KRONIKA UPADKU
Krzysztof Drozdowski, autor licznych książek historycznych, tym razem zdecydował się zaprezentować czytelnikom z nieco innej strony. Nakładem wydawnictwa Skarpa Warszawska ukazała się książka z kategorii true crime zatytułowana „Wampir z Osielska”. To opowieść o zbrodni, która mało znana jest w skali kraju, a kilkadziesiąt lat temu wstrząsnęła mieszkańcami niewielkiego Osielska. Cofnijmy się do wydarzeń z połowy lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku i poznajmy oblicze tego, który sprawił, że w dość sennym miasteczku zapanował czas strachu…
13.06.1965 to data, która wyryła się ponurym piętnem w pamięci mieszkańców Bydgoszczy. Odnalezione zwłoki kobiety, brutalnie okaleczonej i pohańbionej, to nie było coś, do czego tubylcy byli przyzwyczajeni. Wyjątkowo brutalne okaleczenia, których doznała ofiara, były wstrząsające nawet dla milicjantów. Informacja o zbrodni szybko rozchodzi się pocztą pantoflową. Brak poszlak, brak świadków, brak motywu… Śledztwo dość szybko grzęźnie w martwym punkcie. Gdy, niecały rok później, dochodzi do kolejnego szokującego odkrycia, coraz głośniej słychać głosy o grasującym w okolicy mordercy. „Wampir”, tak, to musi być „Wampir”. Ktoś, kto kieruje się zwierzęcymi pobudkami, jest bezlitosny i zdolny do największego zła. Kiedy milicji udaje się wpaść na trop zabójcy, na jaw wychodzi wstrząsająca prawda… Kto zabił dwie kobiety? Kim jest ów tajemniczy i przerażający Wampir?
Krzysztof Drozdowski, jak przystało na historyka, lubuje się w dokładności i precyzji. „Wampir z Osielska” to reportaż, który jest zapisem prawdziwych zdarzeń, rzetelnym źródłem informacji o sprawie, a nie wzbudzającą emocje książką, której celem byłoby szokowanie odbiorcy. Drozdowski dogłębnie przeanalizował wszelkie dostępne materiały dotyczące sprawy Wampira. Wiele godzin poświęcił na kwerendę. Z pasją iście dziennikarską i precyzją godną badacza, prezentuje oblicze zbrodni, do których doszło w połowie lat sześćdziesiątych. „Wampira z Osielska” nie czyta się tak, jak powieści kryminalnych. Duża ilość materiału źródłowego, zapis milicyjnych przesłuchań i archiwalne zapisy sprawiają, że jest to pozycja, nad która pochylić należy się ze szczególną uwagą. Mnogość suchych faktów, prawdziwe fotografie i specyfika języka, sprawiają, iż w tej książce odnajdujemy prawdziwy zapis wydarzeń. To niezmiernie istotne, szczególnie teraz, gdy na rynku pojawia się coraz więcej książek, które w otoczce true crime, bazują na emocjach, na podjudzaniu instynktów, na wywoływaniu odczuć, które mogą fałszować prawdziwy obraz morderców. Krzysztof Drozdowski jest niczym bydgoski kronikarz czasów nowożytnych. Niestrudzenie bada historię regionu wyciągając z zakurzonych archiwów bardzo cenne poznawczo historie. Należy mu się za to wielki szacunek. Bardzo potrzebni są ludzie, którzy z zaangażowaniem, a wręcz pietyzmem, podchodzą do badań historycznych. Drozdowski udowadnia, że mała, lokalna historia, jest częścią składową tej wielkiej.
Wydarzenia przełomu lat 1965/1966 zapisały się ponurą kartą w annałach historii Bydgoszczy. Oto na okolicę padł strach. W czasie, kiedy termin taki jak „seryjny morderca” nie funkcjonował w ogólnym słownictwie, ludność określała zbrodniarzy mianem „wampirów”. Wszak wampir to istota pozbawiona uczuć, zimna, sycąca się życiową energią swych ofiar. Kilku „wampirów” mieliśmy w historii naszej rodzimej kryminalistyki, ale na pewno ten z Osielska nie jest tym, którego zna ogół społeczeństwa. Krzysztof Drozdowski przybliża sylwetkę mordercy, który zabijał swoje ofiary w wyjątkowo brutalny sposób. Mężczyznę, który kierując się niskimi pobudkami, pozbawił życia dwie kobiety. Czy byłoby ich więcej, gdyby morderca nie został schwytany ? Na to pytanie nikt z nas nie jest w stanie odpowiedzieć, ale bazując na profilu sprawcy, zakładać możemy, że lista jego ofiar byłaby zapewne dłuższa... Normalny mężczyzna, mąż, ojciec. Ktoś, kto mógłby mieszkać za ścianą. Ktoś, kto nie rzucał się w oczy i nie wzbudzał podejrzeń. To właśnie wampir – człowiek, który przekroczył nieprzekraczalną granicę. Ktoś, kto wyszedł poza powszechnie przyjęty społeczny krąg. Wyłamując się z zasad, które tworzą naszą moralność, wszedł na drogę, z której nie było odwrotu… Co sprawia, że taka osoba staje się zbrodniarzem? Jak cienka jest linia oddzielająca normę od patologii? Historia wampira z Osielska jest przykładem zbrodni, która zdarzyć może się wszędzie i w każdym czasie. Tym, co dotyka najmocniej jest to, że nigdy nie mamy pewności jak dobrze kamuflować potrafią swoje instynkty ludzie, których znamy, a nawet ci, z którymi żyjemy pod jednym dachem…
Jedną z rzeczy wyróżniających „Wampira z Osielska” jest mocno wyczuwalny, przytłaczający, a zarazem nadzwyczaj autentyczny klimat Polski lat sześćdziesiątych. Poprzez surowość swojego pisarstwa, Drozdowski nakreśla namacalny wręcz obraz epoki. Stalowoszary, zimny, nieco wyzuty z emocji. Bardzo czuje się ten czas. W trakcie lektury towarzyszyły mi różne odczucia. Zbrodnie Wampira, sama jego postać, siermiężność śledztwa – wszystko to sprawia, że zanurzamy się zmysłami w tę historię. Przejmujący klimat powoduje, że ta opowieść nas dotyka. Kronika bydgoskich wydarzeń staje się odzwierciedleniem naszych własnych lęków. Doskonale napisana książka. Cennym jest to, że nie bazuje na niskich instynktach. Jej celem nie jest potęgowanie makabry, a sumienny zapis wydarzeń. Nie jest to lektura łatwa, ale bardzo wartościowa dla każdego, kto śledzi zbrodnie w celach poznawczych. Udało się Drozdowskiemu napisać reportaż kryminalny, który jest tym właśnie, czym być powinien – zapisem historii prawdziwych wypadków. Bez zbędnego komentarza, bez nadinterpretacji i upiększania faktów na potrzeby fabuły. Czytelnik wrażliwy powinien mieć świadomość, przed sięgnięciem po tę książkę, że zawiera one autentyczne zdjęcia.
Dawno, dawno temu, ktoś, kto żył tak, jak inni ludzie, wszedł na drogę zbrodni. Bez szumu, bez teatralnej otoczki, zabił. Zabił, by zaspokoić swoje własne potrzeby. Nie ma słów, które oddają strach, ból czy krzywdę ofiar i ich bliskich. Są jednak słowa, które potrafią opowiedzieć historię mordercy. Krzysztof Drozdowski potrafił te słowa odnaleźć. Z czeluści przeszłości wydobył na światło dzienne sprawę, o której zapewne mało kto z nas słyszał. Opowiedział o niej tak, jak robić to należy – dokumentalnie. Bardzo interesująca książka, która powinna zagościć na półce każdego fascynata prawdziwych historii. To naprawdę się udało, a Krzysztof Drozdowski udowodnił, że nie trzeba koloryzować, by wstrząsnąć odbiorcą. Gorąco polecam.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-03-25
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 304
Dodał/a opinię:
chico6401
Jakie państwa zdecydowały się opowiedzieć po stronie III Rzeszy? Czy przywódcy stający u boku Adolfa Hitlera byli jedynie marionetkami Berlina? Jak...
Pierwsza monografia, w której zawarto informacje o ponad 100 schronach, tunelach i ukryciach wybudowanych pod budynkami mieszkalnych i pod obiektami użyteczności...