Recenzja książki: Mechaniczna ćma

Recenzuje: Adrianna Michalewska

Mechaniczna ćma to kolejna powieść Joanny Pypłacz, autorki Augusta Nachta i Krzyku Persefony. To także historia wpisująca się w modny ostatnio i często realizowany nurt historii z dreszczykiem i historii z początku XX wieku, których akcja toczy się w Krakowie. Wiele polskich miast mogłoby stanowić doskonałą scenerię dla opowieści grozy, wybór Krakowa jest jednak nieprzypadkowy. Nie dlatego, że tam mieszka i pracuje autorka, ale zapewne dlatego, że to miasto na styku kultur, na pograniczu historii, religii, wierzeń i walki o prymat rozumu nad tajemnicami, które rozum określa metafizyką.

W tej historii nic nie jest jasne i oczywiste, nie ma prostych rozwiązań, nie znajdziemy „puszczania oka" do czytelnika i przyjacielskiego poklepywania po ramieniu, czyli wskazywania przez narratora tego, co jest dobre, a co złe. W Mechanicznej ćmie czytelnik pozostaje sam na sam z tekstem i zagadką, którą przeczuwa, którą musi zdefiniować, w którą musi wejść i stać się jej częścią.

Osią fabuły są tu trzy postaci. Celina, medium, młoda kobieta, potrafiąca odczytywać przekazy spoza świata żywych, opiekunka i podopieczna Róży Dembińskiej, dawnej nauczycielki Celiny. Kolejną jest Anabella, młoda włoska malarka - portrecistka, specjalizująca się w portretach umarłych. Z jej malarstwem wiąże się upiorna tajemnica, która wpływa na decyzje Anabelli. Jest także Leonard Maksymowicz, młody zegarmistrz, utalentowany mistrz mechanicznych zabawek. Pomiędzy tymi osobami zawiązuje się intryga, która ma przynajmniej podwójne dno. Śmierć czai się wszędzie, zło jest powszechne, i choć przybrane w ekskluzywne szaty, nadal pozostaje tym, czym w rzeczywistości jest – przemocą, krzywdą, niepotrzebnym cierpieniem.

Na zabarwione grozą, upiorami i zaświatami wydarzenia nakłada się klisza małej społeczności, zamkniętego społeczeństwa, z wszystkimi jego ograniczeniami i pozornym bezpieczeństwem, które w rzeczywistości okazuje się więzieniem i pełnym grozy odosobnieniem, miejscem, w którym należy się dostosować do narzuconych reguł, bowiem każda odrębność jest niemile widziana, a nawet stanowi zagrożenie dla ustabilizowanego, często naznaczonego zbrodnią i akceptacją dla dewiacji, społeczeństwa.

Na tę dosyć uniwersalną kliszę Pypłacz nakłada nieco metafizyki i rozważań z pogranicza historii sztuki, dorzuca grozę i kryminale zagadki, tworząc spójną całość, daleką od kiczowatych, rysowanych grubą kreską, bez dbałości o szczegóły, tworów literackich o wyraźnym charakterze komercyjnym.

Zamiłowanie do szczegółu jest cechą dystynktywną twórczości Joanny Pypłacz. Przedsmak tego dała już czytelnikom we wcześniejszych swoich utworach, szczególnie w Krzyku Persefony, będącym w dużej mierze zapisem wewnętrznego konfliktu bohatera i formą walki pomiędzy dobrem a dążeniem do autodestrukcji. Szczegółowe opisy i drobiazgowe analizy zarówno wnętrz, jak i stanów psychiki bohaterów, tworzą także szczególny, niemalże diaboliczny nastrój, który można porównać do szybkich najazdów kamerą w filmie przy jednoczesnym wzmocnieniu napięcia wyrazistą, niepokojącą muzyką. To jak wchodzenie do umysłów bohaterów, patrzenie na świat ich oczami, oddychanie tym samym powietrzem i mimowolne przejmowanie emocji, które dominują nad akcją.

W Mechanicznej ćmie dostrzegam jeszcze jeden ważny element, o którym należy wspomnieć. Odnoszę wrażenie, że Joanna Pypłacz nieustannie bada czytelników, prowadzi z nimi grę, testuje, jak daleko może się posunąć w konstruowaniu fabuły, nim czytelnik popadnie w rozterkę i pomyśli o rejteradzie. Wtedy Pypłacz robi wyraźną woltę, podrzuca jakiś szczegół, podpowiada coś na ucho, by za chwilę uciec i stanąć z boku, patrząc, czy czytelnik uwierzył w podpowiedź i podjął grę, czy popadł w rozterkę.

Ten nieustannie towarzyszący historii niepokój, jakaś niejasność, niedopowiedzenie dodają tekstowi uroku i sprawiają, że trudno potraktować Mechaniczną ćmę jak „czytadło", historię na jeden wieczór. Bowiem oprócz niepokojącej fabuły to przede wszystkim próba odtworzenia świata belle epoque, pełnego kontrastów, które są jak koronkowy wzór na starej serwecie.

Polecam.

Tagi: Mechaniczna ćma, Mechaniczna ćma recenzja, Mechaniczna ćma książka, Joanna Pypłacz Mechaniczna ćma, Joanna Pypłacz recenzja, Joanna Pypłacz książka, Joanna Pypłacz

Kup książkę Mechaniczna ćma

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Mechaniczna ćma
Książka
Mechaniczna ćma
Joanna Pypłacz
Inne książki autora
Dwór na Martwym Polu
Joanna Pypłacz0
Okładka ksiązki - Dwór na Martwym Polu

Strzeż się tego dworu. Nie wiadomo, jakie skrywa tajemnice... Kraków, rok 1941. Irena Kornacka, artystka i właścicielka kliniki lalek od dłuższego...

Nierozdzielne
Joanna Pypłacz0
Okładka ksiązki - Nierozdzielne

Bliźniaczki Sybillę i Sabinę łączy silna, ale też skomplikowana więź, oparta na dominacji, podporządkowaniu oraz wytworzonym przez nie w dzieciństwie prywatnym...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Szczęśliwy zegar z Freiburga
Robert M. Rynkowski
Szczęśliwy zegar z Freiburga
Czarny Bałtyk
Maciej Paterczyk
Czarny Bałtyk
Ślady. Rudy warkocz
Katarzyna Kielecka
Ślady. Rudy warkocz
Wszyscy jesteśmy kosmitami
Krzysztof Kochański
Wszyscy jesteśmy kosmitami
Dobry od listopada
Mariusz W. Kliszewski
Dobry od listopada
Jak zdobyć supermoce
Ewa Martynkien
Jak zdobyć supermoce
Na wieki wieków Pani Amen
Bianka Kunicka - Chudzikowska
Na wieki wieków Pani Amen
Zmarnowany rozsądek
Izabela Grabda
Zmarnowany rozsądek
Apokalipsy według Joanny
Anna Robak-Reczek
Apokalipsy według Joanny
Wielki Post i Wielkanoc. Przewodnik
Christian Albini, Asunta Steccanella
Wielki Post i Wielkanoc. Przewodnik
Pokaż wszystkie recenzje