Stoimy po kostki w gównie, ale nie musimy się w nim topić.
Przez okno wpada złoty prostokąt porannego słońca,oświetlając blat niczym starannie wyregulowany reflektor.
Powinnam być na to przygotowana, aleteraz, kiedy znajduję się tak blisko, uświadamiam sobie, że żadenwysiłek nie powstrzymałby łez napływających mi do oczuz nadmiaru uczuć, których nawet nie potrafię nazwać.
Przyszła moja „ulubiona” córka podopiecznej, pani sekretarka. Zdałam jej relację, kończąc stwierdzeniem, że Agnes musi dużo chodzić. Erika wstała, podeszła do matki i rzekła: „Chodź, mamo, pochodzimy trochę”. Wyciągnęła ręce w jej kierunku. Agnes posłusznie wstała i chciała od razu zrobić krok do przodu. Jej nogi zaczęły się telepać. Erika przestraszyła się, puściła matkę i podopieczna opadła na fotel.