Nowa, poruszająca powieść autorki Halszki.
Warszawa, 1976 rok. Ewa, dojrzała kobieta z trudną przeszłością, odkrywa zdradę męża i w jednej chwili traci poczucie bezpieczeństwa. Ucieczkę przed rozpadającym się życiem znajduje w mieszkaniu Reginy – starszej, samotnej kobiety, która nosi w sobie ciężar doświadczeń sięgających przedwojennej Warszawy. Z pozoru przypadkowe spotkanie dwóch kobiet szybko przeradza się w relację opartą na niedopowiedzeniach, wzajemnej fascynacji i coraz głębszej zależności. W tle pojawia się Olgierd – syn Reginy, mężczyzna związany z aparatem władzy, rozdarty między lojalnością wobec systemu a własnym sumieniem. Gdy oferuje Ewie pomoc w odkryciu prawdy o jej pochodzeniu, stawia ją przed dramatycznym wyborem: ile jest gotowa poświęcić, by poznać własną historię?

Regina to wielowątkowa opowieść o kobietach z różnych światów i epok, których losy splatają się w cieniu wielkiej historii. Aldona Żółtowska z wyczuciem i literacką elegancją pokazuje przedwojenną Warszawę, pełną pozorów i luksusu oraz rzeczywistość PRL-u – świata kompromisów, lęku i moralnej niejednoznaczności. To powieść o samotności, pamięci, cenie wygodnego życia i o tym, że przeszłość nigdy nie znika – nawet jeśli bardzo chcemy ją przemilczeć.
Do lektury zaprasza Wydawnictwo Axis Mundi. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Regina. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Lokaj uchylił ciężkie drzwi i skinął na Reginę, by weszła. W powietrzu unosił się zapach starych książek, cygar i jakiegoś orientalnego kadzidła.
Witold Lipszyc siedział przy szerokim oknie, odwrócony plecami do okna. Spoglądał na swój ogród. Kiedy się podniósł i obrócił w jej stronę, Regina z trudem powstrzymała zaskoczenie.
Nie wyglądał jak żaden z mężczyzn, których znała. Nie przypominał ani eleganckiego Franciszka Brodniewicza, ani zawadiackiego Eugeniusza Bodo. Miał długie, lekko falujące włosy w kolorze głębokiej czerni z sinym połyskiem. Twarz, choć szlachetnie zarysowana, częściowo kryła się za kilkudniowym zarostem.
Ma dość długie włosy. Nosi się na czarno – pomyślała Regina z zaciekawieniem. – I ta twarz, która nie widziała brzytwy od kilkunastu dni. Mają rację, że to zupełny ekscentryk.
Tymczasem Lipszyc, z wyraźnym zaskoczeniem w oczach, przyglądał jej się uważnie. Mrużył oczy, jakby usiłując przypomnieć sobie, czy już gdzieś widział tę rudowłosą dziewczynę.
– Nie przypominam sobie, żebym dziś kogoś oczekiwał – powiedział cicho, przeciągłym, nieco ironicznym tonem. – Lokaj twierdzi, że wizyta pani ma charakter niezapowiedziany.
Regina uniosła lekko podbródek.
– W istocie, jestem niezapowiedziana. Ale czy to nie właśnie w takich wizytach kryje się najwięcej rozrywki? – spytała.
Uśmiechnął się lekko.
– Bawię w kraju dość krótko – odparł powoli. – Unikam spotkań towarzyskich, zresztą nie miałem dotąd okazji poczynić żadnych bliższych znajomości. Dlatego… pani wizyta wydaje mi się osobliwa.
– Wiem, że moja wizyta jest dość niespodziewana. Ale niech pan da mi chwilę. Potem może mnie pan wyrzucić za drzwi – powiedziała twardo, z cieniem kokieterii, który sam wymknął się jej spod kontroli.
Lipszyc podszedł do małego stolika i nalał sobie herbaty z ciemnego imbryka. Ręka mu nie drżała. Zatrzymał się na moment, po czym zapytał:
– Skoro już pani tu jest… jak powinien się do pani zwracać?
– Leokadia … Leokadia Woj… Wojnarowska – wymyśliła naprędce fałszywe personalia, na wypadek gdyby coś poszło nie tak i musiałaby się wstydzić swojej wizyty.
Lipszyc zamyślił się, po czym zasiadł w fotelu obitym zielonym pluszem.
– Proszę usiąść – zaproponował.
Regina usiadła naprzeciwko niego, z dłońmi złożonymi na kolanach. Przez chwilę milczała, ale nie dlatego, że brakowało jej słów – przeciwnie. Jej myśli pracowały gorączkowo. Powinna zacząć od aluzji? Zasugerować, że oto po kilku latach zagranicznych podróży pan Lipszyc zapewne wrócił do ojczyzny z myślą o ustatkowaniu się? Że powrót do kraju ojczystego daje człowiekowi powód do wicia gniazda? Mogłaby powiedzieć to gładko, z uśmiechem, niby mimochodem. A potem… Złożyć swoją propozycję.
Nie. Daruje sobie takie wstępy i przemowy. Spojrzała na niego wprost, wręcz z chłodną godnością, której uczyła się przez całe życie.
– Panie Lipszyc – powiedziała spokojnie, ale dobitnie. – Wiem, jak to zabrzmi. Być może zbyt śmiało. Być może nawet niedorzecznie. Ale skoro już tu jestem i skoro los zdecydował, bym dowiedziała się o pana istnieniu, pozwolę sobie złożyć panu nietypową propozycję.
Witold uniósł brew, lekko rozbawiony.
– Propozycję? – powtórzył przeciągle.
– Małżeństwa – odparła Regina.
Zapadła cisza.
W końcu Lipszyc zaśmiał się – serdecznie, donośnie. Jego śmiech miał w sobie coś młodzieńczego, niemal bezczelnego.
– Proszę mi wybaczyć… to nie kpina z pani osoby, najdalszy jestem od tego – powiedział, ocierając łzę z kącika oka. – Ale… odwagi pani odmówić nie sposób. Niech mi pani wierzy – zjeździłem pół świata. Ale nikt nigdy, przenigdy nie złożył mi takiej oferty w tak bezpośredni sposób.
Zamilkł na chwilę, przyglądając się jej z nową uwagą.
– A jednak – ciągnął cicho – zmuszony jestem odmówić. Nie dlatego, że pani nie zasługuje na poczciwego męża. Przeciwnie. Jest pani osobą… niezwykłą. Ale ja nie jestem mężczyzną stworzonym do stanu małżeńskiego. Nie nadaję się do tego. Za dużo widziałem, za długo byłem sam, zbyt jestem zgorzkniały, abym potrafił żyć… razem. Proszę mi wierzyć, to nie jest żadna kokieteria. Ja po prostu nie nadaję się do małżeństwa.
Regina nie spuściła wzroku. Nie poruszyła się. Tylko lekko przygryzła wargę, jakby dopiero teraz dotarła do niej odmowa.
Książkę Regina kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
