Okładka książki - Dom Róży. Krýsuvik

Dom Róży. Krýsuvik


Ocena: 5.5 (4 głosów)

Dyptyk Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, nominowany do Nagrody Nike 2007, to wstrząsająca i osobista proza o człowieku.

Narrator, Hubert, przybywa do Reykjavíku, by odnaleźć sens, ale trafia do piekła rutyny. Podejmuje pracę w ogromnym domu starców - miejscu zmechanizowanej opieki i cichej eutanazji. Jego oczami obserwujemy kontrasty między polskim a islandzkim postrzeganiem życia i śmierci. Książka eksploruje tematy samotności, cykliczności losu i poszukiwania domu. Czy da się uciec od traum przeszłości?

Islandia Klimko-Dobrzanieckiego staje się brutalnie realistycznym, skondensowanym obrazem starzejącej się Europy.

Nie daj się zwieść islandzkim dekoracjom - ta książka to podróż do wnętrza człowieka.

Informacje dodatkowe o Dom Róży. Krýsuvik:

Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Data wydania: 2026-08-12
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788384031322
Liczba stron: 200

Tagi: Współczesna proza literacka Beletrystyka - problematyka śmierci żałoby straty

więcej

Kup książkę Dom Róży. Krýsuvik

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Dom Róży. Krýsuvik - opinie o książce

Avatar użytkownika - czarksiazek
czarksiazek
Przeczytane:2026-08-17, Ocena: 6, Przeczytałam,

Hubert, pochodzący z Polski, podejmuje pracę w islandzkim domu starców, w Reykjaviku. Trzymiesięczny okres próbny zmienia się w stałe zatrudnienie. Mężczyzna już od pierwszego dnia zderza się z trudną rzeczywistością w której dominuje samotność, brak empatii, a cicha eutanazja wydaje się wybawieniem.. dla pracowników ośrodka.

"Dom Róży. Krysuvik" to literacki dyptyk, który stanowią dwa opowiadania, choć z pozoru inne, to jednak mają coś wspólnego. Obie są opowieścią o człowieku, przebija z nich motyw poszukiwania własnego miejsca, pustki wypełnionej bólem. Nie ma znaczenia, które z opowiadań zaczniemy czytać jako pierwsze. W pewnym momencie odkryjemy jeszcze jeden łącznik, chyba najważniejszy. Ale tego nie zdradzę.

To nie była dla mnie łatwa lektura. Momentami czułam przygnębienie, złość, a przede wszystkim ogromną refleksję nad samotnością i przemijaniem. Nawet przestało mnie dziwić, że tak łatwo wielu tam zapada na depresję. Autor zabiera nas do Islandii, ale nie pokazuje jej jako pięknej krainy. Tutaj jest ona surowa, chłodna i boleśnie prawdziwa. Narrator trafia do domu starców, miejsca, które stało się dla mnie jednym z najbardziej poruszających elementów tej historii. Obserwowanie starości, bezradności, a z drugiej strony zmechanizowana opiekani obojętność. To właśnie wtedy najmocniej pomyślałam o tym, jak łatwo człowiek może stać się samotny. Druga część, „Krýsuvik” również porusza ważne tematy. Pojawia się pragnienie zbudowania domu, stworzenia rodziny i znalezienia własnego miejsca. Jest miłość i nadzieja na szczęście, ale i ten moment, gdy ukazuje się kruchość ludzkiego życia.

Tej książki nie czyta się dla przyjemności w typowym tego słowa znaczeniu. Raczej z rosnącym poczuciem ciężaru, ale jednocześnie nie chce się jej odłożyć na bok. Myślę, że jest ona bardzo ważnym głosem, który przypomina nam o tej części życia, o której współczesny świat nie chce pamiętać.

Polecam !!

Link do opinii

Takiej książki jeszcze nie czytałam! Najpierw romantyczna, dwustronna okładka, potem dwie historie opowiedziane we wnętrzu i to takie, że aż rozdzierają serce. Pozornie niezależne, w pewnym momencie obie narracje zbiegają się ze sobą wywołując piorunujący efekt. Niezwykła! Taka jest opowieść autorstwa Huberta Klimko-Dobrzanieckiego pt. „Dom Róży. Krýsuvik” z oferty Oficyny Literackiej Noir sur Blanc, prezentująca zupełnie nieznany czytelnikom obraz Islandii.

Jedna z opowieści to historia dawnej Islandii i religijnego sieroty, który od najmłodszych lat marzy o tym, by mieć własną rodzinę, dom i dostatek. Jego marzenia są proste, ale zarazem niezwykle piękne. Chce budować szklane domy i sadzić w nich najpiękniejsze róże w okolicy. Chce mieć dzieci, stworzyć bezpieczne miejsce dla swoich bliskich i służyć Bogu. Los jednak wystawia go na kolejne próby. Bóg wielokrotnie doświadcza jego i jego rodzinę, a kolejne wydarzenia każą zastanawiać się nad granicą ludzkiej wytrzymałości.

Druga historia prowadzi do współczesnej Islandii i przedstawia Huberta - Polaka na emigracji, pracownika domu starców. Miejsce, które mogłoby kojarzyć się ze spokojem, opieką i godną starością, nie jest dla pensjonariuszy idyllą. To opowieść o starości, samotności, powolnym odchodzeniu i stracie. Jest w tym dużo smutku, ale również ironii, czarnego humoru i niezwykłej uważności.

W pewnym momencie obie opowieści zaczynają się wzajemnie dopełniać. Klimko-Dobrzaniecki prowadzi czytelnika pozornie dwiema odległymi drogami, by w odpowiednim momencie połączyć je w sposób zaskakujący i mocny. Wtedy wcześniejsze sceny nabierają nowego znaczenia, a książka zostawia po sobie emocjonalny ślad.

To bardzo nieoczywisty, choć z literackiego punktu widzenia potrzebny obraz Islandii, daleki od pocztówkowych krajobrazów i turystycznych zachwytów. Autor zagląda pod powierzchnię tego pięknego świata i pokazuje jego samotność, surowość oraz ludzi próbujących znaleźć w nim swoje miejsce.

Czytajcie, bo warto!

Link do opinii
Avatar użytkownika - mag-tur
mag-tur
Przeczytane:2026-09-01, Ocena: 5, Przeczytałem, Mam,

Dyptyk ,,Krysuvik"/ ,,Dom Róży" udało mi się przeczytać w odpowiedniej kolejności. To moja opinia, jednak wydaje mi się, że wiele osób zgodzi się ze mną, że powinno się go zacząć czytać właśnie od ,,Krysuvika". Dlaczego? zapytacie. Odpowiedź jest prosta, w ,,Domu Róży" jest wiele kilka nawiązań do miejsc i osób, które czytelnik poznał w właśnie w tej części. Nie narzucam kolejności czytania, być może są osoby, które będą wolały zaznajomić się z książką w odwrotnej kolejności lub to zrobiły i uznały, że to było idealne posunięcie.

 

,,Jestem samotny, zawsze byłem samotny.(...). Ojciec zostawił trochę pieniędzy, ziemię, jezioro i dom (...)". W ,,Krysuvik" narratorem jest młody mężczyzna, który chciałby być kochanym. Opowiada nam o chęci posiadania rodziny. Kogoś, kogo mógłby kochać. O kogo mógłby się troszczyć i kto pokochałby jego. Jest to opowieść o trudach budowania własnego domu, częściowo z kamieni, których na lodowej a zarazem gorącej wyspie jaką jest Islandia, nie brakuje. ,,Kamienie. Niby takie ohydztwo, jazdę utrudnia, brzydkie to takie, ale nie da się bez tego, nie da się dobrego domu zbudować,(...)". Mężczyzna jest zaradny, prze do przodu. Pragnie wygodnego życia. I nie ma się czemu dziwić, bo każdy z nas od zarania dziejów do tego dąży. Jednak Islandia pokazuje swoje mało przyjazne oblicze. Bo ta wyspa chociaż piękna to jednak surowa i tak jak dużo może dać tak to jeszcze więcej potrafi odebrać.

 

W ,,Domu Róży" narracja także należy do mężczyzny. Jest nim polski emigrant, który zatrudnił się w domu spokojnej starości. Jednak czy ta starość w tym domu jest taka spokojna? Czytelnik jest zaznajamiany z tym jak przedmiotowo są tam traktowani pensjonariusze. Bezduszność pracowników i wykonywane przez nich czynności przy zniedołężniałych staruszkach, którzy nieczęsto są sparaliżowani, mentalnie upośledzeni, kojarzą się czytelnikowi z taśmociągiem w fabryce konserw. Ich uprzedmiotowienie i niechęć społeczeństwa do ich dalszej egzystencji, wręcz przeraża. Dlatego bibliofil nie jest w stanie ,,połknąć na raz" tej części. Bo to nie horror nad którym można przejść do porządku dziennego a rzeczywistość kraju, który wielu, i mi również, kojarzy się z wodospadami, lawą, lodowcami, Czarną Plażą  oraz Niebieską Laguną. Jednak pod tym surowym pięknem, kryją się również surowe serca mieszkańców i emigrantów. Bo nie zawsze to co piękne z zewnątrz jest piękne również w środku.

Książka ta to literatura, koło której nie można przejść obojętnie. To dyptyk, który momentami obrzydza ale i zmusza do głębokiej refleksji nad tym co ważne w życiu. Nad miłością, przemijaniem i stratą. 

 

 

Współpraca barterowa z Wydawnictwem Noir sur Blanc.

Link do opinii

 ,,Krýsuvík" wybrałam jako pierwsze i chyba dobrze, że właśnie od tej strony zaczęłam tę nietypową lekturę. To smutna historia o rodzinie, dorastaniu i szukaniu swojego miejsca w świecie. O zwyczajnych ludziach, którzy mają swoje marzenia i ciężko pracują, żeby je zrealizować, a potem jedno wydarzenie potrafi w jednej chwili zrujnować wszystko, na co tak długo pracowali. Jest w tej opowieści sporo samotności, zagubienia i takiej cichej bezradności wobec losu. I chyba najbardziej poruszyło mnie właśnie to, jak kruche potrafi być poczucie bezpieczeństwa.

,,Dom Róży" przenosi nas do zupełnie innego świata - ogromnego domu spokojnej starości, który został pokazany w bardzo ponurym, momentami wręcz okropnym świetle. Najbardziej uderza bezosobowe traktowanie chorych i umierających ludzi. Człowiek, jego historia i emocje schodzą gdzieś na dalszy plan, a zostaje procedura, rutyna i mechaniczna opieka. A jednak, co ciekawe, podczas czytania wyczuwałam w tej części również pewien spokój. Może dlatego, że śmierć została potraktowana tutaj jako część codzienności, choć sposób, w jaki współczesna cywilizacja próbuje sobie z nią radzić, daje sporo do myślenia.

Obie historie łączy samotność, poczucie zagubienia i pytanie o to, czym właściwie jest dom. Czy to konkretne miejsce, rodzina, bliscy ludzie, a może po prostu świadomość, że gdzieś naprawdę jesteśmy u siebie? Autor pokazuje też, jak trudno uciec od przeszłości i jak bardzo nasze życie potrafi zatoczyć koło.

Ciekawy jest również sam sposób wydania książki - ,,Dom Róży. Krýsuvik" jest książką dwustronną i to od czytelnika zależy, od której historii zacznie. Ja wybrałam ,,Krýsuvík", ale po przeczytaniu obu części mam wrażenie, że niezależnie od kolejności trudno pozostać obojętnym na pytania, które Klimko-Dobrzaniecki stawia.

To nie jest książka o Islandii, choć Islandia jest jej ważnym tłem. To przede wszystkim opowieść o ludziach - o ich potrzebie bliskości, strachu przed utratą, samotności i o tym, jak próbujemy oswoić rzeczy, których tak naprawdę oswoić się nie da. Szczególnie śmierć, która wciąż pozostaje jednym z największych tematów, z którymi jako społeczeństwo nie do końca potrafimy sobie poradzić. 

Link do opinii
Inne książki autora
Dżender domowy i inne historie
Hubert Klimko-Dobrzaniecki0
Okładka ksiązki - Dżender domowy i inne historie

W jaki sposób urna z prochami matki wpłynie na życie wziętego scenarzysty? Czy angielski kucharz, zagorzały fan legendarnej grupy A B C, aby nie...

Samotność
Hubert Klimko-Dobrzaniecki 0
Okładka ksiązki - Samotność

Bruno Stressmeyer nie lubi ludzi, psów, miasta, w którym mieszka, i władz, które nim rządzą. Nie lubi być zdrowy, choć o zdrowie skrupulatnie...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Reklamy