Jeden wybuch wystarczył, by zburzyć spokój miasta i życie nadkomisarz Zofii Zawadzkiej. Nieuchwytny bombiarz zdaje się przewidywać każdy ruch policji, wciągając śledczych w grę, której zasady dyktuje on. Aby zatrzymać terror, Zofia musi otworzyć dawno zamknięte akta i zadać trudne pytania własnemu ojcu. Szybko okazuje się, że w świecie starych policyjnych układów niektóre tajemnice miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Jak daleko posunie się szaleniec, by wyrównać dawne rachunki? I jaką cenę przyjdzie zapłacić Zofii za odkrycie prawdy, gdy sprawa stanie się śmiertelnie osobista?
Zegar tyka, a morderca dopiero się rozkręca.

Zapraszamy do przeczytania książki Justyny Rosiak Tropem mordercy. Ad patres. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Tropem mordercy. Ad patres. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Zawadzka jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się w zatrzymany kadr. Rozmyta sylwetka w kapturze wydawała się niemal nierealna – przesuwała się wzdłuż ulicy cicho i nieuchwytnie, niczym cień.
– Spróbujmy wyostrzyć ten obraz – poleciła. – Może uda się wyciągnąć choć jeden konkretny detal.
Podkomisarz Bruś wstała, ustępując miejsca jednemu z wezwanych techników. Mężczyzna zasiadł przed komputerem i wprawnymi ruchami zaczął uruchamiać specjalistyczne oprogramowanie. Na monitorach zakwitły wykresy, suwaki i gęste siatki pikseli.
- To nie serial kryminalny – mruknął pod nosem technik, nie odrywając wzroku od konsoli. – Cudu nie obiecuję, ale sprawdzę, ile da się z tego wycisnąć.
Przez kilka minut w pomieszczeniu panowała niemal nabożna cisza, mącona jedynie szybkim stukotem klawiatury i szumem procesorów. Walter, Szafrańska i Bruś stali nieruchomo, śledząc każdy ruch kursora, choć dla większości z nich te operacje były czarną magią. Jedynie Zawadzka nie potrafiła ustać w miejscu; krążyła nerwowo po gabinecie, zaciskając dłonie w kieszeniach i tocząc wewnętrzną walkę, by nie zacząć poganiać podwładnego.
– Dobra, mam coś – oznajmił w końcu mężczyzna.
Zofia natychmiast znalazła się przy reszcie zespołu. Przetworzony obraz był teraz znacznie czystszy. Sylwetka tajemniczej postaci nabrała kształtów – widać było teksturę kurtki, fason spodni… i coś jeszcze.
– Zatrzymaj to – rzuciła Szafrańska, pochylając się nad ekranem tak blisko, że niemal dotykała go nosem. – Przybliż lewą rękę.
Technik powiększył wskazany fragment. Piksele natychmiast rozlały się w barwną mozaikę, ale jeden szczegół stał się bezsporny.
– Torba – zauważył Walter. – Niesie torbę.
– Sportowa – dodała Bruś – albo jedna z tych dużych, wielorazowych na zakupy.
– Idealna na ładunek – mruknął Robert.
Technik nie skomentował ich domysłów. Zamiast tego przesunął nagranie o kilka sekund.
– Spójrzcie na to – rzucił, a w jego głosie po raz pierwszy pojawiło się napięcie.
Postać zatrzymała się przed wejściem. Zamiast jednak grzebać w torbie, sięgnęła pewnym ruchem do kieszeni. Po ułamku sekundy drzwi ustąpiły, a cień wślizgnął się do środka.
– Wygląda na to, że miał klucz – zauważyła ponuro Szafrańska.
Zawadzka zmarszczyła brwi, analizując każdy ruch na ekranie.
– Albo znał kod do domofonu – dodała.
– Tak czy inaczej, czuł się tu jak u siebie – podsumował Walter. – Musiał dobrze znać to miejsce.
Technik przesunął suwak nagrania dalej. Na ekranie widniała godzina : „03:02”. Drzwi kamienicy ponownie się otworzyły i ta sama postać wyszła na zewnątrz. Tym razem jednak jej ręce były puste.
– Zaraz, gdzie podziała się torba? – zapytała cicho Szafrańska, mrużąc oczy.
– Wyszła bez niej – potwierdził technik, zatrzymując klatkę.
– Czyli jednak wniósł tam ładunek – rzucił Walter, jakby to ostatecznie zamykało sprawę.
Zawadzka powoli pokręciła głową, nie odrywając wzroku od monitora.
– Nie. Coś mi tu nie gra.
– Co masz na myśli? – zapytał Robert, zerkając na nią z ukosa.
– Czas – odparła krótko, wskazując palcem na znacznik w rogu ekranu. – Wszedł do budynku o drugiej czterdzieści cztery. Wyszedł o trzeciej zero dwa. Osiemnaście minut.
– No i? – dopytywał inspektor.
– To nie pasuje do schematu. Osiemnaście minut to za długo, żeby tylko zostawić paczkę i uciekać, ale zdecydowanie za krótko, żeby składać skomplikowany ładunek na miejscu – wyjaśniła z wyraźnym powątpiewaniem w głosie.
Walter milczał przez chwilę, analizując jej słowa.
– Puść to jeszcze raz – polecił w końcu.
Mężczyzna przy klawiaturze sprawnie przewinął materiał. Na ekranie ponownie pojawiła się zakapturzona postać, a zespół wpatrywał się w nią, próbując wyłapać choćby najmniejszy detal.
– Na plecach, pod kapturem… tam chyba jest jakiś napis – zauważyła nagle Szafrańska, wskazując na kurtkę postaci.
– Masz rację. Agnieszka, spójrz tutaj – przytaknęła Bruś.
– Spróbuję to wyciągnąć – rzucił technik.
Znowu zapadło kilka minut gęstej ciszy, mąconej jedynie rytmicznym klikaniem myszki i stukotem klawiszy. Technik operował filtrami, nakładając kolejne warstwy na ziarnisty obraz.
– Cudów nie będzie, rozdzielczość jest fatalna. Ale spróbuję trochę podbić kontrast – mruknął.
Po chwili na głównym monitorze pojawił się mocno powiększony i przetworzony fragment klatki.
– Nic nie widzę – rzucił nerwowo Walter, niemal dotykając nosem matrycy. – To tylko czarna plama.
– To chyba logotyp jakiejś firmy. Zdaje mi się, że pierwsza litera to „f”... – zauważyła Bruś, mrużąc oczy przed monitorem.
– Masz na to jakieś informatyczne czary, żeby wycisnąć z tego coś więcej? – zapytał Robert, nie odrywając wzroku od rozmazanej plamy.
– Mogę zaprzęgnąć do pracy algorytmy sztucznej inteligencji – wyjaśnił technik. – Przeszukają sieć pod kątem konkretnego kształtu i długości napisu. Jeśli mieli takie naszywki na ubraniach, system powinien znaleźć dopasowanie.
– Zrób to – rzuciła krótko Zawadzka. Napięcie w jej głosie było niemal namacalne.
– To potrwa. Sugeruję, żeby państwo zajęli się teraz czymś innym. Dam znać natychmiast, gdy tylko algorytm wyrzuci jakieś wyniki – odparł mężczyzna, wymownie spoglądając na drzwi.
Policjanci niechętnie ruszyli do wyjścia. Gdy tylko drzwi się zamknęły, technik odetchnął z ulgą i natychmiast wrócił do pracy, wyraźnie zadowolony, że w końcu przestał czuć na plecach natarczywy wzrok tylu osób.
Książkę Tropem mordercy. Ad patres kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
