Lektura książki Krzysztofa Drozdowskiego to doświadczenie, które zostawia czytelnika z poczuciem głębokiego niepokoju, ale i dziwnej fascynacji nad tym, jak blisko nas może egzystować czyste zło. Autor od pierwszych stron rzuca nas w duszne realia Bydgoszczy lat 60., kreśląc portret Stefana Rachubińskiego nie jako demonicznego złoczyńcę z filmu, ale jako przerażająco zwyczajnego człowieka. To właśnie ta "zwyczajność" kowala, ojca czworga dzieci i przykładnego męża, uderza najmocniej. Drozdowski z ogromną precyzją rekonstruuje śledztwo, które w tamtych czasach - pozbawionych przecież testów DNA czy cyfrowych baz danych - opierało się na żmudnej, niemal fizycznej pracy milicjantów, deptaniu po piętach i składaniu okruchów informacji w całość.
Pod względem stylistycznym mamy tu do czynienia z autorem, który świadomie wycofuje się na drugi plan, by oddać głos dokumentom. To podejście sprawia, że książka pulsuje surową autentycznością. Nie znajdziemy tu literackich upiększeń, lecz niemal kliniczny zapis wydarzeń. Drozdowski zaryzykował, budując narrację na ogromnych blokach tekstów źródłowych - od protokołów z oględzin po intymne listy mordercy do żony. Ta metoda tworzy niesamowity kontrast: z jednej strony czytamy czułe słowa ojca tęskniącego za domem, a z drugiej strony stajemy twarzą w twarz z beznamiętnymi opisami potworności, jakich dopuszczał się na swoich ofiarach. Ta dwoistość ludzkiej natury jest w tej książce wręcz namacalna i to ona stanowi o jej największej sile.
Niestety, ta sama rzetelność dokumentalna bywa obosiecznym mieczem. Momentami miałam wrażenie, że materiał źródłowy dominuje nad samą opowieścią, co może sprawić, że mniej cierpliwy czytelnik poczuje się przytłoczony natłokiem biurokratycznych sformułowań czy powtórzeń wynikających z akt. Do tego dochodzi warstwa etyczna, która budzi moje mieszane uczucia - publikacja drastycznych, nieocenzurowanych zdjęć ofiar to krok bardzo odważny, dla niektórych zapewne przekraczający granice dobrego smaku i szacunku do zmarłych. Autor momentami potyka się też o terminologię prawniczą, co wprawne oko wychwyci jako drobne niedociągnięcia warsztatowe, ale w ogólnym rozrachunku nie odbiera to publikacji jej merytorycznej wartości jako rzetelnego zapisu tamtej epoki.
Moja subiektywna opinia jest taka, że Drozdowski stworzył pozycję obowiązkową dla fanów rasowego true crime, którzy szukają prawdy bez filtra. To nie jest lektura "do poduszki" - obrazy wykreowane przez opisy i archiwalne fotografie zostają pod powiekami długo po zamknięciu książki. Autor nie próbuje nas bawić, on nas konfrontuje z mrokiem, który niegdyś paraliżował strachem cały region. Choć balans między dokumentacją a autorskim komentarzem mógłby być nieco lepiej wyważony, to „Wampir z Osielska” pozostaje jedną z najbardziej sugestywnych lekcji historii kryminalnej, jakie ostatnio czytałam.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-03-25
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 304
Dodał/a opinię:
auraliteracka
Jakie państwa zdecydowały się opowiedzieć po stronie III Rzeszy? Czy przywódcy stający u boku Adolfa Hitlera byli jedynie marionetkami Berlina? Jak...
Opisanie wszystkich zbrodni dokonanych przez Armię Czerwoną na Polakach w latach 1920-1945 niestety nie jest możliwe. Prawdę skrywają moskiewskie archiwa...