„Bibliomulica z Kordoby” zabiera czytelnika do Al-Andalus. Muzułmańskiej Hiszpanii, której historia rozciąga się na kilkaset lat od VIII do XV wieku. Nie jest to zbyt eksplorowany okres i miejsce w literaturze po polsku – fabularnej, a na pewno naukowej. Poza naszym komiksem, który należy do części fabularnej, po stronie naukowej nie mamy zbyt wiele, ale zaczęto wydawać choćby serię „Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus”. Nawet mało eksplorowany temat monarchii Merowingów wydaje się bardziej opisany.
Osiemset lat to jednak trochę dużo. Sama „Bibliomulica” zabiera nas do drugiej połowy X wieku, gdy dynastia Umajjadów w Al-Andalus słabnie na rzecz swoich najwyższych urzędników. Jest to proces podobny do upadku wspomnianych wyżej Merowingów, których zastąpić mieli Karolingowie. Jak to mówią: „historię piszą zwycięzcy”. Karolingowie wygrali, potomkowie Al-Mansura nie.
Al-Mansura poznajemy z niezbyt dobrej perspektywy. Jest antagonistą. Zamyka ostatniego (spoiler) kalifa z dynastii Umajjadów i dokonuje cenzury biblioteki kordobańskiej pod klucz ortodoksji muzułmańskiej. To nasi bohaterowie mniej lub bardziej z własnej woli decydują się ocalić przynajmniej część z tych książek.
Wspomniana cenzura przedstawia problem historyczności. Mamy do czynienia ze spalaniem książek i zapewne w jakimś stopniu do tego doszło. Jednak nie wiadomo jak głębokie były to zniszczenia i przedstawienie skali tego przedsięwzięcia jako wielkich stosów podpada raczej licentia poetica niż historica. Z innych widocznych wad lub naciągnięć historii – w jednej z retrospekcji poprzedni władca mówi: „To Bogu służymy, dążąc do tego, by cywilizacja islamu była najnowocześniejsza, najświatlejsza i najbardziej otwarta”. Wyłączając już, że większość koncepcji tu zawartych byłaby anachroniczna dla X wieku, to mamy tutaj także romantyczne przedstawienie islamu. Ma to za zadane przedstawienie Umajjadów jako tych oświeconych (biała legenda), w przeciwieństwie do Al-Mansura (czarna legenda). Nie jest to jednak realistyczne przedstawienie, a ma wpisywać się w opisywaną historię.
Bo poza tym warstwa historyczna i sama opowieść wydaje mi się bardzo dobrze poprowadzona. Nasi bohaterowie ratują książki, a robiąc to, odkrywają ich stare i nowe wartości – przed innymi podróżnymi, ale także przed sobą. Książka bowiem stanowi tutaj wartość. Osobiście nie lubię fetyszyzowania książek, ale ten komiks w bardzo różnorodny sposób pokazuje w nieoczekiwanych sytuacjach ich przydatność.
Ostatecznie komiks ten ma opowiadać o niszczeniu książek i bibliotek. W zakończeniu autorzy przedstawiają nam małe rysunkowe kalendarium przedstawiające niszczenie najróżniejszych bibliotek, których strata z pewnością pozbawiła kultury i wiedzy wielu ludzi. Można rzec, że w tym paleniu można znaleźć nawet coś ironicznego. W 1258 roku Bagdad został zdobyty przez Mongołów – utożsamianymi przez niektórych z apokaliptycznymi ludami Goga i Magoga. Kolekcja ówczesnej największej biblioteki świata trafiła do Tygrysu. Osiemset lat później Amerykanie rozpoczynają swoją walkę z terroryzmem słowami prezydenta Busha nawołującymi do walki z ludami Goga i Magoga. Jednak to oni niszczą w bombardowaniach bibliotekę w Bagdadzie.
Wszystko kręci się w naszym komiksie wokół historii, ale spróbujmy uciec od tego klucza. Podróż z górą książek jest początkowo wydarzeniem zabawnym, jednak z czasem wchodzimy w poważniejsze tony. W ramach samej opowieści wszelkie informacje podawane są niezwykle organicznie, tak że zdobywamy wiedzę o średniowiecznej Hiszpanii jakby mimochodem. Nasza podróż nie zabiera nas tylko ku suchym faktom historycznym, ale także ku ludzkim dramatom i ich zwyczajnym życiu, czy to na ulicy, czy w skryptorium. A wszystko kończy się zaskakującym, ale bardzo pasującym do przesłania książki, zwrotem fabularnym.
Nasza opowieść mogłaby trafić nawet do dzieci, mimo trudnych tematów. Jedak obecność jednej niepotrzebnej sceny między kopistką i naszym złodziejem może niweczyć ten kierunek. W scenie tej nasz złodziej zachował się zwyczajnie nieuprzejmie niczym Tejrezjasz.
Poza tą impertynencją relacje między postaciami wydają się naturalnie kształtować i da się ich polubić. Żadne z nich nie jest idealne, ale łączy ich przecież szczytny cel. I tak każdy z wymienionych – eunuch, kopistka, złodziej, a nawet tytułowa mulica – jest pełnoprawną postacią. Każde ma swoją historię i traumy. Choć nie zawsze jest to równomierne i być może coś zostało wycięte z planów, to historia skutecznie przedstawia nam problemy i pobudki naszych bohaterów.
Skoro to komiks to warto także poruszyć warstwę wizualną. Artyści tego komiksu nie sprowadzają się tylko do typowego podziału, ale pojawia się m.in. kaligraf, który odpowiada za przedstawione na manuskryptach fragmenty różnych arabskich i chyba greckich dzieł. Nie znaczy to, że inni artyści nie zasługują na nieco uwagi. Rysunek komiksu bardzo sprawnie zabiera nas w przeszłość. Należy pamiętać, że wiarygodnie to nie zawsze realistycznie, choć z pewnością idzie w tym kierunku. Dodatkowo ciekawe jest przedstawienie retrospekcji. Retrospekcje dostają inną warstwę kolorystyczną, tak że z łatwością można odróżnić je od podstawowej narracji. Poza tym w celu pogłębienie rysunków mamy przedstawianie przed pierwszym planem elementów i ich cieniowanie – podobnie jak w „Supermanie” Joshuy Williamsona. Rysownik bawi się także kadrami, jeśli ma do tego okazję – można wykorzystać przecież biblioteczne półki do przedstawienia narracji. Szkoda tylko, że nie jest to zbyt częste. Można więc rzec, że warstwa wizualna w „Bibliomulicy z Kordoby” jest ładna i przyjemna. Nie powinna nikogo odrzucić, a może czasem i zachwycić.
Na koniec książki po części obrazkowej dostajemy także esej historyczny, który przedstawia nam szerzej kontekst historyczny. Od hidżry przez bezpośredni kontekst, jak rozważanie nad wielkością zniszczeń w bibliotece, po następstwa rządów Al-Mansura. Najciekawsze tam jest chyba to, że nasza kopistka istniała naprawdę! Nie jest to oczywiście pozycja obowiązkowa w trakcie lektury, ale warto zaznaczyć jej obecność.
Zatem „Bibliomulica z Kordoby” w niezwykle celny sposób miksuje wydarzenia z X wieku, inne związane z książkami i fikcję literacką, by opowiedzieć nam pouczającą narrację o książkach. W przeciwieństwie do „451 stopni Fahrenheita” Bradbury’ego tu na pewno chodzi o książki. I opowiada to, jak „Mówca umarłych” O. S. Carda, tylko nie o obcobójstwie, a książkobójstwie. Z racji na swoją formę i dość lekką narrację może dotrzeć do czytelników w większości kategorii wiekowych, biorąc oczywiście pod uwagę tejrezjaszowy incydent. W końcu „Bibliomulica z Kordoby” przekazuje nam, że książki zawsze znikają, niszczą się, a zagrożenia dla nich nadchodzą z najróżniejszych kierunków. Choć same książki przyjmują coraz to nowe postacie to zagrożenie wciąż… [Odmowa dostępu. Reszta recenzji nie jest dostępna w twoim regionie.]
Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
Wydawnictwo: Kultura gniewu
Data wydania: 2024-04-22
Kategoria: Komiksy
ISBN:
Liczba stron: 268
Dodał/a opinię:
adamsloj