Po tę książkę sięgnęłam bardzo świadomie. Od zawsze fascynuje mnie historia, szczególnie ta, która dotyczy ludzi żyjących obok nas, a dziś niemal całkowicie zapomnianych z krajobrazu pamięci. Naród opisany w tej książce przez wieki był w naszym kraju niezwykle liczny, współtworzył codzienność miast i miasteczek, a mimo to wciąż wiemy o nim zaskakująco mało. Już sam tytuł "Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj. Sztetl utracony" brzmi jak obietnica, jak cichy dźwięk dochodzący z przeszłości, który autor próbuje uchwycić, zanim całkiem ucichnie. Do tego dochodzi piękne, dopracowane wydanie, gruba okładka, nasycone kolory, struktura przypominająca skórę. To jedna z tych książek, które chce się wziąć do ręki jeszcze zanim zacznie się ją czytać.
Nie bez znaczenia jest dla mnie także sam autor. Andrzej Krawczyk to historyk, dyplomata, wieloletni ambasador Rzeczypospolitej Polskiej – człowiek, który nie tylko zna fakty, ale potrafi osadzić je w szerokim kontekście politycznym, społecznym i kulturowym. Czuć, że to nie jest przypadkowa opowieść, lecz efekt lat wiedzy, doświadczenia i szacunku do tematu.
Książka opowiada o świecie sztetla, a konkretnie o Biłgoraju, który był mikroświatem rządzącym się własnymi prawami. Autor pokazuje życie Żydów w całym jego spektrum, od skrajnej biedy, gdzie codziennością były ziemniaki i śledź od święta, po bogatych kupców żyjących niemal jak magnaci. Widzimy ludzi pochylonych nad księgami w domach modlitwy, intelektualną elitę zamkniętą w skromnych izbach, ale też twardą rzeczywistość handlu, zależności ekonomicznych i ciągłych ingerencji państwa, czy to Rzeczypospolitej, Rosji, czy ponownie Polski. Każda władza chciała na tej społeczności zarobić, czasem ją wykorzystać, czasem skłócić z sąsiadami. Nad tym wszystkim nieustannie wisiało poczucie zagrożenia.
Najciekawsze i zarazem najbardziej poruszające są dla mnie fragmenty, w których Biłgoraj staje się żywym organizmem. Opisy miasta, jego struktury, relacji międzyludzkich, codziennych rytuałów sprawiają, że zaczynam widzieć ludzi, a nie tylko daty i procesy historyczne. Ogromne wrażenie robią również materiały zamieszczone w książce. Fotografie, mapa pokazująca, gdzie leżał Biłgoraj, obrazy budynków i twarze mieszkańców. To moment, w którym historia przestaje być abstrakcyjna. Czytając, nie mogłam przestać się zastanawiać, jak wyglądał zwykły dzień tych ludzi? Jakie mieli marzenia? Czy czuli, że ten świat, tak dobrze im znany, wkrótce zniknie?
Emocjonalnie ta książka nie jest łatwa. Autor prowadzi czytelnika spokojnie, bez taniego dramatyzmu, ale im dalej, tym ciężar historii staje się coraz bardziej odczuwalny. Pojawia się smutek, żal, bezsilność, a momentami także złość na obojętność, na mechanizmy władzy, na to, jak łatwo całe społeczności mogą zostać wymazane. To nie jest lektura, którą się „pochłania”. To książka, przy której trzeba się zatrzymywać.
Najbardziej spodobało mi się to, że autor nie tworzy legendy ani nie idealizuje sztetla. Pokazuje go takim, jaki był z biedą i bogactwem, religijnością i interesami, wspólnotą i napięciami. Dla mnie ogromną wartością jest też ludzki wymiar tej opowieści. Towarzyszyła mi świadomość, że za każdą informacją stoją konkretni ludzie, rodziny, dzieci. To książka, która uczy, porusza i zostaje w głowie na długo.
Polecam ją każdemu, kto chce lepiej zrozumieć historię naszego kraju, ale także tym, którzy czują, że warto ocalać pamięć o światach, których już nie ma. Jeszcze słychać tę muzykę... i naprawdę warto jej posłuchać.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Historyczne
ISBN:
Liczba stron: 448
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
Kim był ksiądz Tiso, przywódca ruchu ludackiego – fanatykiem czy oportunistą? Jak to możliwe, że katolicki duchowny został partyjnym aktywistą,...
Boszniacy - muzułmanie, Serbowie - prawosławni, Chorwaci - katolicy. Trzy narody i religie, jeden kraj. ,,W Bośni wszystko jest bardziej: góry i ludzie...