Sięgając po „Z dziennika matki wariatki”, miałam z tyłu głowy pewną dozę sceptycyzmu, którą często wywołują u mnie publikacje osób znanych głównie z przestrzeni mediów społecznościowych. Szybko jednak przekonałam się, że Lili Antoniak stworzyła coś, co wymyka się sztywnym ramom klasycznego poradnika, serwując nam literacką wersję długiej rozmowy z serdeczną przyjaciółką, która nie boi się mówić prawdy prosto w oczy, nawet gdy ta prawda jest mało „instagramowa”.
Książka urzeka przede wszystkim swoją autentycznością i brakiem zadęcia. Autorka z ogromną odwagą rozlicza się z mitem „matki Polki”, oferując w zamian manifest nowoczesnej kobiety - takiej, która kocha swoje dzieci nad życie, ale równie mocno kocha i szanuje samą siebie. Najmocniej uderza niesamowity balans między humorem a głęboką refleksją. Lili potrafi w jednym akapicie rozbawić nas opisem codziennego chaosu, by za chwilę dotknąć czułych strun związanych z trudnymi relacjami rodzinnymi czy kryzysami małżeńskimi. Ta emocjonalna sinusoida sprawia, że lektura staje się bardzo osobistym doświadczeniem, w którym niemal każda kobieta z pokolenia milenialsów odnajdzie fragmenty własnego życiorysu.
Stylistyka publikacji jest lustrzanym odbiciem energii autorki - dynamiczna, swobodna, pełna bezpośrednich zwrotów do czytelnika i pozbawiona zbędnego dystansu. Nie jest to literatura wysokich lotów w sensie akademickim, ale w swojej kategorii „literatury wspierającej” wypada znakomicie. Język jest potoczny, momentami wręcz dosadny, co tylko potęguje wrażenie szczerości. Dodatkowo, warstwa wizualna - dopracowane zdjęcia i estetyczny skład - sprawia, że obcowanie z tą książką to czysta przyjemność dla oka.
Jeśli miałabym wskazać słabsze strony, to dla osób szukających konkretnej, naukowej wiedzy czy sztywnych struktur merytorycznych, forma „dziennika” może wydać się zbyt luźna. Zadania do wykonania czy testy, choć urozmaicają lekturę, mogą nie trafić do każdego - niektórzy mogą je odebrać jako lekkie rozmycie głównego przekazu, choć dla innych będą właśnie tym elementem, który pozwala na chwilę zatrzymania i autoanalizy.
Subiektywnie uważam, że największą wartością tej książki jest „udzielenie zgody”. Zgody na to, by być niedoskonałą, by stawiać granice i by odrzucić ciężar cudzych oczekiwań. To lektura, która zamiast pouczać, po prostu przytula i mówi: „Ej, jesteś spoko starą, odpuść sobie trochę”.
To pozycja obowiązkowa nie tylko dla mam, ale dla każdej kobiety, która czuje, że w pogoni za rolami życiowymi zgubiła gdzieś samą siebie. Lili Antoniak udowodniła, że pod płaszczem internetowej satyry kryje się bardzo świadoma, dojrzała i wrażliwa obserwatorka rzeczywistości.
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 2026-04-22
Kategoria: Inne
ISBN:
Liczba stron: 272
Dodał/a opinię:
auraliteracka