Powieść, która zainspirowała kultowe arcydzieła kina: Blade runner oraz Blade runner 2049.
Trzecia wojna światowa zdewastowała Ziemię. Pozostali na niej nieliczni zdesperowani ludzie, którzy nie wyemigrowali na Marsa lub inne skolonizowane planety. W Los Angeles łowca nagród Rick Deckard marzy o posiadaniu żywego zwierzęcia, symbolu najwyższego statusu na niemal pozbawionej życia Ziemi. Dostaje lukratywne zlecenie - ma wytropić sześć zbiegłych z kolonii, zbuntowanych androidów typu Nexus-6. Empatyczny Test Voigta-Kampffa pozwala łowcy demaskować zbiegów. Zadanie wydaje się dość proste do czasu, gdy przed jego aparaturą testową siada Rachael Rosen, pracownica wielkiej korporacji produkującej androidy... Likwidacja androidów niespodziewanie staje się dla Deckarda moralnym wyzwaniem, zmuszając go do rozważenia wraz z czytelnikiem: co czyni nas ludźmi? - z przedmowy Lecha Jęczmyka.
,,Dick jest po stronie szaleńców, co naprawdę czyni z niego pisarza na nasze czasy" - Paul Williams, ,,Rolling Stone"
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2026-06-16
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 240
Tytuł oryginału: Blade Runner: Do Androids Dream of Electric Sheep?
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Nie da się czytać tej książki, nie mając w głowie obrazów z filmowego Blade Runnera. To przekleństwo i błogosławieństwo zarazem. Kiedy otwierasz pierwsze strony, podświadomie szukasz klimatu deszczowego Los Angeles, tej słynnej muzyki Vangelis, tego wizualnego przepychu. Jednak Philip K. Dick serwuje nam coś zupełnie innego. Jego miasto jest surowe, niemal ascetyczne, a sam Deckard? Daleko mu do filmowego Harrisona Forda. To facet z bagażem nieudanych relacji, z żoną pogrążoną w depresji.
Autor ponadto nie prowadzi czytelnika za rękę, nie buduje komfortowej narracji, tylko wrzuca go w świat, który jest rozchwiany, niepewny i miejscami wręcz nieprzyjemny. W tym świecie nic nie jest stabilne, nawet sam człowiek. I właśnie to poczucie ciągłej niepewności staje się fundamentem całej opowieści.
Książka zdecydowanie nie jest łata w odbiorze i niejednokrotnie trzeba powtarzać przeczytane fragmenty, aby je dobrze zrozumieć. Najbardziej uderza tu sposób, w jaki autor traktuje rzeczywistość. Nie jest ona czymś stałym, lecz raczej konstrukcją, która może się rozpadać pod wpływem najmniejszego pęknięcia w percepcji. Czy jest to wada? Zdecydowanie nie, dzięki temu książka wyróżnia się na tle całego gatunku sci-fi i niezależnie ile razy będziemy ją czytać, to zawsze inaczej do niej będziemy podchodzić.
W tle tego wszystkie pojawia się świat po katastrofie, ale nie jest on przesadnie opisany. Philip K Dick nie skupia się na dekoracjach, tylko na konsekwencjach. Ziemia jest miejscem wypalonym, pozbawionym dawnego życia, a ludzie próbują nadać sens swojej egzystencji poprzez rzeczy zastępcze. Jednym z najważniejszych elementów tego świata jest obsesja posiadania zwierząt.
Właśnie tutaj zaczyna się jedna z najciekawszych warstw książki Blade runner: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Zwierzęta elektroniczne stają się imitacją życia, która ma zastąpić brak natury. To jednak nie jest tylko kwestia ekonomii czy technologii. To pytanie o to, czy imitacja może mieć jakąkolwiek wartość emocjonalną. I czy człowiek, który akceptuje imitację, nadal pozostaje w pełni człowiekiem.
Najważniejszym tematem powieści jest empatia. Philip K Dick traktuje ją jako coś, co ma odróżniać ludzi od androidów, ale szybko okazuje się, że ta granica jest bardzo niepewna. Empatia nie jest tutaj czymś oczywistym. Jest raczej mechanizmem, który można symulować, wzmacniać lub osłabiać. W efekcie pytanie o człowieczeństwo przestaje mieć prostą odpowiedź.
Deckard zaczyna tracić pewność co do tego, kogo właściwie eliminuje. Androidy, które ma zlikwidować, nie zachowują się jak bezduszne maszyny. Mają emocje, reakcje i instynkt przetrwania, który nie różni się tak bardzo od ludzkiego. W pewnym momencie różnice zaczynają się zacierać do tego stopnia, że sam bohater staje się częścią własnego kryzysu tożsamości.
Ważnym elementem jest również system religijnego doświadczenia empatii, który łączy ludzi w zbiorowym przeżyciu cierpienia. Nie jest to jednak religia w klasycznym sensie. To raczej psychologiczny mechanizm, który ma utrzymać ludzi w poczuciu wspólnoty. I nawet on nie daje pełnej odpowiedzi na pytanie, czym jest prawdziwe człowieczeństwo.
To właśnie empatia najmocniej odróżnia też książkę od filmu. W filmie jest ona zarysowana gdzieś w tle. W książce to główna oś konstrukcyjna, która mocno oddziałuje na odbiorcę....
Ostatnia Wojna Światowa zostawiła po sobie wizję zdewastowanego świata, gdzie większość znanych nam zwierząt przestała istnieć. Skażone środowisko wpłynęło nie tylko na przyrodę, ale również na ludzi, powodując u niektórych postępujące zmiany w wyglądzie i intelektualne uwstecznianie się. Ta część społeczeństwa, która została nadmiernie wystawiona na działanie środowiska, nazywa się specjalami lub kurzymi móżdżkami. Jedynym sposobem na ucieczkę z Ziemi jest emigracja na marsjańską kolonię, jednak niektórzy nie mogą sobie pozwolić na ten luksus. Do tych osób należy Rick Deckard – łowca zbiegłych z Marsa androidów. Staje przed nim nowe wyzwanie: sześć androidów model Nexus-6, których musi jak najszybciej się pozbyć, ale to nie jedyne jego zmartwienie…
Dick w „Blade Runner” stawia nam fundamentalne pytanie, gdzie kończy się człowieczeństwo. Książkowe androidy coraz bardziej przypominają nas, naśladują nasze zachowanie, starają się wtopić w społeczeństwo, zostać jego częścią, ale nie potrafią okazać empatii, która na dickowskiej Ziemi staję się ostatnią granicą, jakiej androidy na razie nie mogą przekroczyć. Po tym opisie można odnieść wrażenie, że „Blade Runner” jest jakimś futurystycznym traktatem filozoficznym, nic bardziej mylnego. Autor co prawda zadaje nam pewne egzystencjalne pytanie, lecz robi to w bardzo przystępny sposób. Czytelnik nie zostaje przytłoczony „treścią”, a to, czy będzie szukał tego drugiego dna, zależy od niego. Nawet jeśli nie będziemy chcieli wyszukiwać tu jakiegoś przesłania, to czeka na nas dobrze napisana książka, która ujmuje swoją oryginalnością, potrafi zaskoczyć i wciągnąć do swojego świata. Szczególnym walorem wydania REBISu są wyjątkowe zachwycające szkice Siudmaka. Jego rysunki znajdują się również w REBISowskim wydaniu „Diuny”.
Nie można tutaj jednoznacznie określić do kogo jest skierowana. Mnie samej wydaję się, że sięgnąć po tę pozycję może każdy. Dick nie tworzy typowego science fiction, więc nawet czytelnicy nie lubujący się w tego rodzaju książkach, mogą spróbować ją przeczytać, a nuż im się spodoba. Sama z ręką na sercu mogę szczerze polecić „Blade Runner”. Dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z książkami Dicka mogę polecić również pozycję, takie jak „Ubik” ( według mnie jego najlepsza książka ) oraz „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”.
Mam nadzieję, że w jakimś stopniu zachęciłam was do przeczytania. Ale pytanie, czy androidy marzą o elektrycznych owcach, zostawiam już wam.
To ważna Książka, a rozważania o naturze ludzkiej powinny przyciągnąć wszystkich tych którzy w literaturze science fiction szukają czegoś więcej oprócz solidnej porcji rozrywki.
Już na początku pragnę zapewnić, że osoby, które oglądały "Łowcę androidów" z Harrisonem Fordem w roli głównej mogą bez wahania sięgnąć po powyższą powieść. Mimo że to właśnie na jej podstawie Ridley Scott nakręcił swój kinowy przebój to okazuje się, że można tu zauważyć więcej różnic niż podobieństw. Początkowo może to dziwić, jednak dołączony do tego wydania wstęp autorstwa Lecha Jęczmyka wiele wyjaśnia.
Przenosimy się do roku 2021 (w pierwszym wydaniu książki był to rok 1992). Akcja po raz pierwszy opublikowanej w 1968 roku powieści (polskie tłumaczenie ukazało się dopiero w 1995 roku) osadzona została w postapokaliptycznym San Francisco. W powietrzu unosi się promieniotwórczy pył. Wielu ludzi wyemigrowało na Marsa, gdzie usługują im androidy. Na Ziemi pozostali tylko nieliczni ubodzy i specjale (upośledzeni). Budynki mieszkalne są w prawie wszystkie opustoszałe. Większość gatunków zwierząt wymarła, więc posiadanie żywego pupila jest oznaką statusu i empatii. Główny bohater Rick Deckard jest policjantem i łowcą nagród, polującym na "niegrzeczne" androidy. Bada za pomocą odpowiednich narzędzi kto jest człowiekiem...
Pisarz odmalował ponury i niezwykle realistyczny obraz przyszłej Ziemi. Ludzki niepokój związany z kwestią androidów może tu wyrażać niepewność co do tożsamości człowieka i społeczeństwa. Czy człowiek i maszyna różnią się tylko umiejętnością odczuwania empatii? Czy androidy są w stanie nauczyć się odczuwać empatię, aby uniknąć śmierci? Jaką wartość ma religia w życiu człowieka? Co to znaczy być człowiekiem? Czy androidy zasługują na współczucie? Dlaczego androidy muszą przejść "na emeryturę" już po 4 latach? Dlaczego tworzy się je w ten sposób? Aby zaspokoić ludzką potrzebę zabijania czy raczej potrzebę władzy? I w końcu czy można być za bardzo empatycznym? Wydaje mi się, że książka próbuje zbadać jak długo może przetrwać idea życia, śmierci, religii i miłości w świecie, w którym empatia stała się miarą naszego istnienia. Problemem stało się znalezienie tego co jest ludzkie. Trudno jest tu ocenić, kto wygrywa w wojnie pomiędzy tym, co jest prawdziwe, fałszywe, tymczasowe czy nieskończone.
Nic tu nie jest proste. Nie wiadomo na 100% co tu jest prawdziwe a co fałszywe? Czy ludzie są ludźmi czy androidy są androidami. Historia zaczyna się dość niemrawo. Początkowo autor wprowadza nas w jej meandry. Wyjaśnia stworzone przez siebie elementy. Nowa religia i urządzenie do manipulowania ludzkimi nastojami od razu zwróciły moją uwagę. Trochę zdziwił mnie stworzony tu obraz kobiet. Słabych, zmanipulowanych, szalonych. Tempo rośnie stopniowo. Trzeba jednak dodać, że lektura obfituje w wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Warto wspomnieć, że nie ma tu zbyt wielu scen przemocy. Cieszy także fakt, że autor nie koloryzuje żadnego z bohaterów. Styl Philipa K. Dicka można nazwać minimalistycznym. Dodatkowo lektura jest nieco metafizyczna. Choć pisarz odpowiada na wiele postawionych tu pytań, to jednak sporo kwestii zostaje nierozstrzygniętych. Istnieją pewne fragmenty, które nie wydają się mieć sensu, podobnie jak działania bohaterów. Nie wiadomo dlaczego opuszczone przedmieścia wciąż zasila energia elektryczna i czysta woda, skąd pochodzi żywność, jakiego rodzaju paliwa się tu używa, skąd bierze się tlen w świecie bez roślinności, czy oprócz wspomnianych tu ZSRR, USA przetrwały inne kraje. Może autor planował kontynuację...
Bardzo mi się podobała ta pozycja. Można odwiedzić inny świat i razem z bohaterem odkrywać jego zasady. Przy okazji jest sporo tematów do własnych przemyśleń, tym samym książka nabiera na wartości.
Powieść skłania do refleksji, jest ponadczasowa, zdecydowanie warto ją poznać. Wzbudza w czytelniku niepokój, niepewność, działa na emocje, a to jest w czytaniu najważniejsze.
Po wszystkich opiniach jaki słyszałem na temat tej książki spodziewałem się czegoś więcej niż otrzymałem, już w momencie sięgnięcia po książkę wiedziałem, że coś jest nie tak. Jak taka wspaniała i wychwalana historia może się mieścić w tych niecałych dwóch centymetrach jej objętości( nie licząc okładki). I po przeczytaniu wiem, że się nie myliłem, powieść ta musiała by zajmować przynajmniej drugie tyle aby móc przestawić te wydarzenia w sposób bardziej trafny. Oprócz długości są i inne mankament, całość jest mocno rozchwiana i niestety nie widać spójności między przestawianiem różnych aspektów, można tu wymienić podejście do religii i jej wytycznych, zrządzi jak i testów dla androidów. Główny bohater też wykazuje w swoich zachowaniach niespójność i jak by nie dostrzegał pewnych wydarzeń co czyni jego postać mniej wiarygodną jako łowcę, zresztą cały wątek z drugą komendą jest wielce problematyczny dla fabuły i wprowadza wiele luk, mógł bym jeszcze dalej ale przejdźmy do pozytywów.
Autor próbował nakreślić historię w której w jego mniemaniu porusza problem człowieczeństwa, religii i wypalenia społeczeństwa, na swój sposób udało mu się zamieścić pewne proste idee.
Książka jest raczej lekka i nie pozwala wciągnąć się czytelnikowi przez wszech obecną powierzchowność (wszystko jest wykładane jak przysłowiowa ,,kawa na ławę"), co psuje niestety przyjemność z jej czytania.
Ksiazka nie robi juz tak wielkiego wrazenia,a wysoka nota to rowniez wplyw genialnej ekranizacji-jak dla mnie przewyzszajacej literacki pierwowzoe.Niemniej jednak,to nadal bardzo dobry tekst!
,,Najlepsza SF w gruncie rzeczy jest wspólnym dziełem pisarza i czytelnika: obaj tworzą i obaj robią to z radością... jest to radość odkrywania czegoś...
Rok 2004. Trwa zimna wojna między Blokiem Zachodnim a Wschodnim oraz wyścig zbrojeń. Ale zgodnie z porozumieniem z 2002 roku, wszelkie najnowocześniejsze...