Czasem największą walkę toczymy w ciszy... wtedy, gdy nikt nie widzi, jak bardzo boli, a my sami nie mamy już siły udawać, że wszystko jest w porządku. Ile czasu potrzeba, żeby znów poczuć coś więcej niż tylko pustkę? Czy da się wrócić do życia, kiedy serce zostało gdzieś daleko, przy kimś, kogo już nie ma? To nie są łatwe pytania, a właśnie tak zaczyna się historia Sandry w książce „Zakochaj mnie” Agnieszki Olejnik. Poznamy kobietę, która nie szuka już szczęścia, bo wydaje jej się, że raz na zawsze je straciła. Sandra po stracie najbliższej osoby nie tyle żyje, co po prostu trwa. Dni zlewają się w jedno, emocje przygasają, a świat przestaje mieć kolory. Do akcji wkracza jej siostra, trochę jak impuls, lub ostatnia deska ratunku z pomysłem, który brzmi szalenie... Wyjazd do Peru. Podróż, która ma naprawić coś, czego naprawić się przecież nie da tak łatwo. Tylko że… nic tu nie idzie zgodnie z planem. Opóźnione loty, zagubiony bagaż gdzieś między Amsterdamem a Limą, zmęczenie, frustracja, niby drobiazgi, a jednak w tej historii mają znaczenie. Bo to właśnie w tych niedoskonałościach zaczyna dziać się coś prawdziwego. Czy to możliwe, że to nie idealna podróż, ale właśnie te wszystkie przeszkody są początkiem zmiany? Czy Sandra rzeczywiście zacznie na nowo czuć, czy tylko nauczy się lepiej udawać? Najbardziej uderzyło mnie w tej książce to, jak bardzo jest o relacjach. O siostrzeństwie, które nie zawsze jest łatwe, ale potrafi być najtrwalszym fundamentem. Starsza siostra Sandry nie jest idealna, wręcz momentami mnie irytuje, bo zbyt naciska, wchodzi za bardzo, ale wiadomo, że robi to z miłości. I to się czuje. Ta relacja jest szczera, momentami niewygodna, ale przez to tak prawdziwa. Sandra jako bohaterka… bardzo do mnie trafiła. Nie jest bohaterką, która nagle wstaje i wszystko się zmienia. Ona się zmaga. Czasem się cofa. Czasem milczy, kiedy powinna krzyczeć. I właśnie dlatego jej droga ma sens. Bo nie jest łatwa ani szybka. Czytelnik naprawdę idzie z nią krok w krok, przez jej ból, przez tęsknotę, przez momenty, kiedy pojawia się coś na kształt nadziei… i od razu strach, żeby znów jej nie stracić. Nie sposób nie wspomnieć o tle tej historii. Peru nie jest tu tylko ładnym dodatkiem. To miejsce, które oddycha razem z bohaterką. Machu Picchu, krajobrazy, inna kultura, to wszystko tworzy przestrzeń, w której coś w Sandrze zaczyna się powoli otwierać. I pojawia się też uczucie… ale bardzo subtelne, nienachalne. Nie dominuje, nie przykrywa tego, co najważniejsze. Raczej delikatnie przypomina, że serce, nawet poranione, nadal potrafi coś poczuć. Podczas czytania czułam naprawdę dużo. Smutek, który momentami przygniatał. Złość na los, na niesprawiedliwość. Ale też ciepło. Takie ciche, spokojne, które pojawia się znienacka. I chyba właśnie to jest największa siła tej książki, bo ona nie udaje, że wszystko będzie dobrze od razu. Ale daje nadzieję, że "kiedyś” jest możliwe. Najbardziej spodobało mi się to, jak autorka pokazała proces wracania Sandry do życia. Bez pośpiechu, bez sztucznego optymizmu. Za to z ogromną uważnością pokazała przemianę jej emocji. To książka, która nie tylko opowiada historię, ona również pozwala ją poczuć. Jeśli lubisz powieści, które dotykają czegoś w nas głębiej, które zostają z Tobą na dłużej to „Zakochaj mnie” zdecydowanie jest dla Ciebie. To nie jest tylko historia o podróży do Peru. To jest historia o tym, jak odnaleźć siebie, kiedy wydaje się, że już nic nie zostało. Jak myślisz, czy naprawdę trzeba wyjechać na drugi koniec świata, żeby znów zacząć żyć… czy wystarczy odważyć się zrobić pierwszy krok?
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2026-05-06
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 416
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
A gdyby do każdej potrawy dodać szczyptę miłości? Od pewnego pamiętnego poranka nic w życiu Bożydara nie jest takie jak dawniej. Rozstanie z żoną, przeprowadzka...
Ta historia sprawi, że w Twoim sercu zawita wiosna. Anna Ficner-Ogonowska Taka miłość nie zdarza się dwa razy Po raz pierwszy rozmawialiśmy w Nowy Rok...