Monte. Vide. Eu. „Widzę górę” - tak miał powiedzieć pierwszy Europejczyk, zobaczywszy miejsce, które jest stolicą Urugwaju. Choć żadnej góry tu nie ma, to te słowa są niezwykle piękną i przewrotną metaforą tej historii. Bo właśnie wokół tego, co niewidoczne dla oczu, ukrytych pragnień, nienazwanych traum i niezłomnej siły, Caro de Robertis buduje tę poruszającą sagę rodzinną.
Moje oczekiwania wobec „Niewidocznej góry” były wysokie, ponieważ poprzednie książki z tej serii przyniosły mi mnóstwo głębokich, wręcz skrajnych emocji. Dzięki nim poznałam rozrzucone po świecie miejsca i ich bolesną historię przez pryzmat równie niełatwych losów ich mieszkańców. I tym razem się nie zawiodłam. Ta opowieść o trzech pokoleniach kobiet, łącząca brutalną rzeczywistość ze szczyptą realizmu magicznego, niesie w sobie potężny ładunek emocjonalny.
Burzliwe przemiany polityczne w Urugwaju i Argentynie nie są jedynie tłem dla losów Pajarity, Evy i Salome. To one budują codzienność kobiet, zmuszając je do walki o siebie, swoje dzieci, prawo do godności, wolności i szczęścia. Bohaterki przechodzą przez piekło domowego opuszczenia, potworność gwałtu i odrzucenia, aż po mury politycznego więzienia. Czasy, które niosą brak stabilności, poczucie zagrożenia i strach przed dyktaturą, kształtują pokolenia kobiet złączonych w solidarności i niezłomności.
Z drugiej strony autorka kreśli niezwykle surowy portret mężczyzn, którzy w tej historii jawią się jako uosobienie słabości i zagrożenia. Uciekający w alkohol, sięgający po przemoc, unikający odpowiedzialności za własną rodzinę, nie potrafią zmierzyć się z przeciwnościami losu. Zamiast dawać oparcie, wykorzystują swoją siłę do tego, by kobiety zniewolić i podporządkować. Czy obraz ten jest zbyt jednostronny? Biorąc pod uwagę osadzenie akcji w realiach XX wieku, można polemizować, jednak obserwowanie tej nierównej walki chwyciło mnie mocno za gardło i wywołało wewnętrzny bunt.
Dla mnie niezwykle poruszającym punktem w tej często mrocznej układance jest poezja i siła słowa. To one są ucieczką od życiowych tragedii, schronieniem i wolnością, ale paradoksalnie i one mogą ściągnąć na bohaterów zagrożenie i zmusić do ucieczki. Nie sposób również nie wspomnieć o przebijających z tej historii i budzących emocje relacjach kolejnych pokoleń matek i córek. Szczególnie o tej niewyobrażalnej tęsknocie ukrytej w kolorowych liściach narysowanego dziecięcą ręką drzewa.
Czytałam tę sagę bez pośpiechu, zanurzając się w tym z jednej strony innym, z drugiej jakże podobnym świecie. Świecie, w którym ludzie tak samo kochają się i radują, nienawidzą, cierpią i umierają. Bo choć czas mija, życie zatacza krąg, a zmiany, nie zawsze dobre, tworzą kolejne pokolenia silnych, choć często niedocenianych kobiet. Kobiet, które są w stanie wiele znieść, by ocalić to, co kochają.
Czytajcie!
Dwudziestoletnia Perla Correa jest jedynaczką wychowaną przez oziębłą matkę i purytańskiego ojca – oficera marynarki wojennej. W kraju, w którym...
Opowieść o ogniu, który płonie w naszych duszach. I o tych, którzy potrafią go rozniecić. Oraz o domu, w którym można kochać prawdziwie. Arcydzieło literatury...