Drzazgi

Wydawnictwo: JanKa
Data wydania: 2018-09-24
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-62247-60-8
Liczba stron: 176

Ocena: 5 (7 głosów)

Intryga jest kryminalna: syn – poczęty z wielkiej miłości przez rodziców niedojrzałych, wychowywany przez matkę, okaleczoną emocjonalnie – wyrasta na artystę, który zdolny jest do zabójstwa. Matka musi się zmierzyć z wyrzutami sumienia, co oznacza konieczność przeanalizowania własnego życia (w tym związków z najbliższymi, przede wszystkim z własną matką), ale musi też stawić czoło opinii publicznej, nieskłonnej do rozumienia, lecz do potępienia. Autorka jednak nie prowadzi narracji jak w kryminale, lecz jak w powieści psychologicznej, a przy tym korzysta z języka powściągliwego i wyrazistego zarazem. Przedstawia równie przekonująco odpryski życia wielkomiejskiej Łodzi, nocnego Krakowa, wakacyjnego Wybrzeża, wsi pod Legnicą oraz emigracji na Wyspach Brytyjskich.

Autorka o książce:

Zdaję sobie sprawę, że piszę o jakimś wyjątku i marginesie, ale nie chciałam konstruować kolejnej elegii o matce-Polce, bo wydało mi się to zbyt łatwe i nic nie wnoszące. Weszłam kiedyś na forum internetowe dla matek dzieci w wieku szkolnym i tam natrafiłam na wpis kobiety, która z bólem, ale może jednocześnie i ulgą, że zrzuca z siebie taki ciężar, przyznawała, że nie kocha własnych dzieci. Owszem, robi wokół nich wszystko, co niezbędne, dba o nie, ale jej serce pozostaje niewzruszone. Ten wpis mocno wrył mi się w pamięć, tak jak zresztą reakcje innych uczestniczek forum, utrzymane głównie w tonie dydaktycznym lub niedowierzającym, „no bo jak to tak – nie kochać?”. Ale czy matka ma obowiązek kochać własne dziecko? W każdej sytuacji?

Kup książkę Drzazgi

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Polecana recenzja

Do niewidzenia, do niejutra, debiut powieściowy Joanny Bartoń, zapowiadał pisarkę odważną, która nie boi się podejmować najtrudniejszych tematów. Ba, ona właśnie w takich tematach czuje się najlepiej, co Drzazgi w pełni potwierdzają. Życie Liliany dzieli się na to przed środą i po niej. Teraźniejszość wymusza na kobiecie wspomnienia przeszłości, bo być może w czeluściach pamięci kryje się odpowiedź na kluczowe pytanie: dlaczego. Dlaczego jej syn dopuścił się makabrycznego czynu? Lila wyrzeka się potomka – brzydzi się nim i dość szybko uświadamia sobie, że właściwie nigdy nie żywiła do niego głębszych uczuć. Jednak ta relacja nie jest tak oczywista – owszem, Gabrysia wychowywał przede wszystkim dziadek, jednak chłopak nie był matce obojętny. To dla niego przecież jadła tygodniami placki ziemniaczane, by móc zaoszczędzić pieniądze na rozwój jego muzycznej kariery. Brakowało jej jednak czułości oraz odpowiednich reakcji na przejawiającą się już w dzieciństwie agresję jedynaka, na przykład wobec zwierząt. Od początku do końca pozostaje zawieszone pytanie, czy winny tragedii jest nastolatek, nie potrafiący poradzić sobie z emocjami i urażoną dumą, czy jednak odpowiedzialność spada na matkę? Matkę, która nie potrafiła zapewnić dziecku stabilizacji oraz emocjonalnego oparcia, bo i sama nie miała wzorca – matka Liliany to postać dalszego planu w życiu bohaterki ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Drzazgi

Okładka tej książki jest ciekawa. Granatowe tło, a na nim część twarzy człowieka. Możemy rozpoznać ją po konturze ust, brody, nosa... Co może to oznaczać? Nie mam pojęcia. Ale ciekawie wygląda, więc to jest na plus. 

Posiada skrzydełka, dzięki czemu ma dodatkową ochronę przed urazami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytamy kilka słów o autorce, a na drugim słowa autorki o książce. Strony są białe, literówek nie znalazłam, czcionka jest na tyle duża, że czyta się dobrze. Odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. 
Na samym końcu, na drugiej stronie spisu treści przeczytamy kilka krótkich rekomendacji na temat tej książki. Zarówno blogerów, czytelników jak i autorów. 

Przechodząc do autorki... Fragment, jaki przeczytałam na Internecie wydawał się niezwykle interesujący. Przeczytałam go z niebywałą lekkością i bardzo szybko. A gdy zaczęłam czytać Drzazgi od początku... Było wprost przeciwnie. Nudziłam się. Nie mogłam doczekać się efektu wow. Mimo, iż autorka nie posługuje się górnolotnym piórem, to mimo wszystko czytało mi się tę lekturę nad wyraz dziwnie. Niby lekko, ale treść nudziła mnie. Czułam, jak wszystko powoli wlecze się do przodu. Ale nie traciłam nadziei. Przecież coś musi zacząć się dziać! 

No niestety, rozczarowałam się. Jedynie fragment przeczytany w grupie recenzenckiej, pojawił się daleko od początku i tylko on był dla mnie ciekawy. Cała reszta... Była, bo była. 

Spodziewałam się treści, która zmusi mnie do refleksji. Która sprawi, że będę oczarowana i że będę czuć. Że tak jak podany fragment sprawi, że zacznę patrzeć i przyglądać się nazbyt dobrze bohaterce i jej myślom. Ale to mnie potwornie nudziło i nic więcej. 

Chciałabym powiedzieć coś o niej pozytywnego, ale za bardzo nie wiem co. 

Po prostu ta książka do mnie nie przemówiła. Akcja wlokła się niemiłosiernie. Może plan na fabułę nie był zły, ale brakło mi dialogów, ożywionych dialogów. Czytając odczuwałam ogromne spowolnienie, melancholię i bezsens życia. Nuda. To, co przeżyła nasza bohaterka rozumiem, mogło zostawić traumę. Każdy przeżywa ją w inny sposób. Ale zachowanie tej kobiety po prostu powodowało, że chciałam mocno plasnąć się otwartą dłonią w czoło. Czułam się przez moment jak skazana. 

Nie wiem kompletnie, co jeszcze mogę napisać. Chyba nic więcej nie mam do dodania. Żałuję, że ta książka okazała się tak mało emocjonalna. Tak mało wnikająca w psychikę bohaterów. Żałuję, że nie poczułam ani grama emocji. Jedynie ten fragment naszej bohaterki ze swoją matką był dla mnie ciekawy, a szkoda, że było go tak mało. Relacja matki z córką byłby świetnym tematem do rozwinięcia. A został on jedynie liźnięty... Gdyby pisarka skupiła się na nim bardziej, myślę, że lektura przynajmniej jak dla mnie okazałaby się o niebo lepsza. Ale to tylko moje zdanie. 

Reasumując jestem totalnie zawiedziona. Chciałam cudów po jednym, najlepszym fragmencie z całej powieści, a prócz niego nie dostałam nic ciekawego. Przynajmniej moim zdaniem. 

Osobiście nie polecam. Ale jeśli Wy po przeczytaniu opisu będziecie chcieli dać jej szansę, proszę bardzo. Mam nadzieję, ze chociaż Wam przypadnie do gustu. Bo mi niestety się nie spodobała. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - patrissa
patrissa
Przeczytane:2018-10-07, Ocena: 6, Przeczytałam,

Książka, krótka (zaledwie 170stron), ale jak sam tytuł wskazuje niepostrzeżenie wdziera się w nasz głąb zostawiając ślady. Nie jest to utwór, wobec którego możemy przejść obojętnie. Każe usiąść, zastanowić się, rozłożyć sprawę na czynniki pierwsze. Chociaż  wątek kryminalny jest mocno wyczuwalny, to właśnie psychologiczny aspekt jest dla nas ucztą.
 

Główna bohaterka jest postacią tragiczną; wiecznie uzależniona- alkohol, leki, narkotyki. Robi wszystko by swoje życie zmienić w niebyt, nie chce czuć. Lubi być odurzona by świat nie miał dostępu do jej wnętrza.

Kochała raz w życiu, a późniejsze relacje są tylko powierzchowne. Nie potrzebuje ludzi. Tak naprawdę nie kocha nawet syna- łatwo pozbywa się go ze swojego serca, jakby nigdy nie istniał. Jedyna głęboka i prawdziwa więź łączy ją z ojcem. 

'On mnie jakoś wymazał. Jednym czynem. Znał mnie jak nikt. Wiedział, gdzie uderzyć. Uczę go nie zabijać pająków, a on zabija człowieka?! Wyrzekł się mnie w ten sposób, rozumiesz? To ja teraz wyrzekam się jego.'
 
 Podoba mi się styl Bartoń; tematyka ciężka, a z taką lekkością wnika i rozkłada na części pierwsze psychikę postaci. Język lekki, przyjemny! Dialogi wartkie, ale także z pewną dawką humoru- wytrawnie toczy potyczki słowne bohaterów.

Link do opinii
Avatar użytkownika - PaniWynalazkowa
PaniWynalazkowa
Przeczytane:2018-11-22, Ocena: 5, Przeczytałam,

Czasami wystarczy chwila, jedno mgnienie, by zawalił sie swiat. Jeden czyn, który zmienia wszystko. Życie Liliany rozpada się na kawałki w środę, tę środę, pamiętną środę. Nic już później nie było takim, jakim miało być. 


Główna bohaterka zostaje matką w bardzo młodym wieku. Traci swoją pierwszą i jedyną miłość. Nie kocha nikogo, nie odczuwa głębszych uczuć nawet wobec swojego syna. Właściwie jedyna normalna relacja w jej życiu, to ta z jej ojcem. 


Nadchodzi środa, dzień w którym syn Lialiny dokonuje zabójstwa. Ta zbrodnia wstrząsa jej światem i zmusza do zastanowienia. Wplecione w tekst retrospekcje ukazują jej życie, myśli, odczucia aż do tej chwili. Główna bohaterka ukazana została jako osoba bez uczuć, nie potrzebująca nikogo, kochająca właściwie tylko siebie. To oburzające jak łatwo chce zapomnieć o synu, wykreślić go z życia. Ona uczyła go, by nie zabijał nawet pająków, a on dopuścił się morderstwa. Liliana nie próbuje go bronić, na zimno przyjmuje fakt o zabójstwie, nie chce znać motywu, woli łykać Xanax i skupiać się wyłącznie na sobie. 


Powieść oburza i drażni. Fantastycznie napisane dialogi uzupełniają tę mroczną i niepokojącą historię. Książka ta mimo niewielkiej objętości jest trudnym kawałkiem literatury i ciężko ją przeczytać na tzw. jedno posiedzenie. 


Drzazgi jak tytułowe kawałki drewna są niewygodne i denerwujące, głęboko zachodzą za skórę i nie pozwalają zapomnieć historii napisanej przez Joannę Bartoń. 

Link do opinii

"Drzazgi" to przedziwna opowieść o silnych osobowościach połączonych jakby wbrew własnej woli siecią relacji i powiązań. To historia wciągająca, szokująca, oblepiająca swymi mackami umysł czytelnika i ciągnąca go ku obłędowi. To krótki łańcuch trzech pokoleń, rozpoczynający i kończący się najsłabszymi ogniwami. "Drzazgi" to książeczka, w której zawierają się - mimo małej objętości, wszystkie najpotrzebniejsze słowa - ni mniej, ni więcej. Tyle i aż tyle.

 

Joanna Bartoń stworzyła dzieło krótkie, lecz trafiające w sam środek ludzkiej duszy. Błądzimy po omacku na kartach życia głównej bohaterki, a pomiędzy "wtedy" a "dziś" odbijamy się o introwertyzm, chorobliwy perfekcjonizm, biseksualizm, strach, niepewność, niedowartościowanie i przewartościowanie, brak miłości, szacunku, zaufania, niezdrowe relacje partnerskie na poziomie matka - dziecko, lub zupełne ignorowanie swego potomka, niedojrzałość emocjonalną i niedojrzałość do pewnych ról społecznych, a wszystko to w gęstym sosie pozornej wolności i beztroski.

 

Ile potrafi znieść miłość matki? Ile matka potrafi wybaczyć? Lilianna o swojej nie może powiedzieć wiele - a może właśnie może, lecz nie byłoby to nic dobrego, poza tymi ulotnymi chwilami, w których matka wykazywała szczątkowe zainteresowanie córką. Czy mając taki wzorzec - chorej, szalonej, wiecznie nieobecnej matki sama będzie potrafiła wcielić się w tę rolę? Czy jej syn odnajdzie w niej wsparcie, którego samej Liliannie tak bardzo brakowało? Do tych wniosków czytelnik musi dojść sam, bo ta opowieść daje nam wyłącznie ciężkostrawne, raniące niczym ciernie, niekiedy patologiczne migawki z życia bohaterów.

 

"Drzazgi" na pierwszy rzut oka szokują, by zaraz potem pociągnąć czytelnika - zaraz za Lilianną na dno bólu, cierpienia i rozpaczy. Postawa i czyny głównej bohaterki nie są jednoznacznie złe, co daje nam przyzwolenie na wszelkie próby zrozumienia jej zachowań, być może nawet na pewna dozę sympatii do tej silnej, choć na zawsze już złamanej kobiety.

 

Gabriel - genialne dziecko zrodzone z miłości, dorastające w stanie permanentnej niemiłości i emocjonalnej próżni, chłopiec mający wszystko czego zapragnie, jedynie ze względu na bycie synem swego nieżyjącego ojca i dzieckiem swojej okaleczonej emocjonalnie matki, chłopiec pozbawiony dzieciństwa dopuszcza się straszliwej zbrodni, wokół której zaczyna w szaleńczym dance makabre orbitować jego matka.

 

Lilianna - z własnej woli już nie-matka, ugięta pod ciężarem wyimaginowanego ostracyzmu zaczyna wieść życie utracjuszki - aby zapomnieć, nie myśleć, nie czuć, nauczyć się życia na nowo, doznać czegoś co nie jest obezwładniającym poczuciem pustki.

 

Fantomowy ból po utracie syna-sprawcy próbuje uśmierzyć używkami, zagłuszyć rozrzutnością, przytępić rozwiązłością i utopić w najlepszym wydaniu hedonizmu na jaki obecnie stać jej udręczoną duszę.

 

"Drzazgi" to trudna opowieść o kobiecie, która kochała tylko raz i o matce, która została nią przez narzuconą rolę społeczną.


O nie-matce Polce przeczytacie wyłącznie u Joanny Bartoń, do czego Was z czystym sumieniem zachęcam.

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - niepoczytalna
niepoczytalna
Przeczytane:2018-10-19, Ocena: 5, Przeczytałem,

Wiwisekcja złamanej duszy

Ja wiem, kryminały się sprzedają, ale "Drzazgi" to z pewnością nie jest kryminał. Miłośnicy powieści noir, zawiłych śledztw i krwawych zbrodni mogą w tym przypadku nie odnaleźć tego, co zwykle znajdują w omawianym gatunku. "Drzazgi" to przede wszystkim powieść psychologiczna, wewnętrzne studium matki, która nigdy nie dojrzała do bycia matką i dziecka, które nie miało okazji być dzieckiem.

Niedojrzali emocjonalnie rodzice nie są w literaturze niczym nowym, jednak spojrzenie Bartoń z pewnością można uznać za oryginalne, a kreacje bohaterów za co najmniej nieoczywiste. Nie są ważni rodzice, nie jest ważny pierwszy chłopak, ani dziecko ani nawet zbrodnia. Wszyscy pojawiają się tylko po to, by opowiedzieć historię Liliany. Właściwie w powieści nie jest ważne nic oprócz tego, co dzieje się w głowie głównej bohaterki. A tam dzieje się wiele. Czytelnik ma okazję zobaczyć proces kształtowania się człowieka, córki, matki, partnerki. Złamane dzieci, wyrastają na złamanych dorosłych. Czy poharatany emocjonalnie człowiek, jest w stanie wychować szczęśliwe dziecko?

Liliana ma dziecko, jednak Liliana nie jest matką. A na pewno nie taką, z którą większość matek mogłaby się utożsamić. Upada mit niezachwianej matczynej miłości, która wszystko znosi, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje. Liliana nie tworzy z dzieckiem jedności. Nie tworzy jej z nikim.

Joanna Bartoń szarżuje. Drażni czytelnika kreacją głównej bohaterki i niespodziewanymi rozwiązaniami fabularnymi. Autorka bawi się słowem i ma rzadko spotykany talent do pisania dialogów – w całej powieści tylko jeden zgrzytał w mojej głowie (pierwsze spotkanie Lili i Mury) – czytanie całej reszty było więcej niż przyjemne.
"Drzazgi" to powieść trudna, przemyślana i niezwykle dojrzała (choć wiek autorki wcale tego nie zwiastował). Bartoń przemaglowała psychikę głównej bohaterki, rozłożyła na czynniki pierwsze jej relacje, związki, a przede wszystkim macierzyństwo z nieobecnym (choć tak naprawdę obecnym w każdym momencie) synem, by na koniec i tak zostawić czytelnika z pytaniem: kto tak naprawdę zabił?

"Drzazgi" to nie jest literatura, która będzie do Was krzyczeć z witryn wielkich księgarń-sieciówek. Raczej nie zostanie bestsellerem sklepu na E. (a szkoda!), ale wysilcie się trochę, poszperajcie w księgarniach, zamówcie powieść przez Internet, bo warto. Choćby po to, by zobaczyć, że w kraju nad Wisłą też mamy zdolnych młodych pisarzy.

Link do opinii
Inne książki autora
Do niewidzenia, do niejutra
Joanna Bartoń0
Okładka ksiązki - Do niewidzenia, do niejutra

Kobieta, mężczyzna, dwupokojowe mieszkanie, jedna doba – można by rzec: mocno ograniczona czasem i przestrzenią akcja. I byłaby to nawet prawda,...

Recenzje miesiąca
Bezmiar
Grzegorz Kapla
Bezmiar
Asiunia
Joanna Papuzińska
Asiunia
Bo trzeba żyć. Apolonia
Ewa Szymańska
Bo trzeba żyć. Apolonia
Bachor
Katarzyna Ryrych;
Bachor
Sekret antykwariusza
Paweł Jaszczuk;
Sekret antykwariusza
Łapy i ogony
Magdalena Podbylska
Łapy i ogony
Pokuta
Anna Kańtoch
Pokuta
To nie koniec świata
Ewa Maja Maćkowiak;
To nie koniec świata
Śmierć przy myciu zębów
Mai Thi Nguyen Kim
Śmierć przy myciu zębów
Pokaż wszystkie recenzje