Eunuch, niewolnica, złodziej i mulica próbują ocalić bezcenne... książki!
Jest rok 976, a jedna z największych bibliotek czasów średniowiecza za chwilę spłonie w Kordobie – hiszpańskim mieście, które pod okiem dwóch ceniących mądrość kalifów stało się ważnym ośrodkiem rozwoju nauki i kultury w Europie. To tam dziesiątki kopistów i tłumaczy latami gromadziło wiedzę matematyków, filozofów i poetów. Tymczasem do władzy dochodzą przeciwnicy rozwoju i otwartości, a wszystkie niereligijne tomy mają zostać zniszczone.
Bibliotekarz Tarid nie zamierza jednak tak łatwo się poddać, a wielka miłość do książek sprawi, że wyruszy w podróż, by ocalić choćby ułamek tego, co kocha. Towarzyszy mu utalentowana kopistka Lubna, dawny uczeń Marwan oraz… pewna bardzo uparta mulica. Każde z nich podczas tej wędrówki napotka inne wyzwania i demony. Czy ocalą przy tym skarby biblioteki?
Scenarzysta Wilfrid Lupano i rysownik Léonard Chemineau na dynamicznych, barwnych planszach prowadzą bohaterów przez skalne załomy i piaszczyste ścieżki oraz kunsztownie zdobione andaluzyjskie pałace. W kadrach obok pełnych humoru scen ukazują wielką siłę woli, a zarazem wyczerpanie wędrowców. Ten komiks to pasjonująca opowieść – dobra na każde czasy, szczególnie te, w których pragnienie władzy nie idzie w parze z mądrością.
Wydawnictwo: Kultura gniewu
Data wydania: 2024-04-22
Kategoria: Komiksy
ISBN:
Liczba stron: 268
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: W X wieku południowa Hiszpania była krainą muzułmańską. Perłą w koronie tych terenów była Kordoba, centrum naukowo-filozoficzne, które mocno rozwijało się pod rządami kalifów. Kres dobrych czasów nadszedł jednak wraz z władzą pewnego wojowniczego i niezwykle ambitnego wezyra. Człowiek ten kierowany osobisto-religijnymi pobudkami planuje prowadzić nową politykę, której symbolem ma być spalenie miejskiej biblioteki. Przybytku, który przez dziesięciolecia zgromadził przeogromne i niezwykle cenne zbiory. Skarby te za wszelką cenę chce uratować bibliotekarz Tarid, który w niezwykłym towarzystwie zrobi wszystko, aby tylko ocalić, chociaż część książek.
Bibliomulica z Kordoby to dzieło, którego nie można łatwo zaszufladkować w jednej konkretnej kategorii. Wilfrid Lupano stworzył bowiem pracę balansującą pomiędzy komedią historyczną, dziełem filozoficznym, dramatem i opowieścią drogi. Autor przedstawia tutaj historię pełną przemyślanych dowcipów i zwrotów akcji, które skrywają wiele złożonej treści wymagającej od czytelnika czasu, aby ją odpowiednio zrozumieć.
Komiks ten to nie tylko opowieść o bibliotece na kopytach i ratowaniu cennych ksiąg, ale również manifest na temat wolności i jej ograniczeń w czasach represji. Autor porusza tu temat władzy, która dąży do monopolizowania wiedzy i kontrolowania dostępu do informacji, co ma szczególną aktualność w dzisiejszym świecie. Jest to historia, która przypomina, że książki mogą być narzędziem zmiany i że warto walczyć o dostęp do nich, nawet gdy okoliczności wydają się beznadziejne.
Ciekawa i angażująca wielowarstwowa opowieść to tylko część zalet tytułu. Uwagę czytelnika przykuwają tu również nietuzinkowe i świetnie nakreślone postacie oraz dopasowane do ich niezwykłości dialogi. Całość jest napisana w taki sposób, że nie odczuwamy tu znużenia, a każdą kolejną stronę pochłania się z wielką przyjemnością....
Przepiękna opowieść o miłości do książek, człowieczeństwie i poświęceniu dla przyszłych pokoleń... - tak przedstawia się oto znakomita, zaskakująca swoją postacią i przede wszystkim napawającą wiarą i nadzieją z ludzką mądrość, komiksowa opowieść pt. ,,Bibliomulica z Kordoby", którą to możemy poznać dziś w naszym kraju za sprawą Wydawnictwa Kultura Gniewu. I uwierzcie mi, że po tej lekturze spojrzycie zupełnie inaczej na waszą domową, biblioteczną półkę...
Oto średniowieczna Kordoba, roku 976. Z rozkazu panującego władcy mają spłonąć wszelkie niereligijne dzieła zgromadzone w ogromnej bibliotece, w której znajdują się księgi i dokumenty z całego świata. W obronie zbiorów staje bibliotekarz Tardi, który wraz z niezwykle upartą mulicą pragnie wywieźć i tym samym ocalić jak najwięcej książek. Z pomocą przyjdzie mu pewna zakochana w książkach młoda dziewczyna, jak i również młody złodziejaszek, którego los połączy się z wyżej wymienioną parą. Wspólnie podejmą oni niebezpieczną podróż, która na zawsze już zmieni ich życie...
Mamy przed sobą coś naprawdę interesującego - z jednej strony komediową historię pełną niezwykłych przygód, ucieczek, zadziwiających spotkań i cudownych ocaleń z sytuacji wydawałoby się bez wyjścia..., zaś z drugiej fascynującą lekcję historii o średniowiecznej Hiszpanii, w której władają islamscy władcy przeciwni wszelkiemu, naukowemu postępowi. I efektem jest komiksowa opowieść, która zachwyci absolutnie każdego z nas - począwszy od nastoletnich miłośników barwnej rozrywki, jak i kończąc na dorosłych sympatykach mądrych historii o tym, co w życiu człowieka jest i co powinno być najważniejszym.
Scenarzysta tego komiksu - Wilfrid Lupano, bardzo lekko wprowadza nas w tę komiksową rzeczywistość, ukazując okoliczności podjęcia próby ratowania zbiorów biblioteki, zapoznając nas z trójką głównych bohaterów, jak i wreszcie kreśląc ich podróżnicze losy, które wypełnia akcja, walka, spryt oraz nierzadko dramatyczne chwile. To wszystko prowadzi nas do bardzo zaskakującego i dającego wiele do myślenia finału, o którym to uwierzcie mi, bardzo trudno będzie wam zapomnieć. Całość relacji przyjmuje zaś lekką, inteligentną i niezwykle emocjonującą postać, gdzie czasami rozbawimy się do łez, innym razem wielce poruszymy, jak i jeszcze niekiedy zamyślimy nad tym, czym jest chora wiara i religia.
Bohaterowie są wspaniali - począwszy od poczciwego bibliotekarza Tardiego, poprzez gotową do największych poświęceń dla literatury kopistkę Lubnę, jak i kończąc na myślącym głównie o sobie - przynajmniej do czasu, Marwanie. Jednak tak naprawdę całe show kradnie tu tytułowa mulica, której humory, upartość i zawziętość w byciu nieposłuszną naszej ludzkiej trójce wędrowców, są godne największego podziwu. I powiem wam, że poznać taką grupę bohaterów, to jest najczystsza przyjemność.
Nie sposób nie zachwycić się kreacją świata tej opowieści, gdzie mamy dzisiejszą Hiszpanię pod władzą muzułmanów, coraz większy wpływ religii na życie mieszkańców Kordoby, trudną politykę oraz zwykłe dni zwykłych ludzi, które zostały tu tak ładnie przedstawione. Oczywiście jest i piękno krajobrazów tego zakątka globu, z pustynną i skalistą scenerią, przełamywaną od czasu do czasu zielenią niewielkich oaz, które odkrywamy wraz z podróżującymi bohaterami. To piękny obraz, w który po prostu się wierzy.
Jednocześnie jest tu także cenna, jakże ważna lekcja życia, że oto kulturowe dziedzictwo poprzednich pokoleń jest czymś o wiele wartościowszym, niż panujące w danej chwili prawa, zasady, polityczne tezy, czy też nawet religia. I to, by ów dorobek ratować przed zawsze obecnym w życiu człowieka barbarzyństwem, jest jednym z największych możliwych poświęceń. I wspaniałym jest także to, że lekcja ta została przedstawiona tu w postaci komiksowej, przygodowej bajki, co w naturalny sposób daje nadzieję, że trafi ona do serc młodych czytelników w naszym kraju, którzy podobnie jak bohaterowie tej opowieści, zawsze staną w obronie książek, kultury i sztuki.
Komiks ten cieszy oko także pod kątem swej ilustracyjnej postaci, która jest dziełem Leonarda Chemineau. To niezwykle urokliwe, malownicze, pociągnięte lekką i płynną kreską oraz opatrzone zabawną porcją karykatury, niezwykle bajkowe rysunki. Ich kształt, sposób kadrowania oraz przyjemna kolorystyka sprawiają, że od pierwszych chwil lektury czujemy się z nimi bardzo dobrze, bezpiecznie, trochę jak w odkrywanej w naszym dzieciństwie baśni.
Opowieść ta bawi, rozśmiesza, zapewnia wielkie emocje i jednocześnie uczy miłości do książek. I chyba nie można wymarzyć sobie lepszej rekomendacji ku sięgnięciu po rozrywkowy komiks, aniżeli właśnie te powyższe słowa. Bo też i tytuł ten łączy w sobie to, co ważne i wartościowe z tym, co najzwyczajniej jest ciekawym i porywającym od pierwszych chwil czytelniczego spotkania. I podkreślę to raz jeszcze, że opowieść ta jest naprawdę dla każdego, bez wyjątku.
,,Bibliomulica z Kordoby", to komiks piękny, ważny, zaskakujący swoim przesłaniem i wyróżniający się na tle wielu innych tytułów. I dlatego w mej ocenie po prostu trzeba go poznać. Polecam.
Przeczytane:2025-09-01, Ocena: 5, Przeczytałem,
„Bibliomulica z Kordoby” zabiera czytelnika do Al-Andalus. Muzułmańskiej Hiszpanii, której historia rozciąga się na kilkaset lat od VIII do XV wieku. Nie jest to zbyt eksplorowany okres i miejsce w literaturze po polsku – fabularnej, a na pewno naukowej. Poza naszym komiksem, który należy do części fabularnej, po stronie naukowej nie mamy zbyt wiele, ale zaczęto wydawać choćby serię „Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus”. Nawet mało eksplorowany temat monarchii Merowingów wydaje się bardziej opisany.
Osiemset lat to jednak trochę dużo. Sama „Bibliomulica” zabiera nas do drugiej połowy X wieku, gdy dynastia Umajjadów w Al-Andalus słabnie na rzecz swoich najwyższych urzędników. Jest to proces podobny do upadku wspomnianych wyżej Merowingów, których zastąpić mieli Karolingowie. Jak to mówią: „historię piszą zwycięzcy”. Karolingowie wygrali, potomkowie Al-Mansura nie.
Al-Mansura poznajemy z niezbyt dobrej perspektywy. Jest antagonistą. Zamyka ostatniego (spoiler) kalifa z dynastii Umajjadów i dokonuje cenzury biblioteki kordobańskiej pod klucz ortodoksji muzułmańskiej. To nasi bohaterowie mniej lub bardziej z własnej woli decydują się ocalić przynajmniej część z tych książek.
Wspomniana cenzura przedstawia problem historyczności. Mamy do czynienia ze spalaniem książek i zapewne w jakimś stopniu do tego doszło. Jednak nie wiadomo jak głębokie były to zniszczenia i przedstawienie skali tego przedsięwzięcia jako wielkich stosów podpada raczej licentia poetica niż historica. Z innych widocznych wad lub naciągnięć historii – w jednej z retrospekcji poprzedni władca mówi: „To Bogu służymy, dążąc do tego, by cywilizacja islamu była najnowocześniejsza, najświatlejsza i najbardziej otwarta”. Wyłączając już, że większość koncepcji tu zawartych byłaby anachroniczna dla X wieku, to mamy tutaj także romantyczne przedstawienie islamu. Ma to za zadane przedstawienie Umajjadów jako tych oświeconych (biała legenda), w przeciwieństwie do Al-Mansura (czarna legenda). Nie jest to jednak realistyczne przedstawienie, a ma wpisywać się w opisywaną historię.
Bo poza tym warstwa historyczna i sama opowieść wydaje mi się bardzo dobrze poprowadzona. Nasi bohaterowie ratują książki, a robiąc to, odkrywają ich stare i nowe wartości – przed innymi podróżnymi, ale także przed sobą. Książka bowiem stanowi tutaj wartość. Osobiście nie lubię fetyszyzowania książek, ale ten komiks w bardzo różnorodny sposób pokazuje w nieoczekiwanych sytuacjach ich przydatność.
Ostatecznie komiks ten ma opowiadać o niszczeniu książek i bibliotek. W zakończeniu autorzy przedstawiają nam małe rysunkowe kalendarium przedstawiające niszczenie najróżniejszych bibliotek, których strata z pewnością pozbawiła kultury i wiedzy wielu ludzi. Można rzec, że w tym paleniu można znaleźć nawet coś ironicznego. W 1258 roku Bagdad został zdobyty przez Mongołów – utożsamianymi przez niektórych z apokaliptycznymi ludami Goga i Magoga. Kolekcja ówczesnej największej biblioteki świata trafiła do Tygrysu. Osiemset lat później Amerykanie rozpoczynają swoją walkę z terroryzmem słowami prezydenta Busha nawołującymi do walki z ludami Goga i Magoga. Jednak to oni niszczą w bombardowaniach bibliotekę w Bagdadzie.
Wszystko kręci się w naszym komiksie wokół historii, ale spróbujmy uciec od tego klucza. Podróż z górą książek jest początkowo wydarzeniem zabawnym, jednak z czasem wchodzimy w poważniejsze tony. W ramach samej opowieści wszelkie informacje podawane są niezwykle organicznie, tak że zdobywamy wiedzę o średniowiecznej Hiszpanii jakby mimochodem. Nasza podróż nie zabiera nas tylko ku suchym faktom historycznym, ale także ku ludzkim dramatom i ich zwyczajnym życiu, czy to na ulicy, czy w skryptorium. A wszystko kończy się zaskakującym, ale bardzo pasującym do przesłania książki, zwrotem fabularnym.
Nasza opowieść mogłaby trafić nawet do dzieci, mimo trudnych tematów. Jedak obecność jednej niepotrzebnej sceny między kopistką i naszym złodziejem może niweczyć ten kierunek. W scenie tej nasz złodziej zachował się zwyczajnie nieuprzejmie niczym Tejrezjasz.
Poza tą impertynencją relacje między postaciami wydają się naturalnie kształtować i da się ich polubić. Żadne z nich nie jest idealne, ale łączy ich przecież szczytny cel. I tak każdy z wymienionych – eunuch, kopistka, złodziej, a nawet tytułowa mulica – jest pełnoprawną postacią. Każde ma swoją historię i traumy. Choć nie zawsze jest to równomierne i być może coś zostało wycięte z planów, to historia skutecznie przedstawia nam problemy i pobudki naszych bohaterów.
Skoro to komiks to warto także poruszyć warstwę wizualną. Artyści tego komiksu nie sprowadzają się tylko do typowego podziału, ale pojawia się m.in. kaligraf, który odpowiada za przedstawione na manuskryptach fragmenty różnych arabskich i chyba greckich dzieł. Nie znaczy to, że inni artyści nie zasługują na nieco uwagi. Rysunek komiksu bardzo sprawnie zabiera nas w przeszłość. Należy pamiętać, że wiarygodnie to nie zawsze realistycznie, choć z pewnością idzie w tym kierunku. Dodatkowo ciekawe jest przedstawienie retrospekcji. Retrospekcje dostają inną warstwę kolorystyczną, tak że z łatwością można odróżnić je od podstawowej narracji. Poza tym w celu pogłębienie rysunków mamy przedstawianie przed pierwszym planem elementów i ich cieniowanie – podobnie jak w „Supermanie” Joshuy Williamsona. Rysownik bawi się także kadrami, jeśli ma do tego okazję – można wykorzystać przecież biblioteczne półki do przedstawienia narracji. Szkoda tylko, że nie jest to zbyt częste. Można więc rzec, że warstwa wizualna w „Bibliomulicy z Kordoby” jest ładna i przyjemna. Nie powinna nikogo odrzucić, a może czasem i zachwycić.
Na koniec książki po części obrazkowej dostajemy także esej historyczny, który przedstawia nam szerzej kontekst historyczny. Od hidżry przez bezpośredni kontekst, jak rozważanie nad wielkością zniszczeń w bibliotece, po następstwa rządów Al-Mansura. Najciekawsze tam jest chyba to, że nasza kopistka istniała naprawdę! Nie jest to oczywiście pozycja obowiązkowa w trakcie lektury, ale warto zaznaczyć jej obecność.
Zatem „Bibliomulica z Kordoby” w niezwykle celny sposób miksuje wydarzenia z X wieku, inne związane z książkami i fikcję literacką, by opowiedzieć nam pouczającą narrację o książkach. W przeciwieństwie do „451 stopni Fahrenheita” Bradbury’ego tu na pewno chodzi o książki. I opowiada to, jak „Mówca umarłych” O. S. Carda, tylko nie o obcobójstwie, a książkobójstwie. Z racji na swoją formę i dość lekką narrację może dotrzeć do czytelników w większości kategorii wiekowych, biorąc oczywiście pod uwagę tejrezjaszowy incydent. W końcu „Bibliomulica z Kordoby” przekazuje nam, że książki zawsze znikają, niszczą się, a zagrożenia dla nich nadchodzą z najróżniejszych kierunków. Choć same książki przyjmują coraz to nowe postacie to zagrożenie wciąż… [Odmowa dostępu. Reszta recenzji nie jest dostępna w twoim regionie.]
Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).