„Nadzieja” Ilony Gołębiewskiej to jedna z tych powieści, które nie tylko domykają dany rozdział, ale same w sobie stanowią piękną, autonomiczną opowieść o tożsamości, korzeniach i odwadze do życia w zgodzie z samym sobą. Autorka po raz kolejny zaprasza nas do przestrzeni Starego Młyna, miejsca niezwykle magnetycznego, które staje się pełnoprawnym bohaterem tej historii. Tym razem uwaga zostaje przekierowana na najmłodszą z sióstr Złotowskich, Nadię, trzydziestoletnią kobietę z pozoru ustatkowaną, której codzienność w stolicy zostaje nagle zrewidowana przez niespodziewane zawirowania losu i rodzinny kryzys.
Konstrukcja fabularna opiera się na fascynującym, dwutorowym splocie teraźniejszości z przeszłością. Powrót głównej bohaterki do rodzinnej Młynarzówki zbiega się w czasie z gwałtowną nawałnicą, która - niemal metaforycznie - odsłania to, co przez lata pozostawało w ukryciu. Odkrycie starej, metalowej skrzynki z wojennymi zapiskami i pamiątkami dalekiej krewnej, tytułowej Nadziei, uruchamia fascynujący proces odkrywania rodzinnych sekretów. Autorka w niezwykle subtelny sposób pokazuje, jak losy przodków rezonują w życiu współczesnych pokoleń, dając im siłę do walki z własnymi słabościami i lękami.
Stylistyka powieści to ogromny atut tej pisarki. Język jest niezwykle plastyczny, ciepły i sensoryczny - podczas lektury wręcz fizycznie czuje się zapach domowego, świeżo upieczonego chleba, a opisy przyrody i samego Młyna budują niespieszny, niemal intymny klimat. Autorka posiada rzadką umiejętność pisania o rzeczach fundamentalnych, takich jak miłość, przebaczenie, radzenie sobie z żałobą czy przełamywanie społecznych uprzedzeń, bez popadania w zbędny patos. Kreacja bohaterów zasługuje na uznanie; są oni wielowymiarowi, poranieni przez los, pełni wątpliwości, przez co stają się czytelnikowi niezwykle bliscy. Bardzo ciekawie wypada postać Janka, mężczyzny obarczonego trudnym dziedzictwem, którego relacja z Nadią rozwija się w sposób naturalny i autentyczny.
Jeśli miałabym wskazać mocne strony tej pozycji, z pewnością byłaby to niesamowita atmosfera, doskonałe wyważenie wątku obyczajowego z historyczną tajemnicą oraz głębokie, mądre przesłanie o tym, że czasem trzeba cofnąć się do punktu wyjścia, by móc ruszyć naprzód. Siła siostrzanych więzi i miłość bliskich stanowią tu piękny, stabilny fundament. Z kolei za słabszą stronę można uznać dynamikę akcji. Fabuła płynie bardzo powoli, przypominając raczej spokojny spacer niż pełną zwrotów akcji podróż, co dla wielbicieli szybkiego tempa i nagłych tąpnięć fabularnych może okazać się nużące. Niektóre wątki, jak choćby kwestie dawnych relacji Nadii, mogłyby zostać nieco mocniej pogłębione.
To powieść, która działa jak ciepły koc w chłodny wieczór - otula, niesie ukojenie i wlewa w serce ogromny optymizm. Pokazuje, że niezależnie od tego, jak wielka burza przejdzie nad naszym życiem, zawsze przychodzi moment, w którym wychodzi słońce, o ile mamy w sobie odwagę, by żyć na własnych warunkach, a nie pod dyktando cudzych oczekiwań. Choć jest to zwieńczenie sagi, książka broni się jako samodzielne, poruszające dzieło.
Pasje, które pomagają odkryć siebie na nowo. Szanse, które niosą lepszą wizję przyszłości. Kobieta, która musi zbudować wszystko od zera. Ilona...
Alicja Pniewska ma 37 lat. Porzucił ją mąż, straciła lukratywną posadę, musiała opuścić wygodny apartament. Uciekając przed demonami przeszłości, znajduje...