Czy można odzyskać siebie, gdy straciło się wszystko? „Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie" Małgorzaty Cieślik-Florczyk

Data: 2026-07-03 15:36:34 | Ten artykuł przeczytasz w 9 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Wszystko zaczyna się od marzeń...

Ewa przyjeżdża z małego miasteczka do Warszawy. Jest ambitna, skromna i zdeterminowana, by zdobyć wykształcenie i zmienić swoje życie. Nie szuka miłości ani zakłóceń – liczą się tylko studia. Los ma jednak inne plany. Na jej drodze staje Adam - czarujący, elokwentny student ostatniego roku, który swoją cierpliwością i intelektualnym wsparciem powoli, krok po kroku, zdobywa jej serce.

Idealna rodzina, która staje się pułapką.

Prawdziwa historia zaczyna się jednak za zamkniętymi drzwiami rodzinnego domu Adama. Ewa, z całą swoją młodzieńczą ufnością i bezbronnością, wkracza w świat, w którym rządzi jego matka, Maria, o narcystycznej osobowości. Początkowa sielanka - wspólne obiady, uśmiechy i pozorna troska - szybko ustępują miejsca niewidzialnym więzom.

 „Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie" Małgorzaty Cieślik-Florczyk

Obca Małgorzaty Cieślik-Florczyk to obnażona do szpiku kości anatomia domowej przemocy psychologicznej i wyrafinowanego mobbingu. To opowieść o mechanizmie zupy na gwoździu – tkanym latami systemie budowania długów wdzięczności i osaczania, w którym ofiara oddaje swoją wolność w zamian za iluzję miłości. Ewa jako jedyna odmawia uczestnictwa w tym absurdalnym spektaklu. Zamiast potulności wybiera prawdę, stając się tym samym największym wrogiem systemu kontroli.

Czy można odzyskać siebie, gdy straciło się wszystko?

To trzymająca w napięciu, bolesna, ale i niosąca potężną nadzieję powieść psychologiczna o demaskowaniu iluzji, walce o własne granice i sile potrzebnej do tego, by zerwać toksyczne więzy. Czy głównej bohaterce uda się ocalić samą siebie?

Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie Małgorzaty Cieślik-Florczyk jest powieścią duszną, niewygodną, obnażającą mechanizm manipulacji i niszczenia drugiej osoby. Autorka pokazuje powolny mechanizm osaczania drugiego człowieka i przejmowania nad nim kontroli. Czy z okowów takiej przemocy można się wyswobodzić? – pisze Danuta Awolusi w naszej redakcyjnej recenzji książki Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie.

– Obcość to jest element budujący i spajający całą powieść. Obcość towarzyszy Ewie przez całą powieść. Na każdym etapie znaczy coś innego i niesie inny przekaz. Na początku Ewa jest obca, bo nie jest w rodzinie. Myśli, że jak zostanie jej częścią, to się to zmieni. Myli się. Później przechodzi przez etap wykluczenia i braku akceptacji ze względu na stawianie oporu względem zachowań Marii. Oczywiste jest, że w takiej sytuacji musi być obca. Przy tym cały czas słyszy, że żonę zawsze można zmienić, a dzieci i rodziców nie. Gdy rodzą się bliźniaczki, zostaje częścią tej rodziny. Wtedy słyszy, że do niej nie pasuje. Na samym końcu stwierdza, że ona tak właściwie nie chce być już częścią tej rodziny. Staje się obca z własnego, nieprzymuszonego wyboru. Nie chce być częścią tak destrukcyjnego systemu. Ta obcość, która na początku miała być jej karą i wykluczeniem, ostatecznie stała się jej tarczą, autonomią i drogą do wolności. Ewa, wstając od tego cudzego stołu, robi to bezpowrotnie. Dlatego też moja powieść ma podtytuł. Wyzwolenie i uwolnienie ma wskazać proces, jakiemu uległa. I podkreślić jego trwałość – mówi w naszym wywiadzie Małgorzata Cieślik-Florczyk, autorka powieści.

Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie:

FUNDAMENTY TERRORU

W sesji Ewa zdała egzaminy bardzo dobrze. W tym czasie Adam obronił też swoją pracę magisterską. Nim oboje się obejrzeli, nadszedł czas rozstania, który bardzo przeżywali. Wiedzieli, iż są sobie przeznaczeni i będą razem. Podczas rozłąki ciągle do siebie pisali i tęsknili. Któregoś dnia Adam zamiast wysłać SMS-a – zadzwonił. Zapłakany powiedział, że jego dziadkowie zginęli w wypadku samochodowym. Ewie zrobiło się bardzo smutno, bo polubiła seniorów rodu i ich rodzinne opowieści. Nie mogła uwierzyć, że już niczego więcej nie usłyszy. Jednak jeszcze większy ból powodował w niej brak możliwości bycia w tym czasie z Adamem i wspierania go w tym trudnym czasie. Ewa zaproponowała, że przyjedzie do niego, ale Adam uznał, że musi skonsultować to z mamą, bo Ewa właściwie nie miała gdzie zamieszkać na czas przyjazdu, więc ta zgoda decydowała o tym, gdzie będzie przez kolejne dni. Po kilku godzinach Adam zadzwonił z informacją, że Maria zgadza się na jej przyjazd i towarzyszenie im w tym okresie. Serce Ewy rozdzierały smutek z powodu śmierci dziadków i wielka radość z ponownego bycia z Adamem. Czuła wielką gorycz, że ceną ich szczęścia była czyjaś śmierć. Po pogrzebie w jednej z rozmów Maria zasugerowała, że jeśli chcą, to mogą wspólnie zamieszkać w mieszkaniu po dziadkach. Oboje nie posiadali się ze szczęścia, więc szybko przenieśli się do swojego pierwszego wspólnego gniazdka. Ewa uznała to zdarzenie za kolejny znak, że Adam jest jej pisany. Była najszczęśliwsza na świecie i myślała, że złapała Pana Boga za nogi.

Ewa weszła w rodzinę Adama całą sobą. Jej bezbronność, młodzieńcza naiwność i nieznajomość manipulacji spowodowały, że nawet nie zauważyła coraz bardziej wkraczających w jej życie nienaturalności i schematów. Była wychowana w domu pełnym miłości, wzajemnego szacunku i bezinteresowności, a na świat patrzyła przez różowe okulary. Nieświadoma niczego z każdym dniem coraz bardziej wnikała w pajęczynę tkaną latami przez Marię. Ta w tym czasie, wykazując pozorną troskę, budowała mechanizm podporządkowania sobie Ewy w przyszłości, którego celem było wymuszenie absolutnego posłuszeństwa. Nie było w nim słabych powiązań, bo był zaprojektowany tak, aby wchłonąć dziewczynę lub jeśli jakimś cudem się to nie uda, to ją zniszczyć. W ten sposób Maria karmiła się emocjonalnym chłodem i zaniedbaniem, które sama wyniosła z rodzinnego domu, a ten pierwotny głód uwagi stał się fundamentem, na którym zbudowała swój świat. W jego ramach inni ludzie, w tym Adam, nie byli odrębnymi istotami mającymi prawo do samodecydowania, ale narzędziami służącymi do zaspokajania jej potrzeb. Maria miała przy tym niewiarygodny dar zjednywania ludzi i umiejętność manipulowania nimi. Gdy ktoś raz znalazł się w jej pajęczynie, to wydostanie się z niej było praktycznie niemożliwe.

Ewa nawet nie zauważyła, kiedy stała się największym wrogiem systemu zbudowanego przez Marię, za to ona dość szybko zorientowała się, że to wybranka jej syna stanowi zagrożenie dla jej skrupulatnie przygotowanej strategii. W tej sytuacji najlepszym i jedynym sposobem było wykluczenie Ewy i niedopuszczenie, by stała się pełnoprawnym członkiem rodziny. Należało uczynić ją obcą w oczach krewnych, bo jej niezależność, brak chęci do zaciągania długów wdzięczności i odporność na manipulację wymykały się z ram systemu kontroli. Ewa była dla Marii zagrożeniem jeszcze z jednego powodu – widziała jej manipulowanie ludźmi i mówiła o tym głośno, jednocześnie nie dając się kupić ani zastraszyć. Była zbyt niebezpieczna, więc należało ją spacyfikować.

Maria bardzo szybko przeszła do działania. Z jednej strony budowała coraz głębszą relację z Ewą, pozornie jej pomagając, a z drugiej wbijała szpile przy każdej nadarzającej się okazji. Pierwszy większy zgrzyt pojawił się już w lipcu przy okazji wakacyjnego wyjazdu Adama i Ewy, który zorganizowała Maria, korzystając z zaproszenia swojego brata mieszkającego w dużym domu w Świnoujściu. Darmowy nocleg stanowił istotne odciążenie dla wakacyjnego budżetu dwojga zakochanych ludzi na początku wspólnej drogi. Maria wiedziała, że Ewa nigdy nie była nad morzem, bo brakowało czasu i pieniędzy. Wysłanie jej na pierwsze w życiu wakacje było niepowtarzalną szansą na zbudowanie potężnego długu wdzięczności i pokazanie się wśród rodziny jako kochająca i wspierająca osoba. Taki właśnie komunikat trafił na zewnątrz. Ewa natomiast usłyszała, że musi bardzo uważać, żeby nic nie zniszczyć, nic nie poplamić i koniecznie ma posprzątać po sobie. Zanim wyjechała, już się zastanawiała, czy to na pewno dobry pomysł, bo bała się kompromitacji. Prawdziwe drugie dno wyjazdu dostrzegła jednak dopiero na miejscu. Jak się okazało, ceną za ten wyjazd było codzienne zdawanie dokładnej relacji z pobytu. Pod pozorem podzielenia się radością i pierwszymi chwilami nad morzem można było wyciągnąć szereg informacji, bo na pewno któraś obciążała Ewę i kompromitowała ją w oczach Adama. Trzeciego dnia pobytu Ewa zaproponowała partnerowi wyjście na pizzę, bo po dwóch dniach kosztowania ryb, których na co dzień nie jadała, chciała posmakować czegoś innego. Gdy Maria o tym usłyszała, od razu jawnie okazała swoje wielkie niezadowolenie. Przy okazji próbowała zasiać w Adamie nutkę niedopasowania z Ewą, pytając go, jak można iść na pizzę, będąc nad morzem. Wtedy dziewczyna pierwszy raz doświadczyła ostracyzmu. Okazało się, że nieświadomie wyłamała się z wyznaczonych ram określających pożądane zachowanie, a za brak posłuszeństwa należała jej się kara. Tego lata Ewa i Adam byli na jeszcze jednym wyjeździe –pojechali razem z Marią do jej rodziny. Jeszcze przed wyjazdem Ewa otrzymała szereg wytycznych w kontekście zachowywania się na miejscu. Miała wprost wypunktowane, co jej wolno, a czego nie. Ewa pomyślała, że rodzina jest bardzo wymagająca, a że zależało jej na ich akceptacji, to bez mrugnięcia okiem dostosowywała się do wskazówek Marii. Mimo że z czasem okazało się to grubą przesadą, to jednak zbudowanego wówczas dystansu do tych ludzi Ewie już nigdy nie udało się pokonać. Próbowała wielokrotnie, ale tak do końca nigdy nie miała okazji w stu procentach zweryfikować, czy to był wymysł Marii, czy też nie.

Książkę Obca. Uwolnienie. Wyzwolenie kupicie w sklepie internetowym

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie
Małgorzata Cieślik-Florczyk0
Okładka książki - Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie

O czym jest "Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie"? Wszystko zaczyna się od marzeń... Ewa przyjeżdża z małego miasteczka do Warszawy. Jest ambitna, skromna i...

Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje