Okładka książki - Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego

Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego


Ocena: 4 (1 głosów)

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

W debiutanckim tomie Adama Jaworskiego zwichnięciu ulegają nie tylko tytułowe biodro,
ale także sama baśń, język, którym próbuje się o sobie opowiedzieć, oraz kolejne relacje
wypaczane przez straumatyzowaną pamięć. Wiersze w tej książce, podobnie jak widniejący
na okładce obraz Andrzeja Kuliga, w jednym ruchu uwodzą wzrok odbiorcy swoją
erotycznością i zarazem zmuszają do odwracania oczu od doznawanej przez męski podmiot
krzywdy. A jednak nie da się nie patrzeć: na codzienną przemoc, na podlubelską wieś, która
zgniata i której się to wybacza, wreszcie na bohatera tej antybaśni, negocjującego w kolejnych
tryptykach i dyptykach własne ocalenie przeciw byciu ofiarą.

Informacje dodatkowe o Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego:

Wydawnictwo: Biuro Literackie
Data wydania: 2025-02-10
Kategoria: Poezja
ISBN: 9788368310115
Liczba stron: 68
Język oryginału: polski

więcej

Kup książkę Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego - opinie o książce

Lubicie, kiedy literatura Was prowokuje? Sprawdza granice, uchyla rąbka spódnicy, żeby zaraz znów się schować; manipuluje czytelnikiem, wodząc go za nos. Dla mnie taka literatura zawsze jest wyzwaniem, czasami grą, dzięki której mogę dowiedzieć się więcej o sobie. Czytając Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego Adama Jaworskiego czułem, że biorę udział w grze pełnej autofikcji, balansowania między żartem a wyznaniem, aluzji literackich. I wiecie co? Dobre to.

 

Podoba mi się u Jaworskiego spójność wizji całego tomu - wiersze bronią się w pojedynkę, ale uderzają mocniej jako całość. Trochę jak w albumie koncepcyjnym, otrzymujemy pewną historię, opowieść chłopaka z Łysakowa, który zaczyna poznawać siebie, żyje w świecie wrogim, przemocowym i wykluczającym; podmiot czuje nieprzystawalność do swojego środowiska. Autor odkrywa momenty intymne, traumy, przemyślenia podmiotu i doprowadza do sytuacji, w której czytelnik może zacząć czuć się jak podglądacz albo zawstydzić się swoją reakcją - jak w momentach, gdy przesuwa granicę żartu.

 

 

W wierszach Jaworskiego słychać głosy wielu poetów, inspiracje i aluzje są mocno widoczne, ale najsilniej pobrzmiewał mi Tkaczyszyn-Dycki, zwłaszcza w tekstach o poznawaniu własnej tożsamości i seksualności. To wrażenie potwierdziłem, czytając wywiad Joanny Mueller z autorem dokoła jego debiutanckiej książki. Swoją drogą, ile ten człowiek mówi, wyrzuca słowa jak karabin maszynowy Maxim i zadziwienie moje wielkie, że daje radę ów słowotok powściągnąć na potrzeby poezji. Zachęcam Was do sięgnięcia po ten tom, bo dzieje się tam wiele, a fraza Jaworskiego jest bardzo czytalna.

Link do opinii
Reklamy