To nie pasuje do schematu. Fragment książki „Tropem mordercy. Ad patres"

Data: 2026-07-01 10:37:22 | Ten artykuł przeczytasz w 6 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Jeden wybuch wystarczył, by zburzyć spokój miasta i życie nadkomisarz Zofii Zawadzkiej. Nieuchwytny bombiarz zdaje się przewidywać każdy ruch policji, wciągając śledczych w grę, której zasady dyktuje on. Aby zatrzymać terror, Zofia musi otworzyć dawno zamknięte akta i zadać trudne pytania własnemu ojcu. Szybko okazuje się, że w świecie starych policyjnych układów niektóre tajemnice miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

Jak daleko posunie się szaleniec, by wyrównać dawne rachunki? I jaką cenę przyjdzie zapłacić Zofii za odkrycie prawdy, gdy sprawa stanie się śmiertelnie osobista?

Zegar tyka, a morderca dopiero się rozkręca.

„Tropem mordecy. Ad patres" Justyny Rosiak grafika promująca książkę

Zapraszamy do przeczytania książki Justyny Rosiak Tropem mordercy. Ad patres. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Tropem mordercy. Ad patres. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Zawadzka jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się w zatrzymany kadr. Rozmyta sylwetka w kapturze wydawała się niemal nierealna – przesuwała się wzdłuż ulicy cicho i nieuchwytnie, niczym cień.

​– Spróbujmy wyostrzyć ten obraz – poleciła. – Może uda się wyciągnąć choć jeden konkretny detal.

​Podkomisarz Bruś wstała, ustępując miejsca jednemu z wezwanych techników. Mężczyzna zasiadł przed komputerem i wprawnymi ruchami zaczął uruchamiać specjalistyczne oprogramowanie. Na monitorach zakwitły wykresy, suwaki i gęste siatki pikseli.

- To nie serial kryminalny – mruknął pod nosem technik, nie odrywając wzroku od konsoli. – Cudu nie obiecuję, ale sprawdzę, ile da się z tego wycisnąć.

​Przez kilka minut w pomieszczeniu panowała niemal nabożna cisza, mącona jedynie szybkim stukotem klawiatury i szumem procesorów. Walter, Szafrańska i Bruś stali nieruchomo, śledząc każdy ruch kursora, choć dla większości z nich te operacje były czarną magią. Jedynie Zawadzka nie potrafiła ustać w miejscu; krążyła nerwowo po gabinecie, zaciskając dłonie w kieszeniach i tocząc wewnętrzną walkę, by nie zacząć poganiać podwładnego.

​– Dobra, mam coś – oznajmił w końcu mężczyzna.

​Zofia natychmiast znalazła się przy reszcie zespołu. Przetworzony obraz był teraz znacznie czystszy. Sylwetka tajemniczej postaci nabrała kształtów – widać było teksturę kurtki, fason spodni… i coś jeszcze.

​– Zatrzymaj to – rzuciła Szafrańska, pochylając się nad ekranem tak blisko, że niemal dotykała go nosem. – Przybliż lewą rękę.

​Technik powiększył wskazany fragment. Piksele natychmiast rozlały się w barwną mozaikę, ale jeden szczegół stał się bezsporny.

​– Torba – zauważył Walter. – Niesie torbę.

– Sportowa – dodała Bruś – albo jedna z tych dużych, wielorazowych na zakupy.

– Idealna na ładunek – mruknął Robert.

​Technik nie skomentował ich domysłów. Zamiast tego przesunął nagranie o kilka sekund.

– Spójrzcie na to – rzucił, a w jego głosie po raz pierwszy pojawiło się napięcie.

​Postać zatrzymała się przed wejściem. Zamiast jednak grzebać w torbie, sięgnęła pewnym ruchem do kieszeni. Po ułamku sekundy drzwi ustąpiły, a cień wślizgnął się do środka.

​– Wygląda na to, że miał klucz – zauważyła ponuro Szafrańska.

Zawadzka zmarszczyła brwi, analizując każdy ruch na ekranie.

– Albo znał kod do domofonu – dodała.

– Tak czy inaczej, czuł się tu jak u siebie – podsumował Walter. – Musiał dobrze znać to miejsce.

Technik przesunął suwak nagrania dalej. Na ekranie widniała godzina : „03:02”. Drzwi kamienicy ponownie się otworzyły i ta sama postać wyszła na zewnątrz. Tym razem jednak jej ręce były puste.

​– Zaraz, gdzie podziała się torba? – zapytała cicho Szafrańska, mrużąc oczy.

– Wyszła bez niej – potwierdził technik, zatrzymując klatkę.

– Czyli jednak wniósł tam ładunek – rzucił Walter, jakby to ostatecznie zamykało sprawę.

​Zawadzka powoli pokręciła głową, nie odrywając wzroku od monitora.

– Nie. Coś mi tu nie gra.

– Co masz na myśli? – zapytał Robert, zerkając na nią z ukosa.

– Czas – odparła krótko, wskazując palcem na znacznik w rogu ekranu. – Wszedł do budynku o drugiej czterdzieści cztery. Wyszedł o trzeciej zero dwa. Osiemnaście minut.

– No i? – dopytywał inspektor.

– To nie pasuje do schematu. Osiemnaście minut to za długo, żeby tylko zostawić paczkę i uciekać, ale zdecydowanie za krótko, żeby składać skomplikowany ładunek na miejscu – wyjaśniła z wyraźnym powątpiewaniem w głosie.

​Walter milczał przez chwilę, analizując jej słowa.

– Puść to jeszcze raz – polecił w końcu.

​Mężczyzna przy klawiaturze sprawnie przewinął materiał. Na ekranie ponownie pojawiła się zakapturzona postać, a zespół wpatrywał się w nią, próbując wyłapać choćby najmniejszy detal.

– Na plecach, pod kapturem… tam chyba jest jakiś napis – zauważyła nagle Szafrańska, wskazując na kurtkę postaci.

– Masz rację. Agnieszka, spójrz tutaj – przytaknęła Bruś.

– Spróbuję to wyciągnąć – rzucił technik.

​Znowu zapadło kilka minut gęstej ciszy, mąconej jedynie rytmicznym klikaniem myszki i stukotem klawiszy. Technik operował filtrami, nakładając kolejne warstwy na ziarnisty obraz.

– Cudów nie będzie, rozdzielczość jest fatalna. Ale spróbuję trochę podbić kontrast – mruknął.

​Po chwili na głównym monitorze pojawił się mocno powiększony i przetworzony fragment klatki.

– Nic nie widzę – rzucił nerwowo Walter, niemal dotykając nosem matrycy. – To tylko czarna plama.

​– To chyba logotyp jakiejś firmy. Zdaje mi się, że pierwsza litera to „f”... – zauważyła Bruś, mrużąc oczy przed monitorem.

– Masz na to jakieś informatyczne czary, żeby wycisnąć z tego coś więcej? – zapytał Robert, nie odrywając wzroku od rozmazanej plamy.

– Mogę zaprzęgnąć do pracy algorytmy sztucznej inteligencji – wyjaśnił technik. – Przeszukają sieć pod kątem konkretnego kształtu i długości napisu. Jeśli mieli takie naszywki na ubraniach, system powinien znaleźć dopasowanie.

– Zrób to – rzuciła krótko Zawadzka. Napięcie w jej głosie było niemal namacalne.

– To potrwa. Sugeruję, żeby państwo zajęli się teraz czymś innym. Dam znać natychmiast, gdy tylko algorytm wyrzuci jakieś wyniki – odparł mężczyzna, wymownie spoglądając na drzwi.

​Policjanci niechętnie ruszyli do wyjścia. Gdy tylko drzwi się zamknęły, technik odetchnął z ulgą i natychmiast wrócił do pracy, wyraźnie zadowolony, że w końcu przestał czuć na plecach natarczywy wzrok tylu osób.

Książkę Tropem mordercy. Ad patres kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Tropem mordercy. Ad patres
Justyna Rosiak 0
Okładka książki - Tropem mordercy. Ad patres

Jeden wybuch wystarczył, by zburzyć spokój miasta i życie nadkomisarz Zofii Zawadzkiej. Nieuchwytny bombiarz zdaje się przewidywać każdy ruch policji,...