiu to dobra inwestycja. Trzeba tylko znać sposób jak łoić jeleni. I jeszcze mieć pod ręką paru bezdomnych żuli. Andrzejewski nie lubi...