Okładka książki - Wampir z Osielska

Wampir z Osielska


Ocena: 4.85 (13 głosów)

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

Czasem trzeba przedrzeć się przez mroki zła, by ujrzeć światło prawdy.

Bydgoszcz, połowa lat 60. W lesie na obrzeżach jednego z osiedli zostają znalezione zwłoki kobiety. Śledczy ruszają w teren, lecz im więcej pytań zadają, tym wyraźniej czują, że błądzą pozbawieni technik, które dziś wydają się oczywiste. Gdy dziewięć miesięcy później ginie kolejna kobieta, miasto zaczyna żyć jednym słowem: ,,Wampir".

Rozpoczyna się nerwowe polowanie na sprawcę. Pojawiają się mylne tropy, sensacyjne zeznania i podejrzany, który zdaje się idealnie pasować do profilu mordercy. W tle krąży postać ,,Bogacza" -- mężczyzny epatującego w lokalach plikiem banknotów, jakby szukał ofiary lub próbował coś udowodnić. Każdy dzień bez przełomu podsyca strach, szczególnie wśród kobiet. ,,Wampir z Osielska" to nie tylko historia zbrodni, lecz także obraz realiów śledztwa w PRL: presji, błędów i mozolnego zbierania okruchów prawdy z protokołów, wizji lokalnych oraz relacji świadków. Finał rozgrywa się na sali sądowej: proces, wyrok i zamknięcie sprawy, która na lata zapisała się w pamięci regionu.

To książka dla czytelników szukających w true crime nie sensacji, lecz odpowiedzi: jak rodzi się zło i w jaki sposób państwo próbuje je uchwycić nawet wtedy, gdy wciąż brakuje pewników.

Informacje dodatkowe o Wampir z Osielska:

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-03-25
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN: 9788384301623
Liczba stron: 304

Tagi: Biografie i literatura faktu

więcej

Kup książkę Wampir z Osielska

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Wampir z Osielska - opinie o książce

KRONIKA UPADKU

 


Krzysztof Drozdowski, autor licznych książek historycznych, tym razem zdecydował się zaprezentować czytelnikom z nieco innej strony. Nakładem wydawnictwa Skarpa Warszawska ukazała się książka z kategorii true crime zatytułowana „Wampir z Osielska”. To opowieść o zbrodni, która mało znana jest w skali kraju, a kilkadziesiąt lat temu wstrząsnęła mieszkańcami niewielkiego Osielska. Cofnijmy się do wydarzeń z połowy lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku i poznajmy oblicze tego, który sprawił, że w dość sennym miasteczku zapanował czas strachu…

 


13.06.1965 to data, która wyryła się ponurym piętnem w pamięci mieszkańców Bydgoszczy. Odnalezione zwłoki kobiety, brutalnie okaleczonej i pohańbionej, to nie było coś, do czego tubylcy byli przyzwyczajeni. Wyjątkowo brutalne okaleczenia, których doznała ofiara, były wstrząsające nawet dla milicjantów. Informacja o zbrodni szybko rozchodzi się pocztą pantoflową. Brak poszlak, brak świadków, brak motywu… Śledztwo dość szybko grzęźnie w martwym punkcie. Gdy, niecały rok później, dochodzi do kolejnego szokującego odkrycia, coraz głośniej słychać głosy o grasującym w okolicy mordercy. „Wampir”, tak, to musi być „Wampir”. Ktoś, kto kieruje się zwierzęcymi pobudkami, jest bezlitosny i zdolny do największego zła. Kiedy milicji udaje się wpaść na trop zabójcy, na jaw wychodzi wstrząsająca prawda… Kto zabił dwie kobiety? Kim jest ów tajemniczy i przerażający Wampir?

 


Krzysztof Drozdowski, jak przystało na historyka, lubuje się w dokładności i precyzji. „Wampir z Osielska” to reportaż, który jest zapisem prawdziwych zdarzeń, rzetelnym źródłem informacji o sprawie, a nie wzbudzającą emocje książką, której celem byłoby szokowanie odbiorcy. Drozdowski dogłębnie przeanalizował wszelkie dostępne materiały dotyczące sprawy Wampira. Wiele godzin poświęcił na kwerendę. Z pasją iście dziennikarską i precyzją godną badacza, prezentuje oblicze zbrodni, do których doszło w połowie lat sześćdziesiątych. „Wampira z Osielska” nie czyta się tak, jak powieści kryminalnych. Duża ilość materiału źródłowego, zapis milicyjnych przesłuchań i archiwalne zapisy sprawiają, że jest to pozycja, nad która pochylić należy się ze szczególną uwagą. Mnogość suchych faktów, prawdziwe fotografie i specyfika języka, sprawiają, iż w tej książce odnajdujemy prawdziwy zapis wydarzeń. To niezmiernie istotne, szczególnie teraz, gdy na rynku pojawia się coraz więcej książek, które w otoczce true crime, bazują na emocjach, na podjudzaniu instynktów, na wywoływaniu odczuć, które mogą fałszować prawdziwy obraz morderców. Krzysztof Drozdowski jest niczym bydgoski kronikarz czasów nowożytnych. Niestrudzenie bada historię regionu wyciągając z zakurzonych archiwów bardzo cenne poznawczo historie. Należy mu się za to wielki szacunek. Bardzo potrzebni są ludzie, którzy z zaangażowaniem, a wręcz pietyzmem, podchodzą do badań historycznych. Drozdowski udowadnia, że mała, lokalna historia, jest częścią składową tej wielkiej.

 


Wydarzenia przełomu lat 1965/1966 zapisały się ponurą kartą w annałach historii Bydgoszczy. Oto na okolicę padł strach. W czasie, kiedy termin taki jak „seryjny morderca” nie funkcjonował w ogólnym słownictwie, ludność określała zbrodniarzy mianem „wampirów”. Wszak wampir to istota pozbawiona uczuć, zimna, sycąca się życiową energią swych ofiar. Kilku „wampirów” mieliśmy w historii naszej rodzimej kryminalistyki, ale na pewno ten z Osielska nie jest tym, którego zna ogół społeczeństwa. Krzysztof Drozdowski przybliża sylwetkę mordercy, który zabijał swoje ofiary w wyjątkowo brutalny sposób. Mężczyznę, który kierując się niskimi pobudkami, pozbawił życia dwie kobiety. Czy byłoby ich więcej, gdyby morderca nie został schwytany ? Na to pytanie nikt z nas nie jest w stanie odpowiedzieć, ale bazując na profilu sprawcy, zakładać możemy, że lista jego ofiar byłaby zapewne dłuższa... Normalny mężczyzna, mąż, ojciec. Ktoś, kto mógłby mieszkać za ścianą. Ktoś, kto nie rzucał się w oczy i nie wzbudzał podejrzeń. To właśnie wampir – człowiek, który przekroczył nieprzekraczalną granicę. Ktoś, kto wyszedł poza powszechnie przyjęty społeczny krąg. Wyłamując się z zasad, które tworzą naszą moralność, wszedł na drogę, z której nie było odwrotu… Co sprawia, że taka osoba staje się zbrodniarzem? Jak cienka jest linia oddzielająca normę od patologii? Historia wampira z Osielska jest przykładem zbrodni, która zdarzyć może się wszędzie i w każdym czasie. Tym, co dotyka najmocniej jest to, że nigdy nie mamy pewności jak dobrze kamuflować potrafią swoje instynkty ludzie, których znamy, a nawet ci, z którymi żyjemy pod jednym dachem…

 


Jedną z rzeczy wyróżniających „Wampira z Osielska” jest mocno wyczuwalny, przytłaczający, a zarazem nadzwyczaj autentyczny klimat Polski lat sześćdziesiątych. Poprzez surowość swojego pisarstwa, Drozdowski nakreśla namacalny wręcz obraz epoki. Stalowoszary, zimny, nieco wyzuty z emocji. Bardzo czuje się ten czas. W trakcie lektury towarzyszyły mi różne odczucia. Zbrodnie Wampira, sama jego postać, siermiężność śledztwa – wszystko to sprawia, że zanurzamy się zmysłami w tę historię. Przejmujący klimat powoduje, że ta opowieść nas dotyka. Kronika bydgoskich wydarzeń staje się odzwierciedleniem naszych własnych lęków. Doskonale napisana książka. Cennym jest to, że nie bazuje na niskich instynktach. Jej celem nie jest potęgowanie makabry, a sumienny zapis wydarzeń. Nie jest to lektura łatwa, ale bardzo wartościowa dla każdego, kto śledzi zbrodnie w celach poznawczych. Udało się Drozdowskiemu napisać reportaż kryminalny, który jest tym właśnie, czym być powinien – zapisem historii prawdziwych wypadków. Bez zbędnego komentarza, bez nadinterpretacji i upiększania faktów na potrzeby fabuły. Czytelnik wrażliwy powinien mieć świadomość, przed sięgnięciem po tę książkę, że zawiera one autentyczne zdjęcia.

 


Dawno, dawno temu, ktoś, kto żył tak, jak inni ludzie, wszedł na drogę zbrodni. Bez szumu, bez teatralnej otoczki, zabił. Zabił, by zaspokoić swoje własne potrzeby. Nie ma słów, które oddają strach, ból czy krzywdę ofiar i ich bliskich. Są jednak słowa, które potrafią opowiedzieć historię mordercy. Krzysztof Drozdowski potrafił te słowa odnaleźć. Z czeluści przeszłości wydobył na światło dzienne sprawę, o której zapewne mało kto z nas słyszał. Opowiedział o niej tak, jak robić to należy – dokumentalnie. Bardzo interesująca książka, która powinna zagościć na półce każdego fascynata prawdziwych historii. To naprawdę się udało, a Krzysztof Drozdowski udowodnił, że nie trzeba koloryzować, by wstrząsnąć odbiorcą. Gorąco polecam.

Link do opinii

Lektura książki Krzysztofa Drozdowskiego to doświadczenie, które zostawia czytelnika z poczuciem głębokiego niepokoju, ale i dziwnej fascynacji nad tym, jak blisko nas może egzystować czyste zło. Autor od pierwszych stron rzuca nas w duszne realia Bydgoszczy lat 60., kreśląc portret Stefana Rachubińskiego nie jako demonicznego złoczyńcę z filmu, ale jako przerażająco zwyczajnego człowieka. To właśnie ta "zwyczajność" kowala, ojca czworga dzieci i przykładnego męża, uderza najmocniej. Drozdowski z ogromną precyzją rekonstruuje śledztwo, które w tamtych czasach - pozbawionych przecież testów DNA czy cyfrowych baz danych - opierało się na żmudnej, niemal fizycznej pracy milicjantów, deptaniu po piętach i składaniu okruchów informacji w całość.

Pod względem stylistycznym mamy tu do czynienia z autorem, który świadomie wycofuje się na drugi plan, by oddać głos dokumentom. To podejście sprawia, że książka pulsuje surową autentycznością. Nie znajdziemy tu literackich upiększeń, lecz niemal kliniczny zapis wydarzeń. Drozdowski zaryzykował, budując narrację na ogromnych blokach tekstów źródłowych - od protokołów z oględzin po intymne listy mordercy do żony. Ta metoda tworzy niesamowity kontrast: z jednej strony czytamy czułe słowa ojca tęskniącego za domem, a z drugiej strony stajemy twarzą w twarz z beznamiętnymi opisami potworności, jakich dopuszczał się na swoich ofiarach. Ta dwoistość ludzkiej natury jest w tej książce wręcz namacalna i to ona stanowi o jej największej sile.

Niestety, ta sama rzetelność dokumentalna bywa obosiecznym mieczem. Momentami miałam wrażenie, że materiał źródłowy dominuje nad samą opowieścią, co może sprawić, że mniej cierpliwy czytelnik poczuje się przytłoczony natłokiem biurokratycznych sformułowań czy powtórzeń wynikających z akt. Do tego dochodzi warstwa etyczna, która budzi moje mieszane uczucia - publikacja drastycznych, nieocenzurowanych zdjęć ofiar to krok bardzo odważny, dla niektórych zapewne przekraczający granice dobrego smaku i szacunku do zmarłych. Autor momentami potyka się też o terminologię prawniczą, co wprawne oko wychwyci jako drobne niedociągnięcia warsztatowe, ale w ogólnym rozrachunku nie odbiera to publikacji jej merytorycznej wartości jako rzetelnego zapisu tamtej epoki.

Moja subiektywna opinia jest taka, że Drozdowski stworzył pozycję obowiązkową dla fanów rasowego true crime, którzy szukają prawdy bez filtra. To nie jest lektura "do poduszki" - obrazy wykreowane przez opisy i archiwalne fotografie zostają pod powiekami długo po zamknięciu książki. Autor nie próbuje nas bawić, on nas konfrontuje z mrokiem, który niegdyś paraliżował strachem cały region. Choć balans między dokumentacją a autorskim komentarzem mógłby być nieco lepiej wyważony, to „Wampir z Osielska” pozostaje jedną z najbardziej sugestywnych lekcji historii kryminalnej, jakie ostatnio czytałam.

Link do opinii

Bydgoszcz, połowa lat 60. W lesie na obrzeżach jednego z osiedli zostają znalezione zwłoki kobiety. Śledczy ruszają w teren, lecz im więcej pytań zadają, tym wyraźniej czują, że błądzą pozbawieni technik, które dziś wydają się oczywiste. Gdy dziewięć miesięcy później ginie kolejna kobieta, miasto zaczyna żyć jednym słowem: "Wampir".


Lubię gdy w książkach o takiej tematyce są zawarte rzetelne fakty i dowody, bez zbędnego lukrowania. Tak jak się wydarzyło naprawdę.  Autor odzwierciedla wydarzenia, które się wtedy stały chronologicznie. Na początku przechodzimy przez pierwszą znalezioną ofiarę, później pada pierwszy trop na mordercę, ale jest on chybiony. I kolejno przechodzimy przez rozdziały ofiar, poszukiwań, zatrzymania, próby przesłuchań po dochodzenie i sąd.


Książka jest bardzo rzetelnie napisana. Do tego wstawione zdjęcia archiwalne, listy, które Stefan pisał do żony, do dzieci bądź innych członków rodziny. W każdym typie takiej książki zawsze znajdują się informacje, które bardzo mnie ciekawią. Przykładowo - dlaczego i co skłania taką osobę do takiego czynu? Można się doszukać predyspozycji, emocji, zaburzeń, ale czy tylko? Czasami to sama decyzja bądź chwila odpuszczenia i pokierowania się impulsem jest tragiczny w skutkach. A czy Wam zdarza się ponieść chwili bądź zrobić coś nie bacząc na konsekwencje? 


Jeżeli ktoś  szuka historii opisanej dokładnie, rzetelnie, z namaszczeniem to jest to książka dla tej osoby. Nie jest ona łatwa ani przyjemna, ale taka też nie powinna być. Powinna pokazać nam prawdę, podać fakty jak na tacy, a nie ubierać taką tragedię w miłe słowa. Historia Stefana jest jedną z tych zapomnianych historii środowiska morderców w Polsce oraz w tamtych czasach. Osobiście bardzo lubię czytać o takich wydarzeniach i zachęcam Was do zapoznania się z historią Stefana Rachubińskiego.

Link do opinii


Recenzja

"Wampir z Osielska"

Autor: Krzysztof Drozdowski

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

"Gdy poznam smak pierwszego grzechu, to do nastepnego zostanę naprawdę sprowokowany:
morderstwo jest tak bliskie żądzy,
jak płomień dymowi."
William Shakespeare -,, Perykles, książę Tyru"

„Wampir z Osielska” to reportaż true crime, który zamiast taniej sensacji oferuje czytelnikowi coś znacznie bardziej wartościowego, rzetelną, opartą na faktach rekonstrukcję wydarzeń, które wstrząsnęły opinią publiczną.

To jedna z tych książek, które nie próbują uwieść czytelnika tanimi emocjami, a mimo to wciągają bez reszty i zostawiają po sobie ślad, którego nie sposób łatwo wymazać. Krzysztof Drozdowski oddaje w ręce odbiorcy opowieść surową, niemal dokumentalną, momentami chłodną do bólu i właśnie w tej powściągliwości tkwi jej największa siła.

To nie jest klasyczne true crime oparte na dynamicznej narracji i sensacyjnych zwrotach akcji. Tutaj napięcie rodzi się powoli, niemal niezauważalnie. W ciszy archiwów, w analizie kolejnych tropów, w frustracji śledczych działających w rzeczywistości, która bardziej przeszkadza niż pomaga. Czytelnik nie dostaje gotowej historii, zostaje wciągnięty w sam środek śledztwa, zmuszony do myślenia, analizowania i odczuwania tej samej bezradności, która towarzyszyła prowadzącym sprawę.

Centralną postacią tej mrocznej opowieści jest Stefan Rachubiński, człowiek, który nie wpisuje się w schemat literackiego potwora. Nie ma tu budowania sensacyjnej legendy ani taniej psychologizacji. Jest za to coś znacznie bardziej niepokojącego: obraz zwyczajności. Mężczyzny, który funkcjonuje w społeczeństwie, ma rodzinę, codzienność i jednocześnie skrywa w sobie brutalność, której nikt nie potrafił dostrzec na czas. To właśnie ten kontrast budzi największy lęk, bo podważa nasze poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że zło można łatwo rozpoznać.

Ogromnym atutem książki jest jej autentyczność. Autor nie tylko opisuje wydarzenia, on je dokumentuje. Fragmenty protokołów, zeznań, opinii biegłych czy materiałów śledczych sprawiają, że czytelnik ma wrażenie obcowania z prawdziwymi aktami sprawy. Nie ma tu miejsca na upiększenia czy narracyjne manipulacje. Każde słowo wydaje się mieć ciężar faktu.

Szczególnie mocno wybrzmiewa także tło historyczne. Polska lat 60., funkcjonująca w realiach Polska Rzeczpospolita Ludowa, staje się czymś więcej niż tylko scenografią. To rzeczywistość ograniczeń, niedoborów i nacisków politycznych, które realnie wpływają na przebieg śledztwa. Brak nowoczesnych narzędzi, presja społeczna i systemowe trudności sprawiają, że dochodzenie przypomina momentami błądzenie po omacku. To dodatkowo potęguje napięcie, bo czytelnik wie, jak wiele zależy od każdego, nawet najmniejszego błędu.

Nie sposób pominąć warstwy wizualnej książki. Fotografie, które pojawiają się w publikacji, są dosłowne, surowe i często bolesne w odbiorze. W zestawieniu z oszczędnym, niemal klinicznym językiem autora tworzą kontrast, który działa silniej niż najbardziej dramatyczne opisy. To nie jest estetyzacja zbrodni, to jej bezpośrednie, niekomfortowe pokazanie.

Styl autora pozostaje oszczędny, reportersko surowy. Nie znajdziemy tu zbędnych emocji ani dramatyzowania. Paradoksalnie to właśnie ten dystans sprawia, że książka działa tak intensywnie, groza wynika z faktów, nie z literackich zabiegów.

„Wampir z Osielska” to także opowieść o strachu, tym społecznym, rozlewającym się po mieście, które zaczyna żyć plotkami, domysłami i niepewnością. Jedno słowo „wampir” — wystarcza, by sparaliżować codzienność i zmienić sposób myślenia ludzi. W tej historii zbrodnia nie kończy się na ofiarach, ona rozprzestrzenia się na całe otoczenie.

To książka wymagająca. Nie daje łatwej rozrywki ani prostych odpowiedzi. Momentami przytłacza ilością szczegółów, tempem narracji i emocjonalnym ciężarem. Ale właśnie dlatego jest tak wartościowa. To literatura, która nie idzie na skróty, szanuje czytelnika, zmuszając go do refleksji.

Bo ostatecznie nie jest to tylko historia o zbrodni. To opowieść o granicach ludzkiego poznania, o bezradności wobec zła i o pytaniach, na które nie zawsze da się odpowiedzieć. Czy można dostrzec moment, w którym rodzi się potwór? Czy każdy sygnał da się odczytać na czas?

Link do opinii

Lubicie true crime?

 

Ja lubię czasem sięgnąć po taką lekturę lub posłuchać sobie dobrze skonstruowanego podcastu na ten temat 😎.

 Dlatego też z przyjemnością sięgnęłam po "Wampira z Osielska" Krzysztofa Drozdowskiego. Autor opisuje tę skomplikowaną historię w sposób przejrzysty – łatwy do "ogarnięcia" dla zwykłego czytelnika, mimo iż historia to nie jest ani lekka, ani przyjemna. Ilość materiału i determinacja, z jaką działał autor, by zapoznać czytelników z postacią Stefana Rachubińskiego alias "Wampira z Osielska", jest godna podziwu. Przyznam, że ten mężczyzna nie był mi znany, choć w słuchanych przeze mnie historiach przewinęło się mnóstwo różnych "wampirów", to tego poznałam dopiero podczas czytania tej książki.

 

Sięgając po tę historię, liczyłam na niezłą dawkę emocji – no i ją otrzymałam. Czytając reportaż o zbrodniarzu, czułam się tak, jakby miała dostęp do tajnych akt na temat tego człowieka i tropiła go razem z ówczesnymi śledczymi, nie mogąc doczekać się złapania sprawcy i ukarania go.

 

Autor umiejętnie opisuje pracę milicji obywatelskiej- presji, jakiej byli poddawani mimo braku poszlak oraz niedociągnięć i błędów, których dałoby się uniknąć, ale wiadomo- tamte czasy rządziły się "swoimi prawami".

 

Dodatkowym atutem są zdjęcia z miejsc zbrodni- niektóre tak szczegółowe, że nie radziłabym oglądać ich osobom o słabszych żołądkach 😅. 

 

Zastanawia mnie sama postać Stefana Rachubińskiego- czy był on człowiekiem chorym psychicznie, czy nie? Jednak tego się raczej już nie dowiemy, a zdania na ten temat były podzielone...

 

Ukazana tu historia uzmysławia nam to, że mordercą nie musi być ktoś odstraszający wyglądem, bądź zachowujący się niezgodnie z prawem... Może być nim niepozorna postać spotykana codziennie na ulicy lub minięta w sklepie. Czy znaczy to tyle, że najbezpieczniejsze jesteśmy w swoich "czterech ścianach"? Też niekoniecznie, bo zło może czaić się wszędzie...

 

Jeśli więc lubicie historie o zbrodniarzach sprzed lat, to sięgnijcie po "Wampira z Osielska". To niezła gratka dla fanów true crime, szczególnie jeśli nie znacie tej postaci!

Polecam!

Link do opinii
Avatar użytkownika - magdalenagrzejszczyk
magdalenagrzejszczyk
Przeczytane:2026-04-07, Ocena: 4, Przeczytałem,

🔪🔪🔪 Recenzja 🔪🔪🔪

Krzysztof Drozdowski " Wampir z Osielska "
@drozdowski_historycznie
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
@skarpawarszawska

🔪🔪🔪🔪🔪🔪🔪🔪🔪🔪🔪🔪🔪

Lubię true crime, ale najbardziej takie, które nie próbują mnie szokować, tylko pozwalają zrozumieć, jak naprawdę wyglądało śledztwo. Wampir z Osielska to właśnie ten typ książki, spokojny, rzeczowy i bardzo autentyczny reportaż.

Od pierwszych stron czuć, że autor jest historykiem i reportażystą. Nie ma tu sensacyjnego tonu, nie ma podkręcania atmosfery. Jest za to dokładne, momentami wręcz drobiazgowe pokazanie, jak krok po kroku prowadzono dochodzenie w połowie lat 60. w Bydgoszczy.

Czytając, miałam wrażenie, że nie poznaję tej historii jak w kryminale, tylko podążam razem ze śledczymi, sprawdzam tropy, słucham świadków, obserwuję, jak wiele razy można było pójść w złą stronę. Bardzo mocno widać, jak ograniczone były wtedy możliwości i jak ogromną rolę odgrywała zwykła, żmudna praca w terenie.

🔹Co znajdziemy w książce:
🕸️klimat Bydgoszczy z lat 60. i początek sprawy
odnalezienie pierwszej ofiary
🕸️realia pracy milicji bez nowoczesnych technik kryminalistycznych
🕸️zeznania świadków, szkice, protokoły i materiały z akt
🕸️liczne błędne tropy i podejrzane osoby
🕸️wątek tajemniczego „Bogacza”
🕸️moment wytypowania sprawcy i jego zatrzymanie
🕸️przesłuchania oraz gromadzenie dowodów
🕸️proces sądowy i zakończenie sprawy

Bardzo ciekawie wypada wątek „Bogacza” — postaci, która przez chwilę wydaje się niemal kluczowa. Takich momentów jest więcej i świetnie pokazują one, jak niepewne i pełne znaków zapytania było to dochodzenie.

Najbardziej uderzyło mnie to, że ta książka nie daje prostych odpowiedzi. Nie ma tu analiz psychologicznych ani prób tłumaczenia motywów sprawcy. Są fakty, dokumenty i przebieg wydarzeń. Resztę czytelnik musi dopowiedzieć sobie sam.

Styl autora jest bardzo spokojny, rzeczowy i oparty wyłącznie na źródłach. Nie ma oceniania, nie ma dopowiadania, nie ma zbędnych opisów. To sprawia, że całość brzmi wiarygodnie i momentami aż surowo.

Emocje podczas lektury nie wynikają z brutalności, ale z narastającego poczucia bezradności, presji i niepewności. Czytelnik naprawdę czuje, jak trudno było dojść do prawdy w tamtych realiach.

Jeśli ktoś szuka dynamicznego, „filmowego” true crime, może poczuć niedosyt. Ale jeśli lubicie książki, które pokazują prawdziwe śledztwo od środka i pozwalają poczuć klimat tamtych lat, Wampir z Osielska zdecydowanie jest wart uwagi.

To bardziej zapis drogi do prawdy niż opowieść o samej zbrodni i właśnie w tym tkwi siła tej książki.

Link do opinii
Avatar użytkownika - brunetkabooksrec
brunetkabooksrec
Przeczytane:2026-04-09, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,


Kiedy pierwszy raz usłyszałam tytuł „Wampir z Osielska”, pomyślałam: kolejna sensacja? A potem otworzyłam książkę i… ciarki. To nie jest zwykły kryminał. To prawdziwa historia, która wydarzyła się tuż obok. Klimat? Mroczny, gęsty i niepokojący – jak mgła nad osiedlem po zmroku 🌫️

Krzysztof Drozdowski (dziennikarz śledczy) zabiera nas w podróż do małej miejscowości pod Bydgoszczą, gdzie zwykli ludzie nagle odkrywają, że pośród nich żył ktoś, kto nie cofnął się przed niczym. Fabuła toczy się powoli, ale celowo – autor nie gra na sensacji, tylko na faktach. I to działa 💀

Najmocniejszy punkt? Bohaterowie. Nie chodzi tu o „wampira” sensu stricte, ale o to, jak zwyczajność może sąsiadować z potwornością. Czytając, czułam niedowierzanie, potem złość, a w końcu smutek. Emocje są autentyczne, bo to nie fikcja – to czyjeś życie, strach i tragedia 😟

Tempo akcji jest nieregularne – momentami reporterskie detale zwalniają narrację, ale to potrzebny oddech. Styl autora to suchy, precyzyjny dziennikarski język, który nie ucieka w epatowanie krwią. Dzięki temu historia wbija w fotel bardziej niż niejedna powieść grozy ✍️

Dla kogo? Dla fanów reportaży, dla osób, które lubią true crime po polsku, i dla tych, którzy chcą zrozumieć, jak blisko może być zło. Nie dla osób szukających szybkiej akcji i wymyślonych wampirów 🧛‍♂️

Moja ocena: 8/10 🌟

BRUNETTE BOOKS

Link do opinii
Avatar użytkownika - Poczytajzemna
Poczytajzemna
Przeczytane:2026-03-29, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,

Są takie sprawy kryminalne, które mimo upływu lat wciąż budzą dreszcz i ogromną ciekawość. Jedną z nich jest historia nazywana przez media „Wampirem z Osielska”. Dlatego kiedy zobaczyłam zapowiedź książki
o tym tytule, autorstwa Krzysztofa Drzydowskiego, wiedziałam, że nie mogę przejść obok niej obojętnie.

Gdy po raz pierwszy ujrzałam głównego bohateta tej książki, który doskonale wiemy, że został schwytany, od razu zaczęłam się zastanawiać, jak w połowie lat sześćdziesiątych śledczy próbowali dojść do prawdy i jak im się to udało. Przecież nie było wtedy nowoczesnych technik kryminalistycznych, badań DNA czy komputerowych baz danych. A jednak ktoś musiał krok po kroku poskładać wszystkie elementy tej układanki. Jak odnaleziono trop? Jak wpadł w ręce milicji człowiek, który wzbudzał wśród mieszkańców tak ogromny strach? I jak wyglądały jego przesłuchania, co mówił, jak się tłumaczył...

Drozdowski, to autor, którego bardzo cenię za dokładność i ogrom pracy wkładany w przygotowanie materiałów. Już sama okładka przyciąga wzrok i zapowiada historię mroczną, ciężką i prawdziwą. A opis tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że czeka mnie lektura, która pozwoli zajrzeć głęboko w kulisy jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych tamtych lat.

Książka przenosi nas do Bydgoszczy z połowy lat sześćdziesiątych. To właśnie wtedy w lesie na obrzeżach jednego z osiedli odnaleziono ciało kobiety. Początkowo nikt nie przypuszczał, że to dopiero początek wydarzeń, które na długie miesiące sparaliżują miasto strachem. Gdy kilka miesięcy później dochodzi do kolejnej zbrodni, wśród mieszkańców zaczyna krążyć jedno słowo „wampir”. I od tego momentu zaczyna się prawdziwe polowanie na sprawcę.

Najbardziej fascynujące w tej książce jest to, jak dokładnie pokazany został przebieg śledztwa. Autor sięgnął do ogromnej liczby materiałów, protokołów, relacji świadków, dokumentów i zapisów z dochodzenia. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie, jakby siedział tuż obok śledczych i razem z nimi próbował odtworzyć każdy szczegół tej sprawy.

Czytając, wielokrotnie zastanawiałam się jak łatwo w takim śledztwie było pójść w złą stronę? Ile tropów okazywało się ślepymi uliczkami? I jak ogromną presję musieli czuć milicjanci, gdy całe miasto żyło strachem, a kobiety zaczęły obawiać się samotnych spacerów.

Bardzo ciekawym wątkiem jest także postać tajemniczego „Bogacza”, mężczyzny, który w lokalach ostentacyjnie pokazywał pliki pieniędzy. Czy był tylko dziwnym ekscentrykiem, czy może kimś, kto miał z tą sprawą więcej wspólnego? Autor prowadzi czytelnika przez te wszystkie wątpliwości i hipotezy, budując napięcie niemal jak w powieści kryminalnej, choć przecież mamy do czynienia z prawdziwą historią.
Ogromne wrażenie zrobiło na mnie również to, jak szczegółowo pokazano moment zatrzymania podejrzanego oraz późniejsze przesłuchania.

Czytając te fragmenty, miałam wrażenie, jakbym siedziała w pokoju obok i słuchała każdego pytania oraz każdej odpowiedzi. To właśnie te momenty sprawiły, że książkę czytałam z ogromnym skupieniem z jednej strony z ciekawością, a z drugiej z ciężarem świadomości, że opisane wydarzenia naprawdę się wydarzyły.

Na uwagę zasługuje także bogactwo materiałów, które autor umieścił w książce. Mapy, zdjęcia, dokumenty, detale z miejsca zdarzeń, wszystko to pozwala jeszcze lepiej zrozumieć, jak wyglądało to śledztwo i jak krok po kroku dochodzono do prawdy. Dzięki temu czułam się tak, jakbym sama brała udział w tej sprawie i razem z milicją próbowała odnaleźć sprawcę.

Podczas lektury towarzyszyło mi wiele emocji. Ciekawość, napięcie, momentami nawet niedowierzanie, że w tamtych realiach, bez współczesnych technologii, można było tak skrupulatnie prowadzić dochodzenie.

Najbardziej spodobało mi się właśnie to reporterskie podejście autora, do przedstawienia nam tej sprawy. Było rzetelne, dokładne i bardzo szczegółowe. Nie ma tu taniej sensacji, jest natomiast ogrom pracy i szacunku do faktów. Dzięki temu książka nie jest tylko opowieścią o zbrodni, ale także niezwykle interesującym obrazem pracy śledczych w realiach PRL.

Jeśli lubicie książki z gatunku true crime, które pokazują prawdziwe historie bez upiększania i sensacyjnego koloryzowania, to zdecydowanie warto sięgnąć po "Wampira z Osielska". To lektura, która przede wszystkim pozwala zrozumieć, jak wyglądała jedna z najbardziej zapamiętanych spraw kryminalnych tamtych lat.

Link do opinii

 

Są reportaże true crime, które czyta się jak dobrze skonstruowany kryminał - z napięciem, ciekawością i pewnym dystansem. „Wampir z Osielska” Krzysztofa Drozdowskiego nie daje tego komfortu. To książka, która zamiast wciągać - raczej ściąga w dół...W ciężar historii, w realność zbrodni, w poczucie, że nie obcuję z narracją, tylko z czymś, co naprawdę się wydarzyło i zostawiło po sobie ślady.

 

Twórca pisze w sposób oszczędny, niemal reportersko „suchy”, ale to właśnie ta powściągliwość działa najmocniej. Nie ma tu miejsca na dramatyzowanie, gdyż dramat jest już w samych faktach. Autor układa materiał metodycznie: protokoły, zeznania, kontekst epoki. Dzięki temu zaczęłam lepiej rozumieć nie tylko przebieg śledztwa, ale też jego ograniczenia - PRL-owską bezradność wobec zła, które nie daje się łatwo nazwać ani zamknąć w prostym schemacie.

 

Ogromną rolę w tej publikacji odgrywają fotografie. To element, który wyraźnie odróżnia tę książkę od wielu innych reportaży. Zdjęcia nie są tu dodatkiem - one ingerują w odbiór. Zmuszają do konfrontacji. Pokazują miejsca, ludzi, czasem detale, które trudno „odzobaczyć”. I choć wzmacniają autentyczność narracji, to jednocześnie potrafią wytrącić z rytmu czytania. Niektóre z nich są na tyle dosłowne, że przekraczają granicę komfortu i czytelnik musi świadomie zdecydować, czy chce na nie patrzeć.

 

To właśnie w tym miejscu książka staje się doświadczeniem bardziej niż lekturą.

 

Miałam momenty, w których musiałam ją odłożyć - nie dlatego, że była źle napisana, wręcz przeciwnie. Dlatego, że była zbyt konsekwentna w swojej uczciwości. Nie pozwala uciec w fikcję ani w bezpieczny dystans. Zostawiła mnie z pytaniami, które nie mają prostych odpowiedzi: o źródła przemocy, o rolę przypadku, o granice odpowiedzialności systemu i jednostki.

 

„Wampir z Osielska” to książka wymagająca - emocjonalnie i poznawczo. Nie daje satysfakcji w klasycznym sensie. Ale zostawia coś znacznie trwalszego: niepokój, który nie znika wraz z ostatnią stroną.

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - MarzenaCzytelnic
MarzenaCzytelnic
Przeczytane:2026-05-01, Ocena: 5, Przeczytałam,

,,Wampir z Osielska" Krzysztofa Drozdowskiego, to było pierwsza tego typu książka, po którą sięgnęłam z cyklu true crime. Dziękuję autorowi za egzemplarz do recenzji.
Będąc nastolatką ciągnęło mnie do programów typy 997, wiadomo zakazane kusi, potem do zwykłych kryminałów czy thrillerów.
Rozpoczynając lekturę, pomyślałam sobie co ja robię, czytam jakieś akta, dokumenty, zeznania, oglądam drastyczne zdjęcia jakiegoś psychopaty. Po co ? W końcu zbrodnia oczywista to i kara zasłużona. To dla mnie zawsze było jasne i zero-jedynkowe. Ale wiadomo życie już nie jest tylko czarno-białe. Mam taką naturę, że gdy biorę się za coś to kończę, dlatego nie zniechęcam się i czytam dalej. W mojej rodzimej Bydgoszczy w połowie lat sześćdziesiątych na obrzeżach Osielska znaleziono kobiece zwłoki. Śledztwo rusza, ale za kilka miesięcy kolejna kobieta zostaje zamordowana. W mieście pojawia się szemranie ,, Wampir", a na kobiety pada blady strach . Po nitce do kłębka i znajduje się sprawca, dość zwykły i niepozorny, szary, wycofany niejaki Stefan Rachubiński.
Intrygowało mnie miejsce zbrodni, bo w latach dziewięćdziesiątych tamtymi zakamarkami chodziłam do swej, pierwszej pracy, dlatego wyobraźnia mi tutaj zadziałała od razu, co musiały odczuwać kobiety idące tymi okolicami do pracy, tym bardziej iż za wielu środków lokomocji tam nie było. Jak sobie o tym myślę, to mam gęsią skórkę. Czytając te wnikliwie, rozebrane na czynniki pierwsze prawdziwe akta zbrodni z tamtych lat, dosłownie skupiam się na tym oprawcy jako na człowieku. Zadaję sobie pytania, czy został sprawiedliwie osądzony, czy dobrze, że była wtedy kara śmierci. Miałam istny mętlik w głowie i nawet momentami zaczęłam współczuć oprawcy. Zwłaszcza, pomyślałam o jego żonie, dzieciach, nawet rodzicach. Jakie on listy pisał, to byłam w szoku. Z jaką czułością i troską o zdrowie wszystkich domowników się zwracał w każdym napisanym liście, a mógł wysyłać jeden na dwa tygodnie. Nie do wiary jak może głowa mieć takie dwa bieguny, zwyrodnialca i zarazem czułego ojca dzieciom. Wielki szacunek dla autora, który od razu widać, nie trzeba o Nim czytać, jest historykiem, dokładnym badaczem i wnikliwie opisuje zdarzenia.
Nie ma tu fabuły tylko suche, rzetelne fakty, prawdziwe zdjęcia i dokładna lub mniej praca milicji, ułomność systemu i czasem zwykła nieudolność ludzi.
Ta książka była ciekawym doświadczeniem jako czytelnika i nawet pokuszę się o odwiedzenie kiedyś grobu mordercy z ciekawości, co tez uczynił autor. To także dla mnie wyjście swego rodzaju ze strefy własnego komfortu. Polecam warto przeczytać i mieć swoje zdanie.

Link do opinii
Avatar użytkownika - zapiskimola
zapiskimola
Przeczytane:2026-04-29, Ocena: 5, Przeczytałem,

"Wampir z Osielska" - Krzysztof Drozdowski 

 

4,5/5 ?

 

"Seryjni zabójcy sek*ualni odzwierciedlają szczególnie przerażający rodzaj przestępców, których motywację stanowią głównie perwersyjne potrzeby cielesne."

 

Czasem trzeba przedrzeć się przez mroki zła, by ujrzeć światło prawdy..

 

Są autorzy, przy których wiem, że się nie zawiodę. Biorę kolejną ich książkę w dłonie i wręcz czuję, jak prąd podekscytowania przechodzi od kartek papieru, aż po moje palce..

 

I takim autorem jest dla mnie między innymi właśnie @drozdowski_historycznie.

 

Chyba pierwszy raz miałam przyjemność przeczytać reportaż true crime i.. z pewnością nie było to moje ostatnie spotkanie z tym gatunkiem.

 

Bydgoszcz, połowa lat sześćdziesiątych. W lesie zostają znalezione zwłoki kobiety. Nie wiadomo kto i co, ale zasiewa to ziarno strachu w mieszkańcach..

 

A potem.. jest kolejna ofiara. Zaczyna się panika, ludzie nie czują się bezpiecznie, a służby.. sobie nie radzą.

 

300 stron czystego zainteresowania - dokładnie tak bym opisała tę książkę. Nie nudziłam się ani przez pół strony, a wręcz moja ciekawość rosła z każdą kolejną przewracaną kartką.

 

A po skończeniu miałam w głowie tylko jedną myśl - ilu takich "wampirów" mijamy w życiu, nie wiedząc, że odebrali komuś coś najcenniejszego, czyli życie. Ilu takich łazi po ziemi, jak gdyby nigdy nic..

 

Straszne..

 

I nie jestem w stanie pojąć.. jak taki człowiek może jednocześnie być kochającym mężem i ojcem.. i zabijać z zimną krwią. Jak? 

 

Chyba nigdy tego nie zrozumiem.. 

 

Ale taki właśnie był Stefan Rachubiński - z pozoru kochający ojciec i mąż, a jednak.. z*mordował dwie kobiety i to w brutalny sposób. 

 

"Według żony i osób go znających był dobrym mężem i troskliwym ojcem. Na każde święto oraz w dniu wypłaty kupował dzieciom cukierki i dbał o ich staranne ubranie."

 

Autor nie koloryzuje. Przedstawia fakty, ubarwiając je fotografiami, które znalazł w aktach sprawy. I to właśnie te fotografie sprawiły, że odczułam to wszystko wszystko dwa razy mocniej, bo nie mogłam sobie wmówić, że to się nie wydarzyło naprawdę.

 

Klimat też robi tutaj ogromną robotę. Jest wręcz duszno od emocji, które wspinają się po karku czytelnika. Od początku czułam niepokój, który udzielał mi się od mieszkańców i z każdą kolejną stroną tylko narastał. 

 

Zeznania świadków za to sprawiły, że poczułam się poniekąd częścią ich społeczności. Ten strach, który od nich bił, poczucie niesprawiedliwości.. to wszystko mi się udzielało.

 

Ten reportaż wbił się we mnie z całą mocą. Sprawił, że poczułam emocje, których nie spodziewałam się poczuć, że nie chciałam odłożyć książki nawet na moment.

 

I myślę, że nawet ktoś, kto nigdy nie zaczytywał się w true crime, tak jak ja.. to po tej lekturze zmieni nastawienie. Ja sama z pewnością teraz częściej będę sięgać po ten gatunek. 

 

@drozdowski_historycznie - jak zwykle mnie nie zawiodłeś! Czekam na kolejne książki spod twojej ręki ?

 

"Po 1960 roku, w Bydgoszczy nie stosowano już kar śmierci, Stefan Rachubiński trafił do centralnego Więzienia w Poznaniu. 30 czerwca 1969 roku Sąd Wojewódzki w Bydgoszczy doprowadził do realizacji jego kary przez powieszenie."

 

Współpraca reklamowa z @drozdowski_historycznie

Link do opinii
Avatar użytkownika - zaczytana__m
zaczytana__m
Przeczytane:2026-04-15, Ocena: 4, Przeczytałem,

W połowie lat 60. ubiegłego wieku w Bydgoszczy panował intensywny rozwój przemysłowy. Był to okres niewielkich zmian dla mieszańców, a także czas, w którym doszło do makabrycznych zbrodni na terenie miasta.    

 

Pewnego dnia, na obrzeżach osiedla, przypadkiem odkryto zwłoki kobiety, znajdujące się w drastycznym stanie. Nagie, z rozciętym brzuchem... Milicja rozpoczęła śledztwo, które jednak szybko utknęło w miejscu. Nie było śladów, które mogłyby wskazywać bezpośredniego sprawcę. 

 

Kilka miesięcy po tej zbrodni, która zmroziła krew mieszańców Bydgoszczy doszło do kolejnej makabry. Wtedy ludzie zaczęli szeptać między sobą o seryjnym mordercy, którego nazwali Wampirem... 

 

Autor przenosi czytelnika bezpośrednio do czasów PLR-u, ukazując ówczesne realia. Po morderstwach milicja błądziła po omacku, szukała sprawcy, a jednocześnie niewiele mogła zrobić. Nie było takich technologii, jak obecnie. Nie było też wiedzy, która dziś pcha wszystko do przodu - przykładem tego mogą być sprzeczne opinie psychologów, czy psychiatrów. Często pojawiał się ogromny zamęt,  który prowadził do wielu błędów... 

 

,,Wampir z Osielska" to historia, która nie została podkolorowana przez Autora na potrzeby sprzedaży. To rzetelny zbiór faktów i dostępnych informacji, to fragmenty akt sprawy, zdjęcia, oraz opisy przesłuchań świadków, jak i samego Rachubińskiego. 

 

W tym wszystkim najbardziej interesującym aspektem jest postać Stefana Rachubińskiego, polskiego ,,rozpruwacza" o dwóch twarzach. Czytając zamieszczone w książce listy, które pisał do swojej żony, widzimy mężczyznę pogubionego, nie bardzo ogarniającego życie, a jednocześnie kochającego rodzinę, w szczególności swoje dzieci...

 

Historia Wampira z Osielska pokazuje, że czasami najgorsze potwory kryją się za łagodną maską... 

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - ktomzynska
ktomzynska
Przeczytane:2026-03-31, Ocena: 4, Przeczytałam,

Lubisz true crime? Interesujesz się zbrodniami sprzed lat? 

 

,,Wampir z Osielska" Krzysztofa Drozdowskiego to książka, która od pierwszych stron nie tyle wciąga, co... przygniata. I mówię to jako ktoś, kto sięga po true crime świadomie i wie, że to nie jest gatunek ,,na poprawę humoru". Tutaj nie ma miejsca na romantyzowanie zbrodni, na błyskotliwe zwroty akcji czy detektywa-geniusza, który w jednej scenie łączy fakty. Jest za to ciężar - lat 60., systemu, ograniczeń i ludzkiej bezradności.

 

Już na wstępie muszę przyznać, że mam do tej książki bardzo mieszane uczucia. True crime zawsze balansuje na cienkiej granicy - między dokumentem a naruszeniem prywatności. Kwestie etyczne bardzo często budzą wątpliwości i tutaj momentami miałam wątpliwości, czy ta granica nie została przekroczona. A wszystko przez formę książki, która z całą pewnością nie będzie dla każdego. 

 

Bowiem momentami miałam poczucie, że autor bardziej cytuje niż opowiada. Jakbym przeglądała akta, a nie czytała narrację. Dla jednych to będzie ogromna wartość - autentyczność, brak upiększeń, surowy zapis wydarzeń. Dla innych... bariera nie do przeskoczenia. 

 

Czy dowiedziałam się o sprawie czegoś nowego? Zupełnie nie. Jedynie plusem jest fakt, że cytowanie akt sprawiło, że mogłam poczuć klimat tamtych lat. Czytając, miałam wrażenie, że uczestniczę nie w historii, a w procesie. Powolnym, momentami frustrującym, pełnym ślepych zaułków. Śledztwo, które poznajemy nie było pokazem skuteczności, ale raczej zapisem walki z niewiedzą. I to właśnie chyba ten element zrobił na mnie największe wrażenie - świadomość, jak bardzo dzisiejsza kryminalistyka różni się od tej sprzed dekad. Tam nie było technologii, były domysły, presja i ogromna odpowiedzialność.

 

I muszę przyznać, że mimo tych wszystkich zastrzeżeń, nie mogłam się od niej oderwać. Bo jest w niej coś hipnotyzującego. Może to świadomość, że to wydarzyło się naprawdę. A może to ta niewygodna prawda, że zło nie zawsze ma spektakularną formę - czasem jest chaotyczne, niezrozumiałe i przerażająco ludzkie.

 

Ocena 6/10 - ,,Wampir z Osielska" jest książką, którą albo się polubi, albo znienawidzi. Jednak sądzę, że osoby które kompletnie nie znają sprawy Stefana Rachubińskiego mogą być usatysfakcjonowane z lektury. 

Link do opinii

Książka, która szokuje i wprawia w osłupienie. Książka, która sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad ludzką naturą. A przede wszystkim jest to książka, która pokazuje do jakiego bestialstwa jest w stanie posunąć się człowiek, który chce zaspokoić własne potrzeby. ,,Wampir z Osielska" to nie jest książka dla wrażliwych.

 

Najbardziej w tej historii dotyka to, że wydarzenia te miały miejsce naprawdę. Łatwo przekonałam się, że dobra kryminalna historia nie potrzebuje ,,fajerwerków". Wystarczy dobry reaserch, oddanie klimatu epoki, aby lektura zapadła w pamięci. Ta historia to nie jest tylko opowieść o zbrodni to książka, w której zauważymy bezradność, błędy, a także ograniczenia systemu.

 

Od początku zostaje w nas zasiany niepokój. W bydgoskim lesie zostaje znalezione ciało kobiety. To początek historii, która jest pełna chaosu i niedomówień. Genialnie został oddany tutaj klimat PRLu i pracy milicji. W tamtych latach nie było tylu pomocy kryminalistycznych. Ludzie zdawali się na intuicję i zeznania świadków, które niejednokrotnie wprowadzały zamęt. To sprawiało, że przed oblicze sądu nie zawsze trafiali winni dokonanych czynów. Zapewne niejedna osoba została skazana na podstawie poszlak a nie realnych dowodów. To tylko pokazuje, że ludzie działali często po omacku.

 

Sama postać tytułowego ,,Wampira z Osielska" jest przedstawiona w taki sposób, że początkowo zupełnie go nie podejrzewano. Stanisław Rachubiński to człowiek, który miał dom, rodzinę, pracował. Jednak już po zatrzymaniu szokuje nas fakt, co tak naprawdę działo się w jego głowie. Człowiek chory, o zapędach sadystycznych i ekshibicjonizmu.

 

Największa zaletą tej książki jest przytaczanie realnych zeznań, wyroków, uzasadnień. Autor cytując słowa z akt dodaje książce wiarygodności. Styl jest dość oszczędny, jednak nie brakuje tutaj emocji, które wynikają głównie z sytuacji. Dzięki takiemu przedstawieniu całej historii nie uczestniczymy w niej jako zwykły czytelnika, ale czujemy się jak uczestnik śledztwa.

 

Sam moment rozprawy nie jest dla nas wystarczająco satysfakcjonujący. Mimo iż wyrok był surowy i sprawa została zamknięta to kłębi się w nas tysiąc pytań. Refleksja nad ludzką naturą, bestialstwem i poczynaniami człowieka zostaje z nami długo po lekturze. W tej książce nie dostajemy jednoznacznych odpowiedzi, sami je znajdujemy i interpretujemy po swojemu i to jest duża zaletą tej książki.

 

Chciałabym wspomnieć jeszcze o jednym aspekcie. Fajnie by było jeśli na okładce byłoby oznaczenie, że książka zawiera drastyczne zdjęcia z miejsca zbrodni, czy też zamordowanych kobiet.

 

Reasumując, ,,Wampir z Osielska" to lektura wymagająca. To książka skupiająca się na faktach, a nie sensacjach. Jest to lektura dla osób o mocnych nerwach. Niepokojąca historia pokazująca jak rodzi się zło i jak ciężko jest je zrozumieć. Świetna pozycja dla osób true crime ceniących psychologiczną głębię w książkach. Bardzo serdecznie polecam!

 

IG: libresunn

Link do opinii
Inne książki autora
Polskie tajemnice II wojny światowej
Krzysztof Drozdowski0
Okładka ksiązki - Polskie tajemnice II wojny światowej

CZY POLSKIE CZOŁGI MOGŁY POWSTRZYMAĆ BLITZKRIEG? CO TAK NAPRAWDĘ WYDARZYŁO SIĘ W GIBRALTARZE? PIERWSZA OFIARA WOJNY - WIELUŃ CZY WESTERPLATTE? JAKI...

Sowieckie tajemnice II wojny światowej
Krzysztof Drozdowski0
Okładka ksiązki - Sowieckie tajemnice II wojny światowej

JAK ROZWIJAŁA SIĘ PRZYJAŹŃ REICHSWEHRY I ARMII CZERWONEJ? KTO BYŁ PIERWOWZOREM HANSA KLOSSA? CZY W OBLĘŻONYM LENINGRADZIE JEDZONO LUDZI? CO SKRYWAŁ...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Reklamy