Często sobie myślę, który przedmiot w szkole ma największe znaczenie dla dorastającego człowieka. Który zaimplementuje mu wiedzę, dzięki której będzie umiał w przyszłości rozsądnie myśleć, krytycznie oceniać poznawane fakty, a także mądrze tworzyć, służąc innym. Wydaje się, że wiele lekcji ma istotny wpływ na kształtowanie młodego umysłu, jednak nie da się chyba racjonalnie patrzeć w przyszłość nie znając istotnych wydarzeń z przeszłości.
Książka dr Tomasza Rożka niewątpliwie ma wielkie predyspozycje do tego, aby stać się takim podręcznikiem do historii współczesnej dla uczniów szkół ponadpodstawowych. Ten znany popularyzator nauki znacznie wykracza w swoim opracowaniu poza normy przyjęte w standardowej edukacji. Historie, które prezentuje, dotyczą wielu najważniejszych obecnie dziedzin nauki, a to, co je wszystkie łączy to unaocznienie czytelnikowi negatywnych skutków jej wykorzystania.
Autor podzielił publikację na trzy główne części, oddzielając najczęstsze motywy niefrasobliwego wykorzystania zdobyczy uczonych. Nazwa każdej z nich nawiązuje do najważniejszych grzechów głównych, a każdy rozdział szczegółowo relacjonuje zachowania ludzi (mniej lub bardziej nagłośnione wcześniej w mediach), którzy realizowali niecne jednostkowe lub systemowe cele. Wśród przytoczonych przykładów nie brakuje niestety też historii obnażających ludzkie błędy – działanie wynikowe "chodzenia na skróty, które potem się na nas mszczą." W tej książce każdy opisywany proceder szokuje, lecz w moim odczuciu najwięcej emocji u czytelnika mogą wzbudzić zjawiska, które niestety nie tracą na aktualności, jak np. kwestia higieny rasowej, szkodliwości szczepionek, czy kryzys opioidowy.
Dr Rożek pokazując działanie mechanizmów praktykowanych przez dzisiejszych odkrywców daje impuls do tego, aby czytelnik spróbował krytycznie pomyśleć. W swoim przekazie używa sformułowań zrozumiałych dla przeciętnego człowieka. I chociaż wydawać się może, że zastosowany język jest wyszukany, a dawka informacji spora, to osoby mające nawet pobieżną styczność z kanałem Nauka. To lubię. nie będą mieli problemu z odbiorem tej treści. Dodatkowo fakty w niniejszej publikacji poparte są wielością liczb, a każdy temat uwydatniony jest znakomitymi rycinami Marcina Wierzchowskiego i, ku mojemu zaskoczeniu, nie tylko jego. Niezwykłe ilustracje w czarno-czerwonych barwach, które dominują również na okładce, zdają się kipieć ironią, emanować sarkazmem, stanowiąc cenne uzupełnienie wywodów dr Rożka.
Zafascynowany innymi owocami działalności niniejszego wydawnictwa, jak również wspomnianego ilustratora, wizualizowałem sobie, jak ta problematyka mogła by być ukazana w formie komiksu, ale wydaje się, że nie tylko taki format przemawia za oddaniem tej pracy uczniom, choćby celem urozmaicenia edukacji szkolnej.
"Władza pieniądze nauka" ma z założenia uwrażliwić czytelników na to, w jaki sposób na naukę nie patrzeć. To przede wszystkim przestroga, jak nie stać się naukowym antybohaterem. Gorzej, jeśli miano to zyskamy nieumyślnie - w końcu dawni piewcy heroicznej etyki głosili, że "błądzenie jest rzeczą ludzką. Ale trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską."
Akcja recenzencka Fundacji Nauka. To lubię
Czy wydmy potrafią śpiewać? Od czego zależy kształt piorunów? Kto skonstruował najprecyzyjniejszy zegar na świecie? Dlaczego gorąca woda zamarza szybciej...