Nadzieja, która łączy pokolenia.
Zaskakujące powroty, które leczą duszę.
Burza, która niszczy złudzenia i odkrywa prawdę.
Ilona Gołębiewska zaprasza czytelników do Starego Młyna, w którym został zachwiany znany porządek. Jej bohaterka szuka własnego miejsca w życiu, ale też odkrywa przeszłość, która nadaje sens teraźniejszości.
Nadia Złotowska ma trzydzieści lat, stabilną pracę w warszawskim laboratorium, taneczną pasję i poukładane życie. Przynajmniej do momentu, gdy problemy zawodowe i rodzinny kryzys zmuszają ją do powrotu do miejsca, z którego próbowała uciec. Tam staje przed decyzją, której nigdy nie chciała podejmować: czy jest gotowa przejąć odpowiedzialność za przyszłość Starego Młyna?
Życie szybko weryfikuje jej wizję. Po burzy robotnicy naprawiający fundamenty młyna odkrywają metalową skrzynkę skrywającą zdjęcia, dokumenty i wojenny dziennik Nadziei Złotowskiej, która w czasie okupacji ryzykowała swoim życiem, by ratować innych. Uruchamia to lawinę wydarzeń i prowadzi tropem zapomnianej historii. Równolegle Nadia rozwija swój pomysł na biznes, pomaga rodzinie i poznaje Janka - mężczyznę obciążonego reputacją ojca i cudzymi uprzedzeniami. Czy dwoje poranionych ludzi przetrwa plotki i próby, na które zostanie wystawione?
Poruszająca opowieść o tym, że nie warto spełniać cudzych oczekiwań, tylko zbudować życie na własnych zasadach i nadać mu prawdziwy sens.
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2026-05-27
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 320
„Nadzieja” Ilony Gołębiewskiej, czwarty tom cyklu „Siostry ze Starego Młyna”, to pełna ciepła i emocji powieść obyczajowa, która łączy historię rodzinną, wątki romantyczne oraz tajemnice przeszłości. To książka o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, odwadze do podejmowania trudnych decyzji i odkrywaniu tego, jak bardzo losy kolejnych pokoleń mogą się ze sobą przeplatać.
Główną bohaterką powieści jest Nadia Złotowska – trzydziestoletnia kobieta, która prowadzi uporządkowane życie w Warszawie. Stabilna praca, pasja do tańca i jasno wyznaczona przyszłość dają jej poczucie bezpieczeństwa. Wszystko zmienia się jednak w chwili, gdy problemy zawodowe oraz rodzinne zmuszają ją do powrotu do Starego Młyna. To właśnie tam Nadia musi zmierzyć się nie tylko z teraźniejszością, ale również z przeszłością swojej rodziny i pytaniami, od których przez lata próbowała uciec.
Fabuła rozwija się wielotorowo. Z jednej strony obserwujemy codzienne zmagania Nadii, jej próby odnalezienia się w nowej rzeczywistości, rozwijania własnych planów i budowania relacji z bliskimi. Z drugiej strony ogromne znaczenie ma odkrycie wojennego dziennika Nadziei Złotowskiej. Znaleziona po burzy metalowa skrzynka skrywa dokumenty i wspomnienia kobiety, która podczas okupacji wykazała się niezwykłą odwagą, narażając własne życie dla innych. Odkrywanie tych sekretów staje się jednym z najciekawszych elementów powieści i sprawia, że historia nabiera dodatkowej głębi.
Styl Ilony Gołębiewskiej pozostaje lekki, naturalny i bardzo przystępny. Autorka potrafi tworzyć historie pełne emocji bez popadania w przesadny patos. Jej bohaterowie są wiarygodni, mają swoje słabości, popełniają błędy i mierzą się z problemami, które wielu czytelnikom mogą wydać się bliskie. Dzięki temu łatwo zaangażować się w ich losy i kibicować im podczas kolejnych życiowych wyzwań.
Ważną rolę odgrywają również postacie drugoplanowe, szczególnie Janek, którego przeszłość i rodzinne obciążenia sprawiają, że jest bohaterem niejednoznacznym i interesującym. Relacja między nim a Nadią rozwija się stopniowo, bez pośpiechu, co dodaje historii autentyczności. To opowieść o ludziach poranionych przez życie, którzy próbują zaufać sobie i odnaleźć szczęście mimo przeciwności losu.
W książce pojawia się wiele ważnych motywów, takich jak rodzinne więzi, odkrywanie historii przodków, miłość, przebaczenie, odpowiedzialność, odwaga oraz budowanie własnej tożsamości. Autorka porusza również temat społecznych uprzedzeń, życiowych wyborów, wpływu przeszłości na teraźniejszość oraz konieczności życia w zgodzie ze sobą, a nie według oczekiwań innych ludzi.
Podczas lektury czytelnikowi towarzyszy cały wachlarz emocji. Są momenty wzruszające, skłaniające do refleksji nad przemijaniem i znaczeniem rodzinnych korzeni. Nie brakuje również nadziei, ciepła i poczucia, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć nowy sens życia. Odkrywanie wojennych tajemnic budzi ciekawość i napięcie, natomiast współczesne losy bohaterów sprawiają, że trudno pozostać obojętnym na ich problemy.
„Nadzieja” to książka szczególnie dla miłośników literatury obyczajowej, rodzinnych sag oraz historii, w których przeszłość splata się z teraźniejszością. Spodoba się czytelnikom szukającym emocjonalnych, życiowych opowieści pełnych ciepła, wartości i bohaterów, których można polubić od pierwszych stron.
To piękna historia o tym, że czasem trzeba wrócić do swoich korzeni, aby odnaleźć drogę do przyszłości. Pełna wzruszeń, rodzinnych tajemnic i życiowej mądrości powieść pokazuje, że nawet po największej burzy zawsze można odnaleźć nadzieję. Zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł.
Są książki, które przytulają Was w trudne dni. I są takie, które wlewają w serce ciepło, nawet gdy za oknem szaro i ponuro. „Nadzieja” to zdecydowanie ten drugi przypadek.
Klimat? Ujmę to tak: pachnie starym drewnem, domowym chlebem i sekretami, które wiszą w powietrzu od lat. Malowniczy Stary Młyn, siostrzana więź i historia, która niejednego wzruszy do łez.
✨ Fabuła nie jest wartka, ale płynie jak leniwa rzeka – czasem zaskakując zakrętem.
Ilona Gołębiewska buduje napięcie powoli, ale celnie. Tajemnice z przeszłości mieszają się z codziennością, a każdy rozdział odkrywa kolejną warstwę rodzinnych relacji.
👭 Bohaterowie? Tu bije serce tej opowieści. Siostry – każda inna, każda z bagażem własnych ran – są tak prawdziwe, że momentami zapominałam, że czytam fikcję. Złość, żal, czułość, przebaczenie… ta książka wyciska emocje jak gąbkę. A „Nadzieja” (tak, tytułowa bohaterka też!) to postać, przy której chce się wierzyć w drugie szanse.
📖 Akcja nie pędzi – to raczej spacer z przystankami na refleksję. Jeśli lubicie powieści obyczajowe z duszą, będziecie zachwyceni. Prosty język sprawia, że czyta się lekko, choć nie znaczy to, że płytko. Autorka ma dar do opisywania uczuć bez patosu.
„Nadzieja” Ilony Gołębiewskiej to czwarty i ostatni tom sagi rodzinnej „Siostry ze Starego Młyna”.
💡 O czym jest ta książka?
To wzruszająca opowieść o powrocie do korzeni i mierzeniu się z przeszłością. 30-letnia Nadia ma ustabilizowane życie w Warszawie – kocha taniec i pracuje w laboratorium. Jednak problemy zawodowe i rodzinny kryzys zmuszają ją do powrotu do Starego Młyna. Musi zdecydować, czy chce wziąć odpowiedzialność za to miejsce, przed którym kiedyś uciekła.
📍 Tajemnica z przeszłości
Główną osią fabuły jest niespodziewane odkrycie – w trakcie remontu po burzy robotnicy znajdują ukrytą metalową skrzynkę. W środku są zdjęcia, stare dokumenty i wojenny dziennik przodkini Nadii. To odkrycie uruchamia lawinę wydarzeń i sprawia, że Nadia tropi zapomnianą historię, która zmienia wszystko.
🧡 Emocje i miłość
Równolegle bohaterka rozwija swój biznes, naprawia rodzinne relacje i poznaje Janka – mężczyznę, który – tak jak ona – ma za sobą trudną przeszłość. Powieść opowiada o walce z cudzymi oczekiwaniami, budowaniu życia na własnych zasadach i sile nadziei, która łączy pokolenia.
🎯 Dla kogo?
Dla fanek Katarzyny Michalak, Agnieszki Krawczyk lub Joanny Szarańskiej. Idealna na wiosenno - letnie wieczory z kocykiem i herbatą, ale też dla każdego, kto szuka w literaturze nadziei (jak sam tytuł wskazuje) i wiary, że nawet po największej burzy wychodzi słońce.
⚠️ Uwaga: jeśli potrzebujecie dynamicznej akcji i zwrotów akcji co 10 stron – to nie będzie Wasza droga.
Moja ocena: 8/10 🌟
BRUNETTE BOOKS
„Nadzieja” Ilony Gołębiewskiej to jedna z tych powieści, które nie tylko domykają dany rozdział, ale same w sobie stanowią piękną, autonomiczną opowieść o tożsamości, korzeniach i odwadze do życia w zgodzie z samym sobą. Autorka po raz kolejny zaprasza nas do przestrzeni Starego Młyna, miejsca niezwykle magnetycznego, które staje się pełnoprawnym bohaterem tej historii. Tym razem uwaga zostaje przekierowana na najmłodszą z sióstr Złotowskich, Nadię, trzydziestoletnią kobietę z pozoru ustatkowaną, której codzienność w stolicy zostaje nagle zrewidowana przez niespodziewane zawirowania losu i rodzinny kryzys.
Konstrukcja fabularna opiera się na fascynującym, dwutorowym splocie teraźniejszości z przeszłością. Powrót głównej bohaterki do rodzinnej Młynarzówki zbiega się w czasie z gwałtowną nawałnicą, która - niemal metaforycznie - odsłania to, co przez lata pozostawało w ukryciu. Odkrycie starej, metalowej skrzynki z wojennymi zapiskami i pamiątkami dalekiej krewnej, tytułowej Nadziei, uruchamia fascynujący proces odkrywania rodzinnych sekretów. Autorka w niezwykle subtelny sposób pokazuje, jak losy przodków rezonują w życiu współczesnych pokoleń, dając im siłę do walki z własnymi słabościami i lękami.
Stylistyka powieści to ogromny atut tej pisarki. Język jest niezwykle plastyczny, ciepły i sensoryczny - podczas lektury wręcz fizycznie czuje się zapach domowego, świeżo upieczonego chleba, a opisy przyrody i samego Młyna budują niespieszny, niemal intymny klimat. Autorka posiada rzadką umiejętność pisania o rzeczach fundamentalnych, takich jak miłość, przebaczenie, radzenie sobie z żałobą czy przełamywanie społecznych uprzedzeń, bez popadania w zbędny patos. Kreacja bohaterów zasługuje na uznanie; są oni wielowymiarowi, poranieni przez los, pełni wątpliwości, przez co stają się czytelnikowi niezwykle bliscy. Bardzo ciekawie wypada postać Janka, mężczyzny obarczonego trudnym dziedzictwem, którego relacja z Nadią rozwija się w sposób naturalny i autentyczny.
Jeśli miałabym wskazać mocne strony tej pozycji, z pewnością byłaby to niesamowita atmosfera, doskonałe wyważenie wątku obyczajowego z historyczną tajemnicą oraz głębokie, mądre przesłanie o tym, że czasem trzeba cofnąć się do punktu wyjścia, by móc ruszyć naprzód. Siła siostrzanych więzi i miłość bliskich stanowią tu piękny, stabilny fundament. Z kolei za słabszą stronę można uznać dynamikę akcji. Fabuła płynie bardzo powoli, przypominając raczej spokojny spacer niż pełną zwrotów akcji podróż, co dla wielbicieli szybkiego tempa i nagłych tąpnięć fabularnych może okazać się nużące. Niektóre wątki, jak choćby kwestie dawnych relacji Nadii, mogłyby zostać nieco mocniej pogłębione.
To powieść, która działa jak ciepły koc w chłodny wieczór - otula, niesie ukojenie i wlewa w serce ogromny optymizm. Pokazuje, że niezależnie od tego, jak wielka burza przejdzie nad naszym życiem, zawsze przychodzi moment, w którym wychodzi słońce, o ile mamy w sobie odwagę, by żyć na własnych warunkach, a nie pod dyktando cudzych oczekiwań. Choć jest to zwieńczenie sagi, książka broni się jako samodzielne, poruszające dzieło.
*współpraca reklamowa*
Znacie jakąś Nadię bądź Nadzieję? Dla mnie to bardzo nietypowe i raczej rzadko spotykane imiona, choć Nadię mam po sąsiedzku, ale to jedyna taka dziewczyna jaką znam. Kolejna książkowa seria się kończy, kolejny raz staję w tym miejscu, gdzie nie wiem czy się cieszyć, czy płakać, że to koniec. Ostatnia z sióstr Złotowskich dostała swoje pięć minut i wykorzystała je najlepiej jak umiała, a ja dzięki temu na nowo poczułam ten klimat, który tak bardzo urzekł mnie w pierwszej części tej serii.
Nadia ma trzydzieści lat i poukładaną codzienność, która pomimo stabilności zaczyna ją męczyć. Nadia boi się zmian, wiec los postanawia wtrącić swoje trzy grosze. Pojawiają się pierwsze problemy zawodowe oraz rodzinny kryzys, który zmusza kobietę do działania. Powrót do Starego Młyna, choć spowodowany koniecznością, staje się dla Nadii zbawienny. Tam kobieta na nowo czuje chęć do życia, do zmian, do przewartościowania, do szukania nowych rozwiązań. Na miejscu natrafia też kolejną rodzinną zagadkę, którą chce rozwiązać, przez co rusza tropem zapomnianej historii, która całkowicie ją odmienia. Nadia szuka prawdy, rozwija własny biznes, pomaga rodzinie, poznaje Janka i w końcu zaczyna pojmować gdzie jest jej miejsce.
To najprawdopodobniej ostatni tom z tej serii, choć mam nadzieję że autorka jeszcze powróci to do Starego Młyna i jego historia będzie trwała nadal. Bardzo ciężko jest mi się pożegnać z tą serią, z którą bardzo polubiłam się już od pierwszej części, która ujęła mnie swoją realnością, prostotą i klimatem. Ten tom skupia się na najmłodszej siostrze Złotowskiej, która podobnie jak wcześniej jej siostry znalazła się na życiowym zakręcie, który zaprowadził ją z powrotem do młyna, do miejsca w którym dorastała, i które teraz ma wskazać jej nową drogę. Z Nadią można się spotkać w poprzednich tomach, ale jej rola była tam raczej epizodyczna i dopiero tutaj wychodzi ona na pierwszy plan, i okazała się wspaniałą osobą, z którą przypuszczam nie jedna z nas chciałaby się zaprzyjaźnić. Nasza bohaterka musi stawić czoła zmianom, niektóre z nich są wymuszone a inne stają się jej wyborem, czy konsekwencjom podjętych przez nią działań. Patrzymy jak kobieta szuka swojej drogi, jak próbuje nowych rzeczy, ale i zaczyna dostrzegać nowe rzeczy, zaczyna podążać za swoim przeznaczeniem i poddaje się temu co czuła będąc dzieckiem, a przed czym uciekała. W tle śledzimy rodzinną historię, sięgającą czasów wojennych i powojennych, a Nadia w swojej przodkini znajduje nauczycielkę i wzór do naśladowania.
Fabuła książki jest bardzo złożona i wielowątkowa. Główne wątki dotyczą oczywiście Nadii i jej życia, ale występuje też wiele wątków pobocznych, mniej lub bardziej związanych z główną bohaterką, a które również odgrywają dużą rolę w całości historii. Autorka ma bardzo lekki styl pisania, i nawet pomimo tego, ze w treści pojawiły się trudne tematy, nuta kontrowersji, czy elementy wprawiające w nostalgię czy zadumę, to całość czyta się lekko i przyjemnie. Tytułowa nadzieja ma tutaj dwoiste znaczenie, bo to zarówno uczucie jak i imię, i oba te aspekty mają wielki wpływ na działania naszej bohaterki.
Choć to czwarty tom serii, myślę, że śmiało można go czytać bez znajomości poprzednich. Pojawiają się co prawda delikatne nawiązania i spojlery, ale nie dotyczą one kluczowych kwestii. Warto jednak pamiętać, że historia płynie tutaj ciągiem i brak pojęcia o tym co działo się wcześniej może was ciut zdezorientować. Osobiście polecam zarówno serię jak i samą książkę, to coś idealnego dla fanów obyczajówek, historii wielowątkowych czy rodzinnych sag, to też idealna lektura dla tych, którzy cenią sobie historie, które mogłoby napisać samo życie.
?Recenzja?
Premiera 27.05.2026 r.
,,Nadzieja" - Ilona Gołębiewska
Współpraca reklamowa z @muzastory
Motywy:
- stary młyn
- poszukiwanie nowej drogi
- stare zdjęcia
- powrót do czasów wojny i ochrony żydowskich dzieci
Historia kolejnej z sióstr, tym razem najmłodszej - Nadii. Dziewczyna przechodzi trudny czas i nie wie co zrobić ze swoim życiem. Czuje jakby stała w miejscu i zatraciła swój cel. Chwila spędzona w starym młynie powoduje napływ szczęścia i chęci odnalezienia czegoś co poczuje całą sobą. Autorka pokazała, że jak zamyka się jedna droga, to nie koniec świata, bo właśnie ona może otworzyć kolejne drzwi na coś czego pragnęło się w całym swoim życiu. Tak jest w przypadku Nadii. W domu w którym się wychowała pachnie ciepłem, chlebem i miłością. Kiedy jej opiekun zastępczy trafia do szpitala, jedzie pomóc w młynie. Odnajduje tam pewne stare zdjęcie oraz notatniki, które powodują wzrost ciekawości. Dziewczyna zaczyna grzebać w przeszłości. Elementy układanki z każdą rozmową układają się w pewną całość. Okazuje się, że fotografia skrywa tajemnice, która nigdy nie miała wyjść na jaw. Powiem, że bardzo mnie ona ciekawiła i z wielkim zapałem przekręcałam kartki w poszukiwaniu prawdy. Autorka sięgnęła po czasy wojenne, kiedy żydzi byli mordowani, a ludzie za udzielenie im pomocy tracili życia. Opowiadania z przeszłości bardzo realistyczne i w intrygujący sposób opisane. Poczułam trochę klimat tamtych czasów, które ani za grosz nie były łatwe.
Podobały mi się szczegółowe opisy pieczenia chleba czy innych pszennych smakołyków. Po prostu czułam cały klimat i ciepło jakie powoduje wspólne robienie i późniejsze pieczenia wypieków. Były też ciekawostki odnośnie jego powstania oraz do czego ludzie go wykorzystywali kiedyś, kiedyś. Interesującym pomysłem było również pojawienie się przed każdym rozdziałem szczegółów, które delikatnie zdradzały co ma się w nim wydarzyć. Moja ciekawość wtedy rosła i jeszcze chętniej czytało mi się każdą stronę.
Najlepszym pomysłem było wprowadzenie do fabuły zagadki z przeszłość i ochronie żydowskich dzieci. Wstawka z historii zawsze mnie porusza i sprawia, że cała książka staje się bardziej prawdziwa i rzeczywista. Oprócz tego pojawi się wątek romansu, ale tylko tak bardziej w formie dodatku. Wszystko kręci się wokół starych zdjęć, młyna i poszukiwaniu swojej drogi.
Jedno jest pewne, to co nam się przydarza, często otwiera nowe możliwości i może to być dla nas dużo lepsze niż to co mamy dotychczas. Czasem by odetchnąć pełną piersią, potrzebny jest pierwszy krok. Polecam dla wszystkich którzy pomyśleli, że gdy coś się skończyło to nic już nas nie czeka, a tutaj okazuje się, że to może być najlepsze co nas spotkało.
10/10
Nadia otrzymała w pracy propozycję wyjazdu do Czech by tam nadzorować tworzenie nowej filii firmy. W tym czasie Wódz ciężko zachorował, a dziewczyna chce jak najwięcej pomóc w Starym Młynie. Do tego potężna burza dość poważnie uszkodziła budynki i maszyny używane w młynie. Jak najmłodsza z sióstr Złotowskich sobie z tym wszystkim poradzi?
Nadia coraz więcej czasu spędza w Starym Młynie. To tu czuje się najlepiej. Jest zaintrygowana Jankiem, który równie często pojawia się w Młynarzówce, by przeprowadzić różnego typu prace naprawcze. Spotkanie Konrada, byłego chłopaka nie pomaga Nadii w dotychczasowych rozterkach. Jakby dziewczyna miała mało zmartwień dochodzą kolejne. Przy fundamentach znajduje skrzynię z listami, zdjęciami i dokumentami. Nadia próbuje rozszyfrować kim była Nadzieja, bo to prawdopodobnie ona przed laty ukryła znalezisko. Co odkryje Nadia?
Autorka w tej krótkiej powieści zamieściła tak wiele. Tym razem skupiamy się na Nadii. Mimo, że jest najmłodszą z sióstr Złotowskich jest bardzo pracowita, wrażliwa i ma głowę pełną pomysłów. Miała trudne dzieciństwo, bo szybko w tragiczny sposób straciła rodziców. Wychowywała ją Marta i Wódz, którym jest oddana i niezwykle wdzięczna. Dziewczyna może też liczyć na przyjaciół. Poświęca się pasji, bo bachata z Antkiem potrafi rozładować największy stres. Jednak dziewczyna wciąż szuka swojego miejsca na ziemi. Czy to właśnie ten moment na zmiany? Mimo młodego wieku nasza bohaterka mierzy się z trudnymi dylematami. A los wciąż ją doświadcza. W tej historii oprócz losów Nadii mamy jeszcze powrót do historii. A to za sprawą tajemniczej skrzyni. Dociekliwość Nadii odkrywa przed nami kawał historii rodziny Złotowskich. Mamy tu czasy wojenne i prześladowania Żydów. Nie brakuje emocji i życiowych mądrości. To historia ciepła i pełna nadziei. Polecam!
Znacie Siostry ze Starego Młyna?
To cudowna saga autorstwa pani Ilony Gołębiewskiej.
Dziś o czwartym tomie. W poprzednich tomach poznaliśmy historie Hani, Marysi i Tosi. Czas na Nadię.
,,Nadzieja"
Nadia Złotowska, najmłodsza z sióstr, wciąż szuka swojej drogi. Pracuje w laboratorium, ale coraz częściej myśli, że to nie jest jej miejsce. Stary Młyn nawiedza nawałnica, powoduje ogromne szkody. Nadia włącza się w prace naprawcze. W uszkodzonych fundamentach znajduje metalową skrzynkę ze zdjęciami, dziennikiem i tajemniczymi zapiskami. Ich autorką jest Nadzieja, jej daleka krewna. Jak się domyślacie, Nadia wciąga się w śledztwo, by odkryć, co się kryje w tajemniczych skrótach. Zaskakujące odkrycie uświadamia jej, jak bardzo jest związana z Młynem. Okazuje się, że przeszłość nadaje sens i kierunek przyszłości.
Cudownie było odkrywać to wraz z nią, i ponownie poczuć magię Młyna. Bardzo lubię wracać do Młyna. Czuję, jakbym wracała do znajomych. To nie tylko miejsce, ale ludzie, którzy, choć tak różni, to tak bliscy sobie. Siostrzana miłość i wsparcie bliskich to najcenniejszy dar.
Ta niespieszna historia otula się swoim spokojem i ciepłem. Zostawia z nadzieją, że warto szukać i budować swoje życie zgodnie ze sobą, a nie z oczekiwaniami innych.
Bardzo polecam wam całą serię.
"Nadzieja" jest czwartą odsłoną sagi o Siostrach ze Starego Młyna i zarazem ostatnią. Każdy tom dotyczy innej siostry, więc można czytać je niezależnie od siebie. Jednocześnie co nieco dowiadujemy się, co słychać u pozostałych sióstr. Z niezwykłą przyjemnością wróciłam do Młynarzówki.
W trzech poprzednich tomach poznaliśmy historię Hani, Marysi i Tosi. W tej części bliżej poznajemy Nadię, która za sprawą problemów zawodowych i kryzysu rodzinnego zmuszona będzie powrócić do Starego Młyna. To tu zagubiona kobieta przestaje odczuwać strach przed zmianami, nabiera odwagi, odzyskuje chęć do życia, przewartościowuje swoje życie, próbuje nowych rzeczy.
Ktoś, kto już zna twórczość Ilony Gołębiewskiej, wie, że w jej książkach motywem wiodącym są tajemnice i sekrety. Nie inaczej jest i tym razem. Nadia ma do rozwiązania rodzinną zagadkę, którą skrywa metalowa skrzynka ze zdjęciami, dokumentami i wojennym dziennikiem Nadziei Złotowskiej, która w czasie okupacji ryzykowała swoim życiem, by ratować innych. Wątek ten, przypomina, jak ważne są korzenie. Dodaje także emocjonalnego wydźwięku.
"Niektórzy wolą zamknąć przeszłość, bo się jej boją. Boją się, że jeśli ją otworzą, wszystko się zawali."
Oprócz tego pojawia się również wątek miłosny. Nadia poznaje Janka, którego ludzie postrzegają przez pryzmat jego ojca o wątpliwej reputacji. Cudze uprzedzenia nie mają litości. Czy mimo to bohaterom uda się przezwyciężyć plotki i próby, jakim zostanie poddana ich relacja?
Tytułowa nadzieja pełni tu podwójną rolę. Jest zarówno uczuciem, jak i imieniem. Wszystkie wybory bohaterki podyktowane są tą kwestią. Historia Nadii pokazuje, że czasami trzeba wrócić do miejsc, od których kiedyś chciało się uciec, by móc zrozumieć własne życie. Często pod wpływem różnych czynników spełniamy oczekiwania innych. A powinniśmy budować życie na własnych zasadach. Widzimy też, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość.
Kolejny raz autorka zachwyca nas barwnymi opisami Młynarzówki. Na końcu książki tradycyjnie znajdziemy kilka przepisów Marty ze Starego Młyna.
"Nadzieja" to pełna emocji, ciepła, poruszająca powieść o sile siostrzanej miłości, rodzinnych więzach, życiowych zmianach, poszukiwaniu własnej drogi, odkrywaniu prawdy, przebaczeniu i pielęgnowaniu tradycji. I ponownie podczas lektury unosił się ten wspaniały zapach świeżo upieczonego chleba...
Czasem by odnaleźć swoje miejsce trzeba się zatrzymać i odciąć od tego czego oczekują inni.
Ich miłość rozwijała się cicho i bez fajerwerków.
Była jednak niesłychanie prawdziwa.
Powroty do Starego Młyna nieustannie mnie poruszają, a co więcej czułam się jakbym z każdą z tych powieści wracała do przyjaciółek.
Do dziewczyn, które naprawdę lubię i cenię tak jakbym znała wszystkie cztery, jakby były mi bliskie.
Tym razem główną bohaterką opowieści jest najmłodsza z sióstr Złotowskich -Nadia.
Ta trzydziestolatka wbrew temu co sama o sobie myśli ma wiele pasji , choć jej warszawska codzienność zdecydowanie różni się od rytmu znanego z Młynarzówki.
Niestety obecnie Nadia przeżywa jeden z większych życiowych zakrętów, by nie rzec po prostu kryzys.
Owszem uwielbia tańczyć bachatę i ma świetnego partnera-Antka, którego traktuje jak młodszego brata oraz pracuje w firmie farmaceutyczno- kosmetycznej, ale czuje ogromną presję i odnosi wrażenie, że nie dorównuje swoim siostrom- te bowiem mają ustabilizowaną sytuację życiową.
Ona sama dużo chorowała i trudno jej sobie poradzić.
Pewnego wieczoru dziewczyna otrzymuje jednak wiadomość o tym,że filar jej rodziny Bogdan trafił do szpitala i nie ma pewności co mu dolega ani też czy wróci do pełni sił.
Młoda kobieta pojawia się w rodzinnych stronach , chcąc pomóc w prowadzeniu piekarni i Młyna, który skrywa również wojenne losy jej przodkini- Nadziei, które po latach ujrzą światło dzienne.
W spokojne plany Nadii wkrada się również Janek- mężczyzna za którym ciągnie się echo przeszłości ojca.
Nadia i Janek od początku budzą sympatię. Ich relacja rozwija się powoli, bez zbędnego pośpiechu i sztucznie podkręcanych emocji. To uczucie oparte na rozmowach, wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu. Autorka pokazuje, że prawdziwa miłość nie zawsze przychodzi z hukiem i fajerwerkami. Czasem rodzi się po cichu, pomiędzy codziennymi obowiązkami, niepewnością i próbą odnalezienia własnej drogi.
Bardzo poruszył mnie również wątek historyczny związany z losami Nadziei. Jak zwykle w serii przeszłość przeplata się z teraźniejszością, tworząc niezwykle emocjonalną opowieść o sile kobiet, rodzinnych więzach i wydarzeniach, które pozostawiają ślad na kolejnych pokoleniach. Te fragmenty czytałam z ogromnym zainteresowaniem, nie mogąc doczekać się odkrycia wszystkich sekretów skrywanych przez rodzinę Złotowskich.
Ilona Gołębiewska po raz kolejny stworzyła historię pełną ciepła, życiowej mądrości i nadziei. Pokazuje, że każdy ma prawo żyć we własnym tempie i nie musi spełniać oczekiwań innych, aby być szczęśliwym. Nadia przez długi czas porównuje się do swoich sióstr, nie dostrzegając własnej wartości i tego, jak wiele już osiągnęła. Jej droga do samoakceptacji i odnalezienia swojego miejsca jest niezwykle autentyczna i łatwo odnaleźć w niej cząstkę własnych doświadczeń.
Uwielbiam atmosferę Starego Młyna. To miejsce, do którego wraca się z prawdziwą przyjemnością. Pełne rodzinnego ciepła, zapachu świeżego chleba, wspomnień i ludzi, którzy mimo przeciwności zawsze mogą na siebie liczyć. Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że sama siedzę przy kuchennym stole w Młynarzówce i uczestniczę w życiu bohaterów.
,,Nadzieja" to wzruszająca opowieść o poszukiwaniu siebie, odwadze do podejmowania nowych decyzji i sile rodzinnych więzi. To historia, która przypomina, że czasem trzeba się zatrzymać, wsłuchać we własne potrzeby i przestać żyć według scenariusza napisanego przez innych. Pełna emocji, ciepła i refleksji powieść, która na długo pozostaje w sercu.
Pasje, które pomagają odkryć siebie na nowo. Szanse, które niosą lepszą wizję przyszłości. Kobieta, która musi zbudować wszystko od zera. Ilona...
Stary dom w Pniewie jest dla Alicji i jej bliskich miejscem, gdzie wreszcie odnaleźli spokój i wzajemne wsparcie. Wydawać by się mogło, że wszystko układa...
Przeczytane:2026-05-05, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026,
Okładka książki standardowo w wykonaniu wydawnictwa Muza pasuje do całej serii i książek, które wychodzą spod pióra pisarki (w większości). Tym razem widzimy kobietę w czerwonej sukience i w takim też kolorze jest tytuł książki. W dotyku jest matowa z wybiciami lakierem UV. Ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie kilka słów o autorce, a na drugim fragment z książki i trzy okładki poprzednich tomów. Stronice są kremowe, czcionka wystarczająca, odstępy między wersami zostały zachowane. W środku mamy wiele grafik i obrazów, które zapełniają nam strony, co jest naprawdę fajnym i estetycznym dodatkiem. Ma lekko ponad trzysta stron, a na samym końcu jako dodatek będziecie mieli kilka fajnych przepisów. :)
Nie jest to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, więc dobrze wiem, na co ją stać. Zawsze niemal od razu wpadam do wykreowanego przez nią świata i historii danych bohaterów. Nie mam trudności z odnalezieniem się w ich świecie i głowach, bo... wszystko jest prawdziwe. Takie zwyczajne i nasze. Wygląda zupełnie jak nasza codzienność. Bohaterowie nigdy nie mają z górki, więc przeważnie zawsze napotykamy problemy, które mogą spotkać i nas. Dlatego cenię bardzo pióro Ilona za jej prawdziwość. Za to, że nie koloryzuje świata, a pokazuje go nam takiego, jakim jest. Nawet w tych ciemnych kolorach. Kolejną zaletą stylu, jakim posługuje się pisarka jest jego barwność. Zawsze, po zamknięciu oczu, jestem w stanie sobie wyobrazić to, co właśnie przeczytałam, a już w szczególności opis miejsc i przyrody. Stary Młyn? Nie ma z tym problemu. Zamykam oczy i jestem tam i niemal czuję zapach tego miejsca... Mało kto ma taką zdolność, by przenieść mnie, starego wyjadacza, do swojego świata, bym poczuła tak mocno dosłownie... wszystko. Czyta się szybko, lekko, przyjemnie, nie napotkacie tutaj żadnych przeszkód. POLECAM JUŻ TERAZ!
Nadzieja to czwarty tom z serii sióstr ze starego młyna. Tak się podziało, że po drodze zgubiłam dwa, ale w dniu pisania recenzji (27.05) czekam na dostawę z empiku, która tak naprawdę powinna być u mnie 25 maja...) ale obiecuję wszystko nadrobić, jak tylko książki do mnie dotrą. Bohaterka przypadła mi do gustu, a w szczególności tym, że jednak potrafiła postawić na swoim i niemalże bez wahania wróciła w rodzinne strony i zabrała się do pomocy. Nieco zazdrościłam jej przyjacielskich relacji, czasami człowiek zastanawia się, jak to jest z tą relacją przyjacielską. Czy jednak istnieje, a może nie? W każdym razie potrafiła utrzymać w ryzach piękne znajomości i to mi się podobało. Podobnie z relacjami rodzinnymi, tak dobrze i przyjemnie się o tym czytało. Bohaterkę czekało kilka problemów, ale jak sobie z nimi poradziła to już nie będę spoilerować. Podobała mi się jej charakterystyka i cieszę się, że mogłam poznać życie również z jej perspektywy.
Ogólnie postacie są dobrze wykreowane i niczego im nie brakuje. Nie są opisane na jedno kopyto, więc na pewno nie będziecie narzekać na nudę.
Podobał mi się wątek znalezienia paczki z lat dawnych. Ten powrót do przeszłości nadał całej powieści charakteru i uważam, że nie można było inaczej tego wątku poprowadzić. Porównanie Nadziei z Nadią, ale i kilka innych spraw z przeszłości... To jest to, co lubię ostatnio w obyczajówkach. Dlatego cieszę się, że oprócz tego, co dzieje się obecnie, mamy jakieś zagadki z przeszłości. Kolejnym plusem, moim zdaniem, są opisywane relacje damsko-męskie (miłosne). Nie są one przesycone wielkim romantyzmem, a już na pewno nie erotyzmem. Wręcz przeciwnie - nakreślone są delikatnie, tak... niewinnie. Takich relacji brakuje w codzienności wielu ludzi - jestem tego więcej niż pewna.
Akcja ma odpowiednie tempo, które raz przyspiesza, a raz spowalnia. Może nie mamy tutaj ogromnych uczuć, które moglibyśmy odczuwać z bohaterami, ale są emocje nieco mniejsze. Pojawia się także wiele refleksji po sytuacjach, jakie trafiają się naszym bohaterom na różnych płaszczyznach życia. To także uważam za duży plus dla powieści i jej wyjątkowość. Ilona Gołębiewska po prostu ma w swoim piórze coś, co sprawia, że od razu zaczytuje się w historii i chciałabym nieraz przeczytać ją od deski do deski, na jednym wdechu.
Zdecydowanie polecam wszystkim zainteresowanym, ale i osobom, które lubią pióro pisarki. Jestem pewna, że polubicie Nadzieję i zainteresujecie się jej życiem i historią młyna, o którym i tutaj jest nieco napisane. Ja polecam szczerze i cieszę się, że przede mną jeszcze dwa tomy sióstr. :)