Czasem trzeba przedrzeć się przez mroki zła, by ujrzeć światło prawdy.
Bydgoszcz, połowa lat 60. W lesie na obrzeżach jednego z osiedli zostają znalezione zwłoki kobiety. Śledczy ruszają w teren, lecz im więcej pytań zadają, tym wyraźniej czują, że błądzą pozbawieni technik, które dziś wydają się oczywiste. Gdy dziewięć miesięcy później ginie kolejna kobieta, miasto zaczyna żyć jednym słowem: ,,Wampir".
Rozpoczyna się nerwowe polowanie na sprawcę. Pojawiają się mylne tropy, sensacyjne zeznania i podejrzany, który zdaje się idealnie pasować do profilu mordercy. W tle krąży postać ,,Bogacza" -- mężczyzny epatującego w lokalach plikiem banknotów, jakby szukał ofiary lub próbował coś udowodnić. Każdy dzień bez przełomu podsyca strach, szczególnie wśród kobiet. ,,Wampir z Osielska" to nie tylko historia zbrodni, lecz także obraz realiów śledztwa w PRL: presji, błędów i mozolnego zbierania okruchów prawdy z protokołów, wizji lokalnych oraz relacji świadków. Finał rozgrywa się na sali sądowej: proces, wyrok i zamknięcie sprawy, która na lata zapisała się w pamięci regionu.
To książka dla czytelników szukających w true crime nie sensacji, lecz odpowiedzi: jak rodzi się zło i w jaki sposób państwo próbuje je uchwycić nawet wtedy, gdy wciąż brakuje pewników.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-03-25
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 304
Są reportaże true crime, które czyta się jak dobrze skonstruowany kryminał - z napięciem, ciekawością i pewnym dystansem. „Wampir z Osielska” Krzysztofa Drozdowskiego nie daje tego komfortu. To książka, która zamiast wciągać - raczej ściąga w dół...W ciężar historii, w realność zbrodni, w poczucie, że nie obcuję z narracją, tylko z czymś, co naprawdę się wydarzyło i zostawiło po sobie ślady.
Twórca pisze w sposób oszczędny, niemal reportersko „suchy”, ale to właśnie ta powściągliwość działa najmocniej. Nie ma tu miejsca na dramatyzowanie, gdyż dramat jest już w samych faktach. Autor układa materiał metodycznie: protokoły, zeznania, kontekst epoki. Dzięki temu zaczęłam lepiej rozumieć nie tylko przebieg śledztwa, ale też jego ograniczenia - PRL-owską bezradność wobec zła, które nie daje się łatwo nazwać ani zamknąć w prostym schemacie.
Ogromną rolę w tej publikacji odgrywają fotografie. To element, który wyraźnie odróżnia tę książkę od wielu innych reportaży. Zdjęcia nie są tu dodatkiem - one ingerują w odbiór. Zmuszają do konfrontacji. Pokazują miejsca, ludzi, czasem detale, które trudno „odzobaczyć”. I choć wzmacniają autentyczność narracji, to jednocześnie potrafią wytrącić z rytmu czytania. Niektóre z nich są na tyle dosłowne, że przekraczają granicę komfortu i czytelnik musi świadomie zdecydować, czy chce na nie patrzeć.
To właśnie w tym miejscu książka staje się doświadczeniem bardziej niż lekturą.
Miałam momenty, w których musiałam ją odłożyć - nie dlatego, że była źle napisana, wręcz przeciwnie. Dlatego, że była zbyt konsekwentna w swojej uczciwości. Nie pozwala uciec w fikcję ani w bezpieczny dystans. Zostawiła mnie z pytaniami, które nie mają prostych odpowiedzi: o źródła przemocy, o rolę przypadku, o granice odpowiedzialności systemu i jednostki.
„Wampir z Osielska” to książka wymagająca - emocjonalnie i poznawczo. Nie daje satysfakcji w klasycznym sensie. Ale zostawia coś znacznie trwalszego: niepokój, który nie znika wraz z ostatnią stroną.
Lubisz true crime? Interesujesz się zbrodniami sprzed lat?
,,Wampir z Osielska" Krzysztofa Drozdowskiego to książka, która od pierwszych stron nie tyle wciąga, co... przygniata. I mówię to jako ktoś, kto sięga po true crime świadomie i wie, że to nie jest gatunek ,,na poprawę humoru". Tutaj nie ma miejsca na romantyzowanie zbrodni, na błyskotliwe zwroty akcji czy detektywa-geniusza, który w jednej scenie łączy fakty. Jest za to ciężar - lat 60., systemu, ograniczeń i ludzkiej bezradności.
Już na wstępie muszę przyznać, że mam do tej książki bardzo mieszane uczucia. True crime zawsze balansuje na cienkiej granicy - między dokumentem a naruszeniem prywatności. Kwestie etyczne bardzo często budzą wątpliwości i tutaj momentami miałam wątpliwości, czy ta granica nie została przekroczona. A wszystko przez formę książki, która z całą pewnością nie będzie dla każdego.
Bowiem momentami miałam poczucie, że autor bardziej cytuje niż opowiada. Jakbym przeglądała akta, a nie czytała narrację. Dla jednych to będzie ogromna wartość - autentyczność, brak upiększeń, surowy zapis wydarzeń. Dla innych... bariera nie do przeskoczenia.
Czy dowiedziałam się o sprawie czegoś nowego? Zupełnie nie. Jedynie plusem jest fakt, że cytowanie akt sprawiło, że mogłam poczuć klimat tamtych lat. Czytając, miałam wrażenie, że uczestniczę nie w historii, a w procesie. Powolnym, momentami frustrującym, pełnym ślepych zaułków. Śledztwo, które poznajemy nie było pokazem skuteczności, ale raczej zapisem walki z niewiedzą. I to właśnie chyba ten element zrobił na mnie największe wrażenie - świadomość, jak bardzo dzisiejsza kryminalistyka różni się od tej sprzed dekad. Tam nie było technologii, były domysły, presja i ogromna odpowiedzialność.
I muszę przyznać, że mimo tych wszystkich zastrzeżeń, nie mogłam się od niej oderwać. Bo jest w niej coś hipnotyzującego. Może to świadomość, że to wydarzyło się naprawdę. A może to ta niewygodna prawda, że zło nie zawsze ma spektakularną formę - czasem jest chaotyczne, niezrozumiałe i przerażająco ludzkie.
Ocena 6/10 - ,,Wampir z Osielska" jest książką, którą albo się polubi, albo znienawidzi. Jednak sądzę, że osoby które kompletnie nie znają sprawy Stefana Rachubińskiego mogą być usatysfakcjonowane z lektury.
Dolina Śmierci w Fordonie, dzielnicy Bydgoszczy, kryje wiele tajemnic. Pomimo upływu 73 lat od zakończenia II wojny światowej nie znamy nazwisk wszystkich...
Wacław Kostek-Biernacki był postacią, która wymyka się prostym ocenom. Rewolucjonista PPS i bojowiec Organizacji Bojowej, uczestnik zamachów i akcji zbrojnych...
Przeczytane:2026-03-29, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
(czytaj dalej)