Potomkowie mieszkańców sztetli Rzeczypospolitej stanowią dziś 70% wszystkich Żydów. Nie zostało po nich prawie nic. Ten niezwykły świat rozmywa się, ginie w mrokach niepamięci.
W sztetlu Biłgoraj toczy się życie.
Biedni Żydzi, którzy swoim dzieciom mogą zapewnić jedynie ziemniaki i od czasu do czasu śledzie, pochylają się nad księgami w modlitewnych izbach niczym intelektualni książęta.
Bogaci Żydzi, którzy prowadzą dochodowe biznesy, żyją niemalże jak magnaci.
Nimi wszystkimi próbuje zarządzać państwo w różnych odsłonach - Rzeczpospolita, Rosja, znowu Polska - chcąc na nich zarobić, a czasem skłócić z chłopskim sąsiadem.
Nad głowami jednych i drugich zbierają się czarne chmury...
Andrzej Krawczyk, historyk i dyplomata, wieloletni ambasador Rzeczpospolitej Polskiej, odtwarza świat żydowskiego miasteczka na przykładzie Biłgoraja - sztetla, który pokazał światu laureat literackiej nagrody Nobla Isaac Bashevis Singer.
Takiej Polski nie znacie. Warto to zmienić.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Historyczne
ISBN:
Liczba stron: 448
„Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony” Andrzeja Krawczyka to książka, która jest czymś więcej niż opowieścią o miejscu. To literacka próba ocalenia świata, którego już nie ma — świata sztetla, codziennego życia żydowskiej społeczności, która przez wieki współtworzyła historię Rzeczypospolitej, a dziś w dużej mierze istnieje już tylko w pamięci i archiwach.
Autor zabiera nas do Biłgoraja — miasteczka tętniącego życiem, w którym bieda sąsiaduje z dostatkiem, a duchowość przenika codzienność. Poznajemy ludzi pochylonych nad świętymi księgami w skromnych domach, gdzie na stole królują ziemniaki i śledzie, ale intelekt i wiara czynią ich niemal książętami ducha. Obok nich żyją zamożni kupcy i przedsiębiorcy, prowadzący interesy z rozmachem i ambicją. To społeczność różnorodna, barwna, dynamiczna.
Książka nie skupia się na jednym bohaterze — bohaterem zbiorowym jest tu cały sztetl. Jego mieszkańcy, rabini, kupcy, dzieci uczące się alfabetu, kobiety dbające o dom i tradycję. Autor z dużą czułością i dbałością o szczegół rekonstruuje rytm ich życia: modlitwy, święta, spory, marzenia i codzienne troski. Jednocześnie pokazuje, jak nad tym światem stopniowo zbierają się ciemne chmury historii — zmieniające się granice państw, polityczne napięcia, rosnące uprzedzenia.
To książka historyczna z wyraźnym rysem reportażowym i eseistycznym. Nie jest to klasyczna powieść fabularna z wartką akcją — to raczej opowieść o świecie, który pulsował muzyką, językiem jidysz, handlem, modlitwą i sąsiedzkimi relacjami. Autor oddaje głos przeszłości, przywołuje atmosferę miejsca, które istniało naprawdę i które zostało niemal całkowicie wymazane.
Emocje towarzyszące lekturze są bardzo silne, choć narastają powoli. Najpierw pojawia się ciekawość i zachwyt nad bogactwem kultury sztetla. Potem przychodzi nostalgia — świadomość, że czytamy o świecie utraconym. W końcu rodzi się smutek i refleksja nad kruchością historii i pamięci. To jedna z tych książek, które zostawiają czytelnika w ciszy, z myślą o tym, jak wiele z przeszłości zostało zapomniane.
„Jeszcze słychać tę muzykę” to lektura dla osób zainteresowanych historią Żydów w Polsce, dla czytelników ceniących literaturę dokumentalną i refleksyjną, dla tych, którzy chcą lepiej zrozumieć wielokulturową przeszłość naszego kraju. To także książka dla każdego, kto wierzy, że pamięć jest formą sprawiedliwości.
To poruszająca, ważna opowieść o świecie, który rozmył się w mroku historii, ale którego echo wciąż można usłyszeć — jeśli tylko zechcemy słuchać. Warto po nią sięgnąć, by choć na chwilę przywrócić ten głos.
Po tę książkę sięgnęłam bardzo świadomie. Od zawsze fascynuje mnie historia, szczególnie ta, która dotyczy ludzi żyjących obok nas, a dziś niemal całkowicie zapomnianych z krajobrazu pamięci. Naród opisany w tej książce przez wieki był w naszym kraju niezwykle liczny, współtworzył codzienność miast i miasteczek, a mimo to wciąż wiemy o nim zaskakująco mało. Już sam tytuł "Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj. Sztetl utracony" brzmi jak obietnica, jak cichy dźwięk dochodzący z przeszłości, który autor próbuje uchwycić, zanim całkiem ucichnie. Do tego dochodzi piękne, dopracowane wydanie, gruba okładka, nasycone kolory, struktura przypominająca skórę. To jedna z tych książek, które chce się wziąć do ręki jeszcze zanim zacznie się ją czytać.
Nie bez znaczenia jest dla mnie także sam autor. Andrzej Krawczyk to historyk, dyplomata, wieloletni ambasador Rzeczypospolitej Polskiej – człowiek, który nie tylko zna fakty, ale potrafi osadzić je w szerokim kontekście politycznym, społecznym i kulturowym. Czuć, że to nie jest przypadkowa opowieść, lecz efekt lat wiedzy, doświadczenia i szacunku do tematu.
Książka opowiada o świecie sztetla, a konkretnie o Biłgoraju, który był mikroświatem rządzącym się własnymi prawami. Autor pokazuje życie Żydów w całym jego spektrum, od skrajnej biedy, gdzie codziennością były ziemniaki i śledź od święta, po bogatych kupców żyjących niemal jak magnaci. Widzimy ludzi pochylonych nad księgami w domach modlitwy, intelektualną elitę zamkniętą w skromnych izbach, ale też twardą rzeczywistość handlu, zależności ekonomicznych i ciągłych ingerencji państwa, czy to Rzeczypospolitej, Rosji, czy ponownie Polski. Każda władza chciała na tej społeczności zarobić, czasem ją wykorzystać, czasem skłócić z sąsiadami. Nad tym wszystkim nieustannie wisiało poczucie zagrożenia.
Najciekawsze i zarazem najbardziej poruszające są dla mnie fragmenty, w których Biłgoraj staje się żywym organizmem. Opisy miasta, jego struktury, relacji międzyludzkich, codziennych rytuałów sprawiają, że zaczynam widzieć ludzi, a nie tylko daty i procesy historyczne. Ogromne wrażenie robią również materiały zamieszczone w książce. Fotografie, mapa pokazująca, gdzie leżał Biłgoraj, obrazy budynków i twarze mieszkańców. To moment, w którym historia przestaje być abstrakcyjna. Czytając, nie mogłam przestać się zastanawiać, jak wyglądał zwykły dzień tych ludzi? Jakie mieli marzenia? Czy czuli, że ten świat, tak dobrze im znany, wkrótce zniknie?
Emocjonalnie ta książka nie jest łatwa. Autor prowadzi czytelnika spokojnie, bez taniego dramatyzmu, ale im dalej, tym ciężar historii staje się coraz bardziej odczuwalny. Pojawia się smutek, żal, bezsilność, a momentami także złość na obojętność, na mechanizmy władzy, na to, jak łatwo całe społeczności mogą zostać wymazane. To nie jest lektura, którą się „pochłania”. To książka, przy której trzeba się zatrzymywać.
Najbardziej spodobało mi się to, że autor nie tworzy legendy ani nie idealizuje sztetla. Pokazuje go takim, jaki był z biedą i bogactwem, religijnością i interesami, wspólnotą i napięciami. Dla mnie ogromną wartością jest też ludzki wymiar tej opowieści. Towarzyszyła mi świadomość, że za każdą informacją stoją konkretni ludzie, rodziny, dzieci. To książka, która uczy, porusza i zostaje w głowie na długo.
Polecam ją każdemu, kto chce lepiej zrozumieć historię naszego kraju, ale także tym, którzy czują, że warto ocalać pamięć o światach, których już nie ma. Jeszcze słychać tę muzykę... i naprawdę warto jej posłuchać.
Sztetl to niewielkie miasteczko Europy Wschodniej, w którym przez wieki znaczną część mieszkańców stanowili Żydzi. Był to świat z własnym rytmem, obyczajami, religią i językiem - gęsty od codziennych spraw, sporów, modlitw i handlu. Świat, którego dziś prawie nie ma.
,,Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj, Sztetl Utracony" Andrzeja Krawczyka to próba ocalenia właśnie takiego miejsca - konkretnego, a jednocześnie symbolicznego. Autor, historyk i dyplomata, nie pisze powieści, lecz opowieść opartą na źródłach, dokumentach i liczbach. A mimo to ta książka ma w sobie coś z literatury: puls życia, które przez stulecia toczyło się w Biłgoraju.
Autor prowadzi czytelnika przez wieki obecności Żydów na ziemiach polskich od średniowiecza, przez czasy Rzeczypospolitej, zabory i XIX wiek pod panowaniem Imperium Rosyjskiego, aż po katastrofę XX wieku. Pokazuje codzienność biednych rodzin żyjących skromnie, ale zanurzonych w nauce i religii, oraz bogatszych kupców i przedsiębiorców. Jest tu dużo dat, podatków, statystyk, polityki jednak one nie przytłaczają, raczej porządkują świat, który istniał naprawdę.
Najmocniejszym momentem książki jest aneks z relacją Schunera Walacha - byłego mieszkańca Biłgoraja. To nagłe przejście z perspektywy historyka do głosu świadka. Opis domu, rodzinnych relacji, drobiazgów codzienności, a potem stopniowe narastanie lęku i sceny rozstań, których nie da się zapomnieć. Tu historia przestaje być abstrakcją.
To książka wymagająca skupienia, ale bardzo potrzebna. Nie epatuje obrazami, nie upraszcza. Zostawia czytelnika z poczuciem straty i świadomością, że za słowem ,,Sztetl" kryją się tysiące konkretnych żyć i że ta muzyka naprawdę jeszcze gdzieś cicho brzmi.
Kim był ksiądz Tiso, przywódca ruchu ludackiego – fanatykiem czy oportunistą? Jak to możliwe, że katolicki duchowny został partyjnym aktywistą,...
Boszniacy - muzułmanie, Serbowie - prawosławni, Chorwaci - katolicy. Trzy narody i religie, jeden kraj. ,,W Bośni wszystko jest bardziej: góry i ludzie...
Przeczytane:2026-02-08,
🎼 „ᴊᴇꜱᴢᴄᴢᴇ ꜱᴌʏᴄʜᴀć ᴛę ᴍᴜᴢʏᴋę” ᴀɴᴅʀᴢᴇᴊ ᴋʀᴀᴡᴄᴢʏᴋ 🎼
Ten niezwykły świat rozmywa się, ginie w mrokach niepamięci.
▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪
Lektura książki „Jeszcze słychać tę muzykę” autorstwa Andrzeja Krawczyka zmusiła mnie do wielu przemyśleń. To tego typu książka, która zdecydowanie wymaga od czytelnika większego zaangażowania w lekturę i która pozostaje na długo w głowie po odłożeniu jej na półkę.
„Jeszcze słychać tę muzykę” czytało mi się fenomenalnie, pod względem językowym i dzięki atmosferze panującej w tej książce jest to kawał naprawdę genialnej lektury. Warsztat historyczny i wiedza jaką posiada autor jest wprost zaskakujący. Andrzej Krawczyk odsłania przed czytelnikiem świat niezwykle kruchy, a jednocześnie głęboko zakorzeniony w tradycji. Sztetl nie jest tu jedynie miejscem na mapie, lecz przestrzenią pamięci, w której każdy gest codzienna czynność mają znaczenie. Autor prowadzi nas przez kolejne warstwy życia sztetla: od budowy miasta, religii, nauki, życia rzemieślników i bogatych kupców. Ujawnia zagrywki władzy, która swoim działaniem próbowała na nich zarobić, czasem ich wykorzystać, by potem skłócić z chłopskim sąsiadem.
Andrzej Krawczyk stworzył historię, która od samego początku ciekawi czytelnika. Pełna konkretnej wiedzy i solidnego researchu. Na kartach tej powieści można dostrzec i docenić pracę autora. Dzięki niej odbiorca otrzymuje nie tylko historyczną rekonstrukcję, lecz również emocjonującą refleksję nad kruchością świata opartego na wspólnych wartościach i pamięci. Autor przedstawia nam życie sztetla, nie idealizując faktów, uświadamia, że obok ubóstwa pojawia się dostatek, obok religijnej gorliwości - zwyczajne kalkulacje i interesy, a relacje międzyludzkie sąsiadują z napięciami. Dzięki temu obraz tego świata nabiera autentyczności. Czytając, ma się poczucie, że za każdym opisem stoją prawdziwi ludzie: rodziny, dzieci i ich codzienne życie. To sprawia, że książka nie tylko uczy, ale też porusza i zostaje w pamięci na długo.
„Jeszcze słychać tę muzykę” to książka dla czytelników, którzy chcą bardziej zgłębić temat sztetla. Warto dać jej szansę i odkryć tę historyczną opowieść Andrzeja Krawczyka.