Muszę przyznać, że skandynawskie kryminały posiadają szczególne miejsce w moim serduchu. Ten chłód krajobrazu, surowość klimatu oraz niepokój, który towarzyszy czytelnikowi już od pierwszej strony są nie do podrobienia 🔥.
To wszystko i o wiele więcej zawierała powieść Viveci Sten "Co skrywa cień".
Drugi tom serii "Morderstwa w Åre" upewnił mnie w tym, że twórczość autorki zasługuje na uznanie. Historia w nim opowiedziana powaliła mnie wprost na łopatki – emocjonalny rollercoaster nie pozwolił mi wprost się od niej oderwać. Walka bohaterów z czasem, ostrym jak brzytwa i mroźnym krajobrazem oraz pragnienie szczerej relacji- to wszystko połączone w jedną, niesamowitą całość całkowicie mnie pochłonęło.
Prowadząc akcję dwutorowo autorka "bawi się" z nami- jednej strony ukazuje żmudną pracę śledczych, drugą zaś pozostawiając ofierze, z perspektywy której poznajemy życie w zamkniętej wspólnocie zwanej "Światłem życia", która po bliższym zapoznaniu nie ma nic wspólnego z tytułowym światłem...
Oba wątki łączą się w kulminacyjnym momencie, wzbudzając w czytelniku mnóstwo skrajnych emocji – od radości do nienawiści, aż po ulgę, że śledztwo zakończyło się tak, a nie inaczej (nie spojlerując 😉).
Zakończenie pozostawiło mi w głowie mętlik oraz uczucie, że nagromadzone podczas lektury emocje tak szybko mnie nie opuszczą...
Muszę przyznać, że to już kolejna książka, w której zostawiłam skrawek swojej duszy 🥺. Mam nadzieję, że wkrótce będzie mi dane wrócić do Åre, by rozkoszować się zarówno pięknym, jak i morderczym krajobrazem. Polecam!
Thomas Andreasson jest policjantem od prawie dwudziestu lat. Od pewnego czasu targają nim coraz większe wątpliwości. Nie jest pewien, czy będzie w stanie...
Zima w Are potrafi być bezlitosna. Śnieg tłumi dźwięki, mróz zaciera ślady, a pod idealnie białą powierzchnią kryją się tajemnice, których nikt nie...