Życie pechowej emigrantki

Wydawnictwo: Czarna Kawa
Data wydania: 2016-08-12
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9738394444921
Liczba stron: 380
Dodał/a książkę: czytam

Ocena: 4.33 (3 głosów)

Życie pechowej emigrantki to książka przedstawiająca skomplikowane i bardzo dynamiczne losy autorki, której niespokojny charakter i odwaga nie pozwalają zadowolić się w życiu byle czym. Opisane historie, przeżyte m.in. wśród ufnych Norwegów, sprytnych Cypryjczyków i pragmatycznych Holendrów, łączą sprawy śmieszne, nieprawdopodobne i straszne. Autorka, która miejsce zamieszkania zmieniała ponad 40 razy i wykonywała ponad 35 zawodów, pracując np. dla mafii na Cyprze, przechodzi ewolucję myślenia i przewartościowuje swoje życie w obliczu tragedii. To opowieść o wytrwałości, odwadze i miłości.

Opisy niektórych wydarzeń ze swoich podróży autorka umieściła na blogu – w książce można jednak znaleźć nowe, nigdy niepublikowane historie, przepełnione ogromną dawką emocji.

Treść wzbogacają zabawne rysunki oraz mapka przedstawiająca miejsca odwiedzone przez autorkę.

A to jeszcze nie koniec jej podróży!

Kup książkę Życie pechowej emigrantki

Opinie o książce - Życie pechowej emigrantki

A ja co? Jak zwykle zaliczyłam wtopę. (s. 94) Czym jest szczęście? Na pewno odwrotnością pecha! A tego drugiego ma w nadmiarze bohaterka książki ,,Życie pechowej emigrantki" Martyny Flemming. Poznajcie Kamę, znaczy się Kamilę. Już w dzieciństwie rodzice zafundowali jej kilka przeprowadzek, nic dziwnego, że potem, w młodości i w dorosłym życiu Kama często zmienia miejsce zamieszkania i pracę. Ma to we krwi. Tuła się po Europie. Można by rzec, że prowadzi koczowniczy tryb życia, ale w wersji współczesnej. Z każdego miejsca, gdzie ją los rzucił, wraca z taką samą ilością bagaży, z jaką wyjechała. Nie chomikuje rzeczy. Jej dobytek mieści się w jednej walizce i plecaku. Gdy czuje się przygodowo zmęczona stwierdza, iż czas nauczyć się czegoś nowego i wtedy wraca do Polski albo jedzie do innego miasta lub kraju. Po prostu ją nosi! Jak stwierdza: Ja kocham przygody. (s. 286) Przygoda przygodą czy to dobrą, czy złą. Ale, ale... Kama ma dziwną skłonność pchania się w tarapaty, ma łatwość ,,łapania pecha". Wiadomo, że przypadki chodzą po ludziach, ale pech??? W przypadku Kamy też. W pewnym momencie bohaterka pyta się samą siebie: Ile razy w życiu można zaczynać wszystko od nowa? (s. 74) Jak pokazuje życie Kamy i jej bogate doświadczenie życiowe - bardzo wiele. Ona sama przeprowadzała się ponad 40 razy, zwłaszcza w Holandii. Wykonywała ponad 35 zawodów, które czasami było trudno sklasyfikować, no bo jak nazwać pracę w kasynie dla mafii na Cyprze albo rozmnażanie planktonu w Norwegii? Jej upór w dążeniu do celu, realizacja marzeń są godne pochwały i naśladowania. Realizm łączy się z pragmatyzmem, bo ona zawsze dostaje to, czego chce. Kama Kama to twarda sztuka, byle co jej nie złamie. Zawsze trzeba myśleć: ,,Zrobię to albo zginę". Warto czasem spalić własną łódź. (s. 179) Na kartach powieści autorka, która jednocześnie jest bohaterką i narratorką, opisuje swe barwne życie ze swadą, czasami z humorem, a czasem z brutalnością. Nie owija w bawełnę. Przedstawia życie i spotykające ją przygody (czyt. pech) bardzo realnie i konkretnie. Czasami brakowało mi chronologii wydarzeń, np. wpierw czytelnik czyta opisy wielu wydarzeń Kamy i jej chłopaka Adama, a dopiero potem dowiaduje się, jak się oni poznali; wpierw wycieczka na południe Europy, a potem rodzinny obiad przed wyruszeniem na eskapadę. Niektóre rozdziały tworzyły pewien spójny ciąg przyczynowo-skutkowy uporządkowany chronologicznie. Inne z kolei były zbiorem sytuacji uporządkowanych tematycznie (,,Zrozumieć kobietę", ,,Męskie myślenie"). Czytelnik pozna tajniki niektórych programów i stacji telewizyjnych, zasady działania cypryjskiego kasyna, opiekę zdrowotną w Holandii czy działalność grupy tanecznej. Autorka opowiada o specyficznych Norwegach, szpanerskich Cypryjczykach, pragmatycznych Holendrach, wszędzie rządzących Rosjanach. W życiu bohaterki przewijali się różni ludzie z całego świata, zaś każdy z nich... Był kolejnym Człowiekiem z kategorii ,,PO COŚ" w moim życiu. (s. 109) ,,Życie pechowej emigrantki" to swoisty dziennik młodej kobiety, pamiętnik z podróży, wspomnienia, zapiski własnych doświadczeń życiowych i często odwiedzającego ją PECHA. Bohaterka mogłaby nim obdzielić kilka, a nawet kilkanaście osób i jeszcze dla niej by sporo zostało. Czasami to brzmiało wręcz niewiarygodnie, gdy czytało się o jej kolejnej wtopie. Ale ów pech bohaterki procentował radami dawanymi dla czytelnika (nie było ich zbyt wiele) Pamiętajcie, by nie dawać swego numeru telefonu komu popadnie. Nie wiadomo, co ludziom strzeli do głowy. (s. 122) Książkę czyta się lekko i przyjemnie, choć czasem oczka mogą zrobić się wielkie lub buzia się otworzy z niedowierzania albo za gości na niej uśmiech. Jednak od tej reguły są dwa wyjątki - dedykacja i zakończenie, kiedy to łezka ma prawo zakręcić się w oku. Pech pechem, ale i on wydaje się mieć swoje granice... I tu na podsumowanie słowa Sławka, jednego z mężczyzn, który pojawił się na życiowej drodze Kamy: Bo życie to jest to, co nam się przytrafia, gdy mamy inne plany. (s. 105)
Link do opinii
Avatar użytkownika - kasiatuszek
kasiatuszek
Przeczytane:2016-08-29, Ocena: 5, Przeczytałam,
"Życie pechowej emigrantki" była na mojej liście książek "do przeczytania" od momentu, gdy tylko pojawiła się wzmianka o jej premierze. Na pewno uwagę przyciąga pełna optymizmu okładka, sugerująca, że zapewne zawiera mnóstwo przezabawnych sytuacji i zdarzeń. I poniekąd rzeczywiście tak jest, ale sięgając po nią trzeba również przygotować się na momenty, kiedy to łzy spływają po policzkach, na chwile wzruszenia, bólu i cierpienia. Nie minął miesiąc od dnia jej premiery, a już widnieje na liście bestsellerów w dziale literatura podróżnicza. W sumie mnie to nie dziwi. Powieść jest emocjonalną huśtawką, bawi, wzrusza, uczy, otwiera oczy na pewne sprawy, skłania do refleksji, podejmuje ważne tematy oraz pokazuje prawdziwe życie osoby, która mimo, iż wiele przeszła w swoim dotychczasowym życiu, nadal je kocha i stara się z niego czerpać garściami. "Niekiedy w życiu są sytuacje, w których nie ma odwrotu, gdy nie możesz powiedzieć: "Nie dam rady", "Nie podołam", "Nie zrobię tego". Po prostu MUSI się brnąć dalej. Ceną za brak wyjścia (choć zawsze istnieje wyjście, pytanie tylko, czy nie kosztowniejsze) jest utrata pieniędzy za wykonanie zadania, strata kogoś bliskiego, wciągnięcie kogoś w tarapaty i tak dalej." Na początku, po otworzeniu książki pojawia się zdjęcie oraz kilka słów od autorki. W tym momencie łzy napłynęły mi do oczu, czego się kompletnie nie spodziewałam. Sądziłam bowiem, że będę się świetnie bawić podczas jej lektury, a tutaj takie zaskoczenie już na samym wstępie. Dalej powieść podzielona jest na trzy części, a z kolei każda z nich na kilkanaście bardzo krótkich, ale treściwych rozdziałów. Przewracając kartki, odczuwałam niepewność i tajemniczość, nie wiedziałam, co tak naprawdę zostanie przedstawione i przekazane na następnych stronach. To sprawiało, że książkę czytałam z ogromnym zaciekawieniem, zaangażowaniem i podekscytowaniem. Pierwsza część zatytułowana "Zanim wyjechałam z Polski" rozpoczyna się ukazaniem historii Pawła, który wraz z rodziną wyemigrował do Australii. Następny rozdział stanowi podziękowanie dla ojca autorki, który już nie żyje. Później kobieta dzieli się swoimi przeżyciami, kiedy to jeszcze mieszkała w Polsce. Przeprowadzała się kilka razy, mieszkała w Warszawie, Jabłonce, Wrocławiu. Wspomina swoją studniówkę, na którą zaprosiła czarnoskórego znajomego o imieniu Simba, pochodzącego z Zimbabwe. Dlaczego? Jeden z nauczycieli któregoś dnia oznajmił dziewczynie, że po ukończeniu szkoły nikt o niej nie będzie pamiętał ze względu na jej niezbyt dobre oceny. Mylił się, udowodniła zarówno nauczycielom, jak i znajomym, że wszyscy będą pamiętać chwilę, kiedy weszła na salę z partnerem o innym kolorze skóry. Na studia wybrała się do miasta oddalonego o czterysta kilometrów od miejsca, w którym mieszkała. Nie miała za bardzo wyjścia, niewiele uczelni oferowało kierunek - instruktor tańca. W Krakowie stworzyła grupę taneczną, której większość stanowili Kanadyjczycy. Występowali na kilkunastu różnego rodzaju imprezach, w kilku krajach m.in.: na Litwie, Łotwie. Szukając sponsorów na wyjazdy zagraniczne, otrzymywała niemoralne propozycje. Niestety po jakimś czasie, z różnych powodów zespół się rozpadł. Autorka wspomina także swoje związki, dzieli się swoimi uczuciami, przemyśleniami, ukazuje swoje porażki, przedstawia swoje dziwne i zabawne sny (pewnej nocy śnił jej się wyścig świnek morskich w Nairobi). Ponadto ujawnia kulisy swoich udziałów w kilku teleturniejach, tj.: Milionerzy, TeleGra, Familiada, Najsłabsze ogniwo czy Rosyjska ruletka. W drugiej części książki "W poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi" autorka przybliża nam swoje podróże po Europie i nabywane w ich trakcie doświadczenia. Mieszkała w Norwegii, na Cyprze, w Holandii. Zwiedziła Węgry, Włochy, Francję, Szwajcarię, koło podbiegunowe. Pracowała jako kelnerka, barmanka, opiekunka do dziecka, w szklarniach przy kwiatach, warzywach, a przede wszystkim w kasynach. Zdarzało się, że nie otrzymywała wynagrodzenia za swoją pracę. Bywało, że trafiała do szpitala w wyniku przemęczenia po kilkunastogodzinnych zmianach/dyżurach. Była także ofiarą napadu. Przeprowadzała się kilkadziesiąt razy albo ze względu na podjęcie zajęcia w innym miejscu albo na panujące warunki w obecnym mieszkaniu, a niekiedy z powodu lokatorów. Poznała ludzi z wielu krajów m.in: z Rosji, Syrii, Filipin, Rumunii; ich zwyczaje, tradycje i zachowania. W czasie jednej z wielu podróży autorka znalazła miłość swojego życia - Adama. W tej części pojawia się mnóstwo anegdot, śmiesznych, a czasem przerażających sytuacji, rozważań, wniosków, obserwacji, analiz, ale głównie wspomnień. "Z dnia na dzień stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. mogłam go nazwać swoim przyjacielem, kompanem do szaleństw. Dawna "ja" przy nim zniknęła - nauczył mnie na nowo spontaniczności, którą wieki temu zgubiłam gdzieś pod stertą rachunków, odpowiedzialności i poczucia, że już nie wypada. Z nim, nawet gdy szło coś nie tak, było raźniej. Czułam, że mam w nim maksymalne oparcie. Mam do dziś. I jeszcze bardziej niż kiedyś wierzę w przeznaczenie - dwie osoby, które tak bardzo do siebie pasują, znalazły się w tym samym czasie w miejscu, gdzie wcale nie planowały się znaleźć." Natomiast ostatnia część "Szczęście, które trwało zbyt krótko" poświęcona jest oczekiwaniu na upragnioną córeczkę Maję, jej narodzinom oraz bardzo smutnej diagnozie. Autorka dzieli się swoimi emocjami i uczuciami w okresie ciąży, opisuje swój trudny poród, omawia opiekę poporodową i lekarską panujące w Holandii, ale przede wszystkim ukazuje czas macierzyństwa, który niestety trwał zbyt krótko. Ta część przepełniona jest bólem, cierpieniem, smutkiem i rozpaczą. W trakcie jej czytania łzy strumieniami spływają po policzkach i nasuwają się pytania: Dlaczego?; Jak wiele człowiek musi znieść?; Dlaczego życie jest tak bardzo niesprawiedliwe?; Jak poradzić sobie ze stratą dziecka?; Jak dalej żyć? Życie pechowej emigrantki" nie jest typową książką podróżniczą. Nie znajdziemy w niej obszernych opisów odwiedzanych miejsc, zabytków, przebytych tras. Poznajemy natomiast mnóstwo ciekawostek, zwyczaje panujące w poszczególnych krajach, mentalność mieszkańców, zachowania obcokrajowców oraz Polaków. Autorka dzieli się swoimi spostrzeżeniami, obserwacjami, doświadczeniem, jakie nabyła mieszkając i pracując w różnych krajach, na różnych stanowiskach. Przebywała w wielu hotelach - również pracowniczych, w obozach pracy, które bywały przerażające. Zastanawiające jest to, dlaczego ludzie godzą się na takowe traktowanie, na życie w zamknięciu, w ciągłej gotowości, w nieustannym oczekiwaniu na telefon, po którym w ciągu zaledwie kilku minut muszą stawić się w miejscu pracy. Kobieta była uczestnikiem, często świadkiem wielu sytuacji, relacji międzyludzkich. Omawia współpracę z Agencją Pracy w Holandii, wspomina atmosferę panującą w kasynach, a także moment, kiedy w szóstym miesiącu ciąży zmieniała koło na autostradzie. Miała możliwość zasmakowania ciekawych potraw, tj.: jebra, soukzoukos czy jajecznicy z mewich jaj. Powieść napisana jest prostym, lekkim, łatwym w odbiorze językiem. Autorka zwraca się bezpośrednio do czytelnika, zadając mu pytania, ostrzegając przed pewnymi zagrożeniami i niebezpieczeństwami, udzielając wartościowych rad, zmuszając do refleksji i wyciągania istotnych wniosków. Odnosi się wrażenie, jakby bohaterka książki siedziała tuż obok, na kanapie i popijając kawę relacjonowała swoje życie. Na pewno jej ogromnym atutem jest niesamowita szczerość. Książka wciąga od pierwszej strony i nie pozwala się oderwać aż do ostatniej kartki. Opowiada o odwadze, miłości, przyjaźni, determinacji, emigracji, spełnianiu marzeń oraz poszukiwaniu własnej drogi i szczęścia. To prawdziwa opowieść o życiu. Z niecierpliwością będę oczekiwać kolejnej powieści autorki i z przyjemnością po nią sięgnę. Z informacji na jej blogu, wynika, że takowa książka się pojawi. Tymczasem w listopadzie 2016 roku autorka wybiera się w samotną podróż do Azji. Jeśli jesteście ciekawi, jak naprawdę wygląda życie na emigracji, czym jest jebra, gdzie serwowana jest jajecznica z mewich jaj albo z czym pewna Filipinka chciała jeść polskie pierogi, zapraszam do lektury książki :) http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com/
Link do opinii
Avatar użytkownika - Muminka789
Muminka789
Przeczytane:2017-01-16, Ocena: 4, Przeczytałem, wyzwanie 100 książek 2017,
Recenzje miesiąca
Sankofa. Nie zmarnuj życia
Tomasz Gaj OP, Magdalena Pajkowska
Okładka książki - Sankofa. Nie zmarnuj życia
Elementarz dla rodziców
Jacek Mycielski
Okładka książki - Elementarz dla rodziców
Pensjonat pod Świerkiem
praca zbiorowa
Okładka książki - Pensjonat pod Świerkiem
Frida Kahlo prywatnie
Suzanne Barbezat
Okładka książki - Frida Kahlo prywatnie
Detektyw Bzik
Anna Paszkiewicz
Okładka książki - Detektyw Bzik
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy