Biuro matrymonialne premium. Tysiące euro. Intercyza. Zero uczuć, zero seksu, zero komplikacji. Tyle mówiła umowa. Tyle tylko, że rzeczywistość nigdy nie trzyma się scenariusza.
On - syn potentata kosmetycznego imperium K Beauty, utracjusz z historią skandali, narkotyków i jednej bardzo publicznej nocy z kimś, kto mu chce bardzo zaszkodzić.
Ona - doktorantka biotechnologii, która właśnie odkryła pornografię w koszu komputera swojego byłego i postanowiła, że dość przypadkowych związków.

Po dwóch stronach lustra to romans obyczajowy o cenie prawdy, sile bliskości i o tym, że czasem największy skandal to zwyczajnie... kochać naprawdę.
Alicja nigdy nie wierzyła w bajki o idealnej miłości. A jednak podpisała kontrakt na małżeństwo z mężczyzną, którego ledwo znała.
Gdy Adam wprowadza Alicję do rodzinnej willi na Wilanowie, ojciec patrzy na nią jak na upragnioną synową, a młoda macocha - jak na wroga numer jeden. Gdy Alicja wchodzi do laboratorium K Beauty i w kilka godzin rozwiązuje problem, nad którym zespół męczył się miesiącami, wszyscy zaczynają widzieć w niej ducha zmarłej matki Adama. A kiedy w końcu zostają sami - za zamkniętymi drzwiami, bez fleszy i bez publiki - okazuje się, że najtrudniej jest udawać, że nic do siebie nie czują. Między kontraktem a prawdziwą miłością jest tylko jedno lustro. Pytanie, po której stronie chcesz stanąć.
Do lektury książki zaprasza Wydawnictwo Estymator. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Po dwóch stronach lustra:
Rozdział 1. Odkrycie
Alicja nigdy nie uważała się za pruderyjną. Widziała w życiu sporo – zarówno na ekranie, jak i w rzeczywistości – i wiedziała, że mężczyźni mają swoje potrzeby. Ale kiedy opróżniała kosz na komputerze Piotra i jej wzrok zatrzymał się na tytułach kilku plików, które właśnie tam wylądowały, poczuła, jak coś w niej pęka.
Nie chodziło o samą pornografię. Chodziło o to, że Piotr nigdy nie powiedział ani słowa. Zero rozmowy, zero żartu, zero „wiesz, czasem sobie włączam”. Nic. Jakby to była wstydliwa tajemnica, którą trzeba ukrywać przed dziewczyną, z którą spędza się noce. Jakby ona miała być tą czystą, nieskalaną wersją kobiety, a on – tym, który w samotności oddaje się czemuś, o czym nie wolno wspomnieć.
Zamknęła laptopa mocniej, niż zamierzała. W kuchni coś skwierczało – Piotr przygotowywał bakłażany z parmigiano, jak obiecał. Zapach był obłędny, ale Alicja nagle straciła apetyt.
– Skończyłaś? – zawołał z kuchni wesoło.
Nie odpowiedziała. Wzięła torebkę, włożyła buty i wyszła, cicho zamykając drzwi. Na klatce schodowej dopiero odetchnęła. Telefon zawibrował – wiadomość od niego: „Gdzie jesteś? Bakłażany czekają :)”.
Zablokowała numer. Po raz setny otworzyła aplikację randkową, przytrzymała ikonkę i przesunęła do kosza. Koniec na dziś.
W drodze do domu kupiła sobie kebaba u Syryjczyka na rogu Senatorskiej i usiadła na ławce w parku Saskim. Było zimno, styczeń, ale przynajmniej nikt nie pytał, dlaczego je samotnie.
Następnego dnia Magda, jej przyjaciółka z biotechnologii, nie zostawiła jej wiele czasu na żale.
– No i co, znowu się rozstałaś? – zapytała Magda, mieszając latte w campusowej kawiarence. – Idealizujesz ich, bo tata cię zostawił, a potem się rozczarowujesz, że są… no właśnie, mężczyznami. To klasyczna pułapka patriarchatu.
Alicja przewróciła oczami.
– Magda, proszę cię. Nie każdy facet, który ogląda porno, jest od razu produktem patriarchatu.
– Ale żaden z nich nie rozmawia o tym otwarcie – odparła Magda z przekonaniem osoby, która przeczytała wszystkie ważne książki na ten temat. – Słuchaj, to jak z tymi wszystkimi romansami, które czytasz: on jest tajemniczy, ona naiwna, a na końcu okazuje się, że to tylko maska. A ty co? Wpadasz w to po uszy.
– Może lubię maski? – odparowała Alicja z błyskiem w oku. – Przynajmniej pod nimi jest coś do odkrycia, a nie tylko latte z sojowym mlekiem i manifesty feministyczne.
Magda roześmiała się, mimo wszystko. – Wiesz co? Mam dla ciebie coś idealnego. Warsztaty w Pracowni Oddechu w Zwierzyńcu. Jeszcze jedno miejsce. Tylko pięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć.
– Pięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć złotych za tydzień oddychania? – Alicja uniosła brew. – Dzięki, ale mówię pas. Oddycham za darmo, a za te pieniądze mogę kupić sobie nowe laboratorium.
Magda westchnęła teatralnie i wyciągnęła z plecaka książkę w miękkiej okładce.
– Przynajmniej to przeczytaj. „Kobiece fantazmaty jako droga do zatracenia”. Otworzy ci oczy.
Alicja wzięła książkę, głównie po to, żeby zakończyć temat. Wiedziała, że Magda lubi ją – nie tylko jako przyjaciółkę – i czuła się z tym trochę niezręcznie. Ale nie zamierzała się zmieniać. Lubiła mężczyzn. Lubiła ich zapach, ich ramiona, ich śmiech. Lubiła czuć się przy nich mała i bezpieczna, nawet jeśli potem okazywało się, że bezpieczeństwo było iluzją.
Tydzień później dostała zaproszenie, którego się nie spodziewała. Doktor Sabina Kozak, promotorka kilku jej koleżanek z roku, organizowała wieczór panieński. Alicja znała Sabinę słabo – głównie z seminariów – ale miejsce brzmiało kusząco: Long Bar w Raffles Europejskim.
Poszła.
Hotel pachniał luksusem – dyskretnym, niekrzykliwym. Za barem przystojni barmani mieszali gin z tonikiem w dziesiątkach wariantów. Przy stolikach siedzieli ludzie, którzy wyglądali, jakby właśnie wrócili z zakupów na Moliera 2. Alicja w swojej czarnej sukience z Zary nagle poczuła się trochę zbyt skromnie, ale kilka drinków później przestało jej to przeszkadzać.
Narzeczony Sabiny podwiózł ją pod hotel – wysoki, zadbany, z lekką siwizną na skroniach. Nie w typie Alicji, ale obiektywnie mógł się podobać.
– Skąd go wytrzasnęłaś? – zapytała Alicja, kiedy już były same przy stoliku.
Sabina się roześmiała.
– Z biura matrymonialnego. Premium. Nazywa się „BelleMarriage”. Zero Tindera, zero scrollowania w piżamie. Tylko mężczyźni z klasą, którzy wiedzą, czego chcą.
– Brzmi jak agencja towarzyska dla bogatych – zażartowała Alicja, popijając gin. – A co, jeśli trafisz na wilka w owczej skórze?
– Wilki w owczych skórach są w Tinderze – odparowała Sabina z błyskiem w oku. – Tutaj przynajmniej sprawdzają konta bankowe.
- I to działa?
– Zobaczysz za pół roku – Sabina pokazała pierścionek. – Ale już wiem, że tak.
Następnego ranka, jeszcze z lekkim kacem, Alicja wpisała nazwę w wyszukiwarkę. Biuro miało stronę elegancką, bez tandetnych serduszek. „Dla osób o wyższych wymaganiach”. „Oszczędność czasu”. „Dyskrecja”.
Zadzwoniła. Umówiła się na spotkanie tego samego dnia.
Biurowiec na Placu Europejskim lśnił szkłem i stalą. W poczekalni podano jej prosecco w wysokim kieliszku. Alicja usiadła na skórzanej sofie i zaczęła się zastanawiać, ile par trzeba zeswatać, żeby płacić czynsz za takie miejsce.
Pani Irmina, właścicielka, wyglądała jak połączenie Dody z luksusową wersją samej siebie – opalona, szczupła, w idealnie skrojonej garsonce. Alicja od razu poczuła lekką nieufność, ale kobieta okazała się zaskakująco inteligentna. Zadawała pytania precyzyjne, czasem zbyt osobiste, ale zawsze z klasą.
– A czego pani szuka w mężczyźnie? – zapytała Irmina, notując coś w eleganckim notesie.
– Kogoś, kto nie ukrywa pornografii w koszu – odparła Alicja z sardonicznym uśmiechem. – I może kogoś, kto wie, że życie to nie tylko bakłażany z parmigiano.
Irmina uniosła brew, ale się roześmiała. – Szczerze. Lubię to.
Potem była sesja zdjęciowa – długa, męcząca, ale profesjonalna. Żadnych póz w bieliźnie, na szczęście, bo tego dnia Alicja miała na sobie najmniej seksowną bieliznę w swojej szafie.
Na koniec rozmowa o pieniądzach.
– Roczny abonament to tysiąc euro – powiedziała pani Irmina spokojnie. – Plus dwa tysiące kaucji, zwracanej, jeśli w ciągu roku nie znajdzie się odpowiedni kandydat.
Alicja przełknęła ślinę. To była spora suma. Ale miała oszczędności po stypendium naukowym i premii z ostatniego projektu. I nagle zrobiło jej się głupio wycofywać. Zapłaciła Blikiem, zanim zdążyła się rozmyślić.
Wyszła z biura z lekkim zawrotem głowy. Co ona najlepszego zrobiła? Tysiące euro za nadzieję, że ktoś inny znajdzie jej miłość?
Telefon zadzwonił tego samego wieczora.
– Pani Alicjo – głos pani Irminy był ciepły i pewny. – Mam dla pani pierwszą propozycję. Jutro wieczorem, jeśli pasuje. Bardzo obiecujący kandydat.
Alicja stała przy oknie swojego małego mieszkania na Mokotowie, patrząc na światła miasta.
– A jeśli to będzie kolejny Piotr? – zapytała, półżartem.
– Proszę mi zaufać – odparła Irmina. – Ten jest inny. Pasuje?
– Pasuje – powiedziała, zanim zdążyła się zawahać.
Odłożyła telefon i uśmiechnęła się do siebie w lustrze. Może tym razem będzie inaczej.
Książkę Po dwóch stronach lustra kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
