Fandom

Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2018-04-18
Kategoria: Dla młodzieży
ISBN: 978-83-7686-680-2
Liczba stron: 416
Tytuł oryginału: The Fandom
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Dodał/a książkę: owuwu

Ocena: 5 (6 głosów)

Violet i jej przyjaciele są fanami powieści Taniec na szubienicy i członkami fandomu świata wykreowanego w książce oraz jej ekranizacji. Akcja powieści toczy się w XXII wieku. Ludność podzieliła się na genetycznie ulepszonych Genuli oraz zmuszonych przez nich do posłuszeństwa zwykłych ludzi, do których przylgnęło określenie Niedosków. Prawo wstępu na zajmowane przez Genuli Błonia otrzymywały jedynie najsilniejsze i najbardziej uzdolnione jednostki, które musiały im służyć niewolniczą pracą. Aby zachować władzę i utrzymać Niedosków w ciągłym strachu, Genule urządzali co tydzień publiczne egzekucje. Zbierali się w wielkich arenach zwanych Koloseami i oglądali wieszanie Niedosków. Zwyczaj ten nazwano „tańcem na szubienicy”. Violet z młodszym bratem Nickiem oraz przyjaciółkami Alice i Kathy udają się na londyński Comic Con, by wziąć udział w spotkaniu z gwiazdami ekranizacji. Jednak tam nieoczekiwanie cała czwórka zostaje przeniesiona prosto do świata z opowieści. Zostają tam uwięzieni i dodatkowo przypadkowo zabijają główną bohaterkę, Rose. Zostaje tylko jeden sposób, by się uratować: Violet musi zająć miejsce Rose i całą historię przywrócić na właściwe tory. Wierzy, że gdy trafi na stryczek, przyjaciołom uda się wrócić do rzeczywistości. Jednak żadna historia nie jest warta śmierci… Prawda?

Kup książkę Fandom

Zobacz także

Polecana recenzja

Pewnie nieraz zdarzyło się czytelnikom marzyć o tym, by przenieść się do fikcyjnej krainy, stworzonej przez autora książki. Miejsce takie fascynować może swoją niepowtarzalnością, utopijnością, przyciągać nas mogą niesamowici, nietuzinkowi czy idealni bohaterowie. Nie myślimy jednak zwykle o negatywnych stronach opisywanych miejsc. Nie zdajemy też sobie sprawy z tego, że miejsca naszych marzeń mogą okazać się prawdziwym piekłem. O konsekwencjach nieprzemyślanych marzeń, o tym, co to znaczy być człowiekiem i czym tak naprawdę jest człowieczeństwo, opowiada napisana z rozmachem fenomenalna powieść Anny Day Fandom. Violet wraz ze swoimi przyjaciółkami Alice i Katie oraz bratem Natem uwielbiają wszystko, co wiąże się z powieścią Sally King Taniec na szubienicy. Dziewczyny podkochują się w Willowie, Genulu, czyli idealnym, genetycznie zmodyfikowanym nadczłowieku. Nate uwielbia Thorna, dowódcę rebeliantów, których szeregi zasilają zwykli, niezmodyfikowani ludzie, czyli Niedoskowie. Nastolatkowie na wyrywki znają dialogi bohaterów Tańca na szubienicy, z zegarmistrzowską precyzją potrafią też opisać fragmenty filmu nagranego na kanwie tej powieści. Książka Sally King to antyutopia, której akcja rozgrywa się w dalekiej przyszłości. Żyją w jej świecie nadludzie – czyli Genule, reprezentanci klasy bogatej, rządzącej oraz Niedoskowie, niewolnicy, ludzie pełni wad. Jakby tego było mało, Genule ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Fandom

Słowem wstępu do dzisiejszej recenzji jest krótki wywiad z Violet, główną bohaterką „Fandomu". Molik: Violet wraz z przyjaciółmi trafiasz do świata „Tańca na szubienicy", czy odważyłabyś się na podobną wycieczkę do innej książki?Violet: Po tej przygodzie w „Tańcu na szubienicy" nie jestem pewna, czy po raz drugi chciałbym trafić do świata z jakieś książki.Molik: Możesz wyjaśnić dlaczego?Violet: Pewnie. Świat jaki przedstawia nam autor bardzo kusi i wzbudza chęć znalezienia się w nim. Jednak nie zawsze wszystko jest tym, czym nam się wydaje.Molik: W takim razie można stwierdzić, że autorzy fundują nam coś w stylu złudzenia. Dzięki Violet za wywiad , a teraz zapraszam swoich czytelników do przeczytania recenzji. Violet, Alice, Nate oraz Katie wybierają się na Comic Con. Nastolatkowie pragną spotkać się z aktorami, którzy grali w ekranizacji ich ulubionej książki „Taniec na szubienicy". Podczas spotkania dochodzi do dziwnego zdarzenia w wyniku którego bohaterowie przenoszą się do swojej ulubionej powieści. Wkrótce okazuje się też, że Violet musi wcielić się w rolę głównej bohaterki-Rose, ponieważ ta ginie w momencie przybycia nastolatków do jej świata. Czy Violet podoła zadaniu?   „Miłość. Często mówi się o niej, jak o swoistej odmianie choroby psychicznej. Obłąkańczo zakochany, oszalały z miłości, opętany uczuciem… ...
(czytaj dalej)
Avatar użytkownika - dominika_jachimowska
dominika_jachimowska
Przeczytane:,
Violet oraz jej przyjaciele są ogromnymi fanami sławnej powieści Taniec na szubienicy. Książka ta opowiada o antyutopijnym świecie, w którym istnieją ludzie idealni, zmodyfikowani genetycznie, nazywani Genulami, oraz ci zwyczajni, uznawani za gorszych, czyli Niedoski. Główna bohaterka Tańca na szubienicy, Rose, dołącza do rebelii, która ma naruszyć porządek panujący w państwie, w którym Genule co tydzień urządzają widowiskowe uroczystości, których głównym punktem jest oglądanie Niedosków zawisających na stryczku. Rose udaje się wzniecić bunt, jednak dziewczyna przypłaca to życiem. Kiedy Violet wraz z przyjaciółmi wybiera się na Comic Con organizowany w okolicy, wszyscy zostają w jednym momencie przeniesieni do świata ukochanej powieści. Gdy przypadkiem doprowadzają do śmierci Rose, okazuje się, że Violet będzie musiała zająć miejsce głównej bohaterki Tańca na szubienicy, aby doprowadzić fabułę książki do końca, a tym samym wrócić bezpiecznie do domu. Violet doskonale wie, jaki koniec spotkał Rose… Czy dziewczyna także będzie musiała zawisnąć na szubienicy? Śmiało mogę powiedzieć, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Wiecie, całkiem często zdarza się, że czytając opisy fabuły książek mających pojawić się wkrótce na rynku, stwierdzam, że brzmią one interesująco. Jednak niezwykle rzadko któraś powieść od razu zamota mną tak, że mam ochotę ...
(czytaj dalej)

Niejednokrotnie zdarzało mi się marzyć o umiejętności przenikania do wnętrza książek, które swego czasu zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie. Tym samym otrzymałabym szansę znacznie lepiej przyjrzeć się poczynaniom bohaterów, w międzyczasie odkrywając wszelkie, niedostępne dotąd dla zwykłego czytelnika, zakamarki danego świata. I mogłabym pozazdrościć Violet, jej bratu Nate'owi oraz przyjaciółkom dziewczyny, Katie i Alice, takiej szansy od losu, gdyby nie pewien, dość znaczny szczegół... Gdyby od nich to zależało, to zapewne nigdy dobrowolnie nie przenieśliby się do rzeczywistości, w której czekało na nich tylko jedno – śmierć.
Wiadomo nie od dziś, że jestem wielką fanką mrocznych, mrożących krew w żyłach wizji świata, dlatego też nie czułam się ani odrobinę zdziwiona, kiedy w dość ekspresowym tempie dałam porwać się brutalnej scenerii zaoferowanej przez Annę Day. Pochłonięta codzienną walką o własne istnienie, pozbawionych wszelkich wygód (oraz praw), Niedosków nawet nie spostrzegłam, kiedy sama zapragnęłam tego, aby wywyższający się, zmodyfikowani przez swoją nowoczesną technologię Genule wreszcie sami odczuli na własnej skórze znaczenie ich „rozrywki”. Pragnęłam równie mocno, jak oni, aby sami zasmakowali słynnego tańca na szubienicy, by wreszcie zrozumieli, że tak naprawdę nie są bogami i nie mają prawa decydować o czyimś istnieniu. Można śmiało powiedzieć, że utożsamiłam się z niedoskonałymi mieszkańcami tamtego świata, co znacznie bardziej wpłynęło na mój odbiór lektury. I właśnie dzięki temu przymykałam oko na przewidywalne wątki, których również tutaj nie zabrakło. Ale, ale... nie mogę także zapomnieć, że również „Fandom” jest ubezpieczony w momenty, przy których niespodziewany zwrot akcji przyprawiał mnie o gęsią skórkę oraz chęć wypowiedzenia na głos słowa, którego pozwolę sobie tutaj nie zacytować (Zatrzymam sobie tę łacinę podwórkową dla siebie). Niestety tę „idyllę” próbowała zakłócić pewna osoba, po której bym się tego nie spodziewała. No dobra... Było kilka takich postaci starających się o to, abym znienawidziła tę książkę tak szybko, jak ją – poniekąd – pokochałam...

„Opowieść przypomina żywą istotę, Violet. Żyje we własnym, zamkniętym cyklu. Odzyskasz wolność jedynie, kiedy ta historia się dopełni. Gdy pozwolisz się jej narodzić, dojrzeć i umrzeć”.

Violet dała mi się poznać jako nieśmiała, nieskora do wyrażania własnego zdania, zapatrzona w swoją egoistyczną do szpiku kości przyjaciółkę, nastolatka, co nie wróżyło niczego dobrego. Wielokrotnie dawała popis tego, jaka ona jest biedna i bezwartościowa, bo przecież nie może się równać słynnej Alice. I nawet nie wyobrażacie sobie wzrostu mojej irytacji, kiedy w jednym z kulminacyjnych momentów postawiła życie przyjaciółek nad życie jedynego brata! Później starała się jakoś zatrzeć ślady swojej niepodważalnej głupoty, gdzie jakimś cudem (Alleluja!) dokonała niemożliwe, bo zapałałam do niej skromną dozą sympatii. Przestała odgrywać rolę tej gorszej i wreszcie postanowiła uwolnić tę dziką i nieokrzesaną nastolatkę, której nie wolno dmuchać w kaszę. Niestety niesmak poprzednich poczynań nadal był silny, przez co nie umiałam w pełni zaufać Violet. Przecież zawsze mogła zmienić zdanie i ponownie zabłysnąć swoją „inteligencją”... Inaczej jednak miały się sprawy z Ashem, który w pierwotnej wersji „Tańca na szubienicy” ponoć odgrywał rolę wiernego przyjaciela głównej bohaterki. Ślepo zapatrzony w Rose (w której rolę musiała wcielić się Violet), udowodnił, że nie tak łatwo nim dyrygować i że posiada własny rozum, który działa bez zarzutów. Aczkolwiek, to nie zmieniało faktu, iż jego kreacja wydawała mi się nieco... przesłodzona? Owszem, jego poczucie humoru pozwalało chociaż przez chwilę zapomnieć o mrocznych realiach tamtego świata oraz bezinteresowna pomoc bliźniemu pokazywała, że Niedoskowie wcale nie są takimi potworami, na jakich ich starają się wykreować Genule, ale jego zaślepienie Violet nieco wytrącało mnie z równowagi. Powiedzcie mi, czy miłość musi robić człowiekowi aż taką sieczkę z mózgu? Aż czuję tutaj silne nawiązanie do imienników tych bohaterów z innej ksiązki, a mianowicie „Klejnotu” Amy Ewing, gdzie ona również została wydana przez wydawnictwo Jaguar. Przypadek?

Zabrzmi to nieco sadystycznie (i cóż – tak jakby po mojemu), ale z ogromną przyjemnością sama przyczyniłabym się do słynnego tańca na szubienicy „najlepszą” przyjaciółkę Violet, Alice. Nawet nie przypuszczacie jak jej arogancja, próżność oraz bycie „ą-ę” doprowadzało mnie do szału! Doprawdy nie wiem, co ludzie w niej widzieli. Sama osobiście omijałabym tę zadufaną w sobie nastolatkę, coby przypadkiem nie zrobić jej krzywdy, tym bardziej po tym, co zrobiła. Aż dziw, że Katie oraz Nate nie dali się ponieść emocjom i przypadkiem nie dziabnęli jej nożem, kiedy mieli ją w zasięgu ręki, bo zaś tę dwójkę wręcz ubóstwiałam! Z całej ekipy z „nie tego świata” to właśnie oni odznaczali się inteligencją, chociaż Katie niejednokrotnie igrała z ogniem, kiedy jej niewyparzony język dawał o sobie znać w złych momentach. Co nie zmieniało jednak faktu, że ogromnie żałowałam, że nie mogłam poznać ich jeszcze lepiej.

Rozpisuję się aż nadto o bohaterach, ale nie czułabym się zbyt dobrze, gdybym pominęła kwestię Saskii czy Thorna, gdzie każdy z nich robił dosłownie wszystko, aby uprzykrzyć życie Genulem, tym samym powoli doprowadzając do chaosu umożliwiającego Niedoskom zemścić się za wszelkie zaznane krzywdy. W sumie mam wrażenie, że autorce znacznie lepiej wyszła kreacja „niedoskonałych”, bo tylko nieliczni „perfekcyjni w każdym calu” jakoś zdołali mnie do siebie przekonać. W gronie tych szczęśliwców uplasowała się sama Starowinka, której ciepło oraz przeogromna wiedza sprawiły, że z miejsca ją polubiłam, za to Willow, czyli dość rozchwytywany młodzieniec wydawał mi się tak mdły, tak papierowy, że aż miałam ochotę wymiotować, gdy tylko pojawiało się jego imię. Ale cóż się dziwić – w końcu był bohaterem książki w... książce! Incepcja i te sprawy.

Mogę śmiało stwierdzić, że kunszt pisarski Anny Day nie zaprezentowała niczego nowego, jeżeli chodzi o styl pisania. Tak samo jak inni autorzy dystopijnych klimatów, których grupą docelową jest młodzież, posługuje się prostym językiem oraz barwnymi opisami pozwalającymi znacznie lepiej wyobrazić sobie odgrywające się wewnątrz „Fandomu” scenerie czy ukazujące się krajobrazy. Nawet Anna Day „podlizywała się” swoim czytelnikom poprzez liczne nawiązania do innych książek charakteryzujących się pewnym kanonem, co mnie osobiście przypadło do gustu. Jedynie mogłabym się przyczepić do tego, że autorka niekiedy natarczywie próbowała nam podawać najważniejsze elementy fabuły na tacy, zapominając o najpiękniejszej kwestii – zaskoczeniu pochłoniętego lekturą człowieka. A tak nie wolno robić. 

Podsumowując, może niektórzy bohaterowie „Fandomu” robili dosłownie wszystko, aby uprzykrzyć mi lekturę, to koniec końców mogę stwierdzić, że nie jest aż taka zła. Oczywiście nie nazwę tej książki ambitną, bo bym zgrzeszyła, ale niewiele wymagający czytelnik na pewno znajdzie tutaj coś dla siebie. A że przy tym trochę pomarudzi, pojęczy? Cóż... najważniejsze, że książka wzbudza jakiekolwiek emocje, czyż nie?

Link do opinii

Myślę, że każdy czytelnik lub wielbiciel filmów, choć raz marzył o tym, by w jakiś magiczny sposób zostać przeniesionym do świata fantazji, świata ulubionych bohaterów. Nie chcielibyście poznać Bilbo? Lub wraz z Aragornem przemierzać bezdroża Rohanu? A może po prostu usiąść na ławeczce obok Forresta Gumpa? Oczywiście są to marzenia, które mogą się ziścić tylko w książkach. Jedną z nich jest "Fandom". Tytuł książki oznacza "społeczność fanów" więc jeśli się do jakiejś zaliczacie to myślę, że pozycja ta może być właśnie dla was.  Zapraszam do świata "Fandom".


 Violet i jej szkolni przyjaciele są fanami powieści "Taniec na szubienicy", której akcja rozgrywa się w przyszłości. Rozwój technologiczny sprawił, że ludzkość została podzielona na bogatych, udoskonalonych genetycznie Genuli i zepchniętych na margines społeczeństwa Niedosków. Genule żyją w podmiejskich, strzeżonych enklawach, gdzie wstęp mają tylko Ci z Niedosków, którzy zdecydowali się im służyć.
Pewnego dnia Violet wraz z przyjaciółmi odwiedza londyński Comic on. Nieoczekiwanie zostają
przeniesieni wprost w fikcyjny świat powieści gdzie zostają uwięzieni. Na domiar złego główna bohaterka "Tańca na szubienicy" umiera i Violet musi wcielić się w jej rolę by otrzymać szansę powrotu do domu. Czy dziewczynka będzie musiała "zatańczyć na szubienicy" by ocalić przyjaciół?


Muszę przyznać, że pomysł na fabułę był naprawdę nowatorski i miał duży potencjał jednak już od pierwszego rozdziału wiedziałam, że będę mieć z tą książką problem. Serce mówiło jedno a rozum drugie.  Akcja powieści rozpoczyna się lekcją szkolną, kiedy zadaniem uczniów jest opowiedzenie o swojej ulubionej książce. Jest nią oczywiście "Taniec na szubienicy", powieść która niedawno została zekranizowana. Kiedy Violet, choć stremowana,  zaczyna swoją opowieść od razu możemy zauważyć, że jest nią zafascynowana. Dopiero później zwróciłam uwagę na fakt, że cały pierwszy rozdział jest tak naprawdę jednym wielkim spojlerem. Autorka słowami naszej głównej bohaterki opowiedziała co krok po kroku ma się wydarzyć w książce. Co prawda po przeniesieniu do innej rzeczywistości nasi bohaterowie będą mieć wpływ na wydarzenia, jednak ogólny zarys fabuły został nam z góry narzucony. Jeszcze nie zdarzyło mi się czytać książki, która się "samozespojlerowała". Dopóki świat wykreowany przez autorkę był dla mnie nowością, dopóki zajęta byłam poznawaniem naszych bohaterów, czytanie książki sprawiało mi wielką przyjemność. Niestety gdzieś w połowie zdałam sobie sprawę, że głównym zajęciem naszych postaci było analizowanie książki i scenariusza filmowego oraz planowanie następnych kroków. O wiele lepiej by było gdyby autorka dała swoim bohaterom więcej samodzielności, pozwoliła akcji toczyć się własnym tempem, mniej mówić a więcej robić. Na domiar złego, ciągle mnie zastanawiało dlaczego, pomimo wylądowania w świecie fikcji literackiej, nasza bohaterka wszystko porównuje z filmem a nie książką. Czy mam zacząć gratulować reżyserowi faktu, że wiernie się trzymał fabuły, czy po prostu scenariusz jest łatwiejszy do ogarnięcia? Pomimo paru zwrotów akcji oraz mało zaskakujących niespodzianek, nadal nie jestem do końca przekonana. Po otwartym zakończeniu, którego w mojej opinii tak jakby w ogóle nie było, mogę się spodziewać, że planowane są kolejne tomy. Może tam autorka podejmie się lepszego wykorzystania potencjału "Fandomu"?


Skupmy się teraz na naszych głównych bohaterach. Jeśli fabuła zawodzi to jedyne co ją może uratować to właśnie oni. Choć poszczególne postaci, jeśli oceniać je osobno, dało się polubić i na pewno reprezentowały cechy, których poszukuję w ludziach, to jako grupa przyjaciół były niewiarygodne i niedopasowane, wręcz fałszywe. Mowa tutaj o Violet, Alice i Katie. Czasem miałam wrażenie, że znowu znalazłam się w przedszkolu gdzie jedną z najpopularniejszych rozrywek jest obrażanie i obgadywanie innych. Alice podśmiewywała się z Violet za niedawno zdobytą popularność, a ta w odwecie kpiła z jej wyglądu i wrażliwości. Rozumiem, że "kto się czubi to się lubi" jednak pewne zachowania przestają być odpowiednie kiedy wkraczamy w wiek późno szkolny. To co przedstawiła autorka na pewno nie można nazwać przyjaźnią, przynajmniej ja mam nadzieję, że nikt z moich przyjaciół nie wyśmiewa mnie przy kieliszku czy herbatce.  
A żeby były mało to na deser dostajemy jeszcze brata naszej głównej bohaterki, który pomimo swoich 14 lat, zachowuje się jak osoba o dziesięć lat młodsza. Jest irytujący, upierdliwy i snuje się jak przysłowiowy "wiatr po gaciach", ja sama czasem czułam się jak opiekunka do dziecka, a to ostatnie uczucie na które mam ochotę w przypadku lektury. Dość mi dwójki dzieci w domu. 


Więc podsumujmy, fabuła zawiodła, bohaterowie również. Co więc sprawiało, że czytałam dalej? Pomimo błędów i "baboli" nadal byłam zafascynowana samym pomysłem . Z jednej strony straszny a z drugiej zabawny, był  dla mnie fakt że naszym bohaterom przez przypadek udało się uśmiercić główną bohaterkę powieści. Czy to jakiś żart? No bo wyobraźcie sobie, że przez was ginie Frodo albo Harry Potter? Przecież to jest niewyobrażalne. Chciałam doczytać do końca i zobaczyć jak Violet poradzi sobie w całym tym galimatiasie. 


Zapowiadało się interesująco i oryginalnie jednak niestety zabrakło dobrego wykonania. Świat "Fandom" jest niezwykle ubogi, jego budowa niedbała podobnie jak charakterystyka bohaterów, którym zabrakło wielowymiarowości. Książka z gatunku new adult powinna działać na wyobraźnię nastolatków, być kolorowa, pełna akcji i jej zwrotów. Tego tutaj zabrakło, nastąpił przerost formy nad treścią. Żałują, że autorce nie udało się wykorzystać w pełni swojego własnego pomysłu. W pewnym momencie ten dystopijny świat zaczął połykać własny ogon, zaczęłam zauważać jego stereotypowość i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że już to gdzieś widziałam, może w "Igrzyskach śmierci" skoro nawet główni bohaterowie często o nich wspominają? 


Pomimo mojej opinii, uważam że znajdzie się spore grono czytelników, których ta powieść zachwyci, wystarczy zresztą poczytać inne recenzje. Nadal uważam, że sama koncepcja książki jest genialna, przenieść się w świat fikcji literackiej i znaleźć sposób na jednoczesne ruszenie fabuły do przodu i powrót do rzeczywistości. To kupiłam w ciemno. Zabrakło mi tylko dopracowania szczegółów, pewnej dbałości o detale, większej pomysłowości i odtrącenia stereotypów. Jednak ciągle jest szansa. Autorka nie zamknęła ostatecznie furtki, jest jeszcze czas by wszystko naprawić i zrobić z "Fandom" powieść o której będą rozmawiać nastolatkowie nie tylko dziś ale i za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat .Sięgnę po kolejny tom by zobaczyć czy się udało.

Link do opinii

Recenzja z bloga: zatraceni w kartkach

Czy kiedykolwiek mieliście tak, że chcieliście się znaleźć w akcji książki, którą aktualnie czytacie? Podobnie jak w „Niekończącej się opowieści” zrobił Bastian? Ja tak chciałem, ale niestety, to nie mi przypadł zaszczyt znalezienia się w swojej ulubionej książce, tylko Violet i jej znajomym…

Violet, jej brat i dwie przyjaciółki wybrali się na Comic Con, by poznać aktorów, którzy zagrali w filmie na podstawie ich ukochanej książki „Taniec na szubienicy”. W niewytłumaczalny sposób bohaterowie zostają wciągnięci w swoją ulubioną książkę i stają się jej bohaterami. (Ja wiem, to brzmi bardzo źle, ale naprawdę trudno to wytłumaczyć, bo w końcu bohaterowie książki zostali wciągnięci do książki).

Wszystko byłoby nawet fajnie, gdybanie fakt, że już na samym początku umiera główna bohaterka a jej miejsce musi zając Violet. Czy dziewczyna sprosta wyzwaniu i zajmie miejsce Rose? Akcja musi trwać i kołem się potoczyć, tylko jak, skoro nie ma głównej bohaterki?

 

„Fandom” nie powoduje „wow” na samym początku. Zaczyna się zwyczajnie, jak we wszystkich młodzieżówkach. Autorka nie daje znać, że to co napisała jest po prostu świetną książką. U czytelnika powoduj aż znudzenie i chyba nie jeden z nich zrezygnował z dalszego czytania. Jednak im dalej w książkę, tym lepiej. Muszę przyznać jednak, że ten początek to istny zniechęcacz!

 

Bohaterowie książki zostają od razu wrzuceni w wir wydarzeń, jednak świetnie się odnajdują, bo w końcu znają tą powieść bardzo dokładnie. Mimo ogromnej wiedzy na temat świata z „Tańca na szubienicy” bohaterowie „Fandomu” czują strach, bo ich historia nie zmierza ku dobremu. Anna Day stworzyła światy niesamowite! Napisała dwie książki zamiast jednej, obie są interesujące i nie mogę się doczekać, aż autorka wpadnie na pomysł napisania „Tańca na szubienicy”!

 

Autorka ma bardzo przyjemny sposób pisania. W swoim arcydziele postawiła na naturalność, czyli wszystko wygląda tak, jakby pisane było na faktach autentycznych. Wątek miłosny- subtelny, naturalny i uroczy, emocje bohaterów- podobne do tych, które ja bym okazał w takiej sytuacji, sposobność i okoliczności- bardzo prawdopodobne, w końcu na Comic Conie może stać się wszystko!

 

Anna Day sprawiła, że czytając „Fandom” nic innego dla mnie nie istniało. Byłem tylko ja, „Fandom”, „Taniec na szubienicy” i powietrze. Mogę z dumą powiedzieć, że ZATRACIŁEM SIĘ W KARTKACH tej książki!

 

Oprócz pięknej treści, książka ma też piękną okładkę, którą kocham całym serduszkiem. Złote kolce pięknie się błyszczą a sznur na grzbiecie pokazuje nawiązanie do „Tańca na szubienicy”. No mega połączenie!

 

„Fandom” to niesamowita książka mówiąca o tym jak bardzo można zatracić się w książce. Czyta się ją niemiłosiernie szybko a po przeczytaniu odczuwa się głód stron. Pomysł książki w książce to fenomen za który autorka ma ode mnie dużego plusa. Jedynym minusem jest przenudny wstęp, który powodował u mnie senność.

 

Recenzja z bloga: zatraceni w kartkach

 

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Ułuda
Artur Cieślar
Ułuda
A lasy wiecznie śpiewają
Trygve Gulbranssen
A lasy wiecznie śpiewają
Zawód: szpieg
Michał Majewski
Zawód: szpieg
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy